Anonimowy twórca stworzył bezpłatne narzędzie, które błyskawicznie przeszukuje oficjalne dane NFZ z całego kraju i pokazuje, gdzie w Polsce najkrócej czeka się na wizytę do specjalisty. Sprawdziliśmy, jak to działa.
Do redakcji przyszedł list zatytułowany „Anonimowy Polak stworzył [narzędzie] AI, żeby obywatele mogli sami sobie pomóc”.
Chodzi o kolejki do specjalistów, którzy przyjmują na NFZ, a także o możliwość zrobienia badania diagnostycznego, na które mamy skierowanie. Narodowy płatnik co prawda już dawno zamieścił na swojej stronie internetowej specjalną wyszukiwarkę, która pozwala sprawdzić, gdzie np. w Warszawie najszybciej dostać się do kardiologa. Albo gdzie w Bydgoszczy najkrócej czeka się na rezonans magnetyczny kręgosłupa.
Zdaniem pomysłowego Polaka wyszukiwarka ta jest – delikatnie mówiąc – niedoskonała.
Postanowił, korzystając z tych samych NFZ-owskich danych, stworzyć lepsze, bardziej przyjazne narzędzie i udostępnić je bezpłatnie użytkownikom.
Udało mu się. W pierwszej dobie na opracowaną przez niego stronę terminai.pl weszło (bez żadnej reklamy) 500 osób. A po pojawieniu się na Wykopie odwiedzało ją już 95 osób na godzinę.
Twórca — jak dowiedzieliśmy się z listu — chce pozostać anonimowy, ale zgadza się na rozmowę.
Sławomir Zagórski, OKO.press: Dlaczego pan się wziął akurat za wyszukiwarkę terminów wizyt u lekarzy?
Twórca wyszukiwarki: Od dawna szukałem czegoś, co można byłoby „ugryźć” dzięki mojej nowo zdobytej wiedzy. Technologiami bawię się już od paru lat, ale to, co w tej chwili dzieje się z szeroko rozumianą sztuczną inteligencją, jest po prostu fascynujące. Nowe technologie pozwalają robić cudowne rzeczy.
Zastanawiałem się więc, co można zdziałać, jeśli chodzi o NFZ. Bez dużych pieniędzy i bez znajomości.
Dlaczego NFZ? Ponieważ jestem pracownikiem służb wojskowych i jednocześnie służb medycznych. Dodam, że samą medycyną w ogóle się nie interesuję. Na szczęście jestem zdrowy. Ani mnie, ani moim najbliższym, nic nie dolega.
Nie zająłbym się tym, gdyby nie to, że mam codzienny kontakt z ratownikami medycznymi. I w kółko od nich słyszę: „Dlaczego w ochronie zdrowia jest tak, jak jest, a przecież mogłoby być inaczej i niewiele do tego potrzeba?”.
Czytam wypowiedzi mądrych ludzi, oglądam różne wywiady na ten temat i sam łapię się za głowę, dlaczego nic się nie zmienia. Tym bardziej że — jak mówiłem — żyjemy w cudownych czasach, dysponując tak niesamowitą technologią, że przynajmniej niektóre nasze problemy można byłoby łatwo rozwiązać.
Zdaję sobie sprawę, że nasze prawo jest nieprzygotowane na pewne rozwiązania. Że są to skomplikowane rzeczy, których ja, z mojego punktu siedzenia, tu na dole, mogę nie rozumieć.
Nowoczesna technologia dała nam już w zakresie zdrowia ileś potrzebnych rozwiązań. Choćby e-recepty czy indywidualny profil pacjenta. Cyfryzacja w tej dziedzinie idzie może wolniej, niż byśmy chcieli, ale idzie. A gdzie pan widzi największe potrzeby i możliwości?
Opowiem panu o pewnym rozwiązaniu z Wielkiej Brytanii, który mnie zafascynowało. Nie uwierzy pan, ale zrobiła to polska firma, Infermedica z Wrocławia. Otóż stworzyła ona system, który triażuje pacjenta na poziomie portalu internetowego. Triaż polega na tym, że pacjent wpisuje swoje dolegliwości, a system zakwalifikowuje go do jednej z pięciu kategorii.
Czyli sztuczna inteligencja wyrokuje, jak szybko ktoś potrzebuje pomocy. A co jak się pomyli i zbagatelizuje problem?
To system połączony bezpośrednio z tamtejszą pomocą medyczną. Czyli od razu może być przyznany termin wizyty lekarskiej albo natychmiast wysłana do ciebie karetka.
Mimo wszystko bałbym się. Jeśli zadzwonię pod 112, mogę porozmawiać z żywym człowiekiem, który mnie dopyta, ewentualnie rozwieje wątpliwości.
Zgoda. Tutaj lwią część pracy przejmuje sztuczna inteligencja. Z tym że ona przede wszystkim musi być odpowiednio nauczona, sprawdzona. Fachowo mówi się „oskryptowana”. Innymi słowy, ma wypróbowane narzędzia do tego, by cię gdzieś „osadzić” w ochronie zdrowia.
Czy to zastępuje całkowicie telefoniczną pomoc? Nie, ale bardzo ją odciąża.
Tam, gdzie wprowadzono opisane przeze mnie rozwiązanie, po kilku miesiącach odnotowano znaczący spadek liczby zgłoszeń telefonicznych.
W Polsce triaż znamy przede wszystkim z SOR-ów. Kolor zielony, żółty itd.
No i powiedzmy sobie szczerze — ktoś, kto miał kiedykolwiek do czynienia ze służbą medyczną na SOR, wie, że trzy czwarte zgłoszeń jest bez sensu. To są pacjenci, którzy powinni albo być obsłużeni przynajmniej dwa tygodnie wcześniej, albo w ogóle nie powinni tam się znaleźć.
To wina naszego systemu ochrony zdrowia, słabej edukacji zdrowotnej, problemów z dostępem do diagnostyki, etc. W dalszym ciągu nie jestem przekonany, że chciałbym, by w sytuacji, w której nie wiem, co zrobić, czy sprawa jest poważna, czy nie, decydowała o moim losie maszyna, nie człowiek.
Rozumiem pana obiekcje, ale w tę stronę idzie świat. I to się zmienia znacznie szybciej, niż się nam wydaje.
Przykładowo — już dziś ludzie masowo korzystają z ChatGPT, żeby spytać o kwestie dotyczące ich zdrowia. A przecież ogólnodostępne LLM-y [z ang. Large Language Model, czyli zaawansowany system sztucznej inteligencji przeszkolony na ogromnych zbiorach danych tekstowych] nie mają kompetencji, nie są uczone pod tym kątem, żeby takich rad udzielać.
Można w warunkach zamkniętych stworzyć takiego LLM-a, który ma kompetencje na równi — i mówię to z pełną odpowiedzialnością — z lekarzami. Ale z pewnych dziedzin, nie ze wszystkich.
No właśnie. Wiadomo, że AI, jak dotąd, głównie sprawdza się w radiologii. Ale też nie do końca.
Znam ciekawy projekt, gdzie sztuczną inteligencję „nakarmiono” 30 tysiącami zdjęć osób chorych na raka płuc. I potem system był w stanie rozpoznawać, czy czyjeś płuca są zdrowe, czy niezdrowe. Z bardzo wysoką dokładnością — przewyższającą wyniki osiągane przez część doświadczonych radiologów.
Pewnie można znaleźć inne badania, gdzie ta precyzja odbiegała od 100 proc. Ale warto też brać pod uwagę, z czym konkurujemy. Wyobraźmy sobie lekarza pełniącego dyżur w jakimś regionie, który przez kilkanaście godzin sprawdza zdjęcia spływające do niego z różnych ośrodków. Proszę pomyśleć, jakie on ma szanse dokonać stuprocentowo poprawnych ocen tych zdjęć w czasie swojego długiego dyżuru. Wiadomo, że po iluś godzinach pracy może popełnić błąd. To jest ludzkie, naturalne, i to się będzie zdarzać.
Więc gdy mamy do wyboru albo użyć czegoś, co może nas odciążyć (zakładając nawet pewien procent błędu), albo tego nie użyć i zostawić wszystko tak, jak jest, zastanawiałbym się, czy jednak nie warto zdać się na maszynę.
Weźmy też pod uwagę ograniczone środki NFZ. No i zrozumiały ewentualny sprzeciw świetnie opłacanych radiologów, którzy nie chcą zmian.
Zaczęliśmy jednak naszą rozmowę, mówiąc o bardzo skomplikowanych, wyrafinowanych systemach. Tymczasem to, co akurat ja stworzyłem, to po prostu bezpłatna wyszukiwarka terminów, korzystająca z oficjalnych danych NFZ, w którą możemy wpisać to, czego szukamy i dostać błyskawiczną odpowiedź.
Powiem bezczelnie: uprościłem państwową wersję tej wyszukiwarki.
Wypróbujmy zatem pana produkt. Wchodzę na stronę terminai.pl. Załóżmy, że szukam terminu na wykonanie rezonansu magnetycznego prostaty w Warszawie.
Może pan wpisać konkretny szpital w Warszawie. W przypadku dużych miast jest też o tyle łatwo, że gdy wpiszemy „Warszawa”, to jest tylko jedno miasto o tej nazwie w Polsce.
To może podam moją gminę Brzozie, województwo kujawsko-pomorskie, tu, gdzie faktycznie mieszkam?
Śmiało.
O, jak wiele miejsc i terminów od razu wyskakuje! Np. szpital w Świeciu. Raptem 30 km ode mnie. Kolejki brak. Badanie mogę wykonać nawet dziś.
Muszę trochę ostudzić pana entuzjazm. Otóż dane — jak wspominałem — są oficjalne, państwowe. Z tym że każdy oddział, każdy szpital, aktualizuje je sam. Teoretycznie dane powinny być aktualizowane codziennie. Z tego jednak, co sprawdzałem, są nieco opóźnione. Czasem nawet o 2-3 dni.
Nie bardzo rozumiem, jak to możliwe, że badanie mogę wykonać dziś. Na dodatek rozmawiamy w sobotę [2 maja 2026 r.]. Zakładamy, że moje skierowanie jest w trybie stabilnym, a mimo to nie muszę w ogóle czekać? Widzę też, że wyszukiwarka od razu pokazuje numer telefonu, pod który mogę zadzwonić i się upewnić.
Tak, ale uprzedzam, że prawie na pewno nie będzie pan w stanie załatwić tego badania od ręki. Bądźmy realistami. Jest niewielka szansa, że nagle dziś zwolniło się miejsce, bo jakiś pacjent się nie pojawił.
Uprzedzam, że opcje, które się panu wyświetlają, są wyłącznie poglądowe. W ukazujących się szpitalach czy ambulatoriach pracują osoby (najczęściej są to pielęgniarki lub sekretarki medyczne), które aktualizują te dane. I te dane nie muszą być w 100 proc. zgodne z rzeczywistością.
Proszę spisać numer telefonu, zadzwonić i umówić się na nieco odleglejszy termin.
Jestem zaskoczony, że aż w tylu miejscach stosunkowo blisko mnie wykonuje się to badanie. Mogę przebierać jak w ulęgałkach. Wiem np., że w Warszawie, w szpitalu uniwersyteckim przy ul. Lindleya, czeka się na rezonans prostaty ok. 2 miesięcy. A tu – 2 dni, 3 dni, znów 2 dni. Proszę powiedzieć, dlaczego Zespół Opieki Zdrowotnej w Chełmie wyświetlił mi się na żółto, a inne punkty świecą na zielono?
Bo tam na badanie trzeba czekać nieco dłużej, a konkretnie 18 dni. Być może w Chełmie rezonansu nie wykonuje się codziennie. Musi pan zadzwonić.
W porządku. To teraz dla porównania sprawdzamy wyszukiwarkę na stronie NFZ. Wpisuję: „Rezonans magnetyczny, prostata, województwo kujawsko-pomorskie, Brzozie”. Jest odpowiedź: „Nie znaleziono wyników. Zmień kryteria wyszukiwania”. Dlaczego?
Problem polega na tym, że państwowa wyszukiwarka naprawdę nie działa jak wyszukiwarka. Bo żeby dostać odpowiedź, muszę wiedzieć, czego dokładnie potrzebuję, co jest napisane na skierowaniu. Muszę znać konkretne miejsce, gdzie chcę zrealizować świadczenie, co jest przecież bez sensu, bo jeszcze mogę tego nie wiedzieć.
Jeśli mieszkam np. na peryferiach niewielkiej miejscowości i chciałbym dowiedzieć się, jak daleko od niej są dostępne świadczenia i w jakich placówkach, na stronie NFZ tego nie zrobię. Nie da się.
Jest jakaś lepsza strona państwowa, która to pokazuje?
Gdyby była alternatywa, to bym tej wyszukiwarki nie robił.
Na tym polegała ta zabawa, że szukałem czegoś, co mogę poprawić i znalazłem.
A gdybym zadzwonił do NFZ, to wtedy pewnie ktoś odbierający telefon wyszuka mi miejsce z najbliższym terminem wizyty?
Nie wiem, ale podejrzewam, że tak. Bo dawniej nie było tej wyszukiwarki i NFZ pewnie pomagał w inny sposób. Ta dzisiejsza niedoskonała wyszukiwarka to i tak świetne rozwiązanie. Trzeba mimo wszystko oddać hołd naszemu płatnikowi, że zrobił coś takiego i przymusił wszystkie punkty, żeby stale „spowiadały się” na temat wolnych miejsc.
Tyle że szukając w wyszukiwarce NFZ odpowiedzi na moje pytanie, od razu na wstępie się „odbijam”. A jak zadzwonię, to pewnie będę czekał w kolejce, aż ktoś odbierze i prawdopodobnie zrezygnuję.
Na studiach uczono mnie, że gdy tworzymy jakiekolwiek narzędzie cyfrowe, pierwszym pytaniem, jakie sobie zadajemy, brzmi: „Do kogo ono jest skierowane?” Świadczeń medycznych na NFZ potrzebują przede wszystkim osoby starsze. Jeżeli osoba starsza jest na tyle obyta z internetem, żeby spróbować w nim coś takiego znaleźć, to niestety ta wyszukiwarka jest dla niej mało przyjazna.
Ale ja jestem w miarę obeznany z internetem, a i tak mam kłopot. Podejmuję jeszcze jedną próbę. Wpisałem do pana wyszukiwarki: „Rezonans magnetyczny, kręgosłup lędźwiowy, Warszawa”. Wychodzi, że w Instytucie Matki i Dziecka mogę teoretycznie badanie wykonać nawet dziś, a w Szpitalu Bródnowskim za 4 dni. A teraz wpisuję to samo w wyszukiwarkę NFZ. I znów: „Nie znaleziono wyników. Zmień kryteria wyszukiwania”.
I nic panu nie wyjdzie, ponieważ system nie widzi takich dokładnych wpisów.
Proszę wpisać tylko „rezonans magnetyczny”, bez „kręgosłupa lędźwiowego”.
Pomogło. Ale przecież są różne rezonanse. Sprawdzę jeszcze, kiedy uda się zbadać kręgosłup bliżej mnie, czyli w okolicach Brzozia. Niestety, znowu nic nie wyskakuje.
Bo wpisał pan „Brzozie”, a w tym wypadku trzeba podać wyłącznie województwo. Brzozie jest bowiem za małe i tam raczej nie ma placówki, która wykonuje to badanie.
No tak, tylko to trzeba wiedzieć, jeśli zamierzamy skorzystać z państwowej wyszukiwarki. Przydałaby się instrukcja.
Zgadzam się, powinna być instrukcja.
Ma pan jakiś feedback po udostępnieniu swojej wyszukiwarki?
Niestety nie, bo — jak mówiłem — nie chcę się ujawniać.
Pokazałem ją najpierw kolegom w pracy. Powiedzieli, że fajne, że działa. Siedzieliśmy wspólnie, klikaliśmy. Sporo rzeczy po drodze trzeba było naprawić. Wpisywaliśmy trochę zawiłe, mało logiczne rzeczy, i mój system to znajduje. Poza tym można się pomylić, wpisać coś z błędem, a on i tak zawsze coś proponuje.
Mimo że w wyszukiwarce Google'a strona się jeszcze nie pojawiła, kilkaset osób wchodzi w ciągu jednego dnia. Ludzie dowiadują o niej się pocztą pantoflową.
Czeka nas ograniczanie badań. Tym bardziej będziemy potrzebowali dobrej wyszukiwarki.
W Polsce wciąż słyszymy o kolejkach na badania bądź na wizytę u specjalisty.
Moim zdaniem narracja o bardzo długich terminach wynika z tego, że wyrywkowo brana jest pod uwagę cała Polska. To bowiem pasuje do wspomnianej narracji. Dlatego opinie na temat stanu kolejek na NFZ tworzy się na podstawie danych z dużych miast.
Faktycznie, jeśli spojrzeć na średnią, to w skali kraju kolejki się wydłużają. Ale to nie znaczy, że w mniejszych miejscowościach nie ma krótszych terminów.
Czy NFZ albo Ministerstwo Zdrowia odezwało się może do pana?
Nie.
Twórca wyszukiwarki zaoferował NFZ, Ministerstwu Cyfryzacji i Ministerstwu Rozwoju nieodpłatne przekazanie projektu na cele społeczne. Czeka na odpowiedź.
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Komentarze