0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 23.08.2025 Warszawa, ul Belwederska. Dzień Flagi Ukrainy. Wspólne malowanie flagi Ukrainy przed ambasadą Rosji, pod hasłem Solidarni z Ukrainą. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl23.08.2025 Warszawa,...

W Dniu Flagi Ukrainy (23 sierpnia 2025 r.) grupa kilkudziesięciu osób namalowała przed Ambasadą Rosji, na pasie ul Belwederskiej, długą na kilkadziesiąt metrów flagę Ukrainy. Aktywiści rozlewali pasy niebieskiej i żółtej farby i rozsmarowywali ją miotłami.

Na wezwanie Ambasady Rosji szybko interweniowała policja. Ściągała uczestników happeningu z drogi, utrudniała dokończenie malowania flagi, spisała część z nich – 16 osób. Zapowiedziała wobec nich postępowania.

Rosjanie ściągnęli także warszawskie służby miejskie. Już 30 minut po zakończonej akcji panowie zmywali kolory niebieski i żółty z jezdni. Po dwóch godzinach już niewiele zostało.

Przeczytaj także:

Do czterech zarzutów

Po tej akcji, na wezwanie policji, niektórzy z aktywistów składali wyjaśnienia. Inni odmówili, bo nie są one obowiązkowe. Na przełomie stycznia i lutego do części aktywistów biorących udział w akcji – co najmniej do ośmiu osób – trafiły informacje z Komendy Rejonowej Policji Warszawa I na ul. Wilczej – to ta prowadzi sprawę. Dotarliśmy do zawiadomień, jakie otrzymało sześć osób, m.in. Stanisława Skłodowska, Arek Szczurek – byli członkowie Lotnej Brygady Opozycji – oraz Leokadia Jung i Katarzyna Augustynek, znana jako Babcia Kasia. Wynika z nich, że wszystkim policja stawia dwa takie same zarzuty:

  • „wybryk” polegający na wejściu na jezdnię i wylewaniu farby na nią czym „zanieczyścili drogę publiczną, zakłócili ład i porządek publiczny oraz utrudnili ruch na drodze publicznej”;
  • spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym „poprzez zanieczyszczenie farbą powierzchni jezdni, powodując na niej zmniejszenie tarcia skutkujące wydłużeniem drogi hamowania pojazdów mechanicznych”.

Dodatkowo czwórka z tych, do których pism dotarliśmy, dostała zarzut niestosowania się do poleceń funkcjonariusza policji – w trakcie interwencji nakazywali opuszczenie jezdni. Zaś Katarzynie Augustynek postawiono aż cztery zarzuty – oskarżono ją również o powieszenie flagi Ukrainy, na drzewie przed ambasadą („umieściła na pniu drzewa materiał w kolorach niebiesko żółtym bez zgody zarządzającego tym terenem”).

W pismach komenda informuje, iż do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia skierowała wnioski o ukaranie obwinionych. Teraz czekają na decyzję sądu – wyroki nakazowe lub oddalenie/umorzenie sprawy.

„Nic tam się nie stało”

Aktywiści nie zgadzają się z działaniami policji. Stanisława Skłodowska podkreśla, że oskarżono ją o rzeczy, których nie robiła. -Mam to udokumentowane – nie brałam udziału w malowaniu jezdni. Stałam na poboczu z tablicą dla kierowców: „Uwaga zwolnij. Akcja obywatelska”. A oni robią mi zarzuty, że wchodziłam na pas jezdni i malowałam. Nieprawda. Pani Arciszewska (policjantka, która podpisywała wnioski do sądu – red.) nie przyłożyła się do pracy – podkreśla Skłodowska.

Autor niniejszego tekstu relacjonował wówczas ten happening i faktycznie było tak, jak twierdzi Stanisława Skłodowska.

Arkadiusz Szczurek uważa, że działania policji są skandaliczne w obliczu tego, co robi Rosja na Ukrainie. – Powinni już na policji umorzyć to postępowanie, bo wiedzą, w jakim to było celu. Nie chcieliśmy zaszkodzić kierowcom i nie zaszkodziliśmy. Nic tam się nie stało – argumentuje. Już wcześniej brał udział w akcjach antyrosyjskich – oblali rosyjską ambasadę farbą, jako Lotna Brygada Opozycji wysypali przed wjazdem do niej węgiel. Zaś dwa lata temu Szczurek razem z inną osobą zrzucili przed domem ambasadora Rosji – Sergieja Andriejewa – całą przyczepkę ciepłego, parującego jeszcze gnoju.

- Policja za każdym razem sprawy dotyczące tych akcji musiała umorzyć, bo nic nie dostałem. Nie było drogi sądowej. A teraz działają – podkreśla Szczurek.

Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog, wówczas przewodniczący spontanicznego zgromadzenia, w ramach którego malowano tę flagę Ukrainy – także jest oburzony działaniem policji. – My niczego nie zniszczyliśmy, a mogliśmy legalnie tam działać, bo zgłosiliśmy zgromadzenie spontaniczne – zauważa.

Aktywiści podkreślają też, jak bardzo dbali, by akcja nie miała negatywnych efektów dla uczestników ruchu drogowego oraz środowiska. Zadbali o przejeżdżające auta – na początku strefy happeningu, w której malowano flagę, osoby trzymały tabliczki z informacjami „Uwaga zwolnij. Akcja obywatelska”. Zaś na końcu każdego pasa ruchu była „stacja mycia” – aktywiści ze spryskiwaczami mogli umyć opony zabrudzone farbą, tym którzy chcieli.

Organizatorzy ściągnęli też z Wielkiej Brytanii specjalną farbę – nie zawiera szkodliwych substancji, łatwo się rozpuszcza i można ją stosować do malowania pasów jezdni. Koszt farby – kilkanaście tys. zł – był wielokrotnie wyższy, niż gdyby zakupili nieekologiczną w Polsce.

Zbieg okoliczności?

Spośród osób, których ściga policja za ten happening, są co najmniej dwaj współorganizatorzy akcji „Ciepło z Polski dla Kijowa” – zrzutki na agregaty dla marznących mieszkańców stolicy Ukrainy. Do Ukrainy trafiło już prawie 500 agregatów zakupionych za wpłacone przez Polaków pieniądze.

Pisma z komendy do obwinionych wysyłano – dosłownie – kilka dni po tym, gdy akcja okazała się ogromnym sukcesem. Zrzutkę rozpoczęto 19 stycznia. 22 i 23 stycznia już mówiła o niej cała Polska, a pisma z komendy – według naszych rozmówców, którzy to ustalili – wysyłano 26 stycznia. Niektóre z nich mają jednak datę sporządzenia 12 stycznia. Jako dzień, w którym skierowano wnioski do sądu, policja także podaje tę datę.

Większość naszych rozmówców uważa lub ma nadzieję, iż to raczej niefortunny zbieg okoliczności, że twórcy takiej niewygodnej dla Rosji akcji są ścigani przez polską policję za malowanie flagi Ukrainy przed Ambasadą Rosji.

Wysłaliśmy pytania w tej sprawie do Komendy Rejonowej Policji Warszawa I. Czekamy na odpowiedzi.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze