"Ja dotrzymam słowa, bo jestem człowiekiem, który ma swoje słowo za świętość" - atakował Duda Komorowskiego w kampanii prezydenckiej. W piątek protestujący w Sejmie rodzice dorosłych osób niepełnosprawnych zmusili prezydenta, by razem z nimi obejrzał nagranie ze spotkania w 2015 roku, na którym składał im obietnice. Żadnej nie dotrzymał

Prezydent Andrzej Duda jest drugim po minister Elżbiecie Rafalskiej politykiem rządzącego obozu, który przyjechał do protestujących w Sejmie rodziców dorosłych osób z niepełnosprawnościami. 17 osób, rodzice i ich dzieci, rozpoczęło 18 kwietnia 2018 roku okupację sejmowych korytarzy. To odwieszenie ich protestu z 2014 roku.

W imieniu całej społeczności protestujący domagają się natychmiastowego:

  • podwyższenia renty socjalnej z 744 zł do kwoty najniższej renty ZUS, czyli 1000 zł;
  • wprowadzenia zamiast 150 zł zasiłku rehabilitacyjnego dodatku rehabilitacyjnego w wysokości 500 zł, przysługującego wszystkim osobom niepełnosprawnym stopniu znacznym, niezdolnym do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18 lat.

20 kwietnia na sejmowych korytarzach protestujący zaskoczyli Andrzeja Dudę, który przyjechał, by ich wysłuchać. Iwona Hartwich, liderka protestu mówiła:

„Panie prezydencie, czy 900 zł w portfelu takiej osoby, czyli 150 zł zasiłku rehabilitacyjnego, które jest od 13 lat, i renta socjalna tak naprawdę głodowa, która wynosi 744 zł, ma wystarczyć na godne życie? My się dziś zwracamy do pana, bo wiemy, że ma pan inicjatywę ustawodawczą, żeby pan coś dla nas zrobił dla tych niepełnosprawnych dzieci po 18. roku życia”.

Potem pokazała mu film z przedwyborczej konwencji z 2015 roku, na której Andrzej Duda o rodzicach i opiekunach osób niepełnosprawnych mówił: „To bohaterowie w każdym społeczeństwie i każde państwo powinno ich doceniać. Prezydent nie może się bać i wstydzić spotykać z tymi ludźmi.

To wstyd dla polskiego państwa, że takim osobom nie pomaga, że takie osoby oszukuje”.

Prezydent wysłuchał nagrania zmieszany. Przekonywał protestujących, że inicjatywa ustawodawcza zostanie przygotowana albo przez jego Kancelarię, albo przez gabinet minister Elżbiety Rafalskiej. Jednak rodzice – nauczeni doświadczeniem z kampanii wyborczej – zapowiedzieli, że nie opuszczą sejmowych korytarzy, dopóki nie zobaczą ustawy.

Z informacji portalu 300polityka.pl wynika, że Andrzej Duda zaproponował protestującym skorzystanie z prezydenckiego gabinetu w Sejmie na czas trwania strajku.

Warszawski Strajk Kobiet dziś o 18:00 znów zbiera się pod Sejmem, żeby wyrazić wsparcie dla osób niepełnosprawnych i ich rodziców. Na facebooku dostępna jest też lista rzeczy, których potrzebują protestujący (tutaj).



Duda zapomniał o swoich obietnicach

Podczas konwencji kończącej kampanię prezydencką w maju 2015 roku (pod hasłem „Dobra zmiana”) Andrzej Duda, nawiązując do protestu rodziców niepełnosprawnych dzieci z 2014 roku, mówił:

„Wychodzi Donald Tusk wobec strajkujących rodziców dzieci niepełnosprawnych, składa obietnice. Prezydent ich nie widzi. Żona prezydenta mówi: „zapraszam”. Matki dzieci niepełnosprawnych mówią, że nie przerwą protestu, bo chcecie nas z Sejmu wybawić.

Rozmawiałem niedawno z jedną z tych mam, pytałem, czy dotrzymano obietnic. Powiedziała, że nie dotrzymano i znów protestują”.

Po przemowie Dudy na scenę weszła Elżbieta Ziółkowska, matka niepełnosprawnej Joanny. Mówiła: „Proponuje się mojej córce i innym osobom niepełnosprawnym pracę ochroniarza albo sprzątacza i koniec końców po prostu siedzi w domu. Dopóki żyją rodzice, ma od nas pomoc, bo sama otrzymuje 600 zł renty. Ja natomiast w tej chwili leczę się onkologicznie i nasza przyszłość jest zagrożona.

Liczę na to, że kiedy prezydentem zostanie pan, jej życie odmieni się. Bo w tej chwili osoby niepełnosprawne nie mają żadnych szans”.

Inne niespełnione obietnice Andrzeja Dudy

OKO.press znalazło więcej deklaracji Andrzeja Dudy z kampanii wyborczej w 2015 roku. Pytany przez portal niepełnosprawni.pl o najpilniejsze inicjatywy ustawodawcze prezydent obiecywał wtedy:

„właściwe wsparcie opiekunów osób niepełnosprawnych, gratyfikację za ich ciężką codzienną pracę na etacie”.

Równie ważne wydawało się prezydentowi w maju 2015 roku stworzenie „całego koherentnego prawodawstwa, które ureguluje szczegółowo te kwestie”. Pisał: „To może czas na Ustawę o Niepełnosprawnych Polakach, której beneficjentami będą osoby niepełnosprawne i ich najbliżsi”.

W liście skierowanym do opiekunów osób z niepełnosprawnością z 5 maja 2015 Andrzej Duda pisał:

„Zdaję sobie sprawę, jak odpowiedzialna i wymagająca jest praca opiekuna osoby niepełnosprawnej. Wiem, że to determinacja i poświęcenie. To oddanie swojego życia, kariery i rozwoju dla drugiej osoby. Dlatego uważam, że świadczenia dla wszystkich opiekunów muszą być równe.

W państwie prawa nie można dzielić opiekunów osób niepełnosprawnych.

Przywrócenie równego traktowania opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych w państwie prawa powinno stać się faktem. Powinno spowodować, że osoby, które bezprawnie zostały pozbawione świadczenia pielęgnacyjnego i obecnie pobierają jego rekompensatę, odzyskają utracone prawa nabyte”.

Minęły trzy lata i nic się nie zmieniło.

Do dziś polskie prawo krzywdzi i dzieli opiekunów osób z niepełnosprawnościami. Dostają świadczenie pielęgnacyjne w różnej wysokości – w zależności od tego, kiedy powstała niepełnosprawność. „Na przykład opiekunka osoby, która straciła sprawność w wieku 17 lat może dostać 1300 zł, a opiekun kogoś, kto stał się niepełnosprawny w wieku 18 lat – 520 zł, a jeszcze inny nic – bez względu na skalę potrzeb opiekuńczych” — pisał w OKO.press Rafał Bakalarczyk.

Trybunał Konstytucyjny 21 października 2014 roku (sprawa K 38/13) uznał takie prawo za niekonstytucyjne. Jednak polskie państwo do dziś nie wykonało tego wyroku. Jest to tym bardziej zastanawiające, że to PiS wnioskował do Trybunału.

Wielokrotnie głos w tej sprawie zabierał Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. Rok po objęciu władzy przez PiS, w październiku 2016, RPO nalegał na „pilne podjęcie działań porządkujących system świadczeń pielęgnacyjnych wypłacanych opiekunom osób niepełnosprawnych”.

Pokazywał absurdy obowiązującego prawa: „Pan Krzysztof ma 30-letniego syna, u którego ciężką niepełnosprawność zdiagnozowano dopiero w wieku 28 lat. Pan Krzysztof nie dostaje od państwa nic – ani 1300 zł, ani nawet 520 zł –  bo dochód na głowę w rodzinie przekroczył 764 zł. Gdyby syn miał wypadek na motorze jako 17-latek, pan Krzysztof dostawałby 1300 zł”.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym