Konwencja samorządowa PiS to było wielkie ocieplanie wizerunku partii i jej polityków. Co prawda rozwalamy sądy i łamiemy konstytucję, ale za to zobaczcie, jakie ładne mamy rodziny i żony nas kochają

Każda konwencja partyjna jest spektaklem, ale ten był wyjątkowo sprawnie wyrażyserowany. Każdy najdrobniejszy szczegół miał umacniać przekaz partii rządzącej: oddajcie nam więcej władzy. Na początku wydawało się, że będzie jak zwykle: przemówienie Kaczyńskiego (było), przemówienie Szydło (nie było), wymęczone przemówienie Morawieckiego pełne przekłamań (było, ale nie było wymęczone). Tymczasem już po przemówieniu Kaczyńskiego wszystko poszło inaczej niż na znanych w Polsce partyjnych konwencjach.

Konwencję samorządową PiS 2 września 2018 zaplanowano wedle najlepszych amerykańskich wzorców. Ma chwytać za serce, budzić emocje. Polityk to też człowiek. Ma żonę, dziecko, przyjaciółkę, siostrę. Bywa zmęczony/a. Zażartuje i cały czas się uśmiecha. 

Były posłanki ubrane w kolory flagi narodowej, prezydent Stalowej Woli, który wygrał tam w pierwszej turze niósł sobą przekaz, że wszystko jest możliwe, był syn współzałożyciela PO, zmarłego w katastrofie smoleńskiej. Była też modlitwa:

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju;
abyśmy siali miłość,
tam gdzie panuje nienawiść.

Żony zachwalają mężów

Dramaturgicznie konwencja została podzielona na trzy części: 1. wystąpienie Kaczyńskiego, 2. wystąpienia kandydatek i kandydatów i bliskich im osób, 3. przemówienie premiera Morawieckiego. W międzyczasie wydarzyły się dwie dodatkowe rzeczy: pokazano samorządowy spot wyborczy, którego głównym bohaterem był Mateusz Morawiecki. Szoł uzupełniało też przedłużenie porozumienia między partiami tworzącymi Zjednoczoną Prawicę. Na scenie pojawiły się trzy stoliki: Jarosław Gowin, Zbigniew Ziobro i Kaczyński podpisali papiery podane przez hostessę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszoplanowych polityków, „starą gwardię”.

Na koniec zaś Morawiecki wsiadł w „Pisobusa” i ruszył w Polskę.

Po wystąpieniu Kaczyńskiego nastąpił największy zwrot akcji.

Obszernie opisaliśmy je w tekście Piotra Pacewicza „Na konwencji PiS Kaczyński zmienił nam ustrój: „Istotą demokracji jest realizowanie obietnic wyborczych”). Nudne przemówienie zawierajace znane wszystkim elementy (Lech Kaczyński, ataki z zewnątrz i z wewnątrz, my budujemy demokrację, a oni psują) było tylko wstępem do dalszej części, która przebiegała w iście Hollywoodzkim stylu. Na niebieskiej scenie zza białej trybuny przedstawiali się kandydaci i kandydatki Zjednoczonej Prawicy w wyborach samorządowych.

  • Przeczytaj, jacy kandydaci i kandydatki wzięli udział w konwencji PiS

    Patryk Jaki (33 lata)- kandydat na prezydenta Warszawy, obecnie wieceminister sprawiedliwości i szef komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji;

    Małgorzata Wasserman (40 lat) – kandydatka na prezydenta Krakowa, obecnie posłanka i przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold;

    Mirosława Stachowiak-Różecka (45 lat) – kandydatka na prezydenta Wrocławia, obecnie posłanka PiS;

    Kacper Płażyński (29 lat) – kandydat na prezydenta Gdańska, do niedawna zajmował kierownicze stanowisko w spółce Energa;

    Lucjusz Nadbereźny (33 lata) – prezydent Stalowej Woli, wygrał w pierwszej turze, członek Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Najpierw na scenie pojawiła się żona kandydata na prezydenta Warszawy Anna Jaki. Mówiła o wiceministrze Jakim w tonie bardzo osobistym: „Jest stabilny i pewny, można na niego liczyć, wszystko, co sobie zaplanuje – zrealizuje. Chciałabym zaprosić dwóch najważniejszych mężczyzn w moim życiu: Radzia i Patryka”. Radzio to syn Anny i Patryka Jakich z zespołem Downa.

Po emocjonalnym wystąpieniu żony słowa kandydata brzmiały jak wyuczona na pamięć lekcja, w której wygrażał Platformie Obywatelskiej. „Skończymy ten koszmar i zaczniemy prawdziwy sen o Warszawie” – zapowiedział.

Następnie na telebimie pojawiła się twarz Agaty Wasserman. Mówiła o „młodszej, bardzo odważnej siostrze”, zapowiadając posłankę. Głównym przekazem kandydatki na prezydenta Krakowa była służba:

„Nam zależy, nie robimy tego dla pieniędzy, dla własnej sławy i chwały, robimy to, bo bardzo kochamy Polskę”.

To ona wprowadziła kolejną bohaterkę dnia. O Mirosławie Stachowiak mówiła jako o starszej, bardziej doświadczonej koleżance, od której wiele się w polityce nauczyła.  To ciekawy element, niemal nieobecny w przekazie głównonurtowej polityki – dzielenie się wiedzą i doświadczeniem przez kobiety. „Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych” – zachwalała Wasserman kandydatkę.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że stroje obu polityczek też były elementem planu: Wasserman w białej prostej sukience, Stachowiak-Różecka w czerwonym garniturze.

„Drodzy warszawiacy, gdańszczanie, łodzianie, krakowiacy, poznaniacy, przyjechaliście tutaj dzisiaj ze swoich ukochanych, pięknych miast, ale chcę wam powiedzieć, bez urazy, że najpiękniejszym polskim miastem jest Wrocław” – żartowała na początek Stachowiak-Różecka.

Następna żona na scenie: Natalia Nitek-Płażyńska. Opowiadała, że decyzje o kandydaturze jej męża została podjęta, gdy szykowali się do ślubu, więc wybór garnitury zszedł na dalszy plan wobec spraw wagi państwowej. Dziękowała za zaproszenie na konwencję, bo mogła z mężem zjeść śniadanie. „Pokochałam człowieka, który jest porządny. On właśnie taki jest: pracowity, sumienny, pełen wewnętrznej siły”.

Kacper Płażyński, najmłodszych spośród prezydenckich kandydatów, syn zmarłego w katastrofie smoleńskiej polityka PO, dziękował żonie: „Taka żona u boku to już jest dla mnie bardzo wiele, to jest połowa sukcesu” i zapowiadał rządzenie bliższe ludzi: „W Gdańsku władza zamknęła się w kryształowych pałacach. Mieszkańcy potrzebują wysłuchania, a nie konferencji prasowych”. On też uderzył w ton służby:

„w moim domu polityka to była codzienność. Ale innych słów się używało. W moim domu o polityce się mówiło jako o służbie. Wiem, że wszyscy tutaj państwo jesteście tacy jak ja, chcecie służyć Rzeczypospolitej, chcecie służyć swoim małym ojczyznom”.

Ostatnie z samorządowych wystąpień należało do Lucjusza Nadbereźnego. Ogłosił: „Twardą gumką wymazaliśmy słowa «nie da się»”, a na zakończenie wyrecytował z pamięci modlitwę franciszkańską:

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju;
abyśmy siali miłość,
tam gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie,
tam gdzie panuje zwątpienie;

nadzieję,
tam gdzie panuje rozpacz;
światło,
tam gdzie panuje mrok;
radość, tam gdzie panuje smutek.

Przedostatnim punktem było przemówienie premiera. „Chcemy łączyć, chcemy sklejać, wbrew temu, co się nam przypisuje. Jesteśmy dobrymi gospodarzami tej ziemi” – mówił zachrypiały Morawiecki. Po podsumowaniu osiągnięć rządu i zapowiedzeniu nowych Mateusz Morawiecki ogłosił: „spakowałem się na dwa miesiące i ruszam autobusem do Łowicza”. Po czym przeszedł przez tłum działaczy, rozdając selfie i faktycznie wsiadł do „Pisobusa” z orzełkiem w koronie – logo partii.

Całą konwencję można zobaczyć tutaj.

Co wynika z konwencji

Przywództwo. Prezenterka TVP Info podsumowała, że konwencja pokazała, „kto jest przywódcą PiS”. Nie jest to jednak takie jednoznaczne. W warstwie przekazu dosłownego to przemówienie Kaczyńskiego było faktycznie najmocniejsze. I to Kaczyński daje emocjonalne paliwo, rysując podziały i wyznaczając wrogów. Jednak wyjątkowo mocna była też obecność Mateusza Morawieckiego: to on jest twarzą w kampanijnym spocie, to on wygłosił najdłuższe przemówienie, to on będzie niósł w Polskę złe i dobre nowiny PiS.

Drużyna. Ta konwencja należała do 30 i 40-latków. PiS chciał pokazać, że ma kadry, które mogą zastąpić starsze pokolenie, a partia nie kończy się na ministrze Błaszczaku czy Brudzińskim. Partia dobrze odczytuje oczekiwania społeczne, by w polityce było więcej kobiet. Jednak na niedzielnej konwencji połowa kobiet wystąpiła w tradycyjnych rolach żon, które zachwalają swoich mężów.

Beata Szydło na bocznym torze? Największa nieobecna. PiS pokazał drużynę, ale zabrakło drużynowej. Beata Szydło nie wystąpiła na konwencji. Przed trzema laty to Szydło poprowadziła pierwszą zwycięską kampanię PiS. Była szefową sztabu wyborczego Andrzeja Dudy, komentatorzy uważali, że to ona odpowiada za sukces kampanii prezydenta. Mówiono, że Szydło była świetną organizatorką, która umiała zgrać setki spotkań Dudy w kraju, a także radziła sobie z wyciszaniem wewnętrznych sporów i skutecznie budowała jedność w sztabie. Rywalizację o szefowanie sztabowi Szydło wygrała wówczas z Mirosławą Stachowiak-Różecką.

Partia władzy idzie po władzę. W trakcie konwencji PiS starał się przedstawić jako… nowa siła. „Rządzą w 15 na 16 sejmików, trzeba to zmienić, demokracja wymaga zmiany” – mówił premier Morawiecki. Przed pierwszymi wyborami po przejęciu władzy PiS stara się więc szukać efektu nowości: pokazuje nieograne twarze. Tylko raz w historii Polski po 1989 partia utrzymała władzę: była to Platforma Obywatelska Donalda Tuska, po 4 latach rządów wygrała ponownie w 2011 roku. PiS ma wiele do zdobycia w samorządach i każdą najmniejszą wygraną przedstawi jako swój wielki sukces.

Równocześnie w trakcie konwencji nie padło ani jedno słowo na temat kompetencji samorządów, a dotychczasowe działania PiS pokazują, że partia chce samorządność ograniczać. Czyli: szykują młodych, którzy będą pomagać przejmować samorządy.

PiS pozostaje PiS-em. „My nie chcemy państwa prawników, tylko państwo prawa” – oświadczył premier Morawiecki. PiS będzie budować lokalne drogi i dawać 100 megabitów internetu na stulecie niepodległości, ale nie ma zamiaru ustąpić w kwestii przestrzegania konstytucji i zasad praworządności. Będzie próbował zgromadzić jak najwięcej władzy, która nie będzie poddana kontroli ze strony prawa.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni.
W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym