PiS ma problem. Polska gospodarka w najbliższych latach będzie potrzebowała stałego zastrzyku świeżej siły roboczej w postaci migrantów ekonomicznych. Tylko jak pogodzić zachęcanie cudzoziemców do pracy w Polsce z retoryką PiS demonizującą wszystkich "obcych"? W dokumencie o nowej polityce migracyjnej rządu nie ma o tym mowy

W 2030 roku pracodawcy będą mieli problemy z obsadzeniem co piątego stanowiska pracy – z 20 milionów potrzebnych pracowników pracować będzie około 16 milionów osób, wynika z danych przedstawionych przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. Brakować będzie nie tylko niewykwalifikowanych pracowników fizycznych, ale też wykwalifikowanych kadr. „Wszelkie rozwiązania wewnętrzne nie wystarczą. Musimy oprzeć się na osobach z zagranicy” – powiedział minister rozwoju Jerzy Kwieciński pod koniec marca 2018, prezentując tzw. nowe priorytety polityki migracyjnej. Przekaz jest jasny: żeby uniknąć katastrofy gospodarczej, potrzebujemy dużej liczby migrantów ekonomicznych.

Problem jest jednak następujący: w jaki sposób PiS pogodzi realne potrzeby rynku pracy ze swoją retoryką dotyczącą imigrantów? Ciężko zachęcać cudzoziemców do pracy w Polsce i osiedlania się tutaj na dłużej,  na każdym kroku stosując politykę zarządzania strachem, a dodatkowo obcinając fundusze organizacji pozarządowych na działania integracyjne, jednocześnie nie dysponując jakąkolwiek długofalową polityką integracyjną – tak, jak w przypadku rządu PiS.

2 miliony imigrantów ekonomicznych

Jak podaje Ministerstwo Pracy, w 2017 roku polskie urzędy pracy wydały 235 tys. pozwoleń na pracę dla cudzoziemców oraz zarejestrowały 1,8 mln tzw. oświadczeń pracodawców „o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi”. 85 proc. pozwoleń na pracę i 95 proc. oświadczeń dotyczyło Ukraińców, których zatrudnia już aż 10 proc. polskich pracodawców. Pozostali cudzoziemcy pracujący w Polsce to obywatele Białorusi, Mołdawii, Indii, Nepalu, Turcji, Armenii, Chin i Wietnamu. Obsługują nas w kawiarniach, dostarczają paczki i jedzenie, sprzątają w hotelach. Ale nie tylko – coraz częściej pracują jako menedżerowie i inżynierzy. Coraz rzadziej sadzą i zbierają owoce i warzywa. Rafał Rogala,

szef Urzędu ds. Cudzoziemców z rozbrajającą szczerością przyznał podczas niedawnej konferencji organizowanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich, że nikt tak naprawdę nie wie, ilu Ukraińców pracuje w Polsce – ale są to z pewnością liczby wyższe od tych oficjalnych.

Co ciekawe, jesteśmy też liderem na skalę europejską w wydawaniu wiz długoterminowych i zezwoleń pobytowych dla cudzoziemców z tzw. krajów trzecich. Wg Eurostatu w 2016 wydaliśmy 494 tysiące takich dokumentów, co stanowi aż 58 proc. tego rodzaju dokumentów wystawionych w całej Unii Europejskiej. W interesie rynku pracy i nas wszystkich jest to, żeby cudzoziemcy zostali i pracowali w Polsce, a nie przemieszczali się do innych krajów, korzystając z otwartych granic w strefie Schengen. Jak to osiągnąć? W dokumencie „Nowe priorytety polityki migracyjnej” możemy przeczytać o następujących planach Ministerstwa Rozwoju:

  • powstaną narzędzia, które pomogą monitorować migracje i diagnozować  potrzeby społeczno-gospodarcze Polski;
  • wypracowane zostaną narzędzia służące przyciąganiu pracowników i przedsiębiorców z zagranicy;
  • polskie uczelnie i jednostki naukowe otworzą się na obcokrajowców;
  • powstanie system rozwiązań, które ułatwią integrację cudzoziemców, w tym osób polskiego pochodzenia.

Jak zapowiada Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, szczegółowe rozwiązania dotyczące nowych priorytetów migracyjnych zostaną przygotowane w połowie 2018 roku. Na razie śmiało można stwierdzić, że jesteśmy w punkcie zero.

Temat migracji ekonomicznej w debacie publicznej właściwie nie istnieje – poza wykorzystywaniem ukraińskich pracowników w Polsce przez polityków PiS do usprawiedliwiania odmowy przyjmowania uchodźców z relokacji.

Polityka zarządzania strachem odbija się na Ukraińcach

Tymczasem sytuacja cudzoziemców w Polsce nie jest łatwa. W ostatnich dwóch latach PiS przekonało obywateli kraju, gdzie cudzoziemcy stanowią 0,3 proc. społeczeństwa, że „obcy” stanowią dla nich śmiertelne zagrożenie. Kampania strachu przed „uchodźcami” i „obcymi”, którą PiS napędza od czasu wyborów w 2015 roku, a także przyzwolenie na nacjonalistyczną i rasistowską narrację (np. podczas Marszu Niepodległości) przynosi efekty. Nie tylko w badaniach postaw, ale także w aktach fizycznej przemocy na tle ksenofobicznym i rasistowskim – jak pokazuje m.in. najnowszy raport Prokuratury Krajowej dotyczący „przestępstw popełnionych z pobudek rasistowskich, antysemickich lub ksenofobicznych”.

Prawo i Sprawiedliwość od czasu dojścia do władzy systematycznie rozmontowuje system zwalczania dyskryminacji i przestępstw z nienawiści,

m.in. poprzez rozwiązanie Rady ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, rozwiązanie Zespołu ds. Ochrony Praw Człowieka, wycofanie z użycia podręcznika dla policjantów do rozpoznawania przestępstw motywowanych nienawiścią i dyskryminacją uznając go za „zideologizowany”, obcinanie pieniędzy na szkolenia dla policjantów i służb z zakresu rozpoznawania i przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści.

Retoryka „obcego” skierowana jest wprawdzie głównie przeciwko „muzułmanom” i „Arabom”, ale rykoszetem dostaje się też mniejszości ukraińskiej w Polsce. Według raportu wydanego niedawno przez Związek Ukraińców w Polsce Ukraińcy są w Polsce dyskryminowani, a polskie władze się do tego przyczyniają. Rośnie liczba negatywnych opinii o Ukraińcach, rośnie liczba przestępstw z nienawiści (zwłaszcza przypadków użycia mowy nienawiści) – a polski rząd robi bardzo niewiele, aby temu przeciwdziałać. Coraz więcej jest negatywnych wypowiedzi o Ukraińcach – zarówno w mediach, jak i w internecie, a także w wypowiedziach polityków, głównie partii rządzącej.

Polityka zaprzeczania rzeczywistości

Oprócz tego, że rząd przymyka oko na rosnącą ksenofobię, problemem jest też brak długofalowej polityki integracyjnej. Kalina Czwarnóg, członkini zarządu Fundacji Ocalenie, która od wielu lat pomaga uchodźcom i migrantom w Polsce, powiedziała OKO.press: „Polska polityka integracyjna nie istnieje: nie ma sensownego pomysłu na to, jak ułatwiać cudzoziemcom integrację z polskim społeczeństwem, czy odnaleźć się na rynku pracy. Systemowe niezajmowanie się tym wyzwaniem przez polskie rządy też jest wyborem politycznym. To polityka zaprzeczania rzeczywistości i udawanie, że zjawiska nie ma”.

W Polsce pomocą cudzoziemcom zajmują się niemal wyłącznie organizacje pozarządowe, które do tej pory finansowane były głównie ze środków europejskich.

Od 2015 roku jednak rząd PiS blokuje wypłaty z tzw. FAMI, czyli Funduszu Azylu, Migracji i Integracji. Zamiast tego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zorganizowało wiosną i latem 2017 roku dwa nabory „ograniczone”, w których startować mogły jedynie instytucje państwowe – urzędy wojewódzkie.

To zaskakująca decyzja. Urzędy wojewódzkie zajmują się bowiem głównie wydawaniem pozwoleń na pobyt i na pracę migrantom. A przeważającą większość działań integracyjnych – zarówno dla uchodźców, jak i migrantów – koordynują właśnie organizacje pozarządowe. Blokowanie środków europejskich jest dla nich katastrofalne.

Jak wynika z najnowszego raportu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, organizacje muszą ograniczyć wsparcia prawne i działania integracyjne dla cudzoziemców, tracą ciągłość i stabilność działań, rozpadają się fachowe zespoły, składające się z prawników, adwokatów, psychologów i tłumaczy. Podczas konferencji na temat Ukraińców w Polsce organizowanej przez Rzecznika Praw Obywatelskich jedna z aktywistek z Bielska-Białej mówiła, że

na miejsce opuszczone przez rząd (z braku chęci) i organizacje pozarządowe (z braku środków) wszedł… Kościół Ewangelicki. To właśnie parafie ewangelickie organizują lekcje języka polskiego dla cudzoziemców mieszkających w Bielsku-Białej i okolicach.

Przed 2015 organizacje pozarządowe prowadziły np. darmowe konsultacje prawne, które musiały zawiesić w związku z brakiem funduszy – a migrantów, jak zauważa również rząd, jest coraz więcej. OKO.press zapytało Ministerstwo o przyczyny blokowania środków dla organizacji pozarządowych. W odpowiedzi rzecznik prasowy tłumaczy, że konkurs wyłącznie dla wojewodów wcale nie dyskryminuje organizacji pozarządowych, bo przecież wojewodowie „mają możliwość dobierania partnerów do realizacji projektów, w tym również NGO”. Jednak z informacji, jakie OKO.press otrzymało ze środowiska organizacji pozarządowych, wynika, że ponad połowa województw nie skorzystała z tej możliwości. OKO.press wysłało w tej sprawie pytanie do MSWiA.

Zmiany w prawie nie ułatwiają życia cudzoziemcom

Na początku 2018 roku weszły w życie nowelizacja ustawy o cudzoziemcach i ustawy o promocji zatrudnienia i rynku pracy. Wprowadzono m.in. nowe rodzaje pozwolenia: na pracę sezonową, oraz w związku z przeniesieniem wewnątrz przedsiębiorstwa. Zmieniły się m.in. przepisy dotyczące wydawania oświadczeń oraz pozwoleń na pracę. Zgodnie z nowymi przepisami trzeba udowodnić, że dany cudzoziemiec ma kwalifikacje do wykonywania zawodu, a urząd ma prawo poprosić o przesłanie oryginalnych dokumentów. Jak przyznaje MSWiA, głównym celem nowelizacji było wdrożenie prawa unijnego.

Te zmiany nie ułatwiły życia cudzoziemcom, którzy chcą pracować w Polsce, wręcz przeciwnie – procedury znacznie się wydłużyły. Przyczyna jest prosta – cudzoziemców chętnych do pracy w Polsce jest coraz więcej, procedury się skomplikowały, a urzędników jest po prostu za mało.

Ewa Kacprzak-Szymańska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, która pomaga cudzoziemcom pracującym w Polsce, powiedziała OKO.press: „Kiedyś na pozwolenie na pracę czekało się trzydzieści dni, teraz nawet trzy miesiące. W związku z tym pracodawcy masowo zaczęli wyrabiać oświadczenia. W związku z tym procedura wydawania oświadczeń też się wydłużyła: kiedyś trwała 7 dni, teraz nawet miesiąc. Zwiększyły się też kolejki w urzędach wojewódzkich przy wydawaniu pozwolenia na pracę i pobyt czasowy. To jest jedno postępowanie, ale urzędnicy po prostu nie radzą sobie z liczbą zgłoszeń”.

Za mało wykwalifikowanych urzędników

Jednym z celów nowelizacji było uporządkowanie systemu oświadczeń. Tzw. „oświadczenie o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi” jest wydawane przez powiatowy urząd pracy i zwalnia z obowiązku posiadania pozwolenia na pracę. Na jego podstawie cudzoziemiec może ubiegać się o wizę, czy o prawo do pobytu (stałego lub czasowego). Przed nowelizacją przepisów po wydaniu oświadczenia urzędy pracy nie miały kontroli nad tym, co się z nimi dalej dzieje – często były one np. sprzedawane na czarnym rynku. Cudzoziemcy często nie rozpoczynali pracy w Polsce, tylko przejeżdżali dalej na zachód Europy. Nowe przepisy wprowadzają specjalny system, w którym rejestruje się oświadczenia: pracodawca musi też zgłosić, czy cudzoziemiec przyjechał do Polski, kiedy podjął pracę, itp. Wcześniej nie było takiego obowiązku – to też dokłada pracy urzędnikom.

Kacprzak-Szymańska potwierdza, że głównym problemem jest niewystarczająca liczba wykwalifikowanych urzędników: „Po pierwsze jest ich za mało. Ich praca jest stresująca, a pensje bardzo niskie, w związku z tym w urzędach jest też duża rotacja urzędników. Sam zamysł usystematyzowania sytuacji imigrantów zarobkowych w Polsce jest bardzo dobry, ale według mnie poczucie ze strony ministerstwa jest takie, że już bardzo dużo zrobiono. Tymczasem to dopiero początek!”.


Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym