05 sierpnia 2020

Łukaszenka zrobi wszystko, żeby nie oddać władzy, a Polska i Unia odpuściły Białoruś

"W Polsce i w Unii przez lata czekaliśmy, że na Białorusi coś takiego się wydarzy. A kiedy to się dzieje, ani Polska, ani Unia nie jest na to gotowa" - mówi OKO.press Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, b. ambasador w Moskwie, szefowa think tanku Strategie 2050 przy ruchu Szymona Hołowni

Agata Szczęśniak, OKO.press: Czy w sierpniu 2020 roku Aleksandr Łukaszenka przestanie być prezydentem Białorusi?

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, b. ambasador w Rosji: Nie wierzę, że tak się stanie. Chociaż Białorusini tego chcą, a wcześniej nie chcieli. Większość - wykreowana machiną propagandową - była za Łukaszenką. Dziś ludzie są zdeterminowani do zmiany. Jednak po drugiej stronie jest prezydent gotów zrobić wszystko, żeby władzy nie oddać.

Czemu mieszkańcy Białorusi teraz chcą zmiany?

Gospodarka ślizga się w dół od dłuższego czasu. Ludzie mają poczucie kompletnego braku perspektyw i anachroniczności władzy. A kroplą, która przelała czarę, jest epidemia. Władza nie była w stanie zaproponować niczego sensownego, była oderwana od rzeczywistości, zaprzeczała, że problem istnieje. Kiedy naokoło ludzie chorowali i umierali, Łukaszenka obśmiewał epidemię. Statystyki były fałszowane.

Ludzi dotyka epidemia i poważny kryzys ekonomiczny, a władza nie tylko zostawia ich samym sobie, ale jeszcze szkodzi. Przykład to wielka defilada z okazji Dnia Zwycięstwa. Władze nie tylko negowały problem, ale robiły wszystko, żeby zaraza się rozprzestrzeniła.

Jest też zmęczenie rządami Łukaszenki po tylu latach - od 1994 roku!

Często mówi się „Rządzący słaby, ale nie ma z kim przegrać”. Tak było na Białorusi: opozycja słaba, podzielona. Co się zmieniło?

Całe społeczeństwa czasem zaskakują. O Białorusinach mieliśmy opinię, zresztą zasadną, że to społeczeństwo cierpliwe, spokojne, elastyczne, nastawione na przeżycie. Stara opozycja była podzielona i oderwana od ludzi. I nagle doszło do zbiegu różnych wydarzeń. Sytuacja polityczna i ekonomiczna spotkała się z gotowością społeczeństwa.

Pojawili liderzy spoza starej opozycji. Jak Wiktor Babaryko, który miał w pewnym momencie największe poparcie, zebrał 400 tys. podpisów i został osadzony. To obudziło sprzeciw. Kolejny Siarhiej Ciechanouski, bloger, trafił do więzienia. Wreszcie trzeci - Walerij Cepkało - musiał wyjechać.

I w końcu niesamowita sytuacja: trzy kobiety - żona jednego, żona drugiego i szefowa sztabu trzeciego - okazały się osobowościami. I były w stanie się dogadać. To Swiatłana Cichanouska, Weranika Cepkało i Maryja Kalesnikawa.

Jest ogromne społeczne oczekiwanie na niepolityka, kogoś, o kim nie można powiedzieć, że idzie do władzy dla samej władzy i będzie kolejnym tyranem. Taka jest Swietłana Cichanouska.

Covid i kobiety obalą Łukaszenkę?

Różne scenariusze są możliwe, ale na pewno nie będzie to łatwe. Mamy jednak do czynienia z państwem autorytarnym, w którym prezydent jest totalnie zdeterminowany, żeby władzę utrzymać. Daje do zrozumienia, że przygotowuje się nawet do rozwiązań siłowych, od przeciwdziałania protestom, przez wsadzanie do więzień, po użycie wojska.

Problemem jest też sytuacja międzynarodowa. Elementem presji na Łukaszenkę mogłaby być odpowiednia konfiguracja międzynarodowa, której dzisiaj nie ma.

Rosja - wiadomo. Ostatnia rzecz, jakiej sobie życzy, to oddolna zmiana władzy w bratnim kraju. Od ponad 20 dni w Rosji, w Chabarowsku, trwają protesty, to naprawdę jest koszmar Putina, że Białorusini dadzą przykład. A Zachód jest zajęty sobą. Dobrze znamy takie historie: kraj pozbawiony zasobów i na domiar złego porzucony przez wszystkich.

Każda większa sprawa polityczna musi mieć swojego gospodarza na zewnątrz - w tym przypadku w Unii Europejskiej. A dzisiaj nie ma takiego gospodarza Białorusi. Powinna nim być Polska, ale nie jest. Bardzo mało zajmujemy się Białorusią.

Jaka byłaby rola Polski, gdyby była rzeczniczką Białorusi?

W idealnym świecie? Dziś mamy świat realny, który wygląda tak, że nie było nawet żadnego oświadczenia naszego MSZ. Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych, spotkał się co prawda ze swoim białoruskim odpowiednikiem, ale na tym się skończyło.

Poza tym u obecnie rządzących Polską pokutuje logika: „Stawiajmy na status quo, bo może być jeszcze gorzej. Rosjanie capną Białoruś”. Jest też kwestia wartości - walka o demokratyczne wartości nie jest konikiem tego rządu. Ani w polityce wewnętrznej, ani tym bardziej zagranicą.

Polska nie ma dziś propozycji dla demokratycznej Białorusi i nie ma siły, żeby pociągnąć za sobą Unię w tej sprawie.

Gdybyśmy się poczuwali do tego, musielibyśmy wydać jakieś oświadczenie, w ostrożny, sensowny sposób pokazać, że solidaryzujemy się z oddolnymi protestami i ruchami. Nawet kosztem jakiś interesów. Powinniśmy prowadzić rozmowy z partnerami unijnymi na wysokim szczeblu na temat możliwych scenariuszy reakcji, gdyby sprawy poszły w naprawdę złym kierunku. Oby nie poszły.

Presja międzynarodowa mogłaby zwiększyć szansę na odsunięcie Łukaszenki?

W Polsce i w Unii przez lata czekaliśmy, że na Białorusi coś takiego się wydarzy. A kiedy to się dzieje, ani Polska, ani Unia nie jest na to gotowa. To paradoks tej sytuacji.

Większość graczy w Unii myśli: „Mamy problem, lepsze jest status quo” niż dzisiejsze wydarzenia. Społeczność międzynarodowa boi się, bo nie ma zasobów, żeby odpowiedzieć na to, co dzieje się na naszych oczach.

Oczywiście nie można liczyć na to, że Łukaszenka sam zrobi nagle uczciwe wybory i powie: „Nie wygrałem, dziękuję za uwagę, odchodzę”. Albo żeby wybory sfałszował, a po pierwszych protestach powiedział: „Macie rację, odchodzę”. Tak nie będzie. Jednak przekonanie, że status quo jest najlepszym rozwiązaniem, wydaje mi się błędne.

Status quo już nie istnieje. Społeczeństwo białoruskie jest dziś w zupełnie innym punkcie niż kilka lat temu.

Dalsza władza Łukaszenki to nieuniknione pogłębianie się zależności od Rosji i pogłębianie się autorytaryzmu. Protesty są zaś szansą na początek jakiejś zmiany. Być może na lepsze.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest obecnie szefową think tanku „Strategie 2050”, który współpracuje z ruchem Polska 2050 tworzonym przez Szymona Hołownię. To była ambasador w Rosji, podsekretarz stanu w MSZ w rządzie Donalda Tuska, a później dyrektorka think tanku pro publico bono w Fundacji Batorego.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne