"Pracownik nie może być ubogi. Jesteśmy w ogonie Europy. Nie wiem, jak premier rządu polskiego nie wstydzi się rozmawiać z innymi premierami" - mówił w radiu TOK FM Jan Guz, przewodniczący OPZZ. Stwierdził, że udział płac w PKB spada, a wynagrodzenia w Polsce są jednymi z najniższych w Europie. Ile w tym prawdy? Sprawdziliśmy: dużo

„W ostatnich trzech latach pracownicy zatrudnieni nie zyskują na propozycjach, które przedstawia rząd” – mówił 12 maja 2018 w radiu TOK FM Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

Przed ostatnim posiedzeniem Rady Dialogu Społecznego związkowcy przedstawili rządowi ultimatum. Domagali się m.in. znacznego podniesienia płacy minimalnej i odmrożenia płac w budżetówce – w wielu przypadkach nie były waloryzowane od 2010 roku, a niekiedy nawet dłużej.

  • Zobacz postulaty płacowe OPZZ

    Związkowcy domagają się:

    • Odmrożenia wynagrodzeń w budżetówce i ich wzrostu o co najmniej 12,1 proc. Tyle kosztował pracowników wieloletni brak waloryzacji – przez inflację ich wynagrodzenia stawały się realnie niższe.
    • Podniesienia minimalnego wynagrodzenia do wysokości połowy przeciętnej płacy. Rząd chce, aby płaca minimalna w 2019 roku wyniosła 2220 zł, stawka godzinowa 14,50 zł. OPZZ postulowało nie mniej niż 2383 zł.
    • Powiązania wzrostu płac w budżetówce ze wzrostem PKB.

Rząd nie przystał na żaden z postulatów OPZZ. Centrala związkowa zapowiada akcje protestacyjne na jesień. Rząd ma bowiem jeszcze dwa miesiące na ostateczne ustalenie wskaźników waloryzacji i wysokości minimalnego wynagrodzenia – ustawowy termin to 15 września 2018. Ale porozumienie ze związkowcami jest mało prawdopodobne.

„Oddaję rządowi, że zasiłki i świadczenia poszły w górę, ale dobro narodu bierze się z pracy” – mówił Guz jeszcze przed posiedzeniem RDS. I dodał:


Chciałbym, żeby wzrost wynagrodzeń przynajmniej nadążał za wzrostem PKB, żeby nie rozwierały się te nożyce, bo udział płac w PKB spada (...). Nie możemy być w ogonie Europy.

Jan Guz, TOK FM - 12/07/2018

Fot. Przemek Wierzchowski /Agencja Gazeta


Blisko prawdy. W 2017 udział płac w PKB faktycznie nieco spadł. Od paru lat utrzymuje się na podobnym poziomie: jednym z najniższych w Europie.


Udział płac w PKB – co to takiego?

Udział pracy w produkcie krajowym brutto pokazuje, jaka część dochodu narodowego przypada na czynnik pracy. To stosunek całkowitego wynagrodzenia pracowników brutto (wraz m.in. ze składkami na ubezpieczenie społeczne) do produktu globalnego. Od kilku dekad wskaźnik udziału płac w PKB spada niemal na całym świecie. Polska nie jest wyjątkiem – u nas spadek zaczął się w latach 90.

Udział płac w PKB w Polsce w latach 1992-2017. Prognoza na lata 2018-2019.

A jak Polska wypada na tle UE? Jan Guz ma rację: jesteśmy w ogonie Europy. W 2017 roku udział płac w PKB  wyniósł 47,7 proc (wobec 47,9 w 2016 i prognozowanego 48,4 w 2018). W UE byliśmy czwartym krajem od końca, za nami tylko Irlandia (PKB tego kraju jest pompowane przez zarejestrowane tam wielkie korporacje), Malta i Słowacja. Średnia unijna to 55,4 proc. Polska ma duży dystans do nadrobienia.

Przyczyny globalnego zjawiska spadku udziału płac w PKB są przedmiotem jednej z najważniejszych współczesnych debat ekonomicznych. Bo też

konsekwencje są niezwykle groźne: wzrost nierówności, zanik klasy średniej i utrata politycznej stabilności w demokracjach najbardziej dotkniętych tym zjawiskiem.

Najczęściej wskazywane przyczyny to

  • globalizacja,
  • wzrost udziału rynku finansowego w gospodarce,
  • robotyzacja,
  • spadek znaczenia związków zawodowych i
  • deregulacja gospodarki, na której zyskują najsilniejsi gracze – nowe korporacyjne supergwiazdy, które mało przeznaczają na płace i coraz bardziej monopolizują rynek. Na to zjawisko, jako główną przyczynę spadku udziału płac w PKB wskazuje raport OECD o zatrudnieniu w 2018.

Spadek przyhamował

Od lat 90. w Polsce płace nie nadążały za wzrostem gospodarczym – od 1992 roku udział płac w PKB spadł o prawie 15 pkt. proc. Na szczęście w drugiej dekadzie XXI wieku spadek się zatrzymał, a Komisja Europejska szacuje nawet, że w najbliższym czasie nastąpi niewielki wzrost. Eksperci przepytani przez Business Insider Polska wskazują na kilka czynników:

  • zmiany demograficzne. Mniej ludzi w wieku produkcyjnym oznacza, że pracownik ma nieco silniejszą pozycję negocjacyjną. Nie zmienia to faktu, że w Polsce wciąż mamy niski wskaźnik zatrudnienia, czyli stosunek pracujących do ogółu zdolnych do pracy;
  • dobra koniunktura gospodarcza w całej Europie;
  • wzrost płacy minimalnej.

O ile miesięczna płaca minimalna przy kodeksowym zatrudnieniu jest sukcesywnie podnoszona od lat (największą podwyżkę – o 190 zł brutto – mieliśmy w 2008 roku; w 2018 roku płaca minimalna wzrosła o 100 zł do poziomu 2100 zł brutto), to godzinowa stawka minimalna przy pracy na umowę zlecenie jest już zasługą obecnego rządu, a w szczególności minister pracy i polityki społecznej Elżbiety Rafalskiej.

„Mam nadzieję, że ta ustawa kończy czas patologii w wynagradzaniu polskiego pracownika” – mówiła w 2016 roku Rafalska w Sejmie. Posłowie ogromną większością poparli wówczas ustawę o minimalnej stawce godzinowej (przeciw byli Kukiz’15 i Nowoczesna, którzy okazali się bardziej gorliwi od organizacji przedsiębiorców). I choć Rafalska wykazała się nadmiernym optymizmem mówiąc o końcu patologii, to trudno zaprzeczyć, że ustawa poprawiła sytuację na polskim rynku pracy, czego przykładem może być choćby cywilizująca się branża ochroniarska, gdzie płace były skandalicznie niskie.

Dla Mateusza Morawieckiego niski udział płac w PKB to przede wszystkim skutek zdominowania Polski przez obcy kapitał. „Niski udział płac w gospodarce jest efektem takiego, a nie innego modelu rozwoju gospodarczego, w którym wyprzedawaliśmy nasz kapitał” – mówił przyszły premier w listopadzie 2017 roku.

Co rząd mógłby zrobić? Konkretnie

Wiele wskazuje na to, że dla Morawieckiego cywilizowanie rynku pracy jest w najlepszym razie efektem pobocznym marzeń o budowie polskiej potęgi. Tymczasem konkretnych rzeczy, które można zrobić, by poprawić sytuację polskich pracowników jest wiele. I nie wymagają one patriotycznego wzmożenia ani spektakularnych wizji, tylko dobrego prawa i przemyślanych polityk publicznych.

  • Polska ma bardzo niski wskaźnik uzwiązkowienia. To zresztą problem całej Europy Wschodniej, ale u nas jest wyjątkowo źle. Jedyny kraj naszego regionu z dobrym wskaźnikiem reprezentacji pracowniczej – Słowenia – nie przypadkiem ma też wysoki udział płac w PKB.  Zrobienie legalnego strajku w Polsce jest skrajnie trudne, a wielu branżach praktycznie niemożliwe. To efekt skomplikowanego i anachronicznego prawa o związkach i sporach zbiorowych. Nielegalny strajk grozi z kolei poważnymi konsekwencjami finansowymi.
  • Zapowiadane od niemal dwóch lat zwiększenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy wciąż jest odkładane na później. Chodzi m.in. o to, by inspektorzy mogli wydawać decyzje administracyjne zmieniające umowę cywilnoprawną na umowę o pracę. PIP wciąż jest też instytucją słabą, a inspektorzy pracy są źle opłacani. PIP nie może np. liczyć na większe środki w związku z ograniczeniem handlu w niedziele, co dołożyło tej instytucji obowiązków. Tymczasem w 2016 roku inspektorzy skierowali do sądów pracy 150 powództw o ustalenie istnienia stosunku pracy na rzecz 238 osób. To bardzo mało biorąc pod uwagę skalę śmieciowego zatrudnienia w Polsce.
  • Niektóre państwa europejskie stosują automatyczną indeksację płac na poziomie centralnym (zgodnie z inflacją i wzrostem płacy minimalnej). Taka indeksacja obejmuje nie tylko budżetówkę, ale całą gospodarkę. Robi to m.in. Belgia, kraj z niemal najwyższym w Europie udziałem płac w PKB. Czy taki system sprawdziłby się w Polsce? Trudno powiedzieć – w niektórych wypadkach mógłby nawet prowadzić do spowolnienia wzrostu płac. Ale sam pomysł pokazuje, że rząd nie musi bezradnie czekać, aż płace wzrosną same. Tymczasem nie mamy nawet podwyżek płac według jednego wskaźnika w budżetówce. Rząd właśnie odrzucił postulat związkowców.
  • Względna wysokość płacy minimalnej (jej relacja do mediany zarobków) w wielu miejscach jest wyższa niż u nas – nawet w państwach naszego regionu. Polska ma rezerwy w podnoszeniu płacy minimalnej. Rząd chce, aby płaca minimalna w 2019 roku wyniosła 2220 zł, stawka godzinowa 14,50 zł. Odrzucił postulat OPZZ – płaca minimalna nie mniej niż 2383 zł.

Ustawą, która mogła zmienić sytuację polskich pracowników, był nowy kodeks pracy. Z zapowiedzi wynikało, że

śmieciówki  znikną, a wszystkim pracownikom miało przysługiwać 26 dni urlopu. Po 18 miesiącach pracy komisji kodyfikacyjnej projekt trafił do kosza,

ale minister Elżbieta Rafalska zapowiada wprowadzenie części propozycji komisji – w pierwszej kolejności jednolitych, 26-dniowych urlopów, potem – nowych rodzajów umów (jeszcze nie wiadomo jakich). Tymczasem wszechobecność śmieciówek sprawia, że pozycja negocjacyjna pracowników jest bardzo słaba. Boją się artykułować żądania, bo pracodawca nie musi nawet zwalniać niezadowolonego pracownika – wystarczy, że np. nie przedłuży mu odnawianej co miesiąc umowy zlecenia. To patologia.

Ile naprawdę zarabia się w Polsce

Statystyki Komisji Europejskiej sporo mówią o układzie sił między pracą i kapitałem w Polsce, ale niewiele na temat sytuacji indywidualnych pracowników. A jak ona wygląda?

Polski pracownik jest przepracowany – pracuje średnio 41,1 godzin w tygodniu. To piąty wynik w Europie.

Trudniej powiedzieć, ile właściwie zarabia. GUS cyklicznie podaje dwie wartości przeciętnych wynagrodzeń.

  • Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (w firmach zatrudniających 10 i więcej pracowników).
  • Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej (które daje pełniejszy obraz, bo opiera się na danych ze wszystkich rodzajów przedsiębiorstw)

W czerwcu 2018 przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 4 tys. 848 zł. Warto pamiętać, że przeciętne wynagrodzenie jest zawyżane przez najlepiej zarabiających oraz fakt, że wlicza się do niego nadgodziny.

Z raportu GUS o strukturze płac w październiku 2016 wiemy, że 66 proc. pracowników zarabia mniej niż przeciętne wynagrodzenie.

Mediana, czyli wartość środkowa – połowa pracowników zarabia mniej, a połowa więcej – jest podawana przez GUS rzadko. W październiku 2016 wynosiła ok 81 proc. przeciętnej płacy, a konkretnie 3511 zł brutto, czyli ok. 2,5 tys na rękę. Biorąc pod uwagę wzrost wynagrodzeń dziś mediana wynosi zapewne niecałe 2800 zł. Chodzi jednak tylko o większe, lepiej płacące firmy.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej – czyli pełniejsza miara – w 2017 roku wyniosło 4272 zł brutto, czyli 3044 zł netto.

Jaka była mediana? Nie wiadomo – przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej nie jest oparte na danych o indywidualnych wynagrodzeniach więc mediany nie da się obliczyć.  Jeśli założymy, że też stanowiła ok. 80 proc. średniej, wówczas „środkowe” wynagrodzenie mogło wynieść około 3450 zł brutto, czyli niecałe 2,5 tys. zł netto. To spekulacje, ale lepszymi danymi nie dysponujemy.

Ciekawe dane o zarobkach zawiera niedawny raport Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Według niego przeciętne miesięczne wynagrodzenie netto w 2017 wyniosło 2758 zł. To średnia, nie mediana, ale z analizy wykluczono po 5 proc. najniższych i najwyższych wartości wynagrodzeń, wiec kwota jest bliższa środkowej wartości. Te dane uwzględniają dochody z pracy deklarowane również przez osoby samozatrudnione, osoby pracujące dla podmiotów zatrudniających poniżej 10 osób oraz pracowników administracji publicznej.

Raport PARP wskazuje też na dużą różnicę w zarobkach w zależności od płci –

mężczyźni to 3133 zł netto, kobiety jedynie 2384 zł.

Z badań dr Karoliny Goraus i prof. Joanny Tyrowicz wynika, że w Polsce skorygowana luka płacowa (która bierze pod uwagę m.in. generalnie lepsze wykształcenie kobiet itp.) wynosi ok 20 proc. To rzecz, o której zawsze warto pamiętać, gdy czyta się dane o średnich płacach – kobiety zarabiają około jedną piątą mniej od mężczyzn.

Najniższe są płace w mikrofirmach zatrudniających do dziewięciu osób. W 2016 roku przeciętne wynagrodzenie w mikroprzedsiębiorstwach wyniosło 2577 zł brutto.

W podmiotach należących do osób fizycznych – to ponad 90 proc. mikroprzedsiębiorstw w Polsce – przeciętne wynagrodzenie wyniosło 2172 zł brutto, 1580 zł netto.

W części takich firm sytuację z pewnością polepszyła minimalna stawka godzinowa obowiązująca od 2017 roku – to realna zasługa tej władzy w kwestii podnoszenia płac w Polsce.

To jednak raczej wyjątek niż reguła w polityce rządu.

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym