„Polskie prawo nie przewiduje odpowiedzialności Kościoła za czyny konkretnych duchownych” - stwierdził prymas Polski abp Polak. "Jest niebezpieczeństwo przeniesienia odpowiedzialności z człowieka na instytucję. Ja bym się tego strzegł" - mówił abp Michalik. Polski Kościół walczy do końca o swoje pieniądze. Jego stanowisko to ewenement w skali świata

Kościół katolicki wielokrotnie deklarował, że nie zamierza ponosić materialnych konsekwencji nadużyć popełnionych przez duchownych na dzieciach. Jego oficjalne stanowisko było takie, że za pedofilię, w ramach odpowiedzialności odszkodowawczej, ma odpowiadać duchowny, który się tego przestępstwa dopuścił.

W przyjętych przez Konferencję Episkopatu Polski 20 czerwca 2009 roku „Wytycznych” oraz w znowelizowanych wersjach tego dokumentu określającego zasady postępowania kanonicznego wobec duchownego, który seksualnie molestował nieletnich znajduje się niepozostawiający żadnej wątpliwości zapis: „Odpowiedzialność karną oraz cywilną za tego rodzaju przestępstwa ponosi sprawca jako osoba fizyczna”.

Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w sprawie pedofilii wśród księży to ewenement w skali światowej. A zapowiedź złożenia przez zakon kasacji od wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu pokazuje, że Kościół do końca będzie bronił swoich pieniędzy.


Artur Nowak – adwokat, publicysta, współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”; 24 października 2018 ukaże się jego książka o dzieciach – ofiarach księży: ”Dzieci, które gorszą”.


„Płaci ten, kto zawinił, a nie ten, kto wydał prawo jazdy”

W wywiadzie-rzece, udzielonym przez arcybiskupa Wojciecha Polaka Markowi Zającowi („Kościół katoludzki Rozmowy o życiu z Ewangelią”, WAM 2018), Prymas Polski stwierdził, że „Polski system prawny nie przewiduje odpowiedzialności kościelnych instytucji za czyny konkretnych duchownych”.

Nie jest to pierwsza wypowiedź wysoko postawionego hierarchy, odrzucająca tę odpowiedzialność. Przykłady?

  • Arcybiskup Józef Michalik kilka lat temu mówił: „Jest niebezpieczeństwo przeniesienia odpowiedzialności z człowieka na instytucję. Ja bym się tego bardzo strzegł. Roszczenia o odszkodowania należy kierować do winowajcy”.
  • Ks. Józef Kloch, jeszcze jako rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski, zapowiedział w wywiadzie udzielonym Informacyjnej Agencji Radiowej, że Kościół nie będzie płacił odszkodowań ofiarom duchownych-pedofilów. Zdaniem kapłana diecezja nie jest właściwym adresatem pozwu i powinna obowiązywać tu podobna zasada jak w przypadku wypadków drogowych: „Płaci ten, kto zawinił, a nie ten, kto wydał mu prawo jazdy”.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 3 października 2018, na podstawie którego zasądzono milion złotych tytułem zadośćuczynienia i dożywotnią rentę od  osoby prawnej  Towarzystwa Chrystusowego  na rzecz Katarzyny, bohaterki reportażu Justyny Kopińskiej, opublikowanego w „Dużym Formacie” potwierdza to, o czym od lat mówią największe polskie autorytety prawnicze zajmujące się prawem cywilnym.

Kościół powinien płacić

Mówiła i pisała o tym wielokrotnie prof. Ewa Łętowska podkreślając, że skoro księża działają w strukturze organizacyjnej Kościoła i podlegają zwierzchnictwu hierarchicznemu biskupów, którym są winni posłuszeństwo, ich sytuacja wykazuje identyczne cechy jak sytuacja osób podwładnych, w stosunku do których aprobuje się myśl o ponoszeniu odpowiedzialności za wyrządzenie przez nie szkody «przy wykonywaniu» powierzonych czynności”.

W podobnym duchu wypowiadał się profesor Mirosław Nesterowicz, który twierdził, że

ksiądz w parafii podlegającej diecezji nie jest osobą, która „prowadzi prywatną działalność na własny rachunek i ma «prywatny» Kościół (…), lecz działa w imieniu i w interesie Kościoła i podlega zwierzchnictwu Kościoła”.

Dla uznania księdza za podwładnego wystarczy, że działa on w strukturze organizacyjnej Kościoła, niezależnie od samodzielności, którą w zależności od stanowiska może posiadać, ani od zakresu uprawnień, które wynikają z kodeksu prawa kanonicznego.

Profesor Nesterowicz wskazuje, że poszkodowani to najczęściej ministranci i uczniowie uczęszczający na lekcje religii i zajęcia w kółkach katechetycznych. Spotkania te, w jego opinii, to pole do dokonywania czynów niedozwolonych.

Gdyby sprawcy nie byli duchownymi, pokrzywdzeni nie mieliby sposobności kontaktowania się z nimi w takich okolicznościach. Do przypadków wykorzystywania seksualnego, które stały się podstawą dochodzenia odszkodowań, dochodziło też zazwyczaj w „miejscach służbowych”, takich jak plebania czy sala katechetyczna.

Opinię, że Kościół ponosi odpowiedzialność cywilną za czyny pedofilskie księży, jeszcze jako działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wyraził również Adam Bodnar, obecny Rzecznik Praw Obywatelskich. Bodnar ocenił, że „Jeśli Kościół niewłaściwie selekcjonował osoby do prowadzenia zajęć z dziećmi, nie reagował na przypadki nadużyć, można powiedzieć, że nie jest to sytuacja indywidualnego wybryku”. Zdaniem Adama Bodnara Polska nie powinna stanowić jakiegoś wyjątku na tle USA, Irlandii czy Niemiec, w których Kościoły ponoszą konsekwencje molestowania nieletnich przez posługujących w nich duchownych.

Australia, USA, Belgia, Niemcy… Inne Kościoły płacą

Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski do sprawie pedofilii wśród księży to ewenement w skali światowej. W innych kościołach lokalnych w Europie, w Stanach, w Australii mamy do czynienia z zupełnie inną optyką widzenia tego problemu. System prawny niemal na całym świecie wywodzi się z rzymskiego prawa cywilnego, który zaciera różnicę między odpowiedzialnością sprawcy, a strukturą w ramach której sprawca wyrządza szkody.

Ma rację profesor Łętowska, kiedy twierdzi, że szersze włączenie Kościoła w bezpośrednią działalność świadczącą (usługi oświatowe, zdrowotne, opiekuńcze) wiąże się ze zwiększonym ryzykiem szkód deliktowych związanych z niewłaściwym stosunkiem do podopiecznych. Chodzi między innym o wykorzystanie nieletnich.

Na zachodzie Europy i w USA biskupi już dawno doszli do tego, że Kościół zachowa wiarygodność tylko wtedy, gdy wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom pokrzywdzonych. Pokazali, że instytucja przez nich reprezentowana potrafi się zmierzyć z każdym problemem, a co najważniejsze – jest otwarta na dialog z poszkodowanymi.

  • Australijski Kościół katolicki od 1980 roku wypłacił odszkodowania w łącznej kwocie 276 mln dolarów australijskich (213 mln USD) ponad trzem tysiącom osób, które jako dzieci padły ofiarą molestowania przez duchownych.
  • Niemieccy biskupi utworzyli specjalny fundusz odszkodowawczy dla pokrzywdzonych przez księży oraz przez pracowników instytucji kościelnych.
  • W USA tamtejsze diecezje wypłaciły pięć miliardów dolarów tytułem odszkodowań. Kilkanaście z nich nie udźwignęło ciężaru często astronomicznych rekompensat, ogłaszając bankructwa.
  • Kiedy kilkadziesiąt ofiar skandalu pedofilskiego w Kościele katolickim w Belgii pozwało Watykan, belgijscy biskupi natychmiast ogłosili, że zobowiązują się do wypłacenia odszkodowań osobom molestowanym przez księży-pedofilów. Zadeklarowali przy tym, że „są świadomi odpowiedzialności moralnej” w związku z nadużyciami seksualnymi w Kościele.

Polscy biskupi mogą oczywiście zaklinać rzeczywistość normami, którymi kieruje się Kościół w przypadkach molestowania nieletnich przez duchownych, tyle że te postanowienia są po prostu niezgodne z porządkiem prawnym.

To, czego nie rozumieją hierarchowie, wyjaśnił ksiądz Wojciech Lemański, kwitując sprawę jasno i dosadnie: „Ksiądz jest przedstawicielem Kościoła. Jeżeli trafił do parafii, w której molestował dziecko, to nie dlatego, że spodobało mu się to dziecko, ale dlatego, że był tam proboszczem, wikariuszem, katechetą, organistą itd. Dlatego Kościół powinien brać współodpowiedzialność”.

Wyrok przywraca nadzieję

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu daje nadzieję wielu pokrzywdzonym. Sąd ten w wymiarze moralnym udzielił im ochrony prawnej. Ofiary nadużyć w kościele czekały na prawomocne rozstrzygnięcie sprawy Katarzyny, by szukać sprawiedliwości w związku z krzywdami zadanymi im przez duchownych.

Myśląc o wymiarze zasądzonego odszkodowania trzeba pamiętać co przeszła ofiara. Podopieczny Chrystusowców okazał się bestią. Ksiądz Roman więził dziewczynkę przez ponad rok, gwałcił i stosował wobec niej przemoc, zdewastował jej psychikę.

Wyrok ma też znaczenie symboliczne bo ofiary potrzebują usankcjonowania tego, że zostały pokrzywdzone. Pieniądze zaś dają możliwość leczenia, które kosztuje, a także odseparowania się od  środowiska, w którym doszło do zbrodni. Pamiętajmy też, że krzywda nieletnich przeradza się w długotrwałą traumę w dorosłym jej życiu, która często prowadzi do prób samobójczych lub uzależnień. Nie ma takich pieniędzy, które naprawiłyby przeszłość ofiar księży pedofilów.

Zapowiedź złożenia przez zakon kasacji od wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu pokazuje, że Kościół do końca będzie bronił swoich pieniędzy.

Może czas, idąc za przykładem Irlandii i USA, by polscy biskupi wykupili polisy, które ubezpieczą ich diecezję na wypadek zbrodni księży-pedofilów na nieletnich.


Dziś, 7 października 2018 o 13.00 na pl. Trzech Krzyży w Warszawie odbędzie się demonstracja „Ręce precz od dzieci”.

„Żądamy pociągnięcia do odpowiedzialności nie tylko samych sprawców, ale też ich przełożonych – biskupów, którzy latami kryją sprawców, oraz Kościoła katolickiego jako instytucji, która od dekad toleruje przestępcze działania swoich pracowników i konsekwentnie odmawia ujawniania danych księży-przestępców organom ścigania!” – piszą organizatorzy.

 


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym