O tym, że alimentów w Polsce się nie płaci, najlepiej świadczą dane. W 2019 roku alimenciarze byli dłużni dzieciom w sumie 12,3 mld zł. Rząd, choć zaostrzył przepisy kodeksu karnego, znacznie utrudniając uchylanie się od płacenia, wciąż jest bezradny wobec plagi, która dotyka ponad milion młodych Polek i Polaków

W ciągu czterech ostatnich lat zobowiązania rodziców wobec dzieci wzrosły ponad dwukrotnie. Jeszcze w 2015 roku zadłużenie sięgało 5 mld zł. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że rok 2019 skończył się niechlubnym wynikiem 12,3 mld długu.

I tylko w ubiegłym roku rodzice nie wypłacili swoim dzieciom aż miliarda złotych.

Jednocześnie, powoli zaczęła zmniejszać się liczba dłużników alimentacyjnych. W 2017 roku było to 324 tys. osób, rok później – 312 tys., a w 2019 – 301,2 tys. Oznacza to, że pogłębia się zadłużenie już niepłacących. Pokazują to dane KRD, z których wynika, że na jednego „alimenciarza” przypada dług w wysokości 40,7 tys. zł. W roku 2015 było to średnio 29 tys. zł. Za to rekordzista z województwa małopolskiego zalega z wypłatą 800 tys. zł.

Kim jest dłużnik? Ze statystyk wiemy, że w 94 proc. przypadków jest to mężczyzna, najczęściej w wieku 36-45 lub 46-55 lat, mieszkający w miejscowości do 5 tys. mieszkańców (co ciekawe najniższe zadłużenie – 809 mln zł – mają mieszkańcy miast liczących 5-10 tys. mieszkańców). Z głośnych medialnych historii wiemy, że bez większego wstydu może nim być każdy – sportowiec, działacz społeczny, prezes Telewizji Polskiej.


W OKO.press staramy się być bliżej ludzi. Jeśli chcesz opowiedzieć nam historię walki o alimenty lub podzielić się refleksjami na temat systemu egzekucji i kar, wyślij wiadomość na adres: [email protected]


MS: dorwać alimenciarza

Malejąca liczba nowych dłużników to w opinii Adama Łąckiego prezesa Krajowego Rejestru Długów wynik zaostrzenia przepisów kodeksu karnego. W 2017 roku Ministerstwo Sprawiedliwości doprecyzowało definicję uchylania się od alimentów. Wystarczą trzy miesiące zaległości, by dłużnika zacząć ścigać.

Wcześniej alimenciarze hakowali system – by uniknąć kary, co miesiąc wpłacali przysłowiową złotówkę. Dziś albo płacisz całość, albo zalegasz i uruchamiasz całą machinę dyscyplinującą – od wezwań do prokuratury, przez automatyczny wpis do BIG i utratę zdolności kredytowej, aż po skierowanie na roboty publiczne lub odebranie prawa jazdy.

To, co zmieniło się w ostatnich latach, to także kary dla pracodawców, którzy ułatwiają alimenciarzom uchylanie się od płacenia i wypłacają im pieniądze pod stołem. Za uczestniczenie w „zorganizowanej grupie wsparcia alimenciarza” (określenie używane przez komorników) grozi grzywna od 1,5 do 45 tys. zł.

Kary nie zmniejszają długu

Kwota długu pokazuje jednak, że samo dyscyplinowanie nie wystarczy. A działa głównie na tych, którzy wciąż mają niewielkie kwoty do spłaty. Mimo to już w 2018 roku Zbigniew Ziobro ogłosił sukces.

Według ministra sprawiedliwości, który posiłkował się danymi Ministerstwa Rodziny, od 2015 roku egzekucja alimentów wzrosła z 13 do 34 proc. Inne dane przedstawia Krajowa Rada Komornicza. Z ich szacunków wynika, że ściągalność od 2012 roku utrzymuje się na niskim poziomie i wynosi ok. 19 proc.

Skąd te rozbieżności? Ministerstwo Sprawiedliwości porównuje ściągalność z kwotami wypłat z Funduszu Alimentacyjnego, a KRK – do toczących się egzekucji komorniczych. Statystyki Ministerstwa mogą być niemiarodajne, bo z roku na rok maleje liczba osób uprawnionych do pobierania świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego.

A to oznacza, że nie tyle rośnie ściągalność, ile sukcesywnie zmniejsza się obciążenie samego Funduszu.

W szczytowym momencie (rok 2012) korzystało z niego 339,5 tys. dzieci. W pierwszym kwartale 2019 roku odnotowano najniższy wynik w historii Funduszu – pieniądze dostało zaledwie 241 tys. osób.

Bez wsparcia jest więc 750 tys. dzieci. Wszystko przez absurdalnie niski próg dochodowy. Do 1 października 2019 roku wynosił 725 zł, a to oznacza, że od stycznia 2019

nawet samodzielna matka, zarabiająca minimalne wynagrodzenie i wychowująca dwójkę dzieci, znalazła się pod progiem.

Minister Elżbieta Rafalska już w 2018 roku zdecydowała, że próg wzrośnie, ale jedynie o 75 zł. Jak wielokrotnie pisaliśmy, ta korekta nie zmieniła wiele, bo w styczniu 2020 roku płaca minimalna znów wzrosła, pozostawiając kolejne rodziny bez wsparcia funduszu.

Po pierwsze, edukować!

Ofensywa alimentacyjna to jeden z flagowych prospołecznych projektów Zbigniewa Ziobry. Problem w tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości wymyśla coraz to nowe mechanizmy dyscyplinujące, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że tym, co naprawdę hamuje skuteczność, jest wszechobecna postawa pobłażania wobec alimenciarzy.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Rejestr Dłużników BIG w lutym 2016 roku:

  • aż 37 proc. badanych nie widzi nic złego w pracy na czarno, jeśli to pozwoli uniknąć ściągania długów alimentacyjnych z pensji.
  • 28 proc. nie miałoby skrupułów, by przepisać majątek na rodzinę, aby uciec przed płaceniem alimentów,
  • 23 proc. jest gotowe usprawiedliwić ludzi, którzy często zmieniają rachunki bankowe, aby uniknąć zajęcia komorniczego za niepłacenie alimentów.

Kilka przepisów kodeksu karnego nie zlikwiduje szarej strefy, w której wciąż uchodzi nakłanianie szefów do zmniejszenia pensji i wypłaty reszty pieniędzy bez umowy, prowadzenie działalności gospodarczej, która według dokumentów nie przynosi dochodów, przepisywanie nieruchomości na innych członków rodziny, a nawet opuszczenie kraju. Tyle energii i pomysłowości wkładają dłużnicy w to, żeby nie zapłacić swoim dzieciom. A co na to społeczeństwo?

Na poziomie deklaracji postawy alimenciarzy Polacy oceniają zdecydowanie negatywnie. Z sondażu przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie KR BIG i Rzecznika Praw Obywatelskich w 2017 roku wynika jednak, że mało kto reaguje. Do bezczynności przyznało się 40 proc. badanych, podczas gdy średnio 90 proc. nie podoba się unikanie płacenia. Co ich hamowało?

Głównie niechęć do wtrącania się w nieswoje sprawy (36 proc.), brak bliższej znajomości z dłużnikiem (27 proc.), brak poczucia wpływu (8 proc.) i obawa przed utratą znajomości (6 proc.).

To pokazuje, że bez edukacji – np. porządnych kampanii społecznych – alimenciarze będą bezkarni, a dług będzie rósł.

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi.
Razem tworzymy OKO.press!

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Marcin Rzeszowski

    Państwo polskie jak mawiał Kisiel bezustannie walczy z problemami, które samo stwarza.
    Problem pozostanie nierowiązany, dopóki nie zostanie z gruntu zmienione obowiązujące prawo rodzinne powstałe na podst. dekretu Bieruta. Już samo to dowodzi jak ono przystaje do bieżącej rzeczywistości.

    Należy zaorać polski system alimentacyjno-widzeniowy. Wprowadzić domniemanie opieki naprzemiennej, a kto nie chce się dzieckiem opiekować niech płaci alimenty. Ale alimenty powinny być ustalane wg konkretnych zasad jak to jest np. w Niemchech, Danii, Szwajcarii, UK (długo by wyliczać), a nie jak to jest dziś na podst. widzimisię sądu.

    chęci zmian nie ma, bo na krzywdzie dzieci i ojców, żeruje szerokie lobby alimentacyjno-widzeniowe, niezainteresowane zmianami!

  2. Przemysław Ziółkowski

    Jestem tego zdania że alimenty bez dwóch zdań trzeba płacić ale chciałem dodać żeby te alimenty były przyznawane rozsądnie adekwatnie do twojej płacy a nie że sąd ma takie widzimisie i tak jak w moim przypadku moja była żąda 1000 zł na dziecko dwuletnie przy zarobkach 2600 .. strach pomyśleć ile będę musiał płacić za 5 lat to i moja wypłata nie starczy cała :-/

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!