Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 02.09.2021 Olsztyn , ul . Zolnierska . Wojewodzki Szpital Specjalistyczny . Fot . Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl02.09.2021 Olsztyn ,...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Lela, pacjentka Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie, po nagłośnieniu przez OKO.press i Fundację na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA sytuacji, w której znalazła się podczas pobytu na oddziale, czuje się zaopiekowana przez zajmujących się nią lekarzy.

O sprawie napisaliśmy jako pierwsi 24 lutego 2026 roku. Opisaliśmy wtedy historię Leli – Gruzinki, która mimo wielokrotnych hospitalizacji, będąc wówczas w 15. tygodniu ciąży, doświadczała tzw. niepowściągliwych wymiotów ciężarnych. Wyniki jej badań wskazywały na powikłania wynikające z cukrzycy typu I i owrzodzenia przewodu pokarmowego.

Kobieta nie była w stanie samodzielnie przyjmować pokarmów. Żywiono ją pozajelitowo. Wymiotowała krwią. Z trudem się poruszała. Miała zdiagnozowane zaburzenia adaptacyjne. Komunikowała wprost, że nie chce kontynuować ciąży. Złożyła wniosek o zwołanie konsylium, które – choć nie było wymagane prawnie – miało umożliwić jej przerwanie ciąży w szpitalu, w którym przebywała.

Przeczytaj także:

Po publikacji OKO.press oraz wzmożonych działaniach FEDERY los Leli poznały setki tysięcy osób. Jej historię przekazywały aktywistki; nagłaśniały polityczki; informacja dotarła do decydującej o przyjęciu inicjatywy „My voice, my choice” Komisji Europejskiej.

Lela zdecydowała się kontynuować ciążę

W tydzień po publikacji OKO.press wiele się wydarzyło. Sprawą Leli zajmowały się osoby z Ministerstwa Zdrowia i Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Interweniowały polityczki. Wsparcie oferowały również aktywistki Aborcyjnego Dream Teamu.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Olsztynie, któremu na ręce patrzyła – mówiąc metaforycznie – cała Polska, zmienił podejście do pacjentki, co zasadniczo zmieniło sytuację.

Obecnie stan Leli jest stabilny. Choć nadal wymaga hospitalizacji, zdecydowała, że chce kontynuować ciążę.

Gruzinka otrzymuje pomoc od lekarzy

Mąż Leli, Iwo, w rozmowie z OKO.press relacjonuje: "W tym momencie jest lepiej. Lela czuje się lepiej. Nie wszystko jest jeszcze idealnie, ale jej stan powoli się stabilizuje.

Jeszcze kilka dni temu wymiotowała co chwilę; co pięć czy dziesięć minut. Teraz udaje się jej nie wymiotować nawet godzinę. To ogromna różnica.

Wszystko, co wydarzyło się w ostatnich dniach, po nagłośnieniu naszej historii – ogromny odzew ze strony wielu ludzi, chęć wsparcia – doprowadziły do tego, że Lela otrzymała pomoc. Bardzo, bardzo za to dziękujemy".

Pomagający Leli i jej rodzinie Paweł przypomina, że cała sytuacja zaczęła się od trudności w uzyskaniu przez Gruzinkę odpowiedniej opieki: „Lelę raz za razem próbowano wypisać ze szpitala. Lekarze twierdzili, że jest zdrowa. Tymczasem Lela czuła się coraz gorzej. Jeden wypis, drugi, trzeci. Później walka. Nagłośnienie sprawy. Nagle, gdy cały kraj zainteresował się losem konkretnej kobiety, okazało się, że zmiany w postępowaniu personelu są możliwe”.

Znajomy rodziny podkreśla, że choć stan Leli uległ poprawie, nadal potrzebuje ona opieki medycznej: "Obecnie Lela powoli przyjmuje miksowane pokarmy. Przychodzi do niej fizjoterapeuta. Nie wstała jeszcze z łóżka, ale czuje się nieco lepiej psychicznie. I ona, i jej mąż dziękują Federze oraz OKO.press za zaangażowanie, które doprowadziło do konkretnych reakcji lekarzy.

Lela wraz z Iwo zaczęli wierzyć w to, że ktoś się nimi wreszcie zaopiekuje. Że będzie miała szansę bezpiecznie donosić ciążę i urodzić dziecko, nie ryzykując jednocześnie utraty zdrowia. I tak się w tym momencie dzieje. Obecnie personel Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie pomaga Leli wrócić do zdrowia. Opiekuje się nią. Wdraża realne działania naprawcze".

Lela bała się o swoje zdrowie

Antonina Lewandowska z Fundacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA komentuje: "Ostatnie dwa tygodnie spędziłyśmy na walce z systemem w imieniu Leli. Od tygodni powtarzała, że boi się o swoje zdrowie i chce przerwać ciążę.

Działałyśmy, by wyegzekwować dla niej natychmiastową opiekę i wykonanie legalnej aborcji. Mówiłyśmy jej o różnych opcjach, w tym opcji uzyskania pomocy od innych organizacji, jednak Lela od początku mówiła, że nie chce stosować tabletek aborcyjnych. Pytałyśmy ją o to kilkukrotnie. Była przekonana, że chce walczyć o zabieg chirurgiczny w szpitalu.

W związku z tym kontaktowałyśmy się m.in. z Rzecznikiem Praw Pacjenta. Biorąc pod uwagę pogarszający się stan Leli, tempo jego reakcji zawiodło. Skontaktowałyśmy się więc z Ministerstwem Zdrowia, dotarłyśmy także do decydentów wysokiego szczebla, którzy przekazali informacje o tym, co dzieje się w Szpitalu Wojewódzkim w Olsztynie władzom samorządowym i lokalnym.

Cały czas zgodnie z wolą Leli kontaktowałyśmy się z kolejnymi osobami. Składałyśmy wnioski tak, żeby zapewnić jej tego rodzaju opiekę, na której jej zależało. Równolegle skierowałyśmy Lelę i jej męża po pomoc do Ambasady Gruzji, która mogłaby pomóc z transportem medycznym do kraju – chodziło o czas i bezpieczeństwo Leli".

FEDERA zapewnia, że kobieta może liczyć na jej wsparcie też w przyszłości. Antonina Lewandowska zaznacza: „Gdyby stan Leli się pogorszył; gdyby znowu wystąpiły objawy sugerujące zagrożenie dla zdrowia lub życia Leli, jeśli tylko poprosi nas ona o pomoc, jesteśmy w gotowości do ponownej reakcji. Nie zostawimy jej samej, to jej wola i zdrowie są najważniejsze. Stan Leli poprawił się na tyle, że chce kontynuować ciążę – i to jest teraz kluczowe”.

System wymaga zmian

Przedstawicielka FEDERY wspomina, że w momencie, gdy historia Leli dotarła do opinii publicznej, na horyzoncie pojawili się lekarze gotowi odbyć konsultacje zewnętrzne. Ich przeprowadzenie było jednak niemożliwe ze względu m.in. na brak gotowości współpracy ze strony szpitala, w tym stworzenia warunków do odbycia konsultacji, o co ustnie wnosiła Lela.

Problemem była też bariera językowa trudna do ominięcia w sytuacji, w której nieopuszczająca łóżka Lela przebywa na monitorowanej wieloosobowej sali, do której w każdej chwili może wejść osoba ze szpitalnej kadry medycznej i przerwać wizytę. Między innymi z tego powodu pojawił się wspominany wniosek o zwołanie interdyscyplinarnego konsylium.

Antonina Lewandowska: "Ta historia pokazuje luki w ważnym elemencie rzeczywistości aborcyjnej w Polsce – w opiece szpitalnej nad cudzoziemkami. Rzuca światło na te pola, które wymagają zagospodarowania – kwestie tak podstawowe jak niezwłoczne zapewnienia tłumacza. Tym razem na szczęście się udało, pacjentka jest w tej chwili bezpieczna, ale nie było to oczywiste. A przypominam, że dziś zapadł wyrok wobec lekarzy, których pacjentka zmarła. Mówię oczywiście o tragicznej historii Izabeli z Pszczyny i zaostrzeniu wyroków lekarzy, którzy nie udzielili jej pomocy.

Kobiety muszą czuć się w polskich szpitalach bezpiecznie – niezależnie od wszystkiego, także paszportu czy koloru skóry. System powinno się zburzyć i zbudować od nowa, z nowym prawem, szkoleniami kadry medycznej, nową organizacją opieki. W tej chwili to zardzewiały, zastały mechanizm, z którym nadal musimy się boksować, by chronić ludzi w całym kraju.

Jako FEDERA będziemy to robić zawsze, gdy sytuacja będzie tego wymagać. Dobro kontaktujących się z nami osób jest wartością najwyższą. Ale nie tak to powinno wyglądać – ratowanie zdrowia w szpitalu to obowiązek samej placówki, nie pacjentek i organizacji pozarządowej".

Wszyscy możemy pomóc Leli i jej rodzinie

Paweł zaznacza, że decyzja o kontynuacji ciąży nie jest równoznaczna z końcem trudności Leli. Przed Lelą tygodnie rehabilitacji. Gruzinka potrzebuje opieki fizjoterapeutycznej.

Ze względu na problemy zdrowotne kobiety zarówno ona, jak i jej mąż oraz dzieci, znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej. Iwo w ostatnich miesiącach nie był w stanie pracować. Potrzebują wsparcia finansowego, by móc bezpiecznie, bez strachu żyć i dochodzić do siebie po minionych tygodniach.

Z tego powodu FEDERA, za zgodą Leli oraz jej męża, uruchomiła zbiórkę, której celem jest zebranie środków na wsparcie Leli i jej rodziny.

Antonina Lewandowska opowiada: "Wielotygodniowa batalia z Polskim Systemem Ochrony Zdrowia była dla tej rodziny bardzo kosztowna – zarówno emocjonalnie, jak i finansowo. Mąż Leli czuwał przy jej łóżku przez wiele tygodni. Zajmował się też dziećmi oraz domem. W tym wszystkim był zmuszony tymczasowo zrezygnować z pracy zawodowej.

W tej chwili sytuacja ekonomiczna rodziny Leli jest bardzo trudna. Przypomnijmy, że mówimy cały czas o obywatelach innego kraju, przed którymi stoi bariera językowa czy administracyjno-instytucjonalna. Lela zgłosiła się do nas po pomoc i w tej sytuacji chcemy zaoferować jej chociaż tyle.

Państwo ich zawiodło. System ich zawiódł. Wiemy natomiast, że w Polsce jest wiele osób, które chcą pomóc i pytają, jak mogą to zrobić. Odpowiadamy: wesprzyjcie zbiórkę dla rodziny Leli. Pomóżcie jej spokojnie dochodzić do zdrowia. Zapewnijmy wspólnie bezpieczeństwo jej dzieciom, mężowi i samej Leli".

Zbiórka dla Leli znajduje się TUTAJ.

;
Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze