Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
13 grudnia 2021

Zabili go za pomaganie Żydom? Pomnik postawiony na podstawie jednej relacji po 40 latach

Instytut Pileckiego postawił pomnik kolejarzowi rzekomo zamordowanemu za podawanie wody Żydom w pociągu do obozu zagłady. Na odsłonięciu pomnika była obecna wiceministra Gawin (na zdj.). OKO.press ustaliło, że tę historię znamy tylko z jednej ustnej relacji złożonej ponad 40 lat po wydarzeniach

26 listopada 2021 roku we wsi Treblinka - tuż obok miejsca, w którym niemieccy naziści zamordowali w czasie II wojny światowej ponad 900 tys. Żydów - odsłonięto pomnik upamiętniający kolejarza Jana Maletkę. Pomnik wywołał skandal i publiczne protesty naukowców oraz środowisk żydowskich. „Fałszuje historię” - mówił wówczas OKO.press historyk i badacz Zagłady, prof. Jan Grabowski, przypominając, że wiezieni do Treblinki Żydzi spotykali się najczęściej z wrogością lub obojętnością. Opisywaliśmy wówczas ten spór i publiczne protesty.

Uroczystość odsłonięcia pomnika Maletki, poprzedzona mszą, miała niemal państwowy charakter. Przemówienie wygłosiła wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego Magdalena Gawin.

Pomnik postawiono w ramach programu „Zawołani po imieniu”, poświęconego upamiętnianiu Polaków zamordowanych za pomaganie Żydom w czasie okupacji. W ramach tego programu - którego inicjatorką jest wiceministra Gawin, a który realizuje Instytut Pileckiego, państwowa instytucja - upamiętniono 22 akty represji za pomoc Żydom (łącznie 52 Polaków, którzy ratowali ponad 100 Żydów).

Gawin opowiadała historię zamordowanego 20 sierpnia 1942 roku kolejarza. Według jej wersji Jan Maletko, jego brat Stanisław i kolega Remigiusz Pawłowicz, decyzją niemieckich władz okupacyjnych zostali skierowani do Małkini i zatrudnieni tam jako robotnicy kolejowi. „Widzieli Żydów duszących się w pociągu, w wagonach bydlęcych, wołających »wody!«. Robili to wielokrotnie. Tym razem kiedy Maletka podawał wiadro z wodą, wycelował w niego funkcjonariusz mundurowy niemiecki i zabił go” - opowiadała Gawin.

„Zastanawiałam się, za co zginął Maletka. Za ojczyznę? Za rodzinę? Za co? Jak ciężko jest opowiedzieć taką śmierć – z powodu podania wiadra wody” – mówiła wiceministra.

O śmierci Maletki prawie nic nie wiadomo

OKO.press - z pomocą kilkorga historyków i historyczek zajmujących się Zagładą - sprawdziło dostępne w źródłach i opracowaniach informacje o okolicznościach śmierci Jana Maletki.

Oto wnioski (źródła omówimy szczegółowo w dalszej części artykułu):

  • źródłem całej opowieści jest jedna relacja, złożona przez kolegę Maletki, Remigiusza Pawłowicza, w 1983 roku, 41 lat po wydarzeniach (a więc mało wiarygodnej);
  • poza tym dysponujemy tylko aktem zgonu Maletki i przekazami rodzinnymi;
  • relację Pawłowicza znamy w skrócie, z książki historyka, opublikowanej w USA w 1988 roku, której zadaniem było wychwalanie Polaków ratujących Żydów - to kilka zdań;
  • w dostępnych źródłach nie jest powiedziane, że Maletka przekazywał wodę za darmo (nawet w cytowanej relacji Pawłowicza);
  • poza tym postać Jana Maletki pojawia tylko w literaturze popularnej, w której książki powołują się na siebie nawzajem albo mają błędne odsyłacze do literatury (sprawdziliśmy);
  • Jan Maletko nie znalazł się w “Indeksie” - bazie danych zawierających udokumentowane przypadki represji na Polakach, którzy pomagali Żydom, właśnie z tego powodu, że jego historia uznana została przez prowadzące ją badaczki za nieudokumentowaną.
  • Instytut Pileckiego przez dwa tygodnie nie odpowiedział na prośby OKO.press o podanie źródeł, na których się opierał.

Prześledźmy teraz dokładnie źródła i opracowania.

Ks. Rytel-Adrianik: męczeństwo bohaterskiego kolejarza

O Janie Maletce można przeczytać w książce dr. Edwarda Kopówki - lokalnego historyka, dyrektora Muzeum w Treblince - oraz ks. dr. Pawła Rytela-Andrianika, biblisty, dyrektora Biura ds. Komunikacji Zagranicznej w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski. Książka nosi tytuł „Dam im imię na wieki. Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów” (Oxford-Treblinka 2011). Ks. Rytel-Andrianik (który podpisał się sam pod historią Maletki w książce) koncelebrował mszę poprzedzającą odsłonięcie pomnika.

Autorzy wspominają, że Maletko pomagał bezinteresownie (s. 94), chociaż robią to tylko raz i nie powołują się na źródło. Zacytujmy cały opis (s. 186-187):

„20 sierpnia 1942 r. Jan Maletko (lat 21), pracujący na kolei, oraz Remigiusz Pawłowicz podawali przy stacji w Treblince wodę Żydom zamkniętym w wagonach. Kiedy zobaczył to strażnik niemiecki, zaczął strzelać. Remigiusz Pawłowicz wskoczył do pobliskiego dołu i dzięki temu przeżył, zaś Jan Maletko został zastrzelony. Jego ciało włożono na samochód, który jechał do Treblinki II [obozu zagłady], gdzie miało być spalone. Jednak na prośbę pracownika kolei zdjęto zwłoki Jana Maletki i zawieziono do Prostyni, a tam nastąpił pochówek na cmentarzu. Pod aktem zgonu przechowywanym w prostyńskim archiwum parafialnym podpisał się jako świadek śmierci Remigiusz Pawłowicz”.

Skąd to autor wie? Ks. Rytel-Andrianik powołuje się na trzy źródła: akt zgonu Maletki, książkę Franciszka Ząbeckiego „Wspomnienia dawne i nowe” (Warszawa 1977, s. 46 oraz s. 15, 23,49-50,76) oraz Wacława Zajączkowskiego „Martyrs of Charity” (Washington 1988, s. 236).

W akcie zgonu nie ma żadnych informacji o okolicznościach śmierci.

Ząbecki: zabito kogoś, ale nie wiem, kogo

Źródłem uważanym przez wielu pytanych przez OKO.press ekspertów za dość wiarygodne są wspomnienia Franciszka Ząbeckiego, zawiadowcy stacji w Treblince.

Ząbecki o Maletce nie mówi jednak w ogóle na żadnej ze stron przywoływanych przez ks. Rytel-Andrianika.

Jedyna wzmianka mająca ślad związku z historią - być może - Maletki brzmi (s. 46):

„Za podanie wody na stacji Treblinka zastrzelono robotnika służby drogowej. Nazwiska nie pamiętam”.

To wszystko, co ma o sprawie do powiedzenia Ząbecki!

Zauważmy też, że nie mówi o podawaniu wody za darmo - a powszechną praktyką (co wiemy z innych źródeł) było sprzedawanie jej wiezionym na śmierć Żydom za złoto, dolary czy brylanty.

Zajączkowski: jedna relacja

Zajrzyjmy więc do ostatniego źródła: książki dr. Wacława Zajączkowskiego „Martyrs of Charity”, opisującej przypadki Polaków pomagających Żydom - napisanej i wydanej z wyraźną hagiograficzną intencją.

Na s. 236 Zajączkowski pisze (cytujemy całość):

„Lato 1942. Katolik, pracownik kolei, Jan Maletko, został zastrzelony przez niemieckiego strażnika, kiedy przynosił wodę Żydom zamkniętym w bydlęcym wagonie. Jego towarzysz, Remigiusz Pawłowicz, który także poszedł pomagać Żydom, uratował się, ponieważ wpadł do rowu. Ciało Maletki zostało załadowane do wagonu i miało być spalone razem ze zwłokami Żydów w obozie śmierci, ale zostało wydane na prośbę jego przełożonego do pochówku na cmentarzu w parafii Prostynia”.

To wszystko, co ma do powiedzenia Zajączkowski. Zwróćmy uwagę, że także Zajączkowski nie mówi o pomaganiu za darmo. Co więcej, jego wersja licznymi szczegółami różni się od wersji opowiadanej przez ks. Rytela-Andrianika.

Zajączkowski też powołuje się na dwa źródła. Pierwszym jest - uwaga - Ząbecki, którego omawialiśmy wyżej i który nawet nie zna nazwiska zabitego. A drugie?

Mamy źródło: jedna relacja

Drugie źródło, na które się powołuje Zajączkowski, to „wywiad autora z Remigiuszem Pawłowiczem przeprowadzony w Małkini 3 sierpnia 1983 roku. Nic o niej więcej nie wiadomo.

Podsumujmy: cała historia o bohaterskiej śmierci Jana Maletki opierała się - poza przekazami rodzinnymi - na wywiadzie przeprowadzonym przez historyka z towarzyszem zabitego niemal dokładnie 41 lat po wydarzeniach!

Wiarygodność takiej relacji jest oczywiście niewielka: ludzka pamięć jest zawodna, wspomnienia ulegają modyfikacjom, a co więcej — Pawłowicz mówił Zajączkowskiemu także o swoim bohaterstwie (według jego wersji poszli obaj pomagać Żydom).

Nie mamy też zapisu relacji Pawłowicza.

Milczący Instytut Pileckiego

O Maletce wypowiadał się także w trakcie uroczystości odsłonięcia pomnika pracownik Instytutu Pileckiego, dr Marcin Panecki. Cytujemy za relacją PAP z uroczystości:

„Kiedy 20 sierpnia 1942 roku na stację w Treblince wjeżdżał kolejny transport Żydów (prawdopodobnie z warszawskiego getta), Jan, Stanisław i Remigiusz wykonywali tam wyznaczoną im pracę. Około godziny 10 ostrożnie ruszyli w stronę wagonów, trzymając w rękach naczynia z wodą. Niespodziewanie zostali dostrzeżeni przez jednego z wartowników, który natychmiast otworzył ogień z broni automatycznej (...) Jan Maletka zginął na miejscu. Stanisław i Remigiusz zdołali paść na ziemię i ukryć się w pobliskim rowie. Udało im się uciec. Jak się później okazało, nie zostali rozpoznani przez obozową załogę”.

Nie wiadomo, skąd dr Panecki ma tak szczegółowe informacje o rzekomym przebiegu wydarzenia, łącznie z godziną, o której się ono odbyło, i rodzajem broni używanej przez wartownika pociągu.

OKO.press poprosiło Instytut Pileckiego o podanie źródeł, na podstawie których upamiętniono Jana Maletkę. Napisaliśmy także e-mail bezpośrednio do dr. Paneckiego. (Jak wynika z bazy danych “Ludzie nauki”, dr Panecki obronił w 2010 roku pracę doktorską z nauk politycznych, poświęconą życiu socjalisty Kazimierza Pużaka.)

Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi na nasze pytania.

Rzecznik Instytutu Pileckiego najpierw odpisał na pytanie OKO.press, obiecując przysłanie informacji o źródłach. Po kilku dniach oczekiwania przypomnieliśmy mu o tej obietnicy. „Ze względu na covidową pracę zdalną i kwarantanny oraz inne obowiązki [historycy] powinni być gotowi z odpowiedzią w przyszłym tygodniu” - odpisał rzecznik.

Potem jednak rzecznik zamilkł i nie odpisał już na kolejny list wysłany kilka dni później. Na odpowiedź z Instytutu Pileckiego OKO.press czekało więc bez skutku dwa tygodnie.

Jest to zastanawiające: IP powinien mieć przecież komplet dokumentacji sprawy Jana Maletki w swoich aktach — skoro postawił mu pomnik.

Pomnik na podstawie mało wiarygodnej historii

OKO.press nie twierdzi, że Jan Maletko nie został zabity za pomaganie Żydom. To możliwe. Po prostu tego nie wiemy.

Nie sposób tego stwierdzić nie tylko z pewnością, ale nawet z dużym prawdopodobieństwem: całą sprawę znamy bowiem z jednej relacji złożonej po 41 latach od wydarzenia.

Podobną historię - dotyczącą ośmiu szarytek rzekomo spalonych żywcem przez Niemców w czasie powstania warszawskiego w 1944 roku za ratowanie żydowskich dzieci — opisywaliśmy we wrześniu 2021 r. (tutaj). O szarytkach wspomniał prezydent Andrzej Duda w głośnym tweecie. Apelował w nim jednocześnie o „prawdę” o relacjach polsko-żydowskich w czasie wojny. Jak się okazało, powołał się na historię, której nie dało się potwierdzić w źródłach — w tym także tych, które nadesłała sama kancelaria prezydenta!

Podobnie jak w przypadku Maletki, enigmatyczna wzmianka o nich w kolejnych opracowaniach była wzbogacana o szczegóły i rozbudowywana.

Historii szarytek nie było także w prowadzonej przez IPN bazie danych o zweryfikowanych źródłowo przypadkach takich represji (udokumentowano 333 przypadki dotyczące 654 represjonowanych osób, wkrótce przybędzie jeszcze ok. 200 kolejnych przypadków). Baza zawiera wyłącznie przypadki dobrze udokumentowane źródłowo.

Przypadku Jana Maletki też wśród nich nie ma.

OKO.press chętnie zapytałoby Instytut Pileckiego - i ministrę Gawin - czy należało w takim wypadku stawiać pomnik. Obawiamy się jednak, że znów nie doczekamy się odpowiedzi.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne