46 państw Rady Europy podpisało deklarację kiszyniowską. Domagają się w niej zmiany linii orzeczniczej Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w kwestii praw migrantów, bo „niewystarczająco reaguje” na nowe wyzwania. W instytucjach zajmujących się prawami człowieka tzw. proces kiszyniowski budzi sprzeciw.
Ministrowie spraw zagranicznych 46 państw członkowskich RE podczas dorocznej sesji Komitetu Ministrów Rady Europy w Kiszyniowie przyjęli deklarację polityczną dotyczącą Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Dokument został przyjęty jednogłośnie i dotyczy przede wszystkim migracji.
„Ta deklaracja jest bardzo mocnym – i bardzo mile widzianym – sygnałem zdecydowanego poparcia dla Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz Trybunału w Strasburgu ze strony wszystkich 46 państw członkowskich” – powiedział sekretarz generalny Rady Europy Alain Berset.
„W różnych państwach członkowskich istnieją istotne, złożone wyzwania związane z migracją,
które albo nie były przewidziane w czasie opracowywania Konwencji, albo od tamtego czasu znacząco ewoluowały. Niewystarczające reagowanie na te wyzwania może osłabić zaufanie społeczne do systemu Konwencji” – czytamy w deklaracji.
Choć w dokumencie kilkukrotnie podkreślany jest szacunek dla dorobku orzeczniczego ETPCz oraz przywiązaniu do przestrzegania wartości i przepisów Konwencji, w poszczególnych artykułach deklaracji państwa domagają się jej reinterpretacji.
Art. 23 mówi o tym, że zakaz tortur oraz nieludzkiego i poniżającego zachowania powinien być stosowany w sposób jasny, niezmienny i odnosić się „do najpoważniejszych form złego traktowania”, tak, by „nie tworzyć niepotrzebnych ograniczeń dla decyzji o ekstradycji lub wydaleniu cudzoziemców”.
Państwa stwierdzają, że to, czy dane traktowanie spełnia definicję nieludzkiego i poniżającego, „ma charakter względny i zależy od wszystkich okoliczności danej sprawy”. A co za tym idzie, sądy krajowe i organy krajowe odpowiadające za decyzje o wydaleniu będą potrzebowały dalszych wskazówek, by skutecznie oceniać indywidualne przypadki.
W kolejnych ustępach deklaracji państwa stwierdzają, że mają prawo do wydalania cudzoziemców, „nawet jeśli środek ten ingeruje w jego [cudzoziemca] prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, o ile ingerencja ta jest zgodna z prawem i konieczna w społeczeństwie demokratycznym dla realizacji uzasadnionego celu”. Takimi uzasadnionymi celami są
„bezpieczeństwo narodowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, zapobieganie zakłóceniom porządku lub przestępczości, ochrona zdrowia lub moralności albo ochrona praw i wolności innych osób”.
W deklaracji podkreślono także, że system Konwencji ma charakter subsydiarny wobec ochrony praw człowieka na poziomie krajowym, a „organy krajowe są co do zasady lepiej przygotowane niż sąd międzynarodowy do oceny lokalnych potrzeb i warunków”.
„To przede wszystkim do władz krajowych należy przeprowadzenie ważenia interesów w świetle kryteriów wynikających z orzecznictwa Trybunału oraz ocena, czy istnieją istotne i wystarczające powody wydalenia cudzoziemca mogącego stanowić zagrożenie dla porządku publicznego i bezpieczeństwa narodowego, w tym określenie znaczenia przypisywanego charakterowi i wadze popełnionego przestępstwa” – czytamy.
W deklaracji pojawia się także odniesienie do pojęcia „instrumentalizacji migracji”, zdefiniowanej jako „sytuacji, w których ruchy migracyjne, w tym nielegalne przekraczanie granic, są celowo ułatwiane, zachęcane lub wykorzystywane przez wrogie państwo lub inny podmiot, niekiedy z użyciem siły, w celu wywarcia presji na inne państwo i europejskie demokracje, destabilizacji ich lub osłabienia”. Państwa domagają się zatem reinterpretacji ich konwencyjnych zobowiązań w świetle tego rodzaju wyzwań.
„Ważne jest, aby państwa, w tym te narażone na masowe napływy imigrantów, mogły stosować nowe podejścia do rozwiązywania problemu nielegalnej migracji i potencjalnie jej powstrzymywania. Wśród form nowych podejść, które rozważało kilka państw członkowskich, znajdują się:
- stanowi deklaracja.
Podpisana przez 46 tzw. deklaracja kiszyniowska to zwieńczenie dłuższego procesu, w którym państwa europejskie zarzucały Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka w Strasburgu, że interpretuje Europejską Konwencję Praw Człowieka w sposób, który rzekomo utrudnia zapewnienie bezpieczeństwa publicznego w ich krajach. Chodzi przede wszystkim o wymaganie przez ETPCz, by kraje-sygnatariusze szanowały takie zasady jak non-refoulement, czyli zakaz deportacji migranta do kraju, gdzie grozi mu niebezpieczeństwo, czy zakaz zbiorowych wydaleń cudzoziemców.
W 2025 w tej sprawie państwa zabierały publicznie głos kilkukrotnie.
Dziewięciu europejskich przywódców, w tym premier Polski Donald Tusk opublikowało w maju 2025 list, a w grudniu 2025 r. wspólne oświadczenie wydało 27 ministrów sprawiedliwości państw europejskich.
W środowiskach oraz instytucjach zajmujących się prawami człowieka, w tym migrantów, tzw. proces kiszyniowski, który doprowadził do ogłoszenia deklaracji, budzi sprzeciw.
Jak przypomina w tekście dla OKO.press Magda Krzyżanowska-Mierzewska, była prawniczka ETPCz, jeszcze w 2025 roku Sekretarz Generalny Rady Europy ocenił list dziewięciu przywódców jako próbę wywierania nacisku na sędziów Trybunału.
Sekretarz stwierdził, że „w społeczeństwie rządzonym przez prawo żadna władza sądownicza nie powinna podlegać presji politycznej. Instytucje, które chronią prawa podstawowe, nie mogą ulegać cyklom politycznym. W obliczu dzisiejszych złożonych wyzwań naszym zadaniem nie jest osłabianie Konwencji, ale utrzymanie jej siły i znaczenia – aby zapewnić równowagę między wolnością i bezpieczeństwem, sprawiedliwością i odpowiedzialnością”.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Komentarze