Sprawa Misiewicza zarysowała wyraźny konflikt w PiS i jego medialnym zapleczu. Portal wPolityce wskazuje na bezpośrednią, polityczną odpowiedzialność Macierewicza za wizerunkowe problemy, jakie partii przysporzył Misiewicz. Media Tomasza Sakiewicza usiłują bronić szefa MON

Obok rocznicy katastrofy smoleńskiej, to spektakularny koniec kariery Bartłomieja Misiewicza zdominował przekaz medialny w Polsce w tym tygodniu. Nie inaczej wyglądało to w mediach bliskich obozowi władzy. Na samym portalu „wPolityce” w ciągu ostatnich dni aptekarskiemu subiektowi z Łomianek poświęcono kilkadziesiąt materiałów. Portal ten, stanowi część grupy medialnej senatora Biereckiego i braci Karnowski i uważany jest za najbliższy głównej linii obozu władzy.

Bliskie PiS media sprawę Misiewicza rozgrywały dwojako. Z jednej strony pomagały partii wizerunkowo rozgrywać sprawę zawieszenia i usunięcia asystenta Macierewicza z partii. Z drugiej, sprawę byłego rzecznika MON, potraktowały jako przejaw walk o przywództwo w PiS. O ile w tej pierwszej sprawie całe zaplecze medialne PiS było zgodne, to w drugiej wyraźnie się podzieliło: media Karnowskich, „Do Rzeczy” i pomniejsze tytuły potraktowały sprawę Misiewicza jako okazję do postawienie pytań o postawę jego promotora, ministra Macierewicza. Z kolei „Gazeta Polska” i inne media Tomasza Sakiewicza usiłowały przy okazji bronić szefa MON, atakując ostro jego krytyków we własnym obozie.

Przepraszamy…

Gdy tylko media zaczęły donosić o posadzie dawnego rzecznika MON w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, „wPolityce” opublikowały bardzo krytyczny komentarz Łukasza Adamskiego. „Nie jest istotne, czy Misiewicz zarabia 50 tyś, czy może 20 tyś. Nawet jak zarabia 10 tyś, to i tak wzbudzi wściekłość. Nawet twardego elektoratu PiS, który składa się w dużym stopniu z ludzi zarabiających niecałe 2 tysiące złotych «na rękę»” – pisał publicysta.

W sprawie Misiewicza PiS zrobił rzadką rzecz: przyznał się do błędu i powiedział „przepraszam”. Prawicowe media powtarzały tę narrację.

„wPolityce” wrzucało na swoją stronę kolejne wypowiedzi polityków PiS przepraszających za całą aferę: Marka Suskiego, Jarosława Sellina, Joachima Brudzińskiego. „Dobrze, że prezes Kaczyński skończył z tym cyrkiem, szkoda, że dopiero teraz” – podsumował komentator portalu, Piotr Cywiński.



Na tym tle słabo wybrzmiewały głosy próbujące bronić Misiewicza po prawej stronie. Magdalena Ogórek usiłowała przedstawić Misiewicza jako przypadkową i w sumie niewinną ofiarę mediów koncernu Springera. Z kolei Marek Król, w dyskusji w TV Republika bronił ideowości i kompetencji młodego działacza, zarzucając PiS, że w tej sprawie dał sobie narzucić narrację politycznych przeciwników zmian, dokonujących się dziś w Polsce.

…ale PO było gorsze

Za przeprosinami za Misiewicza szły jednocześnie ataki na PO. „W sprawie Misiewicza popełniliśmy błąd, ale PO było gorsze” – mówiła w tej sprawie partia, a bliskie jej media szły jej z pomocą.

W czwartkowym, głównym wydaniu „Wiadomości” TVP ukazał się materiał przygotowany przez Ewę Bugałę zarzucający oburzonej na Misiewicza PO podwójne standardy. „Wiadomości” przypomniały dawnej opozycyjnej partii sprawę etatu dla córki Jacka Rostowskiego w MSZ, niewpisanego do oświadczenia majątkowego zegarka Sławomira Nowaka czy korupcyjne problemy działacza PSL Jana Burego. Informacje z materiału przedrukowało „wPolityce”.

Podobne tezy powtarzali publicyści portalu. „Bezczelność i obojętność na sygnały o różnych patologiach i problemach koalicji PO-PSL, szefów partii rządzących oraz reprezentujących je w rządach premierów i wicepremierów zostały wielokrotnie udowodnione. […] Żadna władza nie jest święta, lecz jedna ma tego świadomość i próbuje coś z tym zrobić, zaś inna tylko «idzie w zaparte» i kompletnie się nie liczy z głosem opinii publicznej” – pisał Stanisław Janecki.

Ministrze Macierewicz, znaj swoje miejsce!

„W tej sprawie – jak to zwykle w naszym życiu politycznym – nie chodziło o Misiewicza, ale o przywództwo. W tym przypadku o przywództwo w partii” – napisał na portalu braci Karnowskim Antoni Dudek. W konflikcie tym medium Karnowskim wyraźnie ustawiło się w kontrze do szefa MON.

Jacek Karnowski w komentarzu o „wnioskach ze sprawy Misiewicza” wprost napisał: „[…] Antoni Macierewicz ma wielu gorących zwolenników i wielkie zasługi. Ale należy pamiętać, że obóz naprawy państwa realizuje dziś projekt polityczny Jarosława Kaczyńskiego. Realizuje dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu. Każdy, kto uważa, że prawica ma dziś wybór między nim samym a liderem PiS działa na szkodę prawicy”. Innymi słowy,

jedno z ważniejszych mediów okołopisowskich wyraźnie mówi Macierewiczowi, by znał swoje miejsce w szeregu.

Komunikat ten powtarza się w kolejnych komentarzach na portalu. Inne wskazują na bezpośrednią, polityczną odpowiedzialność szefa MON za wizerunkowe problemy, jakie partii przysporzył jego protegowany. Ten sam wątek pojawia się w komentarzu na stronie „Gościa Niedzielnego”.



Wśród prawicowych mediów tradycyjnie najbardziej krytyczne wobec ministra Macierewicza pozostawało „Do Rzeczy”. Gdy zapadła decyzja o zawieszeniu Misiewicza, jego naczelny – Paweł Lisicki – uznał ją na antenie TVN24 za „pragmatyczną” i służącą partii. Wskazywał też na to, że „Macierewicz […] ma swój własny, silny elektorat w samym PiS-ie – tzw. elektorat smoleński, czyli ludzi przekonanych, że był zamach, a Macierewicz tego dowiedzie”.

Ulica, przedpokój i ubecki gambit

W obronie Macierewicza stanął Tomasz Sakiewicz i jego media. „Od wielu tygodni podejmowane są próby skłócenia Jarosława Kaczyńskiego z Antonim Macierewiczem. Części tych, którzy za tymi działaniami stoją, chodzi o pozbycie się Macierewicza, zatrzymanie zmian w wojsku i przede wszystkim bardzo zaawansowanego śledztwa smoleńskiego” – stwierdził Sakiewicz.

Narracja, że za atakami na Macierewicza stoi część PiS pragnąca układać się ze starym układem, oraz siły obawiające się „prawdy o Smoleńsku” wracała w jego mediach w ostatnich dniach. W przywoływanej już dyskusji w Telewizji Republika Marek Król i Adrian Stankowski przekonywali, że termin ataków na Misiewicza nie jest przypadkowy – wywołały je postępy w śledztwie smoleńskim i „dowody” na wybuch na pokładzie Tupolewa, przedstawione przez zespół doktora Berczyńskiego.

Z kolei na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” Piotr Lisiewicz przestrzega: „[…] nikt, kto dziś angażuje się w osłabianie Antoniego Macierewicza, nie ma szans na udział w przyszłej sukcesji po Jarosławie Kaczyńskim. A każdy, kto robi to, zawierając taktyczne sojusze z mainstreamowymi mediami, z czasem będzie musiał zniknąć z obozu niepodległościowego. To wynika z owego upodmiotowienia „pisowskiego ludu”.

Zdaniem Lisiewicza, dzisiejszy PiS dzieli się bowiem na patriotyczną ulicę, zdeterminowaną, by do końca doprowadzić dobrą zmianę i „przedpokój” – antyszambrujących w salonach starych układów, nie dość rewolucyjnych członków prawicowego obozu. W roli „przedpokoju” Lisiewicz obsadza publicystów mediów Karnowskich i takie postaci, jak Łukasz Warzecha.

Macierewicz znalazł także obrońców w blogosferze i mediach społecznościowych. Szczególną aktywnością wykazywał się tu zajmujący się tematyką obronności bloger „Aleksander Ścios”. Napisał długą notkę analizującą aferę Misiewicza jako wyrafinowany gambit ciągle rządzącej Polską z ukrycia ubecji, zmierzającej do odsunięcia Antoniego Macierewicza i zastopowania zmian, jakie minister przeprowadza w służbach. Sprawie nie warto by poświęcać uwagi, gdyby nie to, że – jak donosi Wirtualna Polska – pod pseudonimem „Aleksander Ścios” ma się kryć Mariusz Marasek – długoletni współpracownik Macierewicza, powołany przez niego pod koniec 2015 roku na stanowisko pełnomocnika MON ds. utworzenia Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO i jego dyrektora. Tego samego centrum, które kiedyś, pod osłoną nocy „odzyskiwał” dla Macierewicza Misiewicz.

Co dalej?

Sprawa Misiewicza zarysowała wyraźny konflikt w PiS i jego medialnym zapleczu. Czy upadek faworyta ministra wyciszy tę wewnętrzną walkę? W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 14 kwietnia Ludwik Dorn twierdzi, że w starciu z Kaczyńskim w PiS Macierewicz nie ma tak naprawdę żadnych istotnych atutów. Sytuacja z Misiewiczem powinna uświadomić szefowi MON, że albo się samoograniczy, albo czeka go koniec rządowej kariery.

Biorąc pod uwagę rozkład głosów prawicowych mediów po aferze Misiewicza, także w medialnym zapleczu rządu, Macierewicz nie bardzo może liczyć na sojuszników. Zdaniem Dorna, nie może być pewny nawet mediów Sakiewicza– pozostają one zależne od instytucji kontrolowanych dziś przez Kaczyńskiego, a Sakiewicz dobrze wie, „kto trzyma klucz do konfitur”.

Macierewicz powinien więc chyba posłuchać rady Dorna i nałożyć sobie pewne ograniczenia w ramach rządu i PiS. Byłoby to z pewnością rozsądne. Ale jak wiemy rozsądek nie zawsze rządził walkami o władzę w polskich partiach politycznych. Zwłaszcza tych, gdzie działał Antoni Macierewicz.

Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) “Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym