Lokalni politycy wyciągają argumenty o egzorcystach, katoliccy działacze żądają powstrzymania bluźnierczych praktyk. Ciężka muzyka metalowa znów oburza i wywołuje protesty, a prawica wzięła sobie za cel dwa poświęcone jej festiwale
Niszowy festiwal metalowej muzyki po protestach wyprowadził się z 9-tysięcznego Dobrego Miasta. Organizatorów zaprosiły do siebie władze pobliskiego Olsztyna, które również naraziły się na krytykę. Głosy protestu słychać również w Gdańsku, gdzie odbywa się największa w Polsce impreza poświęcona ciężkiej muzyce, a jednocześnie jeden z największych festiwali muzycznych w kraju.
Konserwatyści chcą promować obecne w konstytucji „piękno i dobro” i chronić młode pokolenie przed demoralizacją. Trudno powiedzieć, czy moralna panika rozkręci się na dobre. Widać jednak, że twórcy i fani metalu po raz kolejny stają się jej celem – na razie na lokalnym poletku.
Chodzi o dwie imprezy – Sun Dies Festival (ten mniejszy, który w końcu ma odbyć się w Olsztynie) i Mystic Festival (ten większy, z Gdańska).
Zdecydowanie większe problemy z protestami miała – i nadal ma – ta pierwsza impreza. W Dobrym Mieście gościła od 2014 roku. Na tle innych tego typu wydarzeń wygląda dosyć skromnie: festiwal trwa jeden dzień, na scenie pokazuje się zaledwie kilka zespołów. Ich nazwy mogą jednak robić wrażenie. Co roku do Dobrego Miasta przyjeżdżały grupy z czołówki polskiego metalu, które rzadko goszczą w mniejszych miastach.
W tym roku zagrać miały Gorycz, Damnation, Blindead 23, Christ Agony i Furia.
Odwołania festiwalu chciało 11 z 15 radnych gminy Dobre Miasto, którzy skierowali w tej sprawie petycję do burmistrzyni Ewy Harań. Ich główne argumenty? Hasła z konstytucji i wątpliwości co do reputacji artystów, którzy występowali podczas... zeszłorocznej edycji imprezy.
„Prawda, dobro i piękno – tym uniwersalnym wartościom jako samorząd powinniśmy służyć i je wspierać. Zwalczać kłamstwo, zło i szpetotę. Promować szacunek dla bliźniego, w tym unikać obrażania uczuć religijnych. To nie patetyczne hasła, lecz realne decyzje, podejmowane tu i teraz, szczególnie związane z każdą wydaną złotówką z wiecznie skromnej kasy miejskiej oraz udostępnianiem innych gminnych zasobów” – czytamy w liście radnych.
Wynika z niego, że ciężka muzyka nie jest ani prawdziwa, ani dobra, ani piękna. A brzydki, niegodziwy i kłamliwy, według radnych, jest black metal – jeden z ekstremalnych podgatunków ciężkiej muzyki.
Radni wskazują na teksty utworów obecnego na scenie muzycznej od lat 90. zespołu Christ Agony, jednej z gwiazd tegorocznej edycji imprezy. Obecne w nich motywy, ich zdaniem, wskazują na pochwałę satanizmu, okultyzmu, a nawet wampiryzmu. A to tylko początek zarzutów. Zdaniem sygnatariuszy listu metalowcy często prezentują skrajne poglądy polityczne i nawołują do autoagresji.
„Black metal, zwłaszcza w swoich ekstremalnych odmianach (np. NSBM – National Socialist Black Metal, DSBM – Depressive Suicidal Black Metal, czy wczesny norweski second wave), często zawiera teksty gloryfikujące nihilizm, satanizm, przemoc, samobójstwo, samookaleczenie, nienawiść do chrześcijaństwa, rasizm lub supremację siły. W latach 90. norweska scena black metalowa (m.in. Mayhem, Burzum, Gorgoroth) była bezpośrednio związana z paleniem kościołów, morderstwami” – wskazują radni.
Używając podobnej argumentacji, mogliby wezwać do odwołania niemal każdego wydarzenia muzycznego. Treści nieodpowiadające preferowanej przez nich estetyce można znaleźć w wielu gatunkach muzycznych. Motywy przemocy obecne są choćby w wersach utworów hip-hopowych, działają też raperzy związani ze środowiskami nacjonalistycznymi – choć, rzecz jasna, również i oni są marginesem.
„Argumentacja o jakichś neonazistowskich powiązaniach, bo jakiś podgatunek metalu faktycznie może być z tym kojarzony… błagam, to jest jakieś totalne mentalne średniowiecze i poziom merytoryczny sprowadzony do poziomu poniżej dna i 5 metrów mułu” – komentował Bartek Święcicki, mieszkaniec Dobrego Miasta i autor petycji przeciwko próbie odwołania festiwalu.
Radni Dobrego Miasta po roku zorientowali się też, że w ich mieście wystąpiła białostocka grupa Partiarkh – gwiazda poprzedniej edycji imprezy. „Zespół propaguje treści satanistyczne, prowadząc bluźniercze występy, które sam nazywa »czarnymi paschami« lub »czarnymi liturgiami«, zapraszając na nie »pielgrzymów«” – wskazują podpisani pod listem.
„Zespół Patriarkh nie buduje swojej tożsamości na skandalu. Nasza działalność to blisko 1000 koncertów na świecie, sześć kontynentów, 53 kraje, 172 regiony, 276 miast, a do wielu miejsc wracaliśmy wielokrotnie” – odpowiadali członkowie wywołanej do tablicy grupy. „Występowaliśmy w państwach o bardzo różnych kulturach i religiach, takich jak Chiny, Japonia, Indonezja, Tajwan czy Nowa Zelandia. Nigdy nasze koncerty nie wywoływały konfliktów społecznych czy też zamieszek. Jedyne przypadki ingerencji władz miały miejsce w Rosji w 2016 roku i wynikały z cenzury państwowej oraz reakcji ultranacjonalistycznych patologicznych bojówek, a nie z reakcji lokalnej społeczności” – napisali w oświadczeniu.
„Nasze widowisko sceniczne jest formą performansu artystycznego – teatru muzycznego operującego symbolem, czasami jest to sacrum, czasami profanum. Symbol w sztuce nie jest deklaracją wiary ani programem ideologicznym. W przeciwnym razie należałoby zakazać połowy literatury światowej i znacznej części malarstwa europejskiego” – przekonywali.
Radnych to nie przekonało.
Za to lokalni politycy wezwali do organizacji alternatywnego wydarzenia, które promowałoby lokalnych twórców. Wymyślili nawet dla niego nazwę: Sun Rise Festival. Gdyby doszło do jego organizacji, miasto mogłoby narazić się na konflikt z agencją odpowiedzialną za jeden z największych festiwali muzyki elektronicznej w Europie, kołobrzeski Sunrise Festival. Jak widać, lokalni politycy potrafią ekspercko wypowiadać się na temat niszowych podgatunków metalu, nie znaleźli jednak czasu na zorientowanie się w scenie tanecznej elektroniki. Z ich propozycji zapewne nic nie wyjdzie. Burmistrzyni Beata Harań nie przychyliła się do apelu samorządowców i zachęcała organizatorów Sun Dies do pozostania w Dobrym Mieście. Bezskutecznie.
– Traktujemy festiwal jako wydarzenie stricte muzyczne, w żaden sposób nienastawione na promowanie jakichkolwiek treści innych niż muzyczne – mówi OKO.press Mariusz Sienkiewicz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Olsztynie. Kierowana przez niego jednostka odpowiedziała na oświadczenie organizatorów festiwalu, którzy ogłosili, że szukają nowego miejsca dla swojego wydarzenia.
Olsztyn to naturalny wybór – przekonywały władze stolicy Warmii. Po pierwsze, położony jest bardzo blisko pierwotnej lokalizacji festiwalu. Po drugie – to stamtąd pochodzą członkowie zespołu Vader, jednej z pierwszych metalowych grup, które z Polski przebiły się na międzynarodowe sceny. Od 1 kwietnia Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie pokazuje poświęcony legendzie gatunku spektakl na podstawie książki Jarka Szubrychta „Vader. Wojna totalna”.
„Chcemy zorganizować Sun Dies Festival w miejscu przyjaznym kulturze i otwartym na współpracę – bez napięć i bez ryzyka obniżenia jakości wydarzenia” – pisał w facebookowym poście odpowiedzialny za festiwal Jarosław Gruszycki.
Jednak i w Olsztynie znalazły się osoby, którym Sun Dies Festival się nie podoba. Przeciwko organizacji festiwalu w Amfiteatrze im. Czesława Niemena wystąpiła radna PiS, Edyta Markowicz.
„Preambuła Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej odwołuje się do uniwersalnych wartości, takich jak prawda, dobro, piękno. Trudno uznać występy zdecydowanej większości zespołów uczestniczących w tym festiwalu za promujące wartości wskazane w treści tego najważniejszego i hierarchicznie najwyższego aktu prawnego w Polsce, na który Pana ugrupowanie polityczne tak chętnie się powoływało” – pisała polityczka do wywodzącego się z Koalicji Obywatelskiej do prezydenta miasta Roberta Szewczyka.
„Dr Małgorzata Nieszczerzewska w artykule »Muzyczna otchłań. Satanistyczne inspiracje w muzyce metalowej i ambientowej« stwierdza, że »doświadczenia psychologów, psychiatrów, kapłanów oraz księży egzorcystów świadczą o tym, że dla wielu osób fascynacja satanizmem w muzyce może oznaczać problemy natury psychicznej i duchowej«” – cytowała radna, pytając, czy decyzja o organizacji wydarzenia w Olsztynie będzie oznaczała przesunięcie środków z budżetów innych imprez odbywających się w mieście.
– Prowadzimy eklektyczną działalność, organizujemy zarówno Sun Dies Festival, jak i koncerty organowe w przestrzeniach sakralnych. Nasza oferta jest bardzo szeroka, staramy się dotrzeć do każdego mieszańca, niezależnie od preferencji estetycznych. Z panią radną, jak i z częścią innych osób protestujących przeciwko festiwalowi, trudno rozmawiać. Używają języka ideologicznego, w tym konkretnym przypadku odwołują się do religii. Ciężko z tym dyskutować – mówi nam dyrektor olsztyńskiego MOK.
Sienkiewicz przekonuje, że nie ma ryzyka, że ktoś zostanie zgorszony występami podczas zamkniętego i biletowanego festiwalu. – Nie jeździmy przecież po mieście z platformą, na której grają muzycy i nie nawołujemy nikogo do zmiany światopoglądu – mówi dyrektor.
Jak dodaje, żadne z wydarzeń zaplanowanych przez MOK nie ucierpi przez udział Olsztyna w finansowaniu Sun Dies Festival. Koszty imprezy opiewają na 104 tys. złotych, które mają zostać zrekompensowane wpływami z biletów.
Grona zaciekłych przeciwników doczekał się również gdański Mystic Festival, od lat odbywający się w długi, czerwcowy weekend na terenach Gdańskiej Stoczni. Dla niektórych organizacji problemem jest przede wszystkim data imprezy, choć w przeszłości w mieście słychać było też głosy o „profanacji” Stoczni, symbolicznej dla walki z systemem komunistycznym.
„Wydarzenie o wyraźnie antychrześcijańskim i bluźnierczym charakterze zostało zaplanowane w czasie Uroczystości Bożego Ciała, gdy miliony wiernych w Polsce publicznie oddają cześć Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie na procesjach eucharystycznych. Organizowanie festiwalu o takiej wymowie właśnie w tym dniu trudno uznać za przypadek. W sercu Gdańska, w czasie, gdy miliony katolików publicznie wyznają wiarę w Jezusa Chrystusa, planuje się wydarzenie jawnie szydzące z tego, co dla nas najświętsze” – piszą w liście do prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz działacze Fundacji „Polska Katolicka, nie laicka”.
Z podobnymi protestami impreza borykała się już kilkukrotnie, za każdym razem nic z nich nie wychodziło. Tak będzie zapewne i tym razem. „Od wielu lat dzieją się takie rzeczy, zwłaszcza kiedy pojawia się zespół Behemoth. Pewne kręgi katolickie próbują coś ugrać. Żyjemy jednak w wolnym kraju i nie musimy obchodzić Bożego Ciała. Mamy prawo robić swoje rzeczy” – mówił „Dziennikowi Bałtyckiemu” organizator festiwalu, Arkadiusz Hronowski.
Rzeczywiście, Behemoth jest jedną z największych tegorocznych gwiazd festiwalu. Impreza kontynuuje tradycję pokazywania zarówno międzynarodowych legend gatunku, jak i jego wschodzących gwiazd. Festiwal co roku ściąga nad morze kilkadziesiąt tysięcy osób.
– W Gdańsku szanowane jest prawo każdej osoby i organizacji do wyrażania swoich opinii oraz uczestnictwa w debacie publicznej – mówi nam Marcin Szeląg z gdańskiego urzędu miasta. – Jednocześnie Gdańsk jest miastem otwartym, w którym odbywają się wydarzenia o różnym charakterze: kulturalnym, społecznym czy religijnym. Rolą samorządu jest przede wszystkim dbanie o to, aby wszystkie wydarzenia organizowane w przestrzeni miasta odbywały się zgodnie z obowiązującym prawem oraz z poszanowaniem bezpieczeństwa mieszkańców i uczestników – dodaje.
Jak twierdzi Szeląg, włodarze nie mają w tym przypadku podstaw, by interweniować. – Decyzje w tym zakresie nie mają charakteru uznaniowego, muszą wynikać z przepisów prawa i dotyczą przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa uczestników oraz porządku publicznego – mówi Szeląg.
Wielu wykonawców muzyki metalowej rzeczywiście nawiązuje treścią swojej twórczości i wizerunkiem do wątków okultyzmu, niektórzy otwarcie krytykują poszczególne religie i ich instytucje. Większość mówi jednak jednym głosem: na scenie odbywa się spektakl, który nikomu krzywdy nie robi, a bywa, że pomaga.
Badania wskazują na pozytywny wpływ słuchania ciężkiej muzyki na funkcjonowanie ich fanów. Opracowanie australijskich uczonych opublikowane w „Current Psychology” dowodzi, że negatywne skutki są „co najwyżej ograniczone”. Jak zwracają uwagę autorzy, współczesny metal skupia się w coraz mniejszym stopniu na agresywnym, mrocznym przekazie, coraz częściej biorąc na tapet tematy społeczno-polityczne, społeczne nierówności, a nawet ekologię – jak choćby Gojira, francuskie megagwiazdy współczesnego metalu, które uświetniły swoim występem otwarcie Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.
„Pomimo obaw wielu nastolatków i młodych dorosłych twierdzi, że muzyka ta, również o agresywnym wydźwięku, poprawia ich dobrostan społeczny i emocjonalny” – czytamy w opracowaniu.
Sprzeciw wobec Sun Dies Festival i Mystic Festival może przypominać o czasach, kiedy stereotypy dotyczące ciężkiej muzyki i jej fanów o wiele częściej pojawiały się w medialnym głównym nurcie. Przyczyniały się do tego choćby działania Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami. Inicjatywa społeczna dowodzona przez Ryszarda Nowaka działała prężnie w pierwszej i drugiej dekadzie XXI wieku. Jej lider śladów działalności szatana szukał nawet w twórczości Myslovitz czy Stinga.
Wreszcie starł się w sądzie z Adamem „Nergalem” Darskim (widocznym na zdjęciu ilustracyjnym u góry tekstu) po tym, jak lider Behemotha podarł Biblię podczas koncertu w Gdańsku w 2007 roku. Z zarzutami o obrazę uczuć religijnych w tej i innych sprawach Nergal walczył przed sądami przez 18 lat. Do 2025 roku wygrał prawie wszystkie procesy – zaledwie jedna sprawa została umorzona.
Trudno dostrzec następców Nowaka wśród współczesnych działaczy społecznych czy politycznych. Widać jednak, że moralną panikę, szczególnie na lokalnym gruncie, bardzo łatwo rozhuśtać. A metalowe koncerty i kilkudniowe imprezy poświęcone tej muzyce coraz częściej odbywają się też poza największymi miastami. Poza Sun Dies Festival to na przykład Summer Dying Loud w Aleksandrowie Łódzkim (oprotestowane już w 2023 roku) czy Black Silesia w śląskiej Byczynie.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze