"Miałem niespełna dwutygodniowy urlop i przez ten czas dużo rzeczy przemyślałem" - stwierdził w wywiadzie dla "Do Rzeczy" Jarosław Gowin. Ale zapowiedź ignorowania wyroku Trybunału Sprawiedliwości i sugerowanie Polexitu trudno jednak nazwać przemyślanymi. Mogą się nie spodobać nawet wyborcom PiS.

W wywiadzie dla „Do Rzeczy” wicepremier Jarosław Gowin zastosował metodę Hitchcocka, ale na odwrót. Trzęsienie ziemi i polityczny skandal był na końcu.

Jego zapowiedź, że rząd zignoruje wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, jeśli będzie niekorzystny dla PiS, natychmiast wykorzystała opozycja, jako dowód na to, że PiS dąży tak naprawdę do wyjścia z UE, czyli Polexitu. Zauważył tę wypowiedź także wpływowy w Brukseli  portal Politico.eu. I na tym raczej się nie skończy.

Gowin wyznaje, że podczas urlopu dużo rzeczy przemyślał. Oznacza to, że minister zmienił sposób, w jaki spędza wolny czas. Rok temu właśnie urlopem tłumaczył swoją rzekomą niewiedzę na temat treści projektu ustawy o Sądzie Najwyższym.

Wicepremier starał przedstawić się w wywiadzie jako polityk racjonalny, zdystansowany i szukający płaszczyzny porozumienia. Oczywiście do pewnych granic. Na pytanie o to, kto ponosi odpowiedzialność za zaostrzanie języka walki politycznej, Gowin odpowiada z nutą misternego dowcipu:

“Chyba nie oczekuje pan od wicepremiera, że obarczy winą własny rząd?”

W innym fragmencie uspokaja również, że “nie należy do symetrystów”, czyli tych komentatorów sceny politycznej, którzy po równo obarczają winą za demolkę demokracji rządzącą PiS i opozycyjną PO (Tomasz Lis, największy wróg symetryzmu, pewnie odetchnie z ulgą). Gowin uważa, że po złej stronie jest tylko opozycja, a “obóz PiS i Zjednoczona Prawica głęboko i pozytywnie przeobraża Polskę”.

W wicepremierze od zeszłorocznego urlopu zaszła jeszcze jedna zmiana. W lipcu 2017 zmian w sądownictwie najpierw nie znał, potem popierał, a później nie popierał, ale im się nie sprzeciwiał. Teraz popiera zmiany w sądach, choć wie, że są niekonstytucyjne: “Musimy rozpocząć pracę nad nową konstytucją. Zmiany, które wprowadzamy obecnie w sądownictwie, mają charakter przejściowy – one są pomostem, który ma nas doprowadzić do nowego ładu wymiaru sprawiedliwości, ufundowanego na nowej konstytucji”.

Prawo Gowina: mówię i dementuję

Wicepremier mówi „Do Rzeczy”, że „Sąd Najwyższy oczywiście miał prawo zwrócić się z pytaniami prejudycjalnymi do TSUE, ale całkowicie bez podstaw prawnych podjęli próbę zawieszenia obowiązywania ustawy, której nie zakwestionował Trybunał Konstytucyjny”.

To kłamstwo. Podstawy prawne istnieją i SN szczegółowo je wyjaśniał. Są to łącznie stosowane: art. 755 par 1 kodeksu postępowania cywilnego, art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE oraz art. 4 ust. 3 Traktatu o UE.

  • Zobacz art. 755 par 1 kpc

    Art. 755. § 1. Jeżeli przedmiotem zabezpieczenia nie jest roszczenie pieniężne, sąd udziela zabezpieczenia w taki sposób, jaki stosownie do okoliczności uzna za odpowiedni, nie wyłączając sposobów przewidzianych dla zabezpieczenia roszczeń pieniężnych. W szczególności sąd może:
    1) unormować prawa i obowiązki stron lub uczestników postępowania na czas trwania postępowania;
    2) ustanowić zakaz zbywania przedmiotów lub praw objętych postępowaniem;
    3) zawiesić postępowanie egzekucyjne lub inne postępowanie zmierzające do wykonania orzeczenia;
    4) uregulować sposób roztoczenia pieczy nad małoletnimi dziećmi i kontaktów z dzieckiem;
    5) nakazać wpisanie stosownego ostrzeżenia w księdze wieczystej lub we właściwym rejestrze.

  • Zobacz art. 267 TfUE

    Artykuł 267
    (dawny artykuł 234 TWE)

    Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest właściwy do orzekania w trybie prejudycjalnym:

    a) o wykładni Traktatów;
    b) o ważności i wykładni aktów przyjętych przez instytucje, organy lub jednostki organizacyjne Unii;
    W przypadku gdy pytanie z tym związane jest podniesione przed sądem jednego z Państw Członkowskich, sąd ten może, jeśli uzna, że decyzja w tej kwestii jest niezbędna do wydania wyroku, zwrócić się do Trybunału z wnioskiem o rozpatrzenie tego pytania.

    W przypadku gdy takie pytanie jest podniesione w sprawie zawisłej przed sądem krajowym, którego orzeczenia nie podlegają zaskarżeniu według prawa wewnętrznego, sąd ten jest zobowiązany wnieść sprawę do Trybunału.

    Jeżeli takie pytanie jest podniesione w sprawie zawisłej przed sądem krajowym dotyczącej osoby pozbawionej wolności, Trybunał stanowi w jak najkrótszym terminie.

  • Zobacz art. 4 TUE

    1. Zgodnie z artykułem 5 wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich.

    2. Unia szanuje równość Państw Członkowskich wobec Traktatów, jak również ich tożsamość narodową, nierozerwalnie związaną z ich podstawowymi strukturami politycznymi i konstytucyjnymi, w tym w odniesieniu do samorządu regionalnego i lokalnego. Szanuje podstawowe funkcje państwa, zwłaszcza funkcje mające na celu zapewnienie jego integralności terytorialnej, utrzymanie porządku publicznego oraz ochronę bezpieczeństwa narodowego. W szczególności bezpieczeństwo narodowe pozostaje w zakresie wyłącznej odpowiedzialności każdego Państwa Członkowskiego.

    3. Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy Unia i Państwa Członkowskie wzajemnie się szanują i udzielają sobie wzajemnego wsparcia w wykonywaniu zadań wynikających z Traktatów.

    Państwa Członkowskie podejmują wszelkie środki ogólne lub szczególne właściwe dla zapewnienia wykonania zobowiązań wynikających z Traktatów lub aktów instytucji Unii.

    Państwa Członkowskie ułatwiają wypełnianie przez Unię jej zadań i powstrzymują się od podejmowania wszelkich środków, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii.

Sądy krajowe mogą pytać TSUE o wykładnię prawa unijnego, żeby później ocenić, czy przepisy prawa krajowego są zgodne z prawem UE.

Tego Jarosław Gowin jest świadomy. I jako były minister sprawiedliwości (w rządzie PO) wie też, że zadając pytanie prejudycjalne sądy krajowe mogą stosować „środki zabezpieczające” w postaci zawieszenia stosowania przepisów krajowych do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości. TSUE potwierdził to w dwóch orzeczeniach: Factortame z 1990 roku oraz Unibet z 2007 roku.

Kwestię „środków zabezpieczających” w polskim prawie reguluje art. 755 par. 1 kodeksu postępowania cywilnego. Zabezpieczenie może być dokonane w „taki sposób, jaki stosownie do okoliczności sąd uzna za odpowiedni”.

Jarosław Gowin posłużył się również sformułowaniem „zawieszenie ustawy”, które jest celowym wprowadzaniem w błąd. Kierując pytania prejudycjalne do TSUE, Sąd Najwyższy zawiesił tylko kilka przepisów ustawy dotyczących tylko 14 sędziów SN.

Trybunał Sprawiedliwości zagraża UE?

Jarosław Gowin ostrzega dalej: “Jeżeli Trybunał w Luksemburgu uzna się za instancję władną usankcjonować takie stanowisko grupki polskich sędziów, to będzie to paliwo dla środowisk eurosceptycznych w całej Europie. Zakwestionuje to bowiem fundamentalną dla całej UE ideę suwerenności narodowej”.

Patrząc na dotychczasowe orzecznictwo TSUE – jest bardzo prawdopodobne, że uzna się on za „instancję władną”. Przykładem jest wyrok z lutego 2018 roku dotyczący sędziów portugalskich, w którym Trybunał stwierdził, że ocena, czy prawo krajowe nie narusza zasady niezawisłości sędziowskiej, mieści się w jego kompetencjach. I napisał, że sądy krajowe muszą spełniać unijne standardy, według których władza sądownicza jest niezależna od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Do przestrzegania tych standardów Polska się zobowiązała podpisując traktaty.

Jarosław Gowin widać jest przekonany, że Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości w imię „przetrwania wspólnoty” będą przymykać oko na łamanie wspólnych wartości Unii i łamanie prawa.

Znawca prawa europejskiego prof. Laurent Pech, który pracował jako ekspert podczas procesów akcesyjnych kilku krajów UE, opowiadał w maju OKO.press: „Konsolidacja nieliberalnych rządów w obrębie Unii Europejskiej może ją bardziej osłabić niż fakt, że wystąpi z niej jakieś państwo”.

Nieliberalne rządy są uważane za realne zagrożenie dla UE i głosy takie jak stanowisko profesora Pecha z Middlesex University, nie są wcale odosobnione.

Pewnym pocieszeniem dla Jarosława Gowina zmartwionego tym, że decyzja TSUE może stać się paliwem dla środowisk eurosceptycznych, może być ostatni sondaż IPSOS dla OKO.press. Wynika z niego, że wbrew jeremiadom polityków PiS (i mocnej antyunijnej kampanii), ponad połowa Polaków i Polek uważa, że TSUE ma prawo wstrzymać reformę sądownictwa PiS, jeśli uzna ją za sprzeczną z prawem UE. Co ciekawe, taki pogląd wyraża prawie 1/5 samego elektoratu PiS.

Czy Trybunał Sprawiedliwości UE ma prawo zatrzymać reformę sądownictwa PiS, jeśli uzna, że narusza ona zasady Unii Europejskiej?

Odpowiedzi wszystkich badanych (w proc.)
 
Odpowiedzi wyborców PiS (w proc.)
 
Odpowiedzi pozostałych osób badanych (w proc.)

A tak wygląda aprobata dla interwencji UE wśród poszczególnych wyborców:

  • 95 proc. wyborców .Nowoczesnej;
  • 94 proc. SLD;
  • 94 proc. PO;
  • 93 proc. Razem;
  • 89 proc. hipotetycznej partii Biedronia;
  • 68 proc. PSL;
  • 59 proc. Wolność;
  • 55 proc. Kukiz’15;
  • 19 proc. PiS.

Polexit winą Trybunału?

Wywiad Jarosław Gowin kończy złowieszczą wizją: „Jeżeli Trybunał dopuści się precedensu i usankcjonuje zawieszenie prawa przez Sąd Najwyższy, to nasz rząd zapewne nie będzie miał innego wyjścia, jak doprowadzić do drugiego precedensu, czyli zignorować orzeczenie TSUE jako sprzeczne z traktatem lizbońskim oraz z całym duchem integracji europejskiej. Mówię to z ubolewaniem jako zwolennik integracji. Unia Europejska jest śmiałym i dalekosiężnym projektem, ale może przetrwać tylko jako Europa ojczyzn”.

Na to dziennikarz „Do Rzeczy”: To brzmi jak pierwszy krok do Polexitu.

Gowin: „Nie, to będzie pierwszy krok do autodestrukcji Unii Europejskiej. I wykona go nie polski rząd, lecz unijny Trybunał Sprawiedliwości”.

Jarosław Gowin pojęcie „Europa ojczyzn” najwyraźniej rozumie jako „Europa partykularnych interesów rządów krajów członkowskich”. Dla wicepremiera, podobnie jak dla całego obozu rządowego, UE to po prostu kilka zasad dotyczących swobodnego przepływu towarów, ludzi i usług.

Tymczasem jak przypomina profesor Pech: „Unia Europejska i jej państwa członkowskie muszą być zgodne i wspierać zgodność z podstawowymi wartościami zawartymi w Traktatach.

Trybunał Sprawiedliwości jasno powiedział, że prawne ramy funkcjonowania Unii Europejskiej są oparte na podstawowym założeniu: każde państwo członkowskie uznaje wspólne wartości, na których zbudowana jest Unia Europejska, a także dzieli te wartości z innymi państwami członkowskimi”.

„Jeśli usuniemy pierwiastek wspólnych wartości z Unii Europejskiej, będzie to oznaczało koniec Unii Europejskiej, jaką teraz znamy” – twierdzi Laurent Pech.

Można tu przywołać również słowa premiera Holandii Marka Rutte: „Osłabienie praworządności osłabia jednolity rynek. Osłabienie jednolitego rynku osłabia Unię”.

Czy PiS naprawdę chce Polexitu?

Po burzy medialnej wywołanej wywiadem w poniedziałek (27 sierpnia 2018) rano Jarosław Gowin zaczął się wycofywać. W radiowej Trójce zapewniał po pierwsze, że to jego opinia, a nie rządu. A po drugie przekonywał, że kwestionowanie wyroku TSUE to nie jest krok do Polexitu. Powtórzył , że „tylko to byłoby ze strony TSUE działanie, które bardzo nadwątlałoby zaufanie obywateli Europy do instytucji unijnych”.

Rząd PiS, co widać było w ostatnich wypowiedziach Jarosława Sellina, z jednej strony liczy na to, że po przyszłorocznych wyborach zmieni się układ sił w europarlamencie i Komisji Europejskiej na rzecz formacji przeciwnych integracji europejskiej. Z drugiej – snuje wizje o wewnątrzunijnym sojuszu „demokracji nieliberalnych”, w których funkcjonowanie pozostałe praworządne kraje Unii nie będą się przesadnie mieszać, tylko zacieśnią współpracę między sobą. Czyli nie Polexit, a Europa dwóch prędkości i marginalizacja Polski.

Stanowisko rządu czy publicystyka wicepremiera?

Sam Jarosław Gowin tłumaczył również pospiesznie, że te wypowiedzi to tylko „jego własne stanowisko” jako „lidera partii tworzących obóz Zjednoczonej Prawicy”.

W podobnym duchu komentował sprawę w „Sygnałach dnia” szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk, mówiąc: „Na razie jest to wypowiedź pana premiera Gowina. Natomiast mam nadzieję, że do takiej konfrontacji nie dojdzie”.

Jeszcze ciekawiej do kwestii reprezentatywności słów członka rządu odniósł się wicemarszałek Senatu Adam Bielan, twierdząc, że… to tylko taka publicystyka: „Jarosław Gowin nie jest dyplomatą i nie jest naszym ministrem spraw zagranicznych. W związku z tym może sobie pozwolić na więcej. Jest jednym z naszych liderów politycznych i ma prawo w dłuższej formie publicystycznej wypowiadać się na temat naszej przyszłości w Unii Europejskiej”.

Bielan skromnie dodał, że „w wielu sprawach jesteśmy lepszymi Europejczykami [niż Francuzi i Niemcy]”.

OKO.press czeka z niecierpliwością na kolejne zastosowania prawa Gowina – wypowiedź i dementi, wypowiedź i dementi. Czyli nie bierzcie na poważnie tego, co mówię, bo i tak zaraz to zdementuję.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym