W wystąpieniu w sejmie z okazji Dnia Dziecka prezes IPN Jarosław Szarek powiedział uczniom nieprawdę - że dopiero "po 28 latach" w Polsce usuwa się symbole systemów totalitarnych z publicznej przestrzeni. Później dodał do tego głupstwo na temat rządu Jana Olszewskiego i lustracji

Prezes IPN zabawiał dzieci z okazji Dnia Dziecka w Sejmie. Opowiadał tam o pracy IPN – który zajmuje się m.in. „dekomunizacją” nazw ulic zgodnie z uchwaloną w zeszłym roku ustawą (uzasadnienie: „propagowanie symboliki komunistycznej byłoby demoralizujące dla społeczeństwa”). Według „Gazety Wyborczej” w całym kraju zostaną zmienione nazwy kilkuset ulic. Zmianom towarzyszą spory – np. w Olsztynie chciano zmienić nazwę ulicy Jacka Kuronia. W Warszawie zmiany miały objąć m.in. ulicę Lewartowskiego – działacza ruchu oporu w getcie, zamordowanego przez Niemców. Wzbudziło to protesty organizacji lewicowych.

O tym wszystkim prezes Szarek nie powiedział. Powiedział za to nieprawdę.

Dzieci mogły nie zdawać sobie sprawy, że usłyszały nieprawdę. Główna fala dekomunizacji ulic i pomników przetoczyła się przez Polskę po 1989 roku i dziś IPN pozostały tylko niedobitki niesłusznych symboli.

Niżej podpisany osobiście przyglądał się demontażowi pomnika Feliksa Dzierżyńskiego na pl. Bankowym (wówczas pl. Dzierżyńskiego) 16 listopada 1989 roku. Pomnik w spektakularny sposób rozpadł się i runął na ziemię – jak wówczas śmiano się w tłumie, okazało się, że był pusty w środku (można tę scenę zobaczyć na youtube, pamiętam, że atmosfera przypominała wesoły piknik). Nieopodal, na pl. Żelaznej Bramy, zdemontowano tzw. pomnik utrwalaczy – „Pomnik Poległym w Służbie i Obronie Polski Ludowej”. To tylko dwa przykłady: w Polsce usuwano wówczas pomniki komunistyczne masowo – niektóre można dziś obejrzeć w Galerii Socrealizmu w pałacu Zamoyskich w Kozłówce.

Zmieniano także nazwy ulic – w Warszawie zmieniono wtedy m.in. ul. Marcelego Nowotki na Władysława Andersa. Zmiany objęły całą Polskę – np. w samych Gliwicach kilkadziesiąt ulic (niekiedy w zabawny sposób, np. Aleję Przyjaźni Polsko-Radzieckiej przemianowano w 1992 roku na Al. Przyjaźni).

Opowieści prezesa Szarka, że dopiero po 28 latach wolności na IPN spadł obowiązek „posprzątania” polskiej przestrzeni z niesłusznych symboli, są więc kompletną nieprawdą.

Tego samego dnia w radiu TOK FM prezes tłumaczył, dlaczego IPN nie będzie obchodził rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 roku (chociaż nie były w pełni wolne, doprowadziły do powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego i upadku komunizmu w Polsce). Prezes oświadczył, że to nie jest okrągła rocznica (brak sympatii PiS do tych wyborów jest powszechnie znany, chociaż to Lech Kaczyński zasiadał przy Okrągłym Stole) i przypomniał, że 4 czerwca 1992 roku po „nocy teczek” upadł rząd Olszewskiego.


Pamiętajmy, że 4 czerwca 1992 roku to obalenie rządu Jana Olszewskiego, który podjął się na wiele lat przed powołaniem Instytutu Pamięci Narodowej trudnego zadania rozliczenia się z agenturą komunistyczną

Jarosław Szarek, TOK FM - 01/06/2017

Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta


Półprawda. W 1992 r. Macierewicz oskarżył ludzi niewinnych


Otóż wszystko było inaczej, niż sugeruje prezes Szarek. Rząd Jana Olszewskiego – o czym jego wielbiciele nie lubią przypominać – był rządem mniejszościowym, w dodatku nie popieranym przez prezydenta Wałęsę, i wiosną 1992 roku jego dni były już policzone. W Sejmie leżał już wniosek o wotum nieufności. Ujawnienie w Sejmie przez Antoniego Macierewicza 4 czerwca 1992 roku tzw. „listy Macierewicza” – po którym nastąpiło ekspresowe odwołanie rządu przez Wałęsę i większość sejmową – nie było „rozliczeniem z agenturą”, tylko desperacką walką o polityczne przetrwanie oraz próbą destabilizacji sejmowej większości. Co więcej, Macierewicz posądził o agenturalność różne osoby niesłusznie – w tym zasłużonego polityka prawicy Wiesława Chrzanowskiego, marszałka Sejmu. W 2000 roku Chrzanowskiego oczyścił z zarzutów sąd lustracyjny.

A zatem sformułowanie prezesa Szarka, że rząd Olszewskiego „podjął się” rozliczenia z agenturą komunistyczną jest tak bardzo nieścisłe, że trudno je uznać za prawdziwe. Niczego się nie podjął, tylko próbował, i nie z agenturą, tylko – w znacznej mierze – ze swoimi politycznymi przeciwnikami, których Macierewicz posądził (słusznie lub niesłusznie) o współpracę z komunistyczną tajną policją. Niektórzy z posądzonych, nawiasem mówiąc, współpracowali w latach 50. i przez krótki okres czasu, a później byli zdeklarowanymi wrogami reżimu.

Opłać abonament na wolność słowa

Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Powiedz o tym innym