0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot. Kuba Atys / Age...

Nie będziemy Was, drodzy czytelnicy, zanudzać wszystkimi szczegółami kolejnej, comiesięcznej konferencji prasowej prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego.

Konferencja ma tytuł „Ocena bieżącej sytuacji ekonomicznej”, ale prezes wygłasza zwykle godzinny monolog, w który wplata wiele niezwiązanych z tematem anegdot i własnych refleksji o historii, wyborach, opozycji.

Skupmy się więc na kilku konkretach, które wygłosił prezes, a które warto skomentować.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Prezes Glapiński starał się pokazać, że polska inflacja zachowuje się dokładnie tak samo, jak ta w innych krajach naszego regionu, i szerzej – w całej Europie.

Co jest specyficznego w Polskiej inflacji? Nic. Zero

Konferencja prasowa prezesa NBP,07 lipca 2023

Sprawdziliśmy

Polska inflacja zachowuje się inaczej niż ta w krajach strefy euro, a przede wszystkim była wysoka już przed pandemią.

Tymczasem to nie do końca prawda. Aby przekonać do swojej tezy, prezes pokazał wykres:

hicp nbp

Uczciwie należy oddać prezesowi, że zaznaczył, że przypadek węgierski jest nieco inny.

Różne ścieżki

Nawet na wykresie podanym przez NBP widać wyraźnie, że ścieżki są podobne, ale różne. W Polsce inflacja przebiegła bardzo podobnie jak na Słowacji, ale inaczej niż w Estonii czy na Węgrzech. Podstawowe różnice między Polską a kilkoma innymi krajami regionu polegają na posiadaniu własnej waluty lub wspólnej waluty UE.

Podstawowym narzędziem banku centralnego do wpływania na inflację są stopy procentowe. Podwyższając je, bank centralny zwiększa koszt kredytu, zmniejszając w konsekwencji ilość pieniądza w obiegu.

Strefa euro ma jeden bank centralny, a więc i jedną politykę pieniężną i dla Portugalii, i dla Luksemburga czy Estonii.

Natomiast Polska, Węgry czy Czechy mają swoją walutę, swoje banki centralne i same decydują o wysokości stóp procentowych i same kreują swoją politykę pieniężną. Stąd też inne ścieżki w Polsce i w krajach bałtyckich, które przyjęły euro.

Inflacja w Estonii na początku 2020 roku nie przekraczała 2 proc. Bliskie związki z Rosją oznaczały, że w czasie, gdy Putin szantażował energetycznie Europę, a później, gdy rozpoczął inwazję na Ukrainę, inflacja w krajach bałtyckich wystrzeliła. Teraz spada dużo szybciej niż w Polsce. W maju 2023 roku wszystkie trzy kraje bałtyckie miały już niższą inflację niż Polska, bo są częścią strefy euro i mają inną politykę monetarną.

W Polsce prezes Glapiński prowadzi chaotyczną politykę informacyjną, która nie jest bez znaczenia dla wysokości inflacji, bo sieje niepewność wśród konsumentów i inwestorów.

Wysoka inflacja w 2020 roku – prezes nie reagował

Na grafice NBP mamy inflację od 2019 roku. I widać tam bardzo istotne zjawisko tuż sprzed pandemii.

Na przełomie 2019 i 2020 roku inflacja rosła dosyć wyraźnie. W marcu 2020 roku – według metodologii Eurostatu – inflacja w Polsce wynosiła 3,9 proc. i była najwyższa w Europie, razem z węgierską.

Według danych GUS w tym samym miesiącu wynosiła 4,6 proc. Wyraźnie powyżej celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5 proc. Mimo tego NBP nie reagował.

W wywiadzie z OKO.press były prezes banku centralnego, prof. Marek Belka, oceniał to jako duży błąd. To jeden z powodów, dla których polska inflacja jest nieco inna niż ta w Estonii czy w Hiszpanii.

Przeczytaj także:

„NBP i RPP zawiodły na całej linii”

W maju w rozmowie z OKO.press ekonomista i badacz inflacji, dr Krzysztof Paczos podkreślał, że porównywanie się do innych krajów jest drogą donikąd i nie tłumaczy wysokiej inflacji w Polsce.

„Każdy bank centralny ma za zadanie utrzymywać inflację na niskim i stabilnym poziomie” – mówi nam dr Paczos – „W każdym kraju. Jeżeli w danym kraju – na przykład w Polsce – inflacja jest nieakceptowalnie wysoka przez bardzo długi okres (dwa lata) to obywatele mają prawo zadawać pytania, a bank centralny ma obowiązek się ze swoich działań rozliczyć.

W Polsce NBP i RPP zawiodły na całej linii – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. To, że bank centralny w jakimś innym kraju też zawiódł – nieważne czy blisko, czy daleko, czy dawno, czy niedawno – to jest sprawa do rozliczenia dla obywateli tamtego kraju. A już z całą pewnością nie argument w obronie inflacji w Polsce, która, powtarzam – jest nie do obronienia” – podkreślał wówczas naukowiec.

Dziś, dwa miesiące później, prezes dalej stosuje tę samą strategię tłumaczenia tego, dlaczego w Polsce inflacja jest wysoka.

Daleko do celu

Drugi problem, jakim się zajmiemy, to brak determinacji prezesa do sprowadzenia inflacji do celu, czyli poniżej 2,5 proc. Na konferencji ogłosił, że według danych NBP stanie się to w drugiej połowie 2025 roku.

Ale wcale nie musi – w długiej perspektywie prognozy ekonomiczne podają czasem najbardziej prawdopodobny przedział, a nie jedną liczbę. Według najnowszej prognozy ekonomicznej NBP, na 50 proc. inflacja w 2025 roku znajdzie się w przedziale 2,1-5,1 proc. To spory rozstrzał i niemała szansa, że za dwa lata ceny dalej będą rosnąć w zbyt dużym tempie, znacznie powyżej celu NBP.

„Tak samo szacuje europejski bank centralny” – mówił Adam Glapiński o dojściu do celu inflacyjnego w strefie euro. Jest jednak kilka zasadniczych różnic pomiędzy podejściem Europejskiego Banku Centralnego (ECB) i NBP do problemu.

ECB ma lepsze wyniki, a jest ostrożniejszy

Po pierwsze, cele inflacyjne NBP i ECB są różne. W strefie euro to 2 proc., w Polsce – 2,5 proc.

Ale dodatkowo jest jeszcze przedział ufności w wysokości jednego punktu procentowego powyżej i poniżej celu. Prezes lubi podkreślać, że cel to tak naprawdę przedział 1,5-3,5 proc.

Gdy mówi o dojściu do celu, ma też na myśli 3,5 proc. Ale brak determinacji, by walczyć z prawie pięcioprocentową inflacją na początku 2020 roku, pokazuje, że prezes z pewnością zaakceptuje także inflację w okolicy 5 proc.

Szczególnie że na konferencjach rozmywa znaczenie tak dużej inflacji. 7 lipca mówił, że inflacja poniżej 5 proc. jest praktycznie niezauważalna, czyli bagatelizował jej znaczenie. Tymczasem podstawowym zadaniem NBP jest właśnie trzymanie inflacji w celu. Prezes nie pokazuje determinacji, by to zadanie realizować.

W oficjalnych dokumentach ECB rzeczywiście można znaleźć ostrzeżenia, że grozi nam uporczywa inflacja, która niechętnie będzie schodzić do celu, wspomina się, że podwyższona inflacja może przez to potrwać jeszcze około dwóch lat.

Natomiast najnowsza prognoza ECB z czerwca 2023 mówi o inflacji na poziomie 3 proc. w 2024 i 2,2 proc. w 2025 roku. W stosunku do marcowych projekcji prognozowane wartości się podniosły, ale bardzo nieznacznie. Dla 2025 roku mamy korektę o 0,1 punktu procentowego, z 2,1 proc.

Glapiński polityczny

ECB podaje więc dosyć prognozy niskiej inflacji, ale mówi o nich bardzo ostrożnym językiem, podkreśla zagrożenia. NBP w osobie prezesa Adama Glapińskiego robi coś odwrotnego. Pokazuje, że inflacja będzie wysoka, znacząco wyższa niż w strefie euro. I jednocześnie chwali się, że ma same dobre wiadomości i tryska optymizmem.

Różnica polega na tym, że ECB sprawuje pieczę nad dwudziestoma krajami strefy euro i nie jest graczem politycznym. Adam Glapiński natomiast podkreśla na każdym kroku, że NBP jest niezależny i poza polityką, ale jednocześnie w swoich wystąpieniach wpisuje się w opowieść PiS o Polsce.

Choć zwykle nie robi tego wprost, to jednocześnie bardzo jasno krytykuje opozycję i chwali rząd.

Ale to jednak w strefie euro skuteczniej walczy się z inflacją.

Część strefy już w celu

„To są podobne procesy we wszystkich tych krajach” – mówił też na konferencji Glapiński o przebiegu inflacji w Europie. Ale jeśli włączymy do porównania kraje strefy euro, to takie zdanie jest dużym nadużyciem.

Mamy już dane dla strefy euro za czerwiec. W Luksemburgu, Hiszpanii i Belgii inflacja jest już poniżej celu, w tych dwóch ostatnich wynosi 1,6 proc. W ośmiu z 20 krajów jest niższa niż 5 proc., średnia dla całej strefy to 5,5 proc.

Część hiszpańskiego spadku to wynik efektu bazy, czyli wysokich cen rok temu. Analitycy przewidują, że w drugiej części roku inflacja jeszcze wzrośnie, do 4,1 proc. A w przyszłym roku – średnio wyniesie 2,5 proc. Polska o tak niskiej inflacji może tylko pomarzyć.

„Trzeba się modlić”

Tymczasem prezes NBP nie ogranicza się do marzeń. Ma też inne rozwiązania:

„Trzeba się modlić i wierzyć, że wreszcie będziemy mieli szczęście i będzie szybciej spadać ta inflacja. I u nas, i u sąsiadów, i w innych krajach. Bo to idzie razem. Powtarzam jeszcze raz, u nas, w naszej inflacji, nic szczególnego nie ma”.

Niestety trudno o lepsze podsumowanie determinacji prezesa NBP do walki z inflacją.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze