Zwycięstwo Donalda Trumpa wpisuje się w światowy trend. Do końca 2017 r. kilka ważnych krajów w Europie czekają wybory. Gdzie może dojść do politycznego trzęsienia ziemi i wyboru kolejnych Trumpów?

Jeszcze kilka miesięcy temu uważaliśmy, że to żart. A jednak, Donald Trump został wybrany 45. prezydentem USA. Wbrew przewidywaniom, bo niemal każdy przedwyborczy sondaż dawał zwycięstwo Hillary Clinton. Mimo to zwyciężył kandydat Republikanów, człowiek, który przez całą kampanię posługiwał się rasistowską i seksistowską retoryką, w publicznych wypowiedziach przeinacza fakty, często zmyślał i pała sympatią do Władimira Putina. Zarówno on, jak i jego polityczne otoczenie powiązane jest z okołokremlowskim establishmentem politycznym i gospodarczym.

Zwycięstwo Trumpa nie jest jednak zaskoczeniem o tyle, że fala prawicowego populizmu przelewa się przez cały Zachód. Przykładem chociażby ksenofobiczny i anytunijny zwrot w państwach naszego regionu czy wynik unijnego referendum w Wielkiej Brytanii.

Kto jeszcze może zdobyć władzę na fali populistycznego zwrotu?

Austria

Poważne szanse na prezydenturę ma tam Norbert Hofer. Ten 45-letni inżynier reprezentuje Wolnościową Partię Austrii (FPÖ).



Ugrupowanie wywodzi się z powstałego w 1949 r. neofaszystowskiego Związku Niezależnych, nawiązującego do tradycji Pan-Germanizmu (ruch propagujący ideologię rasistowską, głoszący wyższość narodów germańskich nad resztą świata), z którego w latach 30. wyłoniła się niemiecka NSDAP. Barbara Rosenkranz, kandydatka FPÖ w poprzednich wyborach prezydenckich w 2010 r., wzbudziła oburzenie, wielokrotnie negując Holokaust.

Partia jest programowo skrajnie eurosceptyczna i dąży do zaostrzenia prawa karnego, jednocześnie proponując bardzo liberalne rozwiązania gospodarcze. Gdy w 2000 roku FPÖ  dostała się do koalicji rządzącej, Unia Europejska rozpoczęła roczny bojkot Austrii na forum wspólnoty.

Hofer znany jest z bezpardonowych rasistowskich wypowiedzi.

Komentatorzy nazywają go austriackim Trumpem. Przed wyborami zwracał uwagę pistoletem Glock 9mm, który przez większość kampanii nosił przy pasku. Pytany o powód odpowiadał, że potrzebuje go do obrony przed imigrantami.

W kwietniu 2016 r. Hofer wygrał pierwszą rundę wyborów. Uzyskał jednak mniej niż połowę głosów i w drugiej turze musiał zmierzyć się z Alexandrem Van der Bellenem, kandydatem niezależnym, ale wywodzącym się z Austriackich Zielonych. Przegrał ją o włos. Austriacki Sąd Konstytucyjny unieważnił jednak wyniki z powodu nieprawidłowości w liczeniu głosów w 20 okręgach (choć nie uznał, by istniało podejrzenie intencjonalnego fałszowania wyborów). Pierwotnie druga tura miała odbyć się ponownie 2 października, ale z powodów technicznych przełożono ją na 4 grudnia. Hoffer nadal ma szansę na zwycięstwo. Sondaże wskazują tylko nieznaczną stratę do Van der Bellena.

Francja

We Francji od kilku lat rośnie w siłę Front Narodowy. Ugrupowanie to łączy ze sobą nacjonalistyczne i ksenofobiczne hasła z ultraliberalnymi postulatami gospodarczymi. Partię w 1972 roku założył Jean-Marie Le Pen, znany z antysemityzmu. Negacja Holokaustu wielokrotnie pojawiała się w wypowiedziach polityków Frontu. Poza tym od zawsze są ugrupowaniem eurosceptycznym i sprzeciwiającym się przyjmowaniu imigrantów. Partia nabrała rozpędu w 2011, kiedy przywództwo przejęła Marine Le Pen, córka założyciela. Łagodząc nieco retorykę partii, doprowadziła ją do zwycięstwa w wyborach do Parlamentu Europejskiego i samorządowych w 2014 r. Motywem przewodnim działalności Frontu Narodowego jest walka z „islamizacją Francji”.



Le Pen jest też gorącą zwolenniczką Władimira Putina. W przeszłości chwaliła Rosję za jej działania wobec Ukrainy. Rosyjski prezydent zaprosił ją jako „niezależną obserwatorkę” na Krym.

Le Pen we wszystkich ostatnich sondażach jest w czołówce kandydatów na następnego prezydenta Francji. O pierwsze miejsce powalczy z Alainem Juppé, kandydatem republikanów. Wybory już niedługo – na wiosnę 2017.

Holandia

Również wiosną mają się odbyć wybory w Holandii. Według ostatnich sondaży o pierwsze miejsce i wynik na poziomie 25-30 proc. powalczy Partia Wolności. Na jej czele stoi znany w Europie Geert Wilders. Jego partia prezentuje typowe połączenie rasistowsko-nacjonalistycznych sentymentów z wolnorynkowymi poglądami na gospodarkę. Wilders nie przebiera w słowach, mówiąc o imigrantach. W 2012 roku założył nawet specjalną stronę internetową, na której Holendrzy mogą składać donosy na „nieprawidłowe” zachowanie imigrantów w kraju. Głosi potrzebą „deislamizacji” Holandii, chciałby zamknąć wszystkie meczety i zabronić rozpowszechniania Koranu. Również znany jest z sympatii do putinowskiej Rosji.

Niemcy

W Niemczech sytuacja nie jest tak niebezpieczna, jak we Francji czy Austrii, ale nawet tam populistyczna prawica zaczyna przybierać na sile. Alternatywa dla Niemiec (AfD) odniosła we wrześniu 2016 r. niespodziewany sukces w wyborach lokalny, dostając się do lokalnych parlamentów aż dziesięciu z szesnastu landów. W Saksonii-Anhalt zdobyli aż 25 proc. głosów. To najlepszy wynik skrajnej prawicy w Niemczech od czasów II wojny światowej. AfD osiągnęła go, trzymając się niemal wyłącznie jednego tematu: imigrantów i zagrożenia, jakie stanowią dla Niemiec. Liderka partii, Frauke Petry, sugerowała wręcz, że straż graniczna w Niemczech powinna strzelać do uchodźców próbujących dostać się do kraju.



Wybory parlamentarne w Niemczech odbędą się jesienią 2017 r. AfD raczej ich nie wygra, ale może okazać się istotnym graczem. Ostatnie sondaże dają partii nawet 15 proc. poparcia.

Włochy

4 grudnia 2016 r. Włosi zagłosują w referendum konstytucyjnym. Co prawda to nie wybory, a propozycje dotyczą zmniejszenia kompetencji Senatu, ale wynik referendum może zmienić  włoską scenę politycznej. Lewicowym premier, Matteo Renzi, zapowiedział, że poda się do dymisji w razie odrzucenia rządowej propozycji zmian w konstytucji. A jest to prawdopodobne. Sondaże pokazują przewagę przeciwników zmian. Przegrana może wzmocnić populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd.

***

Wspomniane partie i polityków wiele łączy. Wszystkie są zdeklarowanymi przeciwnikami Unii Europejskiej w obecnej formie i stosują szowinistyczną i ksenofobiczną retorykę. Większość jako największe zagrożenie postrzega wyznawców islamu i przybywających do Europy uchodźców, ale negatywnie wypowiadają się też wobec unijnych imigrantów, często Polaków. Jednocześnie zazwyczaj głoszą liberalne postulaty gospodarcze – chcą obniżać podatki najbogatszym, deregulować rynki finansowe i znosić ograniczenia dla działalności wielkich firm. Podobieństw do postulatów Trumpa jest aż nadto. Większość, podobnie jak Trump, jest też mniej lub bardziej proputinowska.

Już niedługo możemy znaleźć się w osobliwej sytuacji geopolitycznej. W Waszyngtonie i Moskwie rządzić będą dobrze dogadujący się prezydenci. Jednocześnie w Unii Europejskiej do władzy dojdą ich miłośnicy. Unii grozić będzie dezintegracja (zwłaszcza z osłabioną pozycją Merkel/CDU). Możemy też spodziewać się krucjat przeciwko wszelkiego rodzaju „innym”. Dalsze osłabienie UE będzie działać na korzyść Putina, ale wbrew interesom jej członków oraz USA. Jednocześnie zarówno Trump, jak i nowi europejscy liderzy będą ten proces aktywnie wspierać.

Polski rząd znajdzie się w trudnym położeniu. Z jednej strony w UE zaroi się od liderów o zbieżnych z PiS poglądach na temat integracji europejskiej i uchodźców. Z drugiej będą to partnerzy, który nie będą specjalnie zmotywowani by bronić Polski na arenie międzynarodowej, szczególnie w przypadku jakiejś formy agresji ze strony Rosji, z którą będą chcieli się dogadać. Przez podobnymi problemami stanie też reszta krajów Europy Środkowej.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Masz cynk?