Przemawiając pod pomnikiem Bema w Budapeszcie prezydent Andrzej Duda powiedział, że Polska i Węgry nie są rozumiane w Unii Europejskiej, ponieważ nie chcą oddać z trudem wywalczonej wolności. Być może jednak ten argument nie znajduje zrozumienia dlatego, że nikt nie chce w Europie nikomu odbierać suwerenności

Podczas głównych uroczystości Andrzej Duda bardzo delikatnie sugerował, że Unia Europejska może nastawać na wolność krajów członkowskich. Choć stwierdził, że Polska i Węgry są „wolne, suwerenne, w Zjednoczonej Europie” to zapowiedział też, że Polacy „nigdy nie opuszczą” Węgrów, że dwa kraje wspólnie będą nieść swoje posłanie, a „wolności nie pozwolimy sobie odebrać za żadną cenę”.

Te niejednoznaczne tezy prezydent ostrzej sformułował pod pomnikiem Józefa Bema, gdzie spotkał się z Polakami z klubów „Gazety Polskiej”, którzy przyjechali do Budapesztu na obchody rocznicy węgierskiego powstania w 1956 r.


Polacy i Węgrzy oddawali krew za wolność. Może dlatego, kiedy dziś w Europie głośno mówimy o suwerenności i niepodległości, to ta Europa czasem nie bardzo nas rozumie. My wiemy, ile suwerenność i niepodległość kosztuje. I nie pozwolimy ich sobie odebrać.

Andrzej Duda, Pod pomnikiem Józefa Bema, Budapeszt - 23/10/2016

fot. TVP Info


zbity zegar. To bez sensu. Nikt w Unii Europejskiej nie nastaje na polską suwerenność.


Z wypowiedzi prezydenta wynika, że postulat wycofania się z integracji europejskiej w kierunku koncepcji „Europy Narodów”, którą w latach ’60 lansował Charles de Gaulle, wynika z niepojętych dla reszty Europy doświadczeń historycznych, które każą Polakom i Węgrom dbać o to, aby ich kraje w integracji europejskiej nie straciły suwerenności.

Wypowiedź prezydenta ma sens, jeśli Polacy i Węgrzy to narody paranoików, którzy z powodu trudnych doświadczeń historycznych we wszystkim widzą sowiecką okupację. Wtedy jednak trudno się dziwić, że Unia Europejska „nie bardzo rozumie” te argumenty.

Porównywanie zależności od ZSRR do Zjednoczonej Europy to nonsens, bo w Unii Europejskiej nikt nie nastaje na niczyją wolność. UE jest dobrowolnym związkiem państw, powołanym przez suwerenne państwa w celu realizacji ich wspólnych celów, a opartym na przyjętych i ratyfikowanych przez każde z państw z osobna traktatach.

Ponadto – czego najlepszym przykładem jest czerwcowe referendum w Wielkiej Brytanii – z Unii Europejskiej można w każdej chwili wystąpić. Taką możliwość daje artykuł 50 ustęp 1 Traktatu o UE: „Każde Państwo Członkowskie może, zgodnie ze swoimi wymogami konstytucyjnymi, podjąć decyzję o wystąpieniu z Unii”.



Suwerenność a prawo międzynarodowe

Na suwerenność w żaden sposób nie wpływa to, że umowy międzynarodowe niosą za sobą zarówno przywileje, jak i zobowiązania. Przyjęcie i wykonywanie tych zobowiązań nie narusza wolności oraz może – jeśli dane państwo tak zdecyduje – oznaczać przeniesienie kompetencji państwowych na podmioty międzynarodowe, lub nawet na inne państwo.

Decyzja o przystąpieniu do umowy międzynarodowej nie nie jest naruszeniem prawa każdego narodu do samostanowienia – tak długo, jak długo nie odbywa się to przez przymus oraz w kompetencjach kraju pozostaje możliwość wycofania się z umowy.

W polskim porządku konstytucyjnym tę możliwość wprowadza art. 90 ust. 1 Konstytucji RP: „Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach”.

Ograniczenia suwerenności kraju nie oznacza nawet sytuacja, która ma miejsce w kilkunastu przypadkach na świecie, gdy jedno państwo powierza wykonywanie części swoich uprawnień innemu państwu – i tak, na przykład, Szwajcaria prowadzi w imieniu księstwa Lichtenstein politykę międzynarodową, a szereg małych państw – m.in. Watykan, Monako, Andora – powierzyło kwestie obronności większym sojusznikom.



Problem dyktatorów

Unia Europejska jest związkiem suwerennych państw również dlatego, że nie powołano w niej żadnych instytucji, które miałyby prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy jednego z państw członkowskich w drodze innej, niż wywieranie presji na władze i oddziaływanie na opinię publiczną.

Pokazuje to sprawa Trybunału Konstytucyjnego – ani opinie Komisji Weneckiej, ani debaty w Parlamencie Europejskim nie są wiążące dla polskich władz, z czego Prawo i Sprawiedliwość ochoczo korzysta.

Ponieważ Unia Europejska – wedle traktatów – ma być związkiem państw demokratycznych i opartych na prawie, zwolennicy głębszej integracji Unii Europejskiej uważają, że powinny istnieć mechanizmy uniemożliwiające państwom staczającym się w kierunku autorytaryzmu dostęp do wszystkich zysków wynikających z istnienia wspólnego rynku i polityki solidarnościowej Unii Europejskiej.

Nawet to, gdyby zostało przyjęte, nie oznaczałoby naruszenia suwerenności, ponieważ na takie zasady – umożliwiające państwom UE lub reprezentującym je instytucjom wspólnotowym choćby odcięcie dopływu funduszy strukturalnych do państw, które wyłamują się z przestrzegania ustalonych zasad – musiałoby zostać wcześniej przez Polskę ratyfikowane.


apel4

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Masz cynk?