0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Daniel MUNOZ / AFP)Fot. Daniel MUNOZ / ...

Donald Trump o Gustavo Petro, prezydencie Kolumbii: „Narkoman, handlarz narkotyków, bandyta i chory człowiek”.

Petro o prezydencie USA: „Schorowany mózg i barbarzyńca, który chce nas zastraszyć”.

Trump: „Będzie następny po Maduro. Musi uważać na swój tyłek”.

Petro: „Przysiągłem, że nie dotknę już broni. Ale dla ojczyzny to zrobię”.

Obaj są impulsywni, nieobliczalni i radykalni w swoich poglądach. Trumpa przedstawiać nie trzeba. Petro jest pierwszym byłym partyzantem, który piastuje najwyższy urząd w Kolumbii. W latach osiemdziesiątych był członkiem bojówki M-19, znanej z porwania kilkunastu dyplomatów, w tym ambasadora USA. Do polityki wszedł w latach 90., był kongresmenem i burmistrzem Bogoty. Petro jest rewersem Trumpa: skrajnie lewicowy, pozujący na erudytę, a zamiast sztywnych garniturów nosi białe lniane koszule w stylu „guayabera”.

Ich starcia na platformie X przypominają utarczki dwójki krewkich megalomanów uzależnionych od ćwierkania. Różnią się niemal we wszystkim.

Petro, skrajny antykapitalista, podszczypuje prezydenta USA, pisząc, że ten jest wytworem globalnej konsumpcji i zależy mu tylko na przejęciu jak największych ilości ropy naftowej. Swoją kadencję rozpoczął zresztą głośnym przemówieniem w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, w którym wezwał do zaprzestania globalnego wykorzystania paliw kopalnych. W 2023 roku zapowiadał, że wstrzyma krajową eksploatację. Proponował też, by ONZ uznał bioróżnorodność za narzędzie walki z kryzysem klimatycznym. Kryzysem, który z kolei prezydent USA określa jako „największe oszustwo, jakiego kiedykolwiek dopuszczono się na świecie”.

„Trump osobiście zaprzecza nauce i ślepo prowadzi swoje społeczeństwo ku otchłani” – mówił Petro. Innym razem stwierdził: „Trzy miliardy ludzi uciekną na północ, jeśli nic się nie wydarzy do 2070 roku. Zmierzamy ku III wojnie światowej i katastrofie klimatycznej razem wziętych. To się nazywa upadkiem ludzkości. Mądrzy politycy jednoczą ludzi. Ci, którzy doprowadzą do upadku, zostaną zapomniani. Trump musi to zrozumieć”.

Przeczytaj także:

Antykapitalista śpi z mieczem Bolivara

W ciągu roku od powrotu Trumpa na prezydencki stołek Petro zdążył kilka razy zajść mu za skórę. Do największej eskalacji w ich relacjach doszło na początku stycznia, gdy Amerykanie schwytali Nicolasa Maduro, dyktatora Wenezueli. Petro przyrównał atak na Caracas do hitlerowskiego bombardowania Guerniki. A prezydenta USA oskarżył o „podważanie prawa międzynarodowego za pomocą pocisków”. „Przyjaciele nie bombardują” – mówił.

Zanim Amerykanie schwytali Maduro, przez kilka miesięcy – od września 2025 roku – zbierali siły na Morzu Karaibskim. Gdy rozpoczęli bombardowanie statków, rzekomo szmuglujących narkotyki, prezydent Kolumbii raz po raz określał ich ataki „morderstwem i naruszaniem suwerenności na wodach terytorialnych”. Już po zatrzymaniu Maduro właściwie nie było dnia, by Petro – choć krytykuje wenezuelski reżim i odcina się od dyktatora – nie apelował o to, by ten stanął przed sądem w Wenezueli, a nie w USA.

Tuż po schwytaniu autokraty Trump otwarcie stwierdził, że Petro „może być następny”.

Co zrobił wtedy prezydent Kolumbii? Najpierw zapowiedział, że będzie spał w pałacu prezydenckim w Bogocie obok miecza Simóna Bolívara, południowoamerykańskiego bohatera niepodległości. Potem wezwał Kolumbijczyków do wyjścia na ulice w antytrumpowskim pochodzie. Powtarzał, że jaguar (symbol kraju) nie będzie kłaniał się amerykańskiemu orłowi. Następnie zadzwonił do redakcji „New York Times” i zaprosił dziennikarzy na wywiad w bazie wojskowej.

Konflikt Trumpa i Petro sięga głębiej niż prężenie muskułów na X. W styczniu 2025 roku, kilka dni po objęciu urzędu przez Amerykanina, Kolumbijczyk zapowiedział, że odmówi przyjęcia amerykańskich samolotów deportujących migrantów z Kolumbii (w USA jest ich 1,5 miliona, z czego ok. 160 tys. nielegalnie). Domagał się traktowania ich z „godnością i szacunkiem”. Migranci to jeszcze jeden temat, który poróżnił obu prezydentów. Petro powtarza, że migracja wykorzystywana jest przez prawicę na całym świecie do polaryzacji społeczeństw i kreowania lęków.

„Strach przed obcokrajowcami jest taki sam, jak ten, który istniał w Niemczech w odniesieniu do Żydów” – mówił w kontekście polityki migracyjnej prezydenta USA. Po odmowie przyjęcia deportowanych przez Kolumbię Trump zareagował w swoim stylu: zapowiedział nałożenie 25-procentowych ceł na wszystkie kolumbijskie towary (ponad jedna czwarta eksportu latynoskiego kraju trafia do USA) i cofnął wizy niektórym kolumbijskim urzędnikom.

Kryzys udało się zażegnać, ale we wrześniu Petro przyjechał na obrady ONZ do Nowego Jorku. Przyłączył się wówczas do demonstracji propalestyńskiej, chwycił za megafon i wezwał amerykańskich żołnierzy do nieposłuszeństwa wobec „nielegalnych rozkazów dowódców”. W odpowiedzi Stany Zjednoczone cofnęły mu wizę, a w październiku nałożyły sankcje finansowe na niego i jego krewnych za „ich udział w globalnym nielegalnym handlu narkotykami”.

Ale w Ameryce Łacińskiej antyamerykańskie wystąpienia budziły entuzjazm. „Konfrontacja z Trumpem pozwoliła Petro objąć rolę regionalnego lidera i stać się istotną postacią broniącą Globalnego Południa przed imperializmem” – podkreślała Eugenie Richard, profesor marketingu politycznego na Uniwersytecie Externado na łamach „El Pais”.

Tweet za tweetem – dyplomacja czasów X

Są jednak rzeczy, które łączą Trumpa i Petro. Po pierwsze, to zamiłowanie do nakryć głowy. Prezydent USA uwielbia bejsbolówki. Kolumbijczyk, co opisywał reporter „New Yorkera”, ma w gabinecie całą ich kolekcję, a do tego jeszcze słomkowe kapelusze z szerokim rondem i pióropusze rdzennych.

Po drugie, obaj politycy mają skłonność do chaotycznych przemówień. Petro, podobnie jak Trump, powtarza frazesy o tym, że jego kraj „może być światową potęgą”. Zdarzy mu się w orędziu do narodu stwierdzić, że „kokaina nie jest bardziej szkodliwa niż whisky”. Ledwie kilka dni temu wziął udział w otwarciu szpitala i w prawie trzygodzinnej przemowie poruszył temat adoptowanego psa z Kuby, pochwalił się zdolnościami „robienia bardzo dobrych rzeczy w łóżku” i skrytykował obywateli, którzy nadają dzieciom anglojęzyczne imiona, takie jak Kevin czy Brian.

Przede wszystkich obu polityków łączy uprawianie polityki za pomocą platformy X.

Tylko w pierwszym roku urzędowania Petro opublikował 5650 tweetów – oryginalnych, retweetów, odpowiedzi i cytatów. Ćwierka średnio 550 razy miesięcznie (w rekordowym dniu aż 125 razy). Prezydent 53-milionowego kraju potrafi znaleźć czas, by odpowiedzieć członkini opozycji, która skrytykowała go za noszenie okularów przeciwsłonecznych (wyznał, że ma suche oczy od noszenia soczewek kontaktowych), wyjaśnić zainteresowanym użytkownikom zawiłości deficytu budżetowego. Z uporem maniaka wszczyna też kolejne wojenki: pewną kongresmenkę nazwał „kłamczuchą”, znaną aktywistkę „nazistką”, a krytycznych dziennikarzy „marionetkami mafii”.

Przegrał co najmniej dziesięć spraw przed sądami, bo jego tweety naruszały prawa osób, które atakował. Petro znany jest z błędów i przeinaczeń, więc kolumbijskie media nazywają go „królem fake newsów”.

Jako zagorzały obrońca praw Palestyńczyków (na jednym z oficjalnych zdjęć zapozował z mapą Palestyny, na której nie było Izraela) wielokrotnie potępiał ludobójstwo w Strefie Gazy i wzywał do globalnej interwencji w celu rozwiązania kryzysu humanitarnego. Jest w tym na tyle zaciekły i dosadny, że przed dwoma laty jego internetowy spór z izraelskimi urzędnikami, zakończył się tym, że Izrael zagroził wstrzymaniem eksportu broni do Kolumbii.

Dyplomatyczne konsekwencje sięgają dalej i nie poprawiają jego relacji ze Stanami Zjednoczonymi. „Petro został zinterpretowany w USA niemal jednoznacznie jako antysemita” – pisał Daniel Pacheco, redaktor opiniotwórczego dziennika „La Silla Vacía”. „To ma znaczący wpływ na Kongres, zwłaszcza w odniesieniu do pomocy finansowej, której USA udzielają Kolumbii”.

Gdy w 2022 roku Petro zostawał pierwszym lewicowym prezydentem w historii kraju, Kolumbia była drugim państwem o największych nierównościach w Ameryce Łacińskiej. Petro podniósł płacę minimalną o prawie 24 procent i rozszerzył powszechne emerytury. Za jego kadencji pół miliona Kolumbijczyków wyszło ze skrajnego biedoty, a wskaźnik ubóstwa jest najniższy od 13 lat. Także populistyczne sztuczki, jak zniesienie niektórych opłat drogowych i obniżenie pensji parlamentarzystów sprawiły, że dziś sondaże dają mu nawet 48 proc. poparcia. Prezydentem pozostaje do sierpnia 2026 roku, bo ma konstytucyjny zakaz ubiegania się o drugą kadencję.

Szybka modernizacja po trwającej pół wieku wojnie domowej nie byłaby możliwa bez pomocy Amerykanów, którzy od 2017 roku USA przekazali Kolumbii ok. 1,5 miliarda dolarów na rozwijanie „planu pokojowego” po trwającej pół wieku wojnie domowej. Kiedy więc Petro krytykuje Trumpa, ryzykuje bardzo dużo.

Ale, co zaskakujące, w tym szaleństwie jest metoda.

Prezydent, który zagadał Trumpa

W styczniu – po burzliwej wymianie oskarżeń – dyplomatom obu krajów udało się doprowadzić do telefonicznej rozmowy obu prezydentów. Trwała ona 55 minut, a Petro dopiero pod koniec dał dojść do słowa odpowiednikowi z USA. Przez cały ten czas, jak relacjonowały media, „rozwodził się nad zawiłościami wojny Kolumbii z kartelami narkotykowymi”.

„Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli nie będziemy rozmawiać, to po nas. Zabijemy się nawzajem” – relacjonował prezydent Kolumbii w przemowie do rodaków. A prezydent USA napisał w poście na Truth Social, że to był dla niego „zaszczyt” i zaprosił Kolumbijczyka do Waszyngtonu. Do spotkania dojdzie we wtorek 3 lutego w Białym Domu, choć, przypomnijmy, prezydent Kolumbii wciąż nie ma wizy, którą USA mu odebrały.

Kolumbia pozostaje od lat jednym z najsilniejszych sojuszników USA w regionie. Z trumpowskiej Strategii Bezpieczeństwa, zwanej często ‚doktryną Donroe’a” jasno wynika, że ma pozostać „przyjaznym partnerem” w strefie wpływów USA w Ameryce Łacińskiej. Prezydent USA wielokrotnie dawał do zrozumienia, że ​​transformacja demokratyczna w sąsiedniej Wenezueli (a przy okazji eksploatacja jej ogromnych rezerw ropy naftowej) wymaga utrzymania stabilności w Kolumbii. Bogota odgrywa też fundamentalną rolę w walce z handlem narkotykami i migracją (słynny szlak przez dżunglę Diaren wiedzie z Kolumbii przez Panamę do Ameryki Centralnej).

„Trump robi to, co myśli – tak jak ja” – mówił Petro w wywiadzie dla dziennika „El Pais”.

„Jego wizja w wielu kwestiach różnie się od mojej, ale na przykład na temat handlu narkotykami nie ma między nami żadnych różnic”.

I choć Kolumbia jest jednym z głównych producentów kokainy w regionie (według raportu Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) w 2024 roku uprawy były rekordowe pod kątem powierzchni i ilości wyprodukowanej koki). Amerykanie od lat domagają się wznowienia przez nią oprysków upraw rakotwórczym glifosatem i zintensyfikowania ofensywy militarnej przeciwko kartelom. Petro odpowiada, że za jego kadencji Kolumbijczycy przechwycili prawie 900 ton narkotyków, które zmierzały do USA (według niektórych ekspertów te dane są przez niego zawyżone). Za prezydentem latynoamerykańskiego kraju stoją więc argumenty, a ten dobrze wie, czym udobruchać Trumpa. Pod koniec stycznia w swoim przemówieniu otwierającym inauguracyjną sesję Międzynarodowego Forum Ekonomicznego Ameryki Łacińskiej i Karaibów zaproponował utworzenie sądu sprawiedliwości dla obu Ameryk, który wspólnie zajmowałby się przestępstwami związanymi z handlem narkotykami.

Czy przekona do tego Trumpa? Nawet jeśli nie, stanowi dobry przykład dla Europy i świata, że można zmusić prezydenta USA do dialogu.

W wywiadzie dla „El Pais” zdradził swój sposób: „Z Trumpem trzeba rozmawiać jak równy z równym, a nie z pozycji służącego”.

;
Na zdjęciu Szymon Opryszek
Szymon Opryszek

Reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i Szkoły Ekopoetyki. Pisze na temat praw człowieka, kryzysu klimatycznego i migracji. Za cykl reportaży „Moja zbrodnia, to mój paszport” nagrodzony w 2021 roku Piórem Nadziei Amnesty International. Jako reporter pracował w Afryce, na Kaukazie i Ameryce Łacińskiej. Autor książki reporterskiej „Woda. Historia pewnego porwania”, (Wydawnictwo Poznańskie, 2023). Wspólnie z Marią Hawranek wydał książki „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Wydawnictwo Znak, 2016) oraz „Wyhoduj sobie wolność” (Wydawnictwo Czarne, 2018). Mieszka w Krakowie.

Komentarze