"Od kilku dni lokalni działacze PO i .N próbowali naciskać na nas, żebyśmy zmienili datę. Mówili wprost, że mogłoby to zaszkodzić prezydentowi w kampanii wyborczej" - mówi OKO.press Bart Staszewski jeden z organizatorów Marszu Równości w Lublinie. Oficjalnym powodem zakazania Marszu jest "zagrożenie życia, zdrowia i mienia" w znacznych rozmiarach

9 października 2018 o godzinie 12:00 na stronie urzędu miasta Lublin pojawiła się decyzja prezydenta miasta Krzysztofa Żuka (PO) o zakazaniu Marszu Równości. Przypomnijmy, że wydarzenie miało odbyć się 13 października – na tydzień przed wyborami samorządowymi.

W uzasadnieniu decyzji czytamy, że prezydent miasta powołał się na art. 14 ust. 2 ustawy prawo zgromadzeniach, który dopuszcza możliwość zakazania zgromadzenia jeśli

„jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”.

Na jakiej podstawie prezydent zbadał ryzyko? Komendant Miejski Policji w Lublinie ocenił że: „na podstawie analizy podobnych wydarzeń, które miały miejsce w innych częściach kraju, należy domniemywać, iż istnieje prawdopodobieństwo udziału w zgromadzeniu (…) bardzo różnych grup społecznych o przeciwstawnych poglądach, których spotkanie w jednym miejscu może doprowadzić do konfliktu i może być jednocześnie zagrożeniem dla mieszkańców Lublina”. Podobną opinię wydał Komendant Straży Miejskiej. Zagrożeniem ma być też przyjazd do Lublina „dużej grupy osób mającej na celu zakłócenie zgromadzenia”. Informacje o tym prezydent miasta czerpie z enigmatycznych „stron internetowych”.

„Trasa przemarszu wiedzie przez Centrum miasta, gdzie może przebywać wiele postronnych osób, zarówno mieszkańców jak i turystów. Zagrożone jest mienie, zarówno właścicieli budynków i obiektów budowlanych na trasie przemarszu, jak też związane z infrastrukturą drogową oraz transportową, w tym obiekty wpisane do rejestru zabytków oraz pomniki, przy których planowane są zatrzymania kolumny marszu” – czytamy w uzasadnieniu.

Jak podaje Dziennik Wschodni w piśmie komendanta, na które powołuje się Prezydent Miasta nie było sugestii, by zakazać marszu. Pojawiła się rada, by prezydent wysłał na manifestację swojego przedstawiciela, który będzie mógł rozwiązać zgromadzenie, jeśli sytuacja zacznie być groźna.

Organizatorzy mają 24 godziny, by odwołać się od decyzji prezydenta do Sądu Okręgowego w Lublinie. Bart Staszewski jeden z organizatorów mówi OKO.press: „PO idzie niechlubną drogą Lecha Kaczyńskiego, który w 2004 roku zakazał Parady Równości w Warszawie. Jesteśmy zaskoczeni tym pismem, ale oczywiście odwołamy się do sądu.

Od kilku dni lokalni działacze Platformy i Nowoczesnej próbowali naciskać na nas, żebyśmy zmienili datę przemarszu. Mówili wprost, że mogłoby to zaszkodzić prezydentowi w kampanii wyborczej. Proponowano nam wspólną konferencję prasową, na której wraz z prezydentem mielibyśmy ogłosić nową datę Marszu. Nie ulegliśmy tym naciskom i nie ulegniemy”.

Już raz Polska przegrała sprawę przed ETPC

Ostatni raz podobną decyzję wydał Lech Kaczyński. W 2005 roku jako prezydent stolicy powiedział stanowcze „nie” Paradzie Równości. W uzasadnieniu decyzji napisał to samo, co Krzysztof Żuk: „odbycie zgromadzeń stwarzałoby poważne ryzyka dla zdrowia i życia ludzi”

W 2007 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że zakazując tego zgromadzenia Polska w dwóch punktach naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka:

  • dopuściła się dyskryminacji wobec mniejszości;
  • i złamała swobodę organizowania wieców i demonstracji.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar uznał, że zakazanie legalnego zgromadzenia byłoby naruszeniem aż dwóch przepisów ustawy zasadniczej:

  • art. 57, czyli wolności organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich;
  • art. 54, który mówi o wolności wyrażania poglądów i wolności wyrażania opinii.

Zakazania Marszu domagali się radni PiS i wojewoda Przemysław Czarnek. I choć powoływali się na nieistniejące przepisy (naruszenie moralności publicznej) i nieadekwatne akty prawne (art. 18 Konstytucji) to na ten moment – dopięli swego. 

OKO.press o awanturze wokół Marszu Równości pisze od początku.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym