Stanisław Piotrowicz tłumacząc się ze swojej pracy w PRL-owskiej prokuraturze podkreślał, że "trzeba znać realia tamtego czasu". Gdy dziennikarze zapytali, czy nie można było choćby odmówić przyjęcia brązowego krzyża zasługi za swą pracę, odparł sarkastycznie: "można było, można"

„Wstydzę się, że należałem do PZPR u i nie zachowałem się w tamtym czasie heroicznie. Mogłem odmówić wstąpienia do partii i zostać niedopuszczony do egzaminu prokuratorskiego” – mówił w grudniu 2013 roku w „Gazecie Polskiej Codziennie” ówczesny poseł PiS Stanisław Piotrowicz. 12 grudnia 2016, zapytany na konferencji o tamtą wypowiedź, Piotrowicz stwierdził, że była „niefortunna”.

„Tego nie da się rozpatrywać w kategoriach wstydu, trzeba znać realia tamtego czasu” – tłumaczył.


Pytanie: A nie można było odmówić przyjęcia odznaczenia?
Piotrowicz (ironicznie): "Można było, można. Trzeba znać realia tamtego czasu"

Stanisław Piotrowicz, Konferencja w Sejmie - 12/12/2016

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


W PRL można było zdobyć się na odwagę. NIe wszyscy byli Piotrowiczami


To stwierdzenie sugeruje, że w czasach PRL jedyną możliwą postawą było podporządkowanie się regułom systemu, ewentualnie z drobnymi próbami sabotowania oczekiwań władzy. Wycofując się ze słów o wstydzie, jaki odczuwa z powodu swego zaangażowania w PRL-owską prokuraturę, Piotrowicz czyni normę z takiego właśnie swojego zachowania.

Tymczasem postawa konformistyczna, choć dominująca, nie była jedyną możliwą.



Cztery systemy w komunizmie

W latach 80. Andrzej Rychard w socjologicznej analizie podważał przekonanie, że w ówczesnej Polsce system komunistyczny był jeden i jedyny.

Dziś mówi OKO.press: „Twierdziłem, że system się sfragmentaryzował. Obok systemu oficjalnego, czyli rytualnych zachowań wymaganych przez władze, rozwinięty był system nieoficjalny (druga ekonomia, układy nieformalne), a także pokaźny nie-system, tolerowany przez władze, ale kontrolowany tylko częściowo (m.in. Kościół, rzemiosło, prywatne rolnictwo). Był też niewielki anty-system działań opozycyjnych”.

Mówiąc językiem Rycharda, opozycjonista Antoni Pikul działał w anty-systemie, w związku z czym Piotrowicz, jako przedstawiciel systemu oficjalnego zajmował się jego sprawą (m.in. podpisując akt oskarżenia). Sam Piotrowicz twierdzi, że zrobił to tak, żeby to nie było skuteczne, co nosiłoby znamiona obstrukcji wobec systemu oficjalnego. O ile jest prawdą.

Rychard podkreśla, że PRL trwał tak długo, bo dochodziło do wymian między systemami. I nawet przedstawiciele najwyższych władz korzystali z rzemiosła, bywali (dyskretnie) na mszach i pozyskiwali informacje z Radia Wolna Europa. „Socjologowie już prawie wyjaśnili, jak działał komunizm, a on wziął i upadł” – przypomina Rychard powiedzenie Antoniego Sułka.



Podkreślanie, że konformistyczny udział w systemie oficjalnym był jedyną dostępną w PRL postawą nie jest prawdziwym obrazem tamtych czasów. Budzi też wątpliwości w ustach przewodniczącego komisji sprawiedliwości i praw człowieka, który powinien mieć bardziej rozbudzoną wrażliwość etyczną i to niezależnie od tego, czy Piotrowicz wykazał się raz czy dwa razy nielojalnością wobec systemu oficjalnego, czy tylko się tym chwali po latach.

Tak czy inaczej, nie ma się czym chwalić.


Abonament na wolność słowa

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym