0:00
Prawa autorskie: Jacek Marczewski / Agencja GazetaJacek Marczewski / A...
08 października 2018

Prof. Machcewicz: Inwigiluje się pracowników Muzeum, prokuratura chce nas zastraszyć

"Chodzi o to, żeby pokazać, że ci, którzy bronią wystawy, wolności historii, autonomii instytucji kultury przed polityczną ingerencją, to są przestępcy" - prof. Paweł Machcewicz komentuje inwigilację pracowników Muzeum II Wojny Światowej oraz działania policji i prokuratury. ROZMOWA OKO.press

Wydrukuj

"To zemsta wiceministra kultury Jarosława Sellina i wicepremiera Piotra Glińskiego za to, że udało mi się otworzyć wystawę wbrew ich stanowisku i że bronię wystawy. Przesłuchiwane są dziesiątki osób. To zmasowane działania, które mają dyskredytować mnie i moich współpracowników" - mówi OKO.press prof. Paweł Machcewicz.

Oto cała rozmowa.

Adam Leszczyński: W zeszłym tygodniu „Wyborcza” poinformowała o zmuszeniu do odejścia z pracy księgowej w Muzeum II Wojny Światowej - za prywatne spotkanie z pana byłym zastępcą, dr. Januszem Marszalcem. Oboje byli śledzeni, robiono im zdjęcia z ukrycia. Pan został wezwany na przesłuchanie. Wyrzucono już przecież pana z pracy. O co może chodzić władzy?

Prof. Paweł Machcewicz, b. dyrektor Muzeum II WŚ w Gdańsku*: Działanie wobec mnie to jest przede wszystkim nękanie, zastraszanie. Podobne metody stosuje się także wobec Janusza Marszalca. Dr Marszalec wypowiada się publicznie o tym, co się dzieje w muzeum.

Jeśli chodzi o działania prokuratury i policji, to myślę, że mają one również związek z procesem o prawa autorskie w obronie wystawy.

Chodzi o to, żeby pokazać, że ci, którzy bronią wystawy, wolności badań historycznych, autonomii instytucji kultury przed polityczną ingerencją, to są przestępcy. Wobec mnie podjęto działania śledcze w śledztwie, które ma kwalifikacje z art. 296 kk. To bardzo poważna kwalifikacja. Chodzi o wyrządzenie szkody majątkowej znacznej wartości. Co więcej, zastosowano paragraf 2 tego artykułu, czyli działanie „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej”.

Jest to więc zarzut korupcyjny.

Nie ma nie tylko dowodów, ale żadnych poszlak, śladów, że do jakiejkolwiek korupcji doszło. To całkowicie wyssany z palca zarzut, który dla mnie jest dowodem nadużywania prawa przez prokuraturę w celu dyskredytowania ludzi uważanych za przeciwników PiS. Absurdalna część tego postępowania polega na tym, że dotyczy ono zarzutów, które zostały już oddalone w procedurze administracyjnej przez Międzyresortową Komisję Orzekającą.

Ta komisja i mnie, i Janusza Marszalca oczyściła ze wszystkich zarzutów związanych z budową Muzeum. Były one pokłosiem wielkiej kontroli, którą Ministerstwo Kultury przeprowadziło jeszcze w 2016 roku.

To śledztwo jest prowadzone w oparciu o doniesienie obecnego dyrektora Muzeum Karola Nawrockiego, z maja 2018 roku, które powtarza te same zarzuty podnoszone przez Ministerstwo Kultury. Jest to więc absurd: prokuratura podejmuje te same wątki, które zostały wyjaśnione przez ministerstwo finansów, przez specjalistów od prawa o zamówieniach publicznych.

Do tego dodano zarzut korupcyjny, żeby brzmiało to groźniej i bardziej zastraszająco.

Powtórzę: nie ma jakichkolwiek podstaw, nie ma nawet śladów.

Zarzut korupcji personalnie wobec pana pojawiał się wcześniej?

Na razie jestem przesłuchiwany jako świadek i formalnie nie postawiono mi żadnego zarzutu. Oczywiste jest jednak, że sprawa dotyczy mnie. Doniesienie Nawrockiego z maja dotyczyło „podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Pawła Machcewicza”. Nie ma co udawać, że nie ma to związku ze mną.

W tym momencie są przesłuchiwane dziesiątki osób, w tym Janusz Marszalec, Ewa Joszczak, która była inwigilowana wcześniej, pracownicy firmy, która wykonywała prace wykończeniowe muzeum. Są to więc zmasowane działania, które mają dyskredytować mnie i moich współpracowników.

W mojej ocenie ma to związek z naszą obroną ekspozycji stałej, której jesteśmy autorami. Z procesem sądowym wytoczonym przez nas. Po drugie, jest to zemsta wiceministra Jarosława Sellina i wicepremiera Glińskiego za to, że udało mi się otworzyć wystawę wbrew ich stanowisku i że bronię wystawy.

Inwigilacja pracowników muzeum? Kto to może robić i po co?

Przede wszystkim są to działania łamiące prawo. Ta inwigilacja musiała się wiązać albo z podsłuchem telefonicznym - Janusz Marszalec umawiał się na spotkanie 45 minut wcześniej - albo była to inwigilacja uliczna, czyli po prostu chodzono za nimi.

Kolejny bulwersujący element: dyrektor Nawrocki w oświadczeniu, które opublikował na stronie Muzeum, oraz w wywiadzie dla wPolityce.pl przyznał, że zwolnienie księgowej Ewy Joszczak (ściślej: zmuszenie jej do odejścia) miało związek z tą inwigilacją.

Wykorzystał efekty nielegalnej inwigilacji. Anonimowa osoba rzekomo przysłała mu zdjęcia ze spotkania dr. Marszalca i Ewy Joszczak. W związku z tym miał prawo stracić zaufanie do Ewy Joszczak. To są działania bezprawne.

Moim zdaniem media powinny zażądać udostępnienia im tego maila ze zdjęciami, ponieważ dyr. Nawrocki otrzymał go nie jako osoba prywatna, ale jako funkcjonariusz publiczny. Jako funkcjonariusz publiczny je także wykorzystał, żeby zmusić ją do odejścia.

To się wszystko układa w cały wachlarz działań bezprawnych i nadużywania prawa. Mamy jeszcze do tego nielegalną inwigilację - albo uprawianą przez służby, albo prowadzoną na prywatne zlecenie pana Nawrockiego.

Pan się czuje inwigilowany?

Nie mogę tego udowodnić. Z moim telefonem jednak dzieją się dziwne rzeczy od miesięcy. Rozmowy są przerywane i zanim uda się odzyskać połączenie, moi rozmówcy odsłuchują ponownie to, co było w ostatnich minutach mówione. Ci, którzy znają się na podsłuchach twierdzą, że jest to sytuacja, w której coś w tej aparaturze podsłuchowej się zawiesza.

Nie jestem w stanie tego udowodnić, bo służby oczywiście odmówią potwierdzenia, czy moje rozmowy są kontrolowane, czy nie. Jestem jednak przekonany, że są i to od dawna.

Jaki jest cel tych operacji? Zastraszenie? Skompromitowanie?

W trakcie, gdy trwa śledztwo, politycy PiS mogą opowiadać, że nie chodzi nam o obronę wolności uprawiania historii oraz obronę wystawy, tylko że osoby, które złożyły pozew, są kryminalistami.

Widziałem taką wypowiedź wicepremiera Glińskiego w telewizji. Został poproszony o komentarz do skargi, którą złożyłem do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Odpowiedział: „Paweł Machcewicz jest objęty działaniami CBA”.

O to tutaj chodzi - żeby przykryć proces o nasze prawa autorskie, sprawę w Strasburgu, jakimiś rzekomymi działaniami korupcyjnymi w moim wydaniu.

Na jakim etapie jest proces o prawa autorskie?

Sądy jeszcze w większości są niezawisłe, sędziowie są niezależni. 10 października 2018 jest rozprawa, na której będę przesłuchiwany. Będę opowiadał, jak narodziła się wystawa, jak tworzono scenariusz. Proces wkracza w decydującą fazę.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne