O głodówce Piotra W. przetrzymywanego w powołanym ustawą Gowina ośrodku w Gostyninie, Rzecznik Praw Pacjenta pisze, że to protest "niewspółmierny do subiektywnie odczuwanych niedogodności". Apeluje o "deeskalację" - także do prof. Płatek, która broni praw pacjenta. Prawniczka pyta, jakim prawem pacjent i wolny człowiek kierowany jest do więzienia

Trwa protest głodowy Piotra W., podopiecznego kontrowersyjnego ośrodka w Gostyninie Piotra W., który po odbyciu kary więzienia i wyjściu na wolność założył rodzinę, ale po kilku miesiącach sąd skierował go do Gostynina za czyny, za które w całości odsiedział karę. Według pacjenta jest poddawany represjom, traktowany w nieludzki sposób. Jak wielu innych pacjentów powtarza, że jest „bezprawnie zamknięty”. O Gostyninie pisaliśmy w tekstach „Horror Gostynina” oraz „Zamknąć i zapomnieć”.

Jak wynika z informacji OKO.press, Piotr W. wrócił dziś, 21 grudnia 2018 do ośrodka, bo nie przyjął go szpital więzienny w Łodzi, dokąd został skierowany. Najprawdopodobniej do łódzkiego więzienia skierował go sąd, ale nie jesteśmy tego pewni.

Praw Piotra W. w pełnym pasji tekście broni znana karnistka prof. Monika Płatek, która od dawna alarmuje opinię publiczną tym, co dzieje się w Gostyninie. Płatek zwraca uwagę, że bezprawne jest kierowanie wolnego człowieka do więzienia, nawet jeśli chodzi o więzienny szpital.

Tymczasem 21 grudnia 2018 głos zabrał Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec (powołany w listopadzie 2017 przez premier Beatę Szydło). Nieoczekiwanie jak na swoje ustawowe zadanie „ochrony praw pacjenta”, potępił on protest głodowy Piotra W. uznając, że „tak drastyczna forma jest nieuzasadniona, a

odpowiedzialność za jej skutki ponosić będzie sam protestujący, jak również osoby utwierdzające go w słuszności tego postępowania”.

Wskazał, że taką podjudzającą osobą jest prof. Monika Płatek i zaapelował, by lepiej „wsparła działania na rzecz deeskalacji protestu”.

„Rzecznik w ogóle nie analizuje bezprawia, jakie tam się odbywa, zrzuca całą winę na pacjenta i próbuje pacyfikować moje próby obrony praw Piotra W.” – mówi OKO.press Monika Płatek.

Jak się dowiadujemy, do Ośrodka w Gostyninie pojechał dziś, 21 grudnia Krzysztof Olkowicz koordynator ds. ochrony zdrowia psychicznego w Biurze RPO.  Nie udało nam się z nim skontaktować, także w Ośrodku nikt nie chciał udzielić informacji, co dzieje się w tej chwili z Piotrem W.

Publikujemy tekst Moniki Płatek i kluczowy fragment oświadczenia Rzecznika Praw Pacjenta.


Monika Płatek: Jakim prawem?!


W Ośrodku, zwanym Krajowym Ośrodkiem Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie od 15 listopada 2018 roku, prowadzi głodówkę protestacyjną umieszczony tam Piotr. W. Jest zdeterminowany. Ma dość konkretnych naruszeń  prawa, dość nękania, dość poniżania i nieludzkiego traktowania. Nie ma innej drogi, innego sposoby, by nami potrząsnąć, zmusić do zrozumienia powagi sprawy i przerwania kręgu niszczenia ludzkiej godności i coraz bardziej absurdalnych kpin z prawa.

Głodujący Piotr W. nie jest chory psychicznie. Po wyjściu na wolność założył rodzinę, ma dzieci, pracował, nie naruszył prawa. Po kilku miesiącach sąd skierował go do Gostynina za czyny, za które w całości odsiedział karę. Nowych nie popełnił.

Ośrodek w Gostyninie to oficjalnie szpital. Podlega Ministerstwu Zdrowiu.

Dyrektor Szpitala, lekarz psychiatra, dr Ryszarda Wardeńskiego wystąpił 10 grudnia 2018 roku, do Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Płocku z wnioskiem, by głodującego umieścić w więzieniu w Łodzi. Argumentował, że Piotr W. odmawia zmierzenia sobie ciśnienia i pobrania krwi.

Jakim prawem?!

Przecież do więzienia kieruje ludzi sąd karny. Żeby trafić do więzienia, trzeba popełnić przestępstwo i zostać skazanym przez sąd karny na pozbawienie wolności. Reguluje to wprost art. 41 i art. 42 Konstytucji.

Sąd sądził pacjenta

Należałoby się spodziewać, że sędzia Sądu Okręgowego w Płocku Renata Szadkowska poinformuje dyr. Wardeńskiego, że propozycja złożona we wniosku gwałci polskie i międzynarodowe prawo, narusza prawa człowieka, nie licuje z podstawami zarówno prawa, jak i medycyny.

Wydawało się oczywistym, że, o ile sędzia nie doszła do wniosku, że ma do czynienia z niepoczytalnym, którego należy odesłać na badania, podniesie raban, że dochodzi do jawnego przekraczania kompetencji. I zgorszona poinformuje dyrektora, że w więzieniu można umieścić przestępcę skazanego przez sąd karny. A przynajmniej aresztowanego, któremu wcześniej sąd postawił zarzut naruszenia kodeksu karnego.

Należało choćby oczekiwać, że sędzia wykaże chociaż zaniepokojenie, że oto lekarz wnosi o to, by sąd złamał Konstytucję i podstawy porządku prawnego w kraju, w którym i ona jako sędzia, i on jako lekarz zobowiązani są do szczególnego przestrzegania prawa i szczególnej ochrony godności jednostki.

Tymczasem Renata Szadkowska wydała 13 grudnia 2018 roku postanowienie, w którym stwierdza (Sygn akt 1 NS 459/18), że skoro psychiatra chce pacjenta umieścić w więzieniu w Łodzi, a Łódź jej nie podlega, to niech pan medyk zwróci się o to do sądu w Łodzi.

[Od redakcji: nie wiemy, czy taka rozprawa w łódzkim sądzie się odbyła i czy to sąd postanowił o skierowaniu Piotra W. do więziennego szpitala].

Piotr W. jest człowiekiem wolnym

Sędzia Szadkowska i dyrektor Wardeński najwyraźniej zapominają, że Piotr W. jest po odbyciu kary człowiekiem wolnym, któremu państwo polskie wolność odbiera, pomimo że nie popełnił nowego przestępstwa i nie postawiono mu zarzutu. Nie można umieścić w więzieniu człowieka bez wyroku sądu karnego i to, że miałby przebywać w szpitalu więziennym, niczego tu nie zmienia.

Głodówka nie jest przestępstwem, lekarz psychiatra nie jest prokuratorem, sąd cywilny nie ma kompetencji do wymierzania kar i ordynowania aresztu tymczasowego.

To wszystko odbywa się bez obecności zainteresowanego i nic nie wskazuje, by na sali był on sam obecny i jego obrońca. Sąd kapturowy.

I sędzia Szadkowska i dyrektor Wardeński najwyraźniej nie mają wątpliwości, że Ośrodek w Gostyninie nie jest żadnym szpitalem, że to zwykła ściema, którą „ciemny lud ma kupić” , by wyglądało, że nie władza nabiła ich w butelkę. Przyjęła bowiem prawo, które każdego zwykłego człowieka pozwala karać wielokrotnie za to samo, karać surowiej, dowolnymi karami, jakie się władzy spodobają.

Bo skoro można sobie wsadzić do więzienia Piotra W., to nikt z nas nie jest bezpieczny, bo czemu nie Kowalską i nie Kowalskiego w sądzie cywilnym administracyjnym, lub i bez sądu?

Eksperyment więzienie pół wieku później

Dyrektor Gostynina występuje w podobnej roli jak Philip Zimbardo w swym słynnym (i kontrowersyjnym) eksperymencie „Więzienie” [Stanford Prison Experiment z 1971 roku — red.]. Tyle że w przeciwieństwie do Zimbardo, który się zdołał zatrzymać, dyr. Wardeński stracił poczucie rzeczywistości i swoimi kolejnymi decyzjami napędza spiralę bezprawia.

Po wizycie przedstawicielki Rzecznika Praw Pacjenta w Ośrodku 13 i 14 grudnia 2018, dyrektor (nieobecny w czasie tej wizyty) wprowadził już 14 grudnia 2018 roku zmiany do regulaminu w mojej ocenie sprzeczne z obowiązującą ustawą. Od swojego widzimisię uzależnił kontakt umieszczonych w Gostyninie ludzi ze światem zewnętrznym, w tym także, czego ustawa mu zabrania, z adwokatem, Rzecznikiem Praw Pacjenta i Rzecznikiem Praw Obywatelskich.

Nakazał też przeprowadzanie przymusowych, poniżających kontroli osobistych, choć — jak wiemy z wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Iwańczuk przeciwko Polsce (skarga nr 25196/94) oraz Świderski przeciwko Polsce (Skarga nr 5532/10) – stanowi to naruszenie zakazu tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania.

Nie jest jednak tak, że dyrektor Gostynina jest jak owo zgniłe jabłko w zdrowej beczce, o którym mówi Zimbardo. To raczej gnije sama beczka, system stworzony ustawą Gowina z 2013 roku.

Czym miał być Gostynin

Gostynin to miejsce, które miało być przeznaczone do leczenia na najwyższym fachowym poziomie ludzi, którzy mieli być przestępcy z zaburzeniami psychicznymi, których wyjście na wolność po wyroku „stwarza zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób”. Trybunał Konstytucyjny wyrokiem z 2016 roku uznał, że ta ustawa przygotowana i „wypromowana” przez Jarosława Gowina (ministra sprawiedliwości  w drugim rządzie Donalda Tuska) jest zgodną z Konstytucją. Argumentował, że nic, co dotyczy Ośrodka, nie ma przypominać więzienia. Wszystko ma być leczeniem i terapią na najwyższym poziomie.

Ustawa Gowina z 22 listopada 2013 r.   o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób weszła w życie 22 stycznia 2014 roku.

Zanim ją przyjęto Jarosław Gowin opowiadał o przypadku Mariusza T. strasząc zagrożeniem i epatując zbrodniami sprzed dekad. Udało się stworzyć wrażenie, że ta ustawa jest dla tych, co dawno temu otrzymali karę śmierci, zamienioną na 25 lat pozbawienia wolności. Udało się zmylić i w tym sensie oszukać społeczeństwo – przygotowana ustawa jest bowiem potencjalnie dla każdego, kto przed jej wejściem w życie odbywał karę więzienia i chociaż na chwilę został posłany na oddział terapeutyczny.

  • Kliknij, by przeczytać więcej

    KOZZD, czyli Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym to dzieło Jarosława Gowina. „Jeżeli nic się w polskim systemie prawa nie zmieni, sprawcy seryjnych zabójstw zaczną na początku 2014 roku wychodzić z więzień. Społeczeństwo ma prawo chronić się przed takimi ludźmi” – przekonywał w kwietniu 2013 roku jeszcze jako minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL.

    Słowa trafiły na podatny grunt — cała Polska żyła sprawą „Szatana z Piotrkowa”. Mariusz T., skazany w 1988 roku na karę śmierci za zgwałcenie i zabicie czterech chłopców, miał wyjść na wolność w lutym (dożywocie zamieniono na 25 lat przy okazji amnestii z 1989). Nawet matka apeluje, żeby go nie wypuszczać – pisano. On sam deklarował, że na wolności będzie dalej zabijał. „To silniejsze ode mnie”.

    W tym klimacie zbiorowego przerażenia 22 listopada 2013 roku wprowadzona zostaje ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzającymi zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. W mediach nazywać ją będą „ustawą o bestiach”.

    Ustawa dotyczyć miała więźniów, których uznaje się za szczególnie niebezpiecznych. Jeśli biegli stwierdzą wysokie prawdopodobieństwo, że skazany po wyjściu z więzienia dokona kolejnej zbrodni, sąd może zadecydować o zamknięciu ich w Gostyninie. Bezterminowo, ale z możliwością wyjścia na wolność. Jeśli tylko przestaną być zagrożeniem.

    „Boję się ustawy, która jest tworzona pospiesznie i w ten sposób, że kara, która w całości została odbyta, może być zastąpiona w szybkim tempie innym rodzajem odizolowania, nawet do końca życia” — mówiła była minister sprawiedliwości Barbara Piwnik.

    Gowin nie miał jednak wątpliwości. Głosił, że Gostynin będzie triumfem sprawiedliwości. „To nie będzie nowa kara tylko przymusowe leczenie — zaznaczył. I że „dotyczy sprawców bardzo określonych czynów”.

Wszyscy, którzy trafiają z postanowienia sądu do Gostynina odbyli swoją karę, nie popełnili nowego przestępstwa, nie postawiono im zarzutu naruszenia prawa. Wielu z nich oczywiście nigdy nikogo nie zabiło, ani nie zgwałciło.

Na głodówkę decydują się ludzie pozbawieni wolności, którzy są zdeterminowani, i którym odebrano lub nie dano szansy na zgodne z prawem, sprawiedliwe rozpatrzenie ich prośby, skargi, sprawy. Piotr W. jest takim człowiekiem. Odsiedział swój wyrok, odpokutował swoje winy. Walczy nie tylko o siebie, ale i o poszanowanie godności każdego człowieka.


Rzecznik Praw Pacjenta apeluje o „deeskalację”, bo protest jest nieuzasadniony i prosi prof. Płatek, by nie utwierdzała pacjenta w oporze


W oświadczeniu z 21 grudnia 2018 Rzecznik Praw Pacjenta pisze o proteście Piotra W.:

(…) Jedna z osób przebywających w ośrodku w Gostyninie podjęła protest głodowy, który został rozpoczęty, ze względu na czasowe ograniczenie jej możliwości korzystania z telefonu komórkowego. Decyzja w tym zakresie została podjęta przez kierownika KOZZD. Tego typu zarządzenia podlegają kontroli sądu, o ile zainteresowana osoba wniesie do niego zażalenie. Decyzja o podjęciu protestu głodowego jest – jak się wydaje – niewspółmierna do subiektywnie odczuwanych czasowych niedogodności związanych z brakiem możliwości korzystania z telefonu komórkowego.

Odpowiedzialność za jej skutki ponosić będzie zatem sam protestujący, jak również osoby utwierdzające go w słuszności tego postępowania.

Rzecznik Praw Pacjenta stoi na stanowisku, że – uwzględniając przywołaną powyżej przyczynę rozpoczęcia protestu – tak drastyczna jego forma jest nieuzasadniona, dlatego też zwrócił się do odmawiającego przyjmowania pokarmów o zaprzestanie głodówki. Podobny apel wystosował do głodującego Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego podczas osobistego spotkania z pacjentem.

Z uwagi na fakt, że niewątpliwym autorytetem dla osoby prowadzącej protest jest występująca w obronie jej interesów prof. Monika Płatek, Rzecznik zwrócił się z prośbą do Pani Profesor o przyłączenie się do przywołanego apelu o zaprzestanie głodówki, a tym samym wsparcie działań Rzecznika mających na celu deeskalację protestu.

Całe oświadczenie można przeczytać tutaj

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, kierowniczka Zakładu Kryminologii na Wydziale Prawa i Administracji UW, ekspertka prawna Rady Europy i OBWE, członkini Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej. Była pełnomocniczka Rzecznika Praw Obywatelskich ds. ochrony praw ofiar przestępstw.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press