0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plFot. Maciek Jazwieck...

Wyrok zapadł już 9 grudnia 2025 w Sądzie Okręgowym w Krakowie, ale dopiero teraz poznaliśmy jego uzasadnienie. Chodzi o sprawę, jaką Kamil Mieszczankowski (pseudonim na X: Bezczelny Lewak) z żoną Joanną – rodzice dziecka z in vitro – wytoczyli prof. Wojciechowi Roszkowskiemu i Wydawnictwu Biały Kruk o ochronę dóbr osobistych.

Sprawa dotyczy obrażania w podręczniku „Historia i teraźniejszość” dzieci poczętych tą metodą. „Powodowie podnosili, iż użyte we fragmencie sformułowania, winny być uznane za uprzedmiotawiające i dehumanizujące (produkcja, hodowla), a sugerowane wnioski („wyprodukowane” dzieci mogą być nie kochane, a w konsekwencji skłonne do wynaturzeń) za nieuprawnione, dyskredytujące i stygmatyzujące” – czytamy w wyroku.

Małżeństwo domagało się m.in. 10 tys. zł dla Stowarzyszenia Na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian oraz przeprosin od prof. Roszkowskiego i wydawnictwa za „opublikowanie tekstu sugerującego, że osoby urodzone dzięki metodzie „in vitro” to ludzie wyhodowani w laboratoriach, nieotoczeni miłością rodziców, skłonni do wynaturzeń”. Wydawnictwo miało dodatkowo zaprzestać sprzedaży, wydawania i promowania owego podręcznika. O sprawie pisaliśmy tutaj:

Przeczytaj także:

Określenia niefortunne

Sąd I instancji oddalił powództwo Mieszczankowskich w całości.

W 26 stronicowym uzasadnieniu sąd przyznał, że stosowane przez Roszkowskiego porównania oznaczają negatywną ocenę in vitro, pytania retoryczne mają pobudzać u czytelnika negatywne emocje, a taki sposób wypowiedzi nawet nie powinien się znaleźć w podręczniku szkolnym. „Umieszczenie fragmentu w podręczniku dopuszczonym do użytku szkolnego było co najmniej niewłaściwe” – podkreślał sąd. Jednak „nawet gdy pewne określenia są niefortunne, nie oznacza to naruszenia dóbr osobistych”, argumentował.

Wypowiedzi Roszkowskiego mieściły się w swobodzie wypowiedzi, dotyczyły grupy dzieci z in vitro, ale niekoniecznie córki państwa Mieszczankowskich. Powodowie nie udowodnili, iż sporny fragment jej dotyczy – twierdził sąd.

„Uzasadnienie wyroku obraża inteligencję nawet prawnego laika. Okazuje się, że w Polsce karalna jest obraza uczuć, a nie człowieka, a obrażanie 100 000 dzieci z in vitro i ich rodzin jest totalnie w porządku”

– komentuje wyrok Kamil Mieszczankowski w mailu do OKO.press.

Wyrok jest nieprawomocny. Państwo Mieszczankowscy się od niego odwołali. Zapowiadają, że „jeśli będzie trzeba” to skierują sprawę także do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, „by potwierdzić niezbywalną godność dzieci poczętych metodą in vitro”.

Wojciech Roszkowski nie odpowiedział na naszą prośbę o komentarz do wyroku.

Zbiórka na in vitro

W 2023 roku, gdy Kamil Mieszczankowski wytoczył proces autorowi podręcznika, uruchomił jednocześnie zbiórkę na obsługę prawną. Zebrana kwota okazała się wielokrotnie wyższa, niż zakładał – przekroczyła 300 tys. zł. Do 250 tys. zł, które zostały po opłaceniu prawnika, doszły środki klinik in vitro, które postanowiły dorzucić się do zbiórki. Dzięki temu ruszył bezpłatny program in vitro „In Vitro to HIT!”, dla 100 par, których nie było stać na prywatne zabiegi. Projekt koordynowało Stowarzyszenie Na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian.

W styczniu 2025 roku informowaliśmy, że urodziło się z niego 38 dzieci. Teraz okazuje się, że do momentu, gdy zaprzestano zbierać dane – wiosny 2025 roku – urodziła się jeszcze dwójka dzieci. W sumie więc pieniądze zebrane na proces z prof. Roszkowskim pomogły urodzić się 40 dzieciom.

„Wiemy o kolejnych transferach zarodków, które miały miejsce po tym okresie, dlatego mamy nadzieję, że liczba ta jest jeszcze wyższa”, pisze Marta Górna, która prowadzi Stowarzyszenie Na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian.

Część rodziców biorących udział w programie zamroziła zarodki pobrane w ramach „In vitro to HIT!” i przeszła do programów sponsorowanych już przez nowy rząd, jakie powstały na początku 2024 roku. Te są prowadzone do dziś.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze