31 lipca 2020

Profanacja pomników? Prawniczka: "Religia katolicka jest źródłem wykluczania i marginalizowania osób LGBT"

"W Polsce temat mniejszości seksualnych został wywołany do tablicy w toku kampanii wyborczej. Jeżeli od polityków słyszymy ostre słowa, które można uznać za poniżające i nienawistne, trzeba liczyć się z tym, że odpowiedź ze strony grup szykanowanych będzie kontrowersyjna"

Anton Ambroziak, OKO.press: W czwartek, 30 lipca, warszawska prokuratura okręgowa wszczęła postępowanie ws. obrazy uczuć religijnych i znieważenia warszawskich pomników poprzez nałożenie na nie tęczowych flag i masek z symbolem anarchistycznym. To adekwatne zachowanie organów ścigania do akcji aktywistów?

Dominika Bychawska, prawniczka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Zacznijmy od tego, że happening aktywistów można odczytać jako mowę symboliczną, która ma na celu zwrócenie uwagi na coś, co w debacie publicznej jest ważne, czyli prawa mniejszości seksualnych.

Taka forma krytyki jest coraz częściej dopuszczana przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, a więc chroniona na gruncie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Skoro prokuratura już wszczęła postępowanie, mam nadzieję, że na etapie rozstrzygania sprawy weźmie pod uwagę międzynarodowe orzecznictwo.

Inną kwestią są kłopoty organów w znalezieniu podstawy prawnej do ścigania aktywistów. Mamy konkretną listę symboli narodowych i mimo sentymentalnego przywiązania do warszawskiej Syrenki, nie można uznać, że przyozdobienie jej figury tęczową flagą jest znieważeniem państwa polskiego.

Najwięcej oburzenia wywołał jednak wizerunek Chrystusa z tęczowym emblematem. "Barbarzyństwo", "profanacja", "obraza uczuć religijnych" - mówili chórem politycy PiS z premierem Mateuszem Morawieckim na czele.

Prokuratura już nie raz udowadniała, że każdy symbol ma wiele znaczeń. Skoro w absurdalny sposób interpretowała swastykę jako hinduistyczny symbol szczęścia, którego obecność nie wadzi w przestrzeni publicznej, to może tęczę potraktuje jako symbol przymierza? Proszę mnie nie zrozumieć źle, nie stawiam znaku równości między tymi sytuacjami, tylko pokazuję, że niestety interpretacja organów ścigania może mieć charakter polityczny. Oby do tego nie doszło.

Co dokładnie o modyfikowaniu symboli religijnych i narodowych mówią nam międzynarodowe standardy?

Najświeższy przykład to litewska sprawa Sekmadienis, w której roznegliżowanych postaci Chrystusa i Matki Boskiej użyto w reklamie jeansów. Została ona zakazana, a przed krajowymi sądami toczyła się sprawa o znieważanie. ETPCz uznał, że akcja miała na celu przyciągnięcie uwagi, nie była osadzona w kontekście religijnym, a użycie symboliki tych postaci było już wykorzystywane wielokrotnie.

To ciekawe, bo sprawa, o której pani mówi ma charakter komercyjny. Polski happening był stricte aktywistyczny i nie trudno wymyślić jaki wyższy interes społeczny mu przyświecał.

To, co stało się w Warszawie, należy też badać w kontekście kurczącej się przestrzeni dla społeczeństwa obywatelskiego.

Jeżeli nie mamy platformy do rozmowy z władzą, musimy uciekać się do coraz bardziej wyrafinowanych i prowokacyjnych form wyrazu.

Tak było m.in. w Mołdawii (sprawa Matasaru), gdzie pod siedzibą prokuratury jeden z aktywistów wystawił rzeźbę penisa. Symbolizował on jednego konkretnego prokuratora, który zasłynął kontrowersyjnymi wypowiedziami i działaniami. ETPCz również uznał to za dopuszczalną formę wypowiedzi w debacie publicznej, bo stał za nią interes krytyki obywatelskiej.

W Polsce temat mniejszości seksualnych został wywołany do tablicy przez polityków w toku kampanii wyborczej. Jeżeli od oficjeli słyszymy ostre słowa, które można uznać za poniżające i nienawistne, trzeba liczyć się z tym, że odpowiedź ze strony grup szykanowanych będzie kontrowersyjna.

Polskie orzecznictwo potwierdza międzynarodowe standardy?

Niestety sądy krajowe nie radzą sobie z interpretacją mowy symbolicznej. Kwestia znieważenia uczuć religijnych to temat, który nieustannie powraca, bo Trybunał Konstytucyjny uznał, że art. 196 kodeksu karnego jest zgodny z Konstytucją. A sądy idą linią wyznaczoną przez TK.

I tu znów musimy pamiętać o kontekście. Gdyby sprawę rozstrzygał ETPCz musiałby wziąć pod uwagę, że religia katolicka staje się źródłem wykluczania i marginalizowania mniejszości seksualnych. Stąd umieszczenie happeningu w kontekście wiary, wydaje się uzasadnioną odpowiedzią.

Ale dopóki art. 196 kodeksu karnego jest w polskim prawie, dopóty swoboda wypowiedzi będzie przegrywać?

Myślę, że przepis powinien być zniesiony. Po pierwsze, ze względu na sposób jego wykorzystania. Zauważmy, że jest stosowany, by chronić jedną, konkretną religię, czyli katolicką, co naturalnie wprowadza nierówności.

Po drugie, będąc prawnikiem zajmującym się prawami człowieka, ciężko bronić mi przepisu, który chroni prawa większości. W demokracji powinniśmy raczej walczyć o standardy ochrony grup mniejszościowych.

Innym mankamentem są sankcje karne, które grożą za jego naruszenie, co wskazywały ETPCz i OBWE. Mogą one być nieproporcjonalne do wagi czynu.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne