0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Powrót obniżki VAT-u i akcyzy na paliwo – czyli rządowego programu CPN – wydaje się nieuchronny, chyba że ceny paliw niespodziewanie runą. O takiej możliwości w ostatnich dniach kilkukrotnie mówili przedstawiciele rządu.

Z ich wypowiedzi wynika, że obniżenia VAT-u (8 proc. zamiast 23 proc.) i akcyzy (obciętej poprzednio o 28 groszy dla benzyny i 29 groszy dla diesla) można spodziewać się pod koniec wakacji. Chodzi o ulgę dla kierowców podczas fali powrotów z wyjazdów urlopowych. Równocześnie wrócić miałby mechanizm odgórnego sterowania cenami paliw przez ministra energii.

Od lat letnie zwyżki na stacjach dają tlen opozycji, która może uderzać w rząd – choć od rządu zależy w tym przypadku niewiele. Jednak nawet chwilowa obniżka paliwowych podatków jest bolesna dla finansów państwa.

A te ostatnio nie wyglądają najlepiej. Polska weszła w zeszłym roku w unijną procedurę nadmiernego deficytu i musi raportować Komisji Europejskiej działania, którymi zasypuje budżetową dziurę. Prezydent z kolei zablokował ustawę wprowadzającą podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Dzięki niej do budżetu miało trafić około 4 mld złotych. Byłaby to częściowa rekompensata kosztów wprowadzenia pierwszego pakietu CPN, obowiązującego od końcówki marca do końcówki czerwca 2026. Wyniosły one około 4,8 mld złotych.

Mimo to przedstawiciele rządu zapewniają, że zrobią wszystko, by obniżyć ceny paliw. Kierowcom pomoc należy się jak najszybciej, inni muszą uzbroić się w cierpliwość.

CPN reaktywacja?

Najpierw rzućmy jednak okiem na dane z sektora naftowego. Ceny ropy i paliw gotowych rosną po wznowieniu działań militarnych na Bliskim Wschodzie. Oddalają się nadzieje na trwałe odblokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą z Zatoki Perskiej przechodziło około 20 proc. wszystkich światowych transportów ropy.

Od 7 lipca paliwa w hurcie zdrożały o ponad 1000 złotych za tonę. Na pylonach widać obronę niektórych stacji przed przekroczeniem stawki 8 złotych za litr diesla. Na wielu stacjach wciąż kosztuje on 7,99, choć dane branżowego portalu E-petrol pokazują, że ceny mogą sięgać nawet 8,15 zł. Koszt zakupu standardowej benzyny sięga od 7,29 do 7,42.

„Sezon wakacyjnych wyjazdów sprzyja utrzymaniu wysokiego popytu na paliwa, co zmniejsza przestrzeń do wyraźniejszych obniżek, zwłaszcza że modelowe marże dla prowadzących stacje paliw się kurczą” – zwracają uwagę eksperci E-petrol.

Premier Donald Tusk o możliwości powrotu pakietu CPN mówił już w poniedziałek 27 lipca.

„Rozmawiałem z ministrem finansów. Jeśli się okaże, że sytuacja znowu jest niestabilna, że ceny znowu mogą pójść w górę, to zaproponujemy takie rozwiązanie, żeby przynajmniej na ostatnie dwa tygodnie wakacji, a więc wtedy, kiedy zaczną się powroty z wakacji, wprowadzić regulowane ceny paliw” – stwierdził szef rządu.

„W interesie każdego polskiego obywatela i polskiego rządu jest to, żeby ceny paliw były jak najniższe. To jest dla mnie oczywiste” – mówił z kolei w TVN24 wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk. – „Cały program, który został wymyślony przez premiera Tuska i rząd, czyli Ceny Paliw Niżej, będzie w oczywisty sposób realizowany”.

Nawrocki po stronie koncernów?

Zarówno Tusk, jak i Tomczyk ubolewali nad decyzją prezydenta Karola Nawrockiego, który odesłał do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o tak zwanym windfall tax, czyli podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów naftowych.

W uproszczeniu nowy podatek objąłby jedynie zyski ze sprzedaży po stawkach powyżej prognozowanych wcześniej marż i wynosiłby 60, zamiast proponowanych wcześniej przez rząd 70 procent. Prezydent Nawrocki odesłał ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który jest nieprawidłowo obsadzony, i jego orzeczenia nie są uważane za obowiązujące przez rząd i większość sejmową. W praktyce odesłanie ustawy do TK oznacza jej zablokowanie.

Politycy Koalicji Obywatelskiej co rusz podkreślają, że głowa państwa znacznie ograniczyła im pole działania.

„Wysyłając ustawę do TK, którego działanie sam wcześniej sparaliżował, kolejny raz uderzył też w polskie finanse publiczne” – komentował minister finansów Andrzej Domański.

Z kolei europosłanka KO Marta Wcisło zakłóciła konferencję (nadal aktualnego) kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka. Były minister edukacji apelował o przyjęcie projektu ustawy obniżającej podatki na paliwo autorstwa PiS. „Nawrocki zablokował tę ustawę. Stanął po stronie koncernów. A Czarnek wychodzi i kłamie” – mówiła Wcisło przez megafon podczas wystąpienia polityka PiS, trzymając baner z napisem „Nawrocki broni koncernów”.

Koalicja sama się podłożyła

Problem w tym, że rząd ułatwił prezydentowi sprawę, dostarczając na jego biurko ustawę z dyskusyjnymi zapisami. Przedstawiciele branży paliwowej nie bez słuszności wskazywali, że nowy podatek jest książkowym przykładem działania prawa wstecz, bo obejmuje wpływy, które pojawiły się na kontach koncernów wiele tygodni temu.

W przypadku każdego innego sektora gospodarki byłoby to nie do pomyślenia – wskazywała Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego. Takie obciążenia należy wprowadzać ewentualnie z wyprzedzeniem, by biznes mógł przygotować się na ich działanie – argumentowała POPiHN.

Rząd mógł uniknąć tego problemu wprowadzając windfall tax zaraz po ataku USA i Izraela na Iran. Już wtedy jasne było, że rynek paliw czekają turbulencje. Koncerny od początku marca doliczały „premię ryzyka” do swoich marż na stacjach, spodziewając się mocnych wzrostów cen ropy i gotowych paliw z importu. W ten sposób do góry szła cena paliw sprowadzonych i wytworzonych w Polsce jeszcze przed wybuchem irańskiego kryzysu – a więc po niższych kosztach.

Rząd postanowił mimo to, że poczeka, a ustawa przeszła przez parlament już po tym, jak koncerny zaksięgowały swoje zyski. Możliwe, że Nawrocki i tak by ją zablokował, by wsypać piach w rządowe szprychy.

Ekipa Donalda Tuska podłożyła się jednak w ten sposób sama, dając prezydentowi gotowe uzasadnienie do odesłania nowego prawa do TK. Po szkodzie w rządzie mówi się o wprowadzenia stałego, systemowego rozwiązania, dzięki któremu koncerny byłyby zobowiązane płacić dodatkowy podatek w sytuacji znacznych wzrostów cen.

CPN konieczny, asystencja poczeka

Mimo braku choćby częściowej rekompensaty za „pierwszą transzę” CPN wszystko wskazuje na to, że rząd zdecyduje się na ponowne obniżenie paliwowych podatków. Wydaje się, że kolejne rządy, w tym obecny, dla kierowców otwierają saloniki VIP, obniżając podatki czy zwalniając ich z płatności na autostradach.

Wiceminister Tomczyk twierdzi co prawda, że obniżka cen paliw jest w interesie „każdego obywatela”, ale nie ma racji. Nie każdy obywatel jeździ samochodem, a wielu musi sobie radzić bez obiecanej przez rząd pomocy.

W kolejce powinni ustawić się pasażerowie transportu publicznego, dla których ceny się nie zmieniły, a nawet osoby z niepełnosprawnością i ich rodziny, które cierpliwie i z pokorą powinny oczekiwać na asystencję osobistą.

Przeczytaj także:

Poseł Lewicy Tomasz Trela w radiowej Trójce w środę (29 lipca) tłumaczył, że koalicji nie udało się przyjąć ustawy o wsparciu rodzin osób z niepełnosprawnościami, bo wciąż nie udaje się jej sfinansować – między innymi przez potężne wydatki na zbrojenia. Według szacunków z zeszłego roku 10 lat funkcjonowania takiej pomocy kosztowałoby budżet około 80 mld złotych. To ponad 660 mln złotych na miesiąc.

Obniżka cen paliw na taki sam okres naraziła państwową kasę na stratę niemal 5 mld złotych. Na stacjach mniej zapłacili wszyscy, a więc również poruszający się samochodami opiekunowie osób wymagających dodatkowej opieki.

Najbardziej skorzystali jednak ci, którzy podróżują najwięcej na długie dystanse, samochodami spalającymi najwięcej paliwa – a więc z reguły najbogatsi. Z kolei argument mówiący o przeciwdziałaniu inflacji nie jest w tym przypadku do końca uzasadniony, bo przedsiębiorcy i tak odliczają sobie VAT od zakupu paliwa.

Kolejna rządowa „promocja na paliwo” oczywiście przysłużyłaby się i uboższym zmotoryzowanym, których nie brakuje w miejscowościach wykluczonych transportowo. Przed reaktywacją programu CPN nie zaszkodziłoby jednak przynajmniej zabezpieczyć fundusze na jego sfinansowanie.

Po raz kolejny okazuje się, że posiadanie samochodu ułatwia dostęp do państwowej pomocy, a pieniądze na nią muszą się znaleźć niemal za wszelką cenę.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze