Prokurator na straży Kościoła. Za to abp Jędraszewski może swobodnie lżyć, kogo zechce
Trzy lata więzienia za przerwanie mszy. Dwa lata za wyszydzanie dogmatów religijnych. Można będzie za to bezkarnie lżyć i wyszydzać np. osoby LGBT, byle powołać się przy tym na swoją religię - pisze Ewa Siedlecka
Solidarna Polska wniosła do Sejmu projekt zmian w kodeksie karnym, które mają lepiej chronić – jak powiedział wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł – „wolność religijną”. Bo ta jest zagrożona licznymi ekscesami. Jak pamiętamy ekscesy owe – przynajmniej jak chodzi o Kościół katolicki – wywołał sam Kościół, naciskając na całkowity zakaz aborcji czy nazywając osoby LGBT „tęczową zarazą” i inspirując samorządy do przyjmowania uchwał „anty LGBT”. To wtedy w kościołach pojawiły się protestujące kobiety zakłócające msze, a w przestrzeni publicznej m.in. Tęczowa Madonna (notabene trudno uznać, że tęcza jej w jakikolwiek sposób uwłacza).
Przeczytaj także:
Teraz Solidarna Polska chce, by łatwiej było za takie rzeczy wsadzać do więzienia. Dlatego karana ma być już nie „obraza uczuć religijnych”, ale samej religii i jej dogmatów. Z uczuciami różnie bywało: jednych Tęczowa Madonna obrażała, innych nie. Teraz obrażać ma z urzędu. Z kolei z przepisu o przeszkadzaniu w obrzędach ma zniknąć słowo „złośliwie”. Każde przeszkadzanie ma być karalne. Więc lepiej, żeby do kościoła nie chodzili np. rodzice z niemowlętami, bo te zawsze przecież mogą zakłócić mszę. I niesfornych dzieci też lepiej nie zabierać.
Za to abp Jędraszewski i inni hierarchowie mogą swobodnie lżyć i wyszydzać, kogo zechcą: osoby LGBT, Żydów, muzułmanów, ateistów, kobiety przyjmujące nie dość tradycyjne role, dzieci z in vitro.
Według projektu zaprezentowanego przez ministra Warchoła „nie popełni przestępstwa, kto wyraża przekonania religijne, ocenę, opinię związaną z wyznawaną religią głoszoną przez Kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej”. Na ten kontratyp załapią się też kierowcy „homofobusów” i wszelcy wyznawcy „tradycyjnej rodziny”. Będą mogli lżyć i wyszydzać ile wlezie pod ochroną dogmatów swojej religii.
Koniec też z powoływaniem się na wolność ekspresji artystycznej i wolność słowa tam, gdzie symbole religijne używane są do dyskursu publicznego, jak słynna swego czasu Madonna w masce przeciwgazowej czy Chrystus tłumaczący małej Kurdyjce, że dla ochrony bezpieczeństwa narodowego musi wrócić do lasu, bo jest bronią w wojnie hybrydowej Łukaszenki. Wracamy do koncepcji bluźnierstwa, według której wszelka krytyka religii i wszelkie posłużenie się przedmiotem kultu do celów innych niż religijne jest przestępstwem – niezależnie od zamiaru sprawcy.
Zaproponowana przez Solidarną Polskę zmiana paradygmatu przestępstw przeciwko wolności religii, w szczególności ów kontratyp, że można lżyć i wyszydzać np. inną religię i jej obrzędy, powołując się na swoją religię, to prosta droga do konfliktów religijnych.
Kościół katolicki, wyłącznie przez własną postawę: arogancję, polityczne i ideologiczne rozpychanie się, bezwstydne gromadzenie majątków kosztem własności miast i gmin i ochronę pedofilów, traci w Polsce wiernych. Młodzież nie chce chodzić na religię, bo Kościół i księża przestają być autorytetami. Więc ochroną autorytetu Kościoła ma się zająć państwo przy pomocy prokuratora.
Tyle że ten projekt to kolejny – po antyaborcyjnym wyroku Trybunału Przyłębskiej – pocałunek śmierci dla Kościoła. Jeszcze tylko przymusowe lekcje religii – i państwo PiS Kościół wykończy.
Tekst dziennikarki "Polityki" Ewy Siedleckiej ukazał się najpierw na jej Blogu Konserwatywnym.

Komentarze