Prokuratura chce postawić zarzuty szefowi KNF z czasów rządu PO-PSL i pięciu jego byłym podwładnym - za rzekomy brak nadzoru nad SKOK Wołomin 4 lata temu. Sprawa budzi mnóstwo wątpiliwości, bo zarzuty ma usłyszeć np. Wojciech Kwaśniak, który za prześwietlanie "Wołomina" omal nie zapłacił życiem

6 grudnia 2018 roku na polecenie prokuratury CBA zapukało do drzwi byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka i sześciu podległych mu niegdyś urzędników, w tym byłego wiceprzewodniczącego KNF Wojciecha Kwaśniaka.

CBA zatrzymało ich i przewiozło do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, która chce postawić im zarzuty. Jakie? Prokuratura Krajowa po południu tylko lakonicznie informowała, że będą im ogłoszone zarzuty „popełnienia przestępstw o charakterze urzędniczym”.

„Obszerny i skrupulatnie zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że zatrzymani w związku z pełnionymi funkcjami w KNF w latach 2013-2014 [za rządu PO-PSL – red.] dopuścili się przestępstw niedopełnienia obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w wielkich rozmiarach na szkodę Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i depozytariuszy” – napisała rano w komunikacie Prokuratura Krajowa.

SKOK Wołomin – strata ponad 2 mld zł

OKO.press ustaliło, że Prokuratura Regionalna w Szczecinie prowadzi od ubiegłego roku śledztwo ws. rzekomych nieprawidłowości, jakich miało się dopuścić byłe szefostwo i urzędnicy KNF. Śledczy badają czy właściwie nadzorowali oni SKOK Wołomin, którego upadłość ogłoszono pod koniec 2014 roku.

Wcześniej w tej Kasie doszło do masowego wyłudzania kredytów na tzw. słupy, czyli podstawione osoby, które nie miały zdolności kredytowej (przeważnie bezdomne). Wciąż nieznana jest ostateczna kwota wyłudzonych pożyczek, ale wiadomo, że szły one w setki milionów złotych.

Organizatorami procederu byli ludzie zasiadający we władzach SKOK Wołomin i byli członkowie tych władz, m.in. Piotr P., były oficer WSI. A wykonawcami – m.in. szukającymi słupów – ludzie z wołomińskiego świata przestępczego.

Zatrzymanie w związku z tą sprawą byłego kierownictwa KNF sugeruje, że to ich prokuratura chce obciążyć odpowiedzialnością za to, że państwo na czas nie zareagowało i nie przerwało przestępczego procederu. Do tej sprawy i zarzutów należy podchodzić dużą ostrożnością. Dlaczego?

Pobicie Kwaśniaka

Jednym z zatrzymanych jest były wiceszef KNF Wojciech Kwaśniak, który za zlecenie audytu w SKOK Wołomin omal nie zapłacił własnym życiem.

W kwietniu 2014 roku został dotkliwie pobity. Gangster nasłany przez Piotra P., byłego członka rady nadzorczej SKOK Wołomin i oficera WSI, bił go pałką teleskopową po głowie i ciele. Prawdopodobnie Kwaśniak uszedł życiem dzięki temu, że zaczął się bronić.

„Dobrze by było zabrać mu na parę miesięcy zdrowie, »spacyfikować«, bo bardzo nam szkodzi” – miał mówić Piotr P. o Kwaśniaku. Jak opowiadali prokuraturze wykonawcy zlecenia – obawiał się, że zlecona przez Kwaśniaka kontrola w SKOK Wołomin ujawni wyłudzenia i zakończy rozkręcony przez Piotra P. „biznes” z słupami.

Proces o pobicie Kwaśniaka wciąż trwa przed warszawskim sądem rejonowym.  Były wiceszef KNF ma w nim status osoby pokrzywdzonej.

Trwa także śledztwo ws. wyłudzeń w SKOK Wołomin. Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim nadal sprawdza jak doszło do wyłudzeń kredytów i gdzie mogły trafić pieniądze. Śledztwo prowadziła też Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga i już je zakończyła. Ona zajmowała się poszczególnymi kredytami na tzw. słupy.

Kto opóźniał nadzór?

Jeśli zarzut pod adresem Kwaśniaka i pozostałych urzędników KNF miałby dotyczyć zbyt późnej reakcji na to, co działo się w SKOK Wołomin, trudno o większy absurd i paradoks.

O tym, że SKOK-i powinny zostać objęte państwowym nadzorem mówiło się bowiem od lat (i orędownikiem takiego rozwiązania była też KNF). Od połowy lat 90. nadzór nad Kasami sprawowała bowiem wyłącznie Krajowa SKOK – na czele z  Grzegorzem Biereckim (dziś senatorem PiS). Ale władze Krajowej SKOK i sprzyjający im politycy PiS intensywnie lobbowali, by do wprowadzenia państwowego nadzoru nie doszło.

W 2009 roku, za rządów PO- PSL, wydawało się już, że sprawa jest przesądzona. Sejm uchwalił ustawę oddającą Kasy pod nadzór KNF. Ale prezydent Lech Kaczyński – który sam był niegdyś związany z Kasami – skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Skargę uzasadniał ówczesny prawnik prezydenta Kaczyńskiego – Andrzej Duda. Prezydent i wtórujący mu działacze PiS tłumaczyli, że kasy są małymi instytucjami, udzielają niewielkich pożyczek swoim członkom, którzy się wzajemnie znają. Nie ma więc powodu stosować wobec nich przepisów odnoszących się do banków.

Dopiero prezydent Bronisław Komorowski wycofał ustawę o SKOK z Trybunału. Ostatecznie KNF objęła nadzór nad Kasami dopiero w październiku 2012 roku.

Kasa Krajowa zwleka

Tuż przed przekazaniem nadzoru – we wrześniu 2012 roku – Kasa Krajowa SKOK informowała pisemnie KNF, iż są nieprawidłowości w SKOK Wołomin.

„Poprosiliśmy o sprecyzowanie, jakiego rodzaju są to problemy. Dostaliśmy niekonkretną odpowiedź, że wątpliwości budzą powiązania między osobami, a niektórymi transakcjami. Zapytaliśmy, czy złożyli zawiadomienie do prokuratury. Odpowiedzieli, że nie, bo nie stwierdzono wystąpienia szkody” – wspominał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” w 2015 roku informator z KNF.

Kasa Krajowa SKOK nie wprowadziła też do Wołomina zarządu komisarycznego.

„Nie zdecydowali się na ustanowienie zarządu komisarycznego, mimo że byli do tego uprawnieni, a Kasy Krajowej, w odróżnieniu od KNF, nie wiązała żadna procedura administracyjna. Mogli to zrobić już następnego dnia” – mówił rozmówca „Wyborczej”.

Faktycznie – przez wiele lat Krajowa SKOK bez pardonu wprowadzała zarządy komisaryczne w Kasach, w których – jak uważała – dochodziło do jakiś nieprawidłowości lub których władze nie chciały się jej podporządkować w jakiejś sprawie. Dlaczego nie podjęła takiej decyzji w sprawie SKOK Wołomin?

I dlaczego – jeśli współpracownicy Biereckiego mieli wątpliwości dotyczące tego, co dzieje się w SKOK Wołomin, jeszcze w 2011 roku przyznali prezesowi tej Kasy najwyższe wyróżnienie systemu SKOK – nagrodę Feniksa w kategorii najlepszy manager SKOK?

Trzy audyty

Zanim SKOK Wołomin przeszedł pod nadzór KNF przeprowadzono w nim trzy audyty finansowe.

Jeden wykonała międzynarodowa firma. „Nie mieli zastrzeżeń” – mówiła „Wyborczej” osoba z KNF. Dodała: „Może dlatego, że w Wołominie fałszowano wyniki finansowe. Restrukturyzowano i rolowano stare kredyty. I w raportach wychodziło, że Kasa ma dobre wyniki”.

Na początku 2013 roku KNF posłała kontrolę do SKOK Wołomin. Po lekturze odkrytego wtedy raportu z lustracji tej Kasy, wykonanej w 2012 roku przez Kasę Krajową, KNF zawiadomiła prokuraturę. Zbiegło się to z zawiadomieniem Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, który też zrobił w Kasie kontrolę.

„Ustaliliśmy, że polityka pożyczkowa była zbyt liberalna i powstaje ryzyko, iż duża część kredytów nie będzie spłacona. Kredyty były restrukturyzowane i rolowane, bo były niespłacalne” – mówił „Wyborczej” rozmówca z KNF.

W marcu 2013 roku KNF wszczęła postępowanie administracyjne, by wprowadzić do SKOK-u Wołomin komisarza. Podstawą miało być „rażące lub uporczywe naruszanie przepisów”. Do postępowania zgłosiła się na prawach strony Kasa Krajowa.

„Chcieliśmy je zakończyć w sierpniu 2013 roku, ale SKOK Wołomin złożył wnioski dowodowe, w tym o przeprowadzenie rozprawy administracyjnej. Rozprawa odbyła się w listopadzie, bo trzeba było zweryfikować ich wnioski. Na rozprawę nikt z Kasy Krajowej nie przyszedł. Zapoznali się tylko z aktami, nie zgłaszali żadnych wniosków dowodowych. A przecież mogli domagać się wprowadzenia zarządcy komisarycznego” – mówił rozmówca z KNF.

Za to SKOK Wołomin złożył kolejne wnioski dowodowe. Osoba z KNF opowiadała: „Mówili, że już naprawili to, co KNF ustaliła podczas pierwszej kontroli. Z ostrożności procesowej, bo wszystkie nasze [KNF-red.] decyzje można zaskarżyć do sądu, przeprowadziliśmy kolejną kontrolę. Odbyła się na przełomie lat 2013/14 i potwierdziła wcześniejsze wnioski. W lutym 2014 roku SKOK Wołomin przekazał kolejne zastrzeżenia i ekspertyzę prawną”.

W kwietniu 2014 roku KNF oddaliła zastrzeżenia. Miała na to czas do 16 kwietnia. Tego dnia doszło do wspomnianego wcześniej napadu na wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka.

Tydzień po pobiciu zatrzymano, a potem aresztowano Piotra P. i Joannę P., członka zarządu SKOK Wołomin.

W sierpniu 2014 roku KNF odmówiła zatwierdzenia na stanowisku prezesa wołomińskiej Kasy dotychczasowego prezesa Mariusza G. Kilka miesięcy później aresztowano go w związku z wyłudzeniami kredytów w SKOK Wołomin.

KNF odmówiła wtedy zatwierdzenia w sumie siedmiu prezesów różnych niezależnych SKOK-ów, tłumacząc to m.in. ich odpowiedzialnością za „złożoną” sytuację Kas i nadużyciami.

Kasa Krajowa protestowała. Jej rzecznik Andrzej Dunajski zapewniał, że prezesi spełniają wymagania. A „rzekome zastrzeżenia” oparte są na „czysto uznaniowych przesłankach”.

Sprawy przyspieszyły pod koniec października 2014 roku po zatrzymaniu kolejnych członków zarządu Kasy Wołomin i sprawców pobicia Kwaśniaka. KNF miała już dowody, by wprowadzić zarządcę komisarycznego. To głównie umowy kredytowe oparte na sfałszowanych dokumentach. „To pomogło nam zamknąć sprawę administracyjną. Gdyby nie te zatrzymania, nie wiem, jak by się to skończyło” – mówiła osoba z KNF. Przekonywała, że Komisja nie mogła wprowadzić zarządcy komisarycznego szybciej – do SKOK-u Wołomin wszedł on z policją 6 listopada.

W grudniu zarządca stwierdził, że Kasa traci płynność: kredyty nie były spłacane, a klienci masowo wycofywali depozyty. Zgłosił wniosek o upadłość, sąd orzekł ją w lutym 2015 roku.

Rzecznik Kasy Krajowej, pytany wtedy dlaczego centrala SKOK-ów nie zawiadomiła prokuratury w 2012 roku, odpowiedział, że nieprawidłowości nie nosiły znamion przestępstwa i nie było informacji pozwalających na wprowadzenie zarządcy komisarycznego do Wołomina.

„Przykrycie” afery KNF

Zatrzymanie byłego kierownictwa KNF wygląda na próbę przykrycia afery w KNF, związanej z korupcyjną propozycją złożoną przez niedawnego szefa KNF Marka Ch. biznesmenowi Leszkowi Czarneckiemu.

Z zapowiedzi prokuratury wynika, że zatrzymanym ma zostać postawiony zarzut tzw. przestępstwa urzędniczego. Można go właściwie postawić każdemu urzędnikowi w Polsce zarzucając, że nie dopełnił jakiś procedur lub zaniedbał swoje obowiązki.

Zatrzymanie byłego kierownictwa KNF z czasów rządu PO-PSL przypomina sprawę byłego wiceministra finansów Jacka Kapicy, też z rządu PO-PSL. Kapica z opinią uczciwego urzędnika, dostał zarzuty przestępstwa urzędniczego, bo zdaniem prokuratury za mało walczył z nielegalnymi automatami do gier hazardowych.

Dostał taki zarzut, choć wcześniej prokuratura umarzała sprawę przeciwko niemu, również za obecnego rządu. Ale decyzja o zarzutach dla Kapicy zapadła na „górze”. Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki wyznał w radiu, że Kapica dostał zarzuty, bo była „inna wizja, inne oczekiwania” Prokuratora Generalnego, czyli Zbigniewa Ziobry.

Kapicę też zatrzymano w domu rano i przewieziono do Białegostoku. Do zatrzymania doszło gdy rząd tracił w sondażach.

W trakcie pisania tego tekstu nie było jeszcze wiadomo jakie dokładnie zarzuty dostanie byłe kierownictwo KNF.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym