Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
15 października 2022

"Nie czekamy na Czarnka. Czekamy na jego dymisję". Nauczyciele zaprotestowali w Warszawie

Młodzi nauczyciele w zawodzie wytrzymują pięć lat, a ci doświadczeni nie są doceniani. Dlatego pracownicy oświaty dają wyraz swojemu niezadowoleniu i nie wykluczają strajku. Sobotni protest nauczycieli w Warszawie zgromadził około 2 tys. osób

Nauczyciele po raz kolejny upominają się o wzrost zarobków i zmiany w systemie edukacji. Minister edukacji Przemysław Czarnek twierdzi, że sprawy nie ma - w końcu rząd przyznał nauczycielom podwyżkę i szykuje kolejne. Wzrost płac o 4,4 proc. miał zrekompensować nauczycielom, podobnie jak całej budżetówce, rosnące koszty życia wynikające z inflacji. Tyle że inflacja według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynosi już 17,2 proc. i jest najwyższa od 25 lat.

Podwyżki może i będą, ale marne

Minister Czarnek próbował uspokoić sytuację, obiecując pracownikom oświaty kolejną podwyżkę o 9 proc. od początku przyszłego roku. „Delikatnie mówiąc, jesteśmy rozczarowani” — mówił o propozycji Czarnka Krzysztof Baszczyński ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Związek od wiosny postuluje wiele wyższą, 20-procentową podwyżkę dla nauczycieli.

Dodajmy, że propozycja ta najwyraźniej jest już nieaktualna. Związany ze ZNP portal "Głos Nauczycielski" ujawnił, że rządzący wycofują się z tej propozycji, a najnowszy plan zakłada 7,8 proc. podwyżki.

Żaden z tych scenariuszy nie zadowala nauczycieli, z których wielu rozważa odejście z zawodu. Nie pomagają wypowiedzi członków rządu o doskonałej sytuacji finansowej dużej części z nauczycieli. Ci dyplomowani według wiceministra edukacji Dariusza Piontkowskiego zarabiają nawet 6,8-6,9 tys. złotych. Na łamach OKO.press wyjaśnialiśmy, że wypowiedź członka rządu nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością.

Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz przekonywał z kolei na naszych łamach, że postulaty nauczycieli dotyczą nie tylko płac, choć brak pieniędzy na edukację jest dziś najpoważniejszym problemem.

"Chcemy opowiedzieć o palących problemach polskiej oświaty. Chodzi o niedofinansowanie systemu, nie tylko w obszarze płac. Chodzi o faktyczne braki w zatrudnieniu, a nie to co mówi minister Czarnek, że z roku na rok nic się nie zmienia. Jeżeli nie unowocześnimy zasad wynagradzania nauczycieli, nadal odchodzić z zawodu będą tysiące. Zwracamy też uwagę na podstawy programowe, które dziś sprawiają, że polska szkoła jest schematyczna, przestarzała i często nudna" - mówił Broniarz w wywiadzie z OKO.press.

Protest nauczycieli "by mieć na jedzenie, nie żyć głodowo"

Jak stwierdził Broniarz, ZNP ma różne pomysły na wyrażenie niezadowolenia, w tym te "bardziej radykalne". Na razie nauczyciele zdecydowali się na ogłoszenie stanu pogotowia protestacyjnego i wyjście na ulice Warszawy.

Manifestacja 15 października, a więc dzień po Święcie Edukacji Narodowej, zgromadziła około dwóch tysięcy osób. Przed budynkiem Ministerstwa Edukacji przy alei Szucha był nasz reporter Anton Ambroziak, który wysłuchał głosów protestujących.

W rozmowach przewijał się motyw rozczarowania systemem edukacji i traktowaniem ze strony rządzących. Wielu z nauczycieli i nauczycielek nie kryło, że zastanawia się nad porzuceniem pracy w oświacie. Niektórzy wątpili w to, by sobotni protest nauczycieli przyniósł znaczące efekty.

"Protestujemy, bo chcemy żyć godnie, zarabiać tak, żeby móc się utrzymać w dużym mieście. Żeby mieć pieniądze na jedzenie, małe przyjemności, a nie żeby żyć głodowo. Nauczyciele pracują dla powołania, dobra dzieci, ale jeśli nie będziemy mieli pieniędzy, to zwyczajnie odejdziemy z polskiej szkoły" - mówił naszemu dziennikarzowi Tomasz Kosmalski, jeden z młodszych uczestników sobotniego protestu.

"Społeczeństwo dostaje przekaz, że jesteśmy darmozjadami, że pracujemy po 18 godzin tygodniowo, co nie jest prawdą. Jesteśmy tutaj, by pokazać, jak jest w rzeczywistości.

Mamy nadzieję, że usłyszą nas polityczki i politycy, którzy być może wygrają wybory w przyszłym roku. Nie czekamy na ministra Czarnka. Czekamy na jego dymisję".

Młody nauczyciel to sensacja. Wytrzymuje pięć lat

"Przez tydzień byliśmy w Miasteczku Edukacyjnym przed Sejmem. Nikt z rządzących się do nas nie pofatygował. Ciągle walczymy o dobrą szkołę" - mówiła Dorota Łoboda, przewodnicząca Komisji Edukacji w warszawskim ratuszu. Jak podkreśliła, postulaty płacowe są ważne, ale lista bolączek oświaty jest dłuższa.

"Jeśli mówimy o strajku, to pracownicy mogą strajkować wyłącznie w sprawie zmian w warunkach pracy i podwyżek. Ale nauczycielki i nauczyciele od lat podkreślają, że zależy im na tym, by szkoła była autonomiczna, by podstawy programowe nie były przeładowane, by minister edukacji nie ideologizował szkoły" - tłumaczyła.

Jak podkreśliła Łoboda, w Warszawie brakuje 3 tysięcy nauczycieli i nauczycielek - mimo, że według ministra Czarnka w edukacji nie ma większych problemów kadrowych, a sobotni protest nauczycieli to jedynie polityczna hucpa.

"Pan minister chce upolitycznić nasz spór, wtłoczyć nauczycieli w ramy partyjne. Nauczyciele muszą mieć satysfakcję ze swojej pracy - nie tylko przez swoją misję. Jeśli początkujący nauczyciel zarabia minimalną pensję, to coś poszło nie tak. Bez godnych płac młodzi nie będą przychodzić do zawodu. A starsi już odchodzą" - mówiła Łoboda.

Jak dodawała, młody nauczyciel po studiach to w stolicy rzadkość: "Wytrzymuje pięć lat i szuka innej pracy".

"Nie ma prestiżu zawodu nauczycielskiego. Nikt się z nami nie liczy - politycy, rodzice, samorządy. To nas boli. Dajemy sygnał, że coś nam się nie podoba, ale nie wiążę z tym protestem wielkich nadziei" - mówiła naszemu reporterowi jedna z protestujących nauczycielek.

Jak stwierdziła, nie ma większych szans na powtórkę ze strajku nauczycieli sprzed trzech lat. Potrzebna byłaby do tego jedność wśród związkowców z "Solidarności" i ZNP. Ci pierwsi nie przyłączyli się do sobotniej manifestacji, zapowiadając własną akcję protestacyjną, a według naszej rozmówczyni nie są skorzy do porzucenia obowiązków zawodowych.

"Zostaliśmy wpuszczeni w maliny, nic się wtedy nie udało" - wspominała strajk z 2019 roku. "Straciliśmy finansowo, odbili nam ten czas od marnych pensji".

Protest nauczycieli, ale nie tylko

Protestujący mówili również o bardzo niskich pensjach nauczycieli akademickich, doktorantów i pracowników uczelni niebędących nauczycielami. "To jest ogromna rzesza ludzi. O tych ludziach się nie mówi. Bez nich uczelnie, placówki badawcze by nie funkcjonowały. To są bibliotekarze, informatycy, pracownicy administracyjni, pracownicy obsługi. Oni mają dramatycznie niskie wynagrodzenia, tak samo jak nauczyciele akademiccy" - mówiła jedna z protestujących.

"Pan minister nie ma żadnego spójnego planu nie tylko na poprawę sytuacji, ale nawet na rozmowę z naszym środowiskiem" - mówił do tłumu protestujących prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Jak stwierdził, jego związek prosił szefa resortu edukacji o rozmowę w Miasteczku Edukacyjnym lub w czasie sobotniego protestu, jednak nie dostał odpowiedzi.

"Dziś problemem edukacji jest jej głębokie niedofinansowanie - od pierwszej klasy szkoły podstawowej po doktorat. Pan minister twierdzi, że zwiększa nakłady na oświatę, ale konsekwentnie pomija, że jest galopująca inflacja" - kontynuował Broniarz. Jak stwierdził, rządzący nie chcą podnosić wydatków na edukację, zasłaniając się trudną sytuacją gospodarczą związaną z wojną w Ukrainie.

"Ale przecież to nie nauczyciele są za nią odpowiedzialni, nie nauczyciele wywołali 17-procentową inflację" - przekonywał Broniarz.

Czarnek ma spotkać się z nauczycielami

Manifestacja była podsumowaniem działania Miasteczka Edukacyjnego założonego w pobliżu gmachu Ministerstwa Edukacji. Nauczyciele, rodzice i uczniowie rozmawiali tam o stanie polskiej szkoły próbując wypracować wspólne rozwiązania. Debaty dotyczyły finansowania edukacji, pomocy psychologicznej dla uczniów i nauczycieli, podstawy programowej czy roli rodziców w systemie edukacji.

Minister Czarnek nie znalazł czasu na spotkanie ze związkowcami w sobotę. Nie wykluczył jednak możliwości rozmowy z prezesem ZNP, do której mogłoby dojść w ciągu kolejnych kilkunastu dni.

Według Sławomira Broniarza szef resortu edukacji zapowiedział spotkanie z przedstawicielami środowiska nauczycielskiego na wtorek (18.10). Czy do niego dojdzie? Tego, jak stwierdził Broniarz, nie możemy być w stu procentach pewni - tak samo jak tego, jaki będzie wynik ewentualnej rozmowy. Sam Czarnek raczej wątpi w jej sens mówiąc, że "przytłaczająca większość zgłaszanych postulatów [środowiska nauczycielskiego - przyp.aut.] jest realizowana".

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne