Już 14 i 15 maja w Pekinie spotkają się dwaj najpotężniejsi przywódcy światowi: Donald Trump i Xi Jinping. O wizycie z perspektywy Chin i o chińskiej polityce rozmawiamy z analitykiem Zichenem Wangiem.
Jakub Szymczak, OKO.press: Co Pekin chce uzyskać podczas spotkania Xi Jinpinga z Donaldem Trumpem?
Zichen Wang, zastępca sekretarza generalnego w chińskim think tanku Center for China and Globalization: Myślę, że głównym celem Pekinu jest wprowadzenie większego stopnia stabilności w bardzo napiętych przez ostatnie lata relacjach USA–Chiny. Z perspektywy Chin priorytetem nie jest żaden wielki reset, ale powstrzymanie dalszego pogarszania się sytuacji.
Czy przekłada się to na jakieś postulaty?
Chodzi o uniknięcie kolejnej rundy eskalacji ceł, kontroli eksportu, sankcji lub ograniczeń inwestycji. Pekin chciałby, aby obie strony szukały obszarów, w których współpraca jest wciąż możliwa — to choćby handel, inwestycje, energia, wymiany studenckie, czy turystyka.
Jednak kwestia Tajwanu będzie najważniejsza. Pekin będzie chciał, aby Waszyngton wysłał to, co uważa za właściwy sygnał polityczny: sprzeciw wobec niepodległości Tajwanu, wsparcie dla pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej oraz brak kroków, które Pekin interpretowałby jako zachęcanie do trwałego oddzielenia Tajwanu od Chin.
Z perspektywy Pekinu bez jakiegoś rodzaju zapewnienia co do Tajwanu bardzo trudno będzie osiągnąć realną stabilność strategiczną w relacjach z USA.
Czy spotkanie Xi-Trump jest postrzegane jako znaczące wydarzenie polityczne w Chinach?
Zdecydowanie tak. To pierwsza wizyta prezydenta USA w Chinach od 2017 roku, a Trump nie jest konwencjonalnym amerykańskim prezydentem. Jest nieprzewidywalny i do dyplomacji podchodzi w sposób osobisty. Jego styl polityczny jest inny niż ten, do którego przyzwyczajeni są chińscy urzędnicy.
Istotność tego spotkania wynika z prostego faktu: Chiny i Stany Zjednoczone to dwa najważniejsze kraje świata. Ich relacje stały się bardzo napięte, a wielu ludzi w Chinach szczerze martwi się ryzykiem konfliktu.
Jednocześnie chińskie społeczeństwo nie jest po prostu antyamerykańskie. Od dziesięcioleci wielu Chińczyków podziwia Stany Zjednoczone — ich uniwersytety, technologię, innowacje, media, kulturę biznesu, a nawet siłę amerykańskiego społeczeństwa. Wielu Chińczyków nadal uważa, że Chiny mogą wiele nauczyć się od Ameryki. Dlatego w Chinach istnieje realna nadzieja, że relacje mogą stać się bardziej racjonalne i zdrowsze.
Wojna w Iranie jest również ważnym tłem. Przypomina wielu chińskim obserwatorom, że nawet przytłaczająca siła militarna wcale nie musi rozwiązywać złożonych problemów politycznych. Z perspektywy Pekinu Stany Zjednoczone pozostają niezwykle potężne, ale użycie siły może również ujawnić jej granice i zmusić do poniesienia wysokich kosztów jednostronnego działania.
Jaki byłby wynik rywalizacji gospodarczej USA z Chinami z perspektywy Pekinu?
Chiny dążą do sytuacji, w której relacje gospodarcze stałyby się stabilniejsze i wzajemnie korzystne. Pekin nie dąży do rywalizacji gospodarczej z USA. Chińczycy stoją na stanowisku, że wiele narzędzi obecnie używanych w relacjach chińsko-amerykańskich — cła, kontrole eksportu, ograniczenia inwestycji, zakazy technologiczne — zostało zainicjowane przez Waszyngton, a Chiny po prostu reagowały na działania USA.
W wyniku wojny handlowej Chiny rozwinęły machinerię kontroli eksportu, jaką mają dziś. Dlatego idealnym wynikiem dla Pekinu byłoby odwrócenie tych środków i powrót do normalniejszych relacji handlowych.
Amerykanie nie przejawiają chyba chęci do tak mocnego kroku wstecz?
Faktycznie Waszyngton coraz bardziej postrzega relacje gospodarcze przez pryzmat bezpieczeństwa narodowego, łańcuchów dostaw, przywództwa technologicznego i zaufania politycznego. Dlatego idealny wynik dla Chin prawdopodobnie nie oznacza powrotu do sytuacji z początku wieku, ale do konkurencji, którą da się lepiej kontrolować: mniej wstrząsów, mniej zaskakujących ograniczeń i więcej przestrzeni dla zwykłego handlu i inwestycji.
Jak Chiny widzą Trumpa dzisiaj?
Chińscy obserwatorzy widzą Trumpa jako bardzo nietypowego amerykańskiego prezydenta. Jego styl komunikacji jest bezpośredni, czasem wulgarny, bardzo osobisty. Zupełnie inny od uroczystego, instytucjonalnego stylu zwykle kojarzonego z przywódcami wielkich mocarstw.
W stosunku do Chin Trump jest pełen sprzeczności. Z jednej strony często mówi, że szanuje Chiny i szczególnie szanuje chińskiego przywódcę. Z drugiej strony, w trakcie swojej pierwszej kadencji rozpoczął wojnę handlową, która fundamentalnie zmieniła kierunek polityki USA wobec Chin. W wielu aspektach pomógł przesunąć Waszyngton w kierunku znacznie bardziej jastrzębiej polityki względem Pekinu.
Dziś chińscy obserwatorzy postrzegają Trumpa jako prezydenta, który jest coraz bardziej skłonny do używania przymusu, w tym siły militarnej, w sposób, który wiele krajów postrzega jako nagły i odległy od powszechnej praktyki dyplomatycznej. Wojna w Iranie wzmacnia to wrażenie. Oczywiście Trump nadal jest prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ma silną kontrolę nad Partią Republikańską i ma styl polityczny, który Pekin musi traktować poważnie. Chiny mogą nie przepadać za nieprzewidywalnością Trumpa, ale muszą jakoś sobie z nim radzić.
Podczas prezydentury Trumpa wielu tradycyjnych sojuszników USA straciło wiarę w wiarygodność USA jako sojusznika. Czy Chiny próbują przeciągnąć takie państwa na swoją stronę?
I tak, i nie. Chiny z pewnością są świadome, że polityka Trumpa stworzyła napięcia między Stanami Zjednoczonymi a wieloma ich sojusznikami. Pekin widzi okazję do zaprezentowania się jako bardziej stabilny, bardziej przewidywalny partner. Wizyty ważnych zachodnich przywódców w Chinach w 2026 roku — w tym z Wielkiej Brytanii, Kanady i Niemiec — są postrzegane w Pekinie jako dowód na to, że nawet bliscy sojusznicy USA nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie Chin.
Ale jednocześnie nie przeceniałbym tej tendencji. Chińscy decydenci nie wierzą, że system sojuszy zachodnich po prostu się rozpadnie. USA i Europę łączą głębokie historyczne, ideologiczne, wojskowe, wywiadowcze i instytucjonalne powiązania. Trump podkopał część zaufania, ale całkowite zerwanie ze Stanami jest mało prawdopodobne.
Istnieje też granica tego, co Chiny mogą zaoferować krajom europejskim. Pekin może próbować poprawiać relacje z tymi krajami, ale nierealistyczne jest myślenie, że Chiny mogą ich w prosty sposób i długofalowo przeciągnąć na swoją stronę.
Czy Chiny zbliżają się do momentu, w którym ich wzrost gospodarczy bardzo zwolni?
Chiny już są w erze wolniejszego wzrostu, a skutki tego spowolnienia odczuwa społeczeństwo. Oficjalne dane nadal pokazują wzrost, ale zwykli ludzie i firmy znajdują się pod znacznie większą presją niż wcześniej.
Bezrobocie wśród młodzieży pozostaje wysokie, wzrost płac jest słabszy, możliwości zatrudnienia są ograniczone, a wielu absolwentów uczelni stoi przed znacznie trudniejszym rynkiem pracy niż 10 czy 15 lat temu. Oficjalna stopa bezrobocia młodzieży w Chinach [chodzi o osoby w wieku 16–24 lat – przyp. red.], z wyłączeniem studentów, wzrosła do 16,9 proc. w marcu 2026 roku.
Spowolnienie na rynku nieruchomości jest kolejnym dużym problemem. Dla wielu chińskich rodzin mieszkanie to nie tylko miejsce do życia, ale także główne źródło bogactwa. Gdy rynek nieruchomości jest słaby przez lata, wpływa to na zaufanie, konsumpcję, finanse władz lokalnych i oczekiwania ludzi co do przyszłości.
Czy to może stworzyć problem polityczny dla decydentów w Pekinie?
To zależy od tego, jak rząd zareaguje. W Chinach legitymizacja społeczna władców od dawna jest powiązana z wynikami: wzrostem, stabilnością, siłą narodową, porządkiem społecznym i poprawą standardów życia.
Więc jeśli wzrost spowolni, system polityczny musi się dostosować. Musi pokazać, że nadal może dostarczać lepsze usługi publiczne, sprawiedliwsze możliwości, mobilność społeczną, zatrudnienie i bardziej przewidywalną przyszłość dla młodych ludzi.
Jak Chiny widzą wojnę w Iranie?
Chiny nie chcą wojny w Iranie. Są największym eksporterem na świecie. Dlatego priorytetem Chin na świecie jest stabilne międzynarodowe otoczenie dla handlu, bezpieczeństwo energetyczne, sprawne łańcuchy dostaw i wzrost gospodarczy. W tym kontekście konflikt militarny w Zatoce Perskiej jest dla Chin złą wiadomością. Zwłaszcza że Iran jest istotnym producentem energii, a Cieśnina Ormuz jest jednym z najbardziej wrażliwych światowych punktów eksportu surowców energetycznych.
A jak bliskie są dziś stosunki Chin i Iranu?
Chiny i Iran mają dobre relacje polityczne. Dlatego gdy Iran jest atakowany militarnie, Chiny nie są obojętne. Ale jednocześnie Pekin ma bardzo bliskie relacje polityczne i gospodarcze z państwami Zatoki. Gdy odpowiedź Iranu na amerykański atak zagraża stabilności regionalnej, przepływom energii lub bezpieczeństwu innych partnerów Chin w regionie, Pekin widzi to jako poważny problem.
Zachodni obserwatorzy czasem zakładają, że Chiny chcą używać Iranu jako antyamerykańskiej karty. Nie zgadzam się. Tak, Chiny mają dobre relacje z Iranem, a Iran ma bardzo złe relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Relacje Chiny–USA również się pogorszyły. Ale to nie oznacza, że Pekin chce przewodzić antyamerykańskiej osi lub używać Iranu do tworzenia chaosu. Preferencją Chin jest stabilność, dostęp do energii i dyplomatyczne rozwiązywanie sporów.
Czy amerykański atak na Iran zmienia chińskie myślenie o ataku na Tajwan?
Analogia między Iranem a Tajwanem jest z perspektywy chińskiego państwa głęboko wadliwa. Iran jest suwerennym państwem atakowanym przez inne suwerenne państwa. Tajwan jest postrzegany przez Pekin jako część Chin, oddzielona od kontynentu z powodu niedokończonej chińskiej wojny domowej. Rząd na Tajwanie jest nadal oficjalnie nazywany Republiką Chińską.
Kontekst historyczny, konstytucyjny i polityczny różni się więc bardzo od przypadku Iranu. Większość krajów na świecie uznaje, że na świecie są tylko jedne Chiny i że Tajwan nie jest suwerennym państwem. Same USA mają politykę „jednych Chin”, podobnie jak liczne inne kraje zachodnie.
Dlatego Pekin odrzuciłby ideę, że amerykański lub izraelski atak na Iran jest bezpośrednio porównywalny z operacją kontynentalnych Chin przeciwko Tajwanowi. W opinii Pekinu Tajwan nie jest obcym krajem do podbicia, ale nierozwiązaną kwestią zjednoczenia narodowego.
Kwestia Tajwanu ma własną historię i logikę. Roszczenie Pekinu wobec Tajwanu jest znacznie starsze niż technologiczny wyścig o półprzewodniki.
Jak chińska klasa rządząca patrzy dziś na Unię Europejską?
Chiny od dawna wspierają silniejszą, bardziej zjednoczoną i bardziej strategicznie autonomiczną Europę. Z perspektywy Pekinu bardziej niezależna Europa mogłaby pomóc przesunąć świat w kierunku multipolarnego porządku i zmniejszyć dominację USA.
Chiński pogląd na Europę jest inny niż na Stany Zjednoczone. Pekin nie uważa, by Chiny i Europę dzielił fundamentalny konflikt interesów. Ma też tendencję do postrzegania Europy jako bardziej świadomej zasad i bardziej zaangażowanej w multilateralizm niż Waszyngton.
A jednak UE widzi w Chinach gospodarcze wyzwanie i zaczyna prowadzić bardziej asertywną politykę, np. w przypadku programu „Made in EU”. Czy to dla Chin wyzwanie?
Faktycznie ostatnio Pekin jest coraz bardziej sfrustrowany europejską agendą gospodarczą i tą związaną z bezpieczeństwem. Kierunek w postaci programu „Made in EU”, Industrial Accelerator Act oraz zmienionych zasad cyberbezpieczeństwa jest postrzegany w Chinach jako dyskryminujący i protekcjonistyczny. Chińskie Ministerstwo Handlu stoi na stanowisku, że takie środki są szkodliwe dla handlu UE–Chiny i niezgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu.
Z perspektywy Pekinu Europa jest niezadowolona z faktu, że chińskie firmy stały się wysoce konkurencyjne. Ale zamiast uczciwie konkurować, Europa używa teraz siły państwa i narzędzi regulacyjnych, aby niekorzystnie traktować chińskie firmy. Tak to widzi wielu chińskich urzędników i biznesmenów.
Mimo to uważam, że jest miejsce na kompromis. Chińskie firmy mogą inwestować w Europie, przynosić technologię, tworzyć miejsca pracy i lokalizować produkcję. Ale dla Chin musi to być oparte na wzajemnych korzyściach, nie na przymusie czy politycznie motywowanym wykluczeniu.
Czy Chiny chcą stać się globalnym hegemonem?
Oficjalne stanowisko Chin od dziesięcioleci jest takie, że nigdy nie będą dążyć do hegemonii.
W chińskim języku politycznym „hegemonia” nie jest neutralnym słowem. Nie oznacza po prostu bycia najsilniejszym krajem. Oznacza używanie mocy — zwłaszcza militarnej i przymusu — aby narzucać swoją wolę innym, ignorować zasady, ingerować w sprawy innych krajów i dominować w systemie międzynarodowym. Jeszcze w 2022 roku Xi Jinping powiedział na 20. Zjeździe Krajowym Komunistycznej Partii Chin, że Chiny nigdy nie będą dążyć do hegemonii ani ekspansji.
Dlatego Chiny nie dążą do zastąpienia Stanów Zjednoczonych jako nowy hegemon. Chcą świata, w którym Chiny mają większy status, większe bezpieczeństwo, więcej wpływu i więcej szacunku dla tego, co uważają za swoje podstawowe interesy.
Jednocześnie chińscy przywódcy są wyraźnie bardziej pewni siebie niż w ostatnich dekadach. Istnieje silne poczucie, że Chiny bardzo się rozwinęły, że Zachód nie jest już tak dominujący jak kiedyś i że globalna równowaga się zmienia.
Czy to prowadzi do lekceważenia USA?
Chińscy przywódcy rozumieją, że Stany Zjednoczone pozostają jedynym supermocarstwem świata w wielu aspektach. USA nadal mają największą gospodarkę, najgłębsze rynki kapitałowe, rolę dolara jako waluty rezerwowej, najpotężniejszy system sojuszy, nieporównywalny globalny zasięg militarny i niezwykłą zdolność do przyciągania globalnych talentów. Chiny postrzegają dziś siebie jako bardzo silne państwo, ale nie wierzą, że już przewyższyły Stany Zjednoczone pod każdym względem.
Pochodzący z Chin kanadyjski autor Dan Wang w swoim bestsellerze „Breakneck” twierdzi, że Ameryką rządzą prawnicy, a Chinami inżynierowie i stąd wynikają główne różnice w modelach rozwoju Chin i USA. Czy to trafne ujęcie problemu?
To przydatna metafora, ale tylko jeśli nie traktujemy jej zbyt dosłownie. Nie każdy chiński przywódca jest inżynierem, ani nie każdy amerykański przywódca jest prawnikiem. Ale kontrast ten oddaje coś rzeczywistego.
Chiny są państwem o bardzo silnej zdolności do budowania — infrastruktury, systemów przemysłowych, łańcuchów dostaw, kolei dużych prędkości, portów, sieci energetycznych, sieci telekomunikacyjnych i teraz zaawansowanego wytwórstwa. Chińskie państwo jest często oceniane pod kątem tego, czy potrafi zmobilizować zasoby i doprowadzić sprawy do końca.
Stany Zjednoczone są za to systemem głęboko ukształtowanym przez prawo, procedury, procesy sądowe, instytucjonalne mechanizmy kontroli. Ma to poważne zalety. Chroni prawa, ogranicza arbitralną władzę i tworzy wysoce wyrafinowane środowisko prawne i finansowe. Ale może też spowalniać budowę, infrastrukturę, politykę przemysłową i mobilizację narodową.
Dlatego bardziej kompletne ujęcie to kontrast między systemem, który jest bardzo dobry w budowaniu potencjału przemysłowego, a systemem, który jest bardzo dobry w tworzeniu zasad, instytucji, ograniczeń prawnych i ekosystemów innowacji.
Zdolność do budowania nie jest bowiem tym samym co rozwiązywanie każdego problemu społecznego. Chiny mogą budować za dużo, źle alokować kapitał, tłumić prywatne lokalne inicjatywy lub być sparaliżowane przez rząd mający zbyt dużą władzę. Wyzwaniem dla Chin jest połączenie zdolności państwa z elastycznością, innowacyjnością, przewidywalnością prawną i większą przestrzenią dla społeczeństwa i rynków.
Mentalność inżynieryjna jest potężna, ale nie może być odpowiedzią na wszystko.
Jak wygląda dziś społeczna legitymizacja chińskiego systemu politycznego?
Chiny to kraj 1,4 mld ludzi, w którym nastroje społeczne są różne. Niektórzy ludzie są dumni z osiągnięć Chin i cenią stabilność polityczną. Inni są zaniepokojeni pracą, mieszkaniem, edukacją, opieką zdrowotną, rządami lokalnymi lub presją codziennego życia. Oba odczucia mogą współistnieć.
Większość Chińczyków historycznie rozumiała legitymizację polityczną w sposób różny od liberalno-demokratycznych ram obowiązujących na Zachodzie. Legitymizacja była znacznie bardziej powiązana z wynikami gospodarczymi, porządkiem społecznym, jednością narodową, rosnącymi standardami życia i zdolnością państwa do reagowania na troski ludzi.
Czyli chińscy przywódcy nie muszą przejmować się tym, co myślą ich obywatele?
Nic z tych rzeczy. Chińskie społeczeństwo bardzo się zmieniło. Ludzie są lepiej wykształceni, bardziej zurbanizowani i bardziej wymagający. Tak więc chińscy politycy muszą się dostosowywać do nowej sytuacji. Mogą nie stawać przed wyborami w zachodnim sensie, ale stoją przed oczekiwaniami publicznymi, presją społeczną, opiniami w sieci, lokalnymi skargami, ograniczeniami gospodarczymi. Chiński system nie może polegać tylko na przeszłych osiągnięciach. Musi nieustannie starać się o społeczne poparcie.
Zichen Wang – założyciel newslettera Pekinology, zastępca sekretarza generalnego w Center for China and Globalization, jednego z najważniejszych nierządowych think tanków w Pekinie.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.
Komentarze