Tylko 9 proc. rodzących samodzielnie wybiera pozycję porodu, 61 proc. dostaje oksytocynę, która zwiększa ból, ale tylko 24 proc. - znieczulenie zewnątrzoponowe. Ponad połowa doznaje przemocy, poniżania. Skarży się ułamek, bo na tle opowieści matek i babć nie jest aż tak źle. Czas zatrzymać łamanie praw kobiet - mówi szefowa Rodzić po Ludzku

„Na porodówkach wciąż jest dużo przemocy, personel wchodzi w relację władzy z rodzącą. Wiele się poprawiło, ale nie nastąpiła głębsza mentalna zmiana. Łamane są prawa kobiet” – tak Joanna Pietrusiewicz z Fundacji Rodzić po Ludzku podsumowuje najnowszy Raport fundacji. Powstał na podstawie ankiet wypełnionych przez 8378 kobiet, które rodziły między 1 stycznia 2017 a 30 marca 2018.

Fundacja dowodzi – krok po kroku – jak lekceważone są Standardy Opieki Okołoporodowej wprowadzone w 2012 roku w dużej mierze dzięki presji ruchu Rodzić po Ludzku. Obowiązują do końca 2018 roku (o perypetiach z nowymi standardami – czytaj tutaj).

„Najgorsza jest przemoc słowna, fizyczna, także odmowa pomocy, gdy jej najbardziej potrzebujemy. Nie można się z tym pogodzić” – mówi Pietrusiewicz.

Słowa, które ranią

Ilustrują to wstrząsające przykłady wypowiedzi personelu, jakie nadesłały fundacji rodzące:

  • „Nie drzyj się, zamknij się, czego się drzesz”;
  • „Jaka z pani matka, że nie ma pani pokarmu!”;
  • „Rodzisz trzecie to wiesz, nie drzyj się, w tym wieku nie urodzisz normalnie”;
  • „Niech no tu podpisze, że niczego bardziej w świecie nie pragnie jak pseudo wspaniałego cesarskiego cięcia, niech nie udaje że boli, mężowi też tak pani mówiła?”;
  • „Oooo, no i zesrała się. Musiała się zesrać?”;
  • „Gruba świnia, weź się za siebie dziewczyno, bo wstyd tak wyglądać, będzie ciężko, tyle tu tłuszczu”;
  • Jak można nie wiedzieć, jak karmić dziecko? Każdy ssak to potrafi”;
  • „Boli cię jak badam? Poczekaj, co zaraz będzie”;
  • Lekarz podczas badania: „macnę sobie” (więcej przykładów na końcu tekstu).

Cały obraz nie jest oczywiście aż tak czarny. Wiele się poprawiło. Aż 83 proc. ankietowanych rodziło w pojedynczych salach, znaczna większość (85 proc.) w obecności partnera/męża. Dzieci nie są odbierane po urodzeniu, można kobietę odwiedzać. Pobyt w szpitalu przestał być szkołą przetrwania, jak w PRL.

Ale wyniki ankiety dowodzą, że wciąż panuje nadmierna medykalizacja porodu połączona z przedmiotowym, a nierzadko poniżającym stosunkiem do rodzącej. Personel nadużywa oksytocyny i często wymusza akcję porodową. Naruszanie praw pacjentek i brak mądrego wsparcia dla rodzącej, a także ograniczenia dostępu do znieczulenia zewnątrzoponowego, sprawiają, że pożądanym wyborem staje się cesarskie ciecie.

  • Czytaj więcej o raporcie

    Raport fundacji Rodzić po Ludzku „Opieka okołoporodowa w świetle doświadczeń kobiet” opiera się na internetowych ankietach, jakie wypełniło ponad 14 tys. kobiet. Ostatecznie analizie poddano 8378 ankiet kobiet, które rodziły między 1 stycznia 2017 a 20 marca 2018 r.  Wyniki zostały „zważone” według danych GUS po województwie i miejscu zamieszkania matki (miasto lub wieś). Znaczący udział kobiet lepiej wykształconych sprawił, że nie dało się zastosować ważenia wg wykształcenia.

    Tymczasem z zebranych danych wynika, że wyższe wykształcenie sprzyjało lepszemu przebiegowi porodu (atmosfera, stosunek do rodzącej itp). Wyższe wykształcenie łączy się też z innymi czynnikami, które wpływały na lepsze oceny porodu:

    • rodzenie w pojedynczej sali,
    • w towarzystwie bliskiej osoby,
    • po szkole rodzenia,
    • z planem rodzenia.

    Wyniki ankiety przedstawiają zatem zapewne zbyt optymistyczny obraz rodzenia w Polsce, rzeczywistość jest gorsza niż raport.

Medycyna górą

Standardy Opieki Okołoporodowej otwiera deklaracja, że ich celem jest „ograniczenie do niezbędnego minimum interwencji medycznych, w szczególności:

  • amniotomii (przebicia pęcherza płodowego – red.);
  • stymulacji czynności skurczowej,
  • podawania opioidów,
  • nacięcia krocza,
  • cięcia cesarskiego,
  • podania noworodkowi mleka modyfikowanego.

Ankieta wskazuje, że cel nie jest realizowany.

Ponad połowa (55 proc.) badanych, które rodziły drogami natury, miała w czasie porodu nacinane krocze.

Odsetek ten zmniejszył się znacznie w ostatnich 12 lat – w 2006 roku wynosił 80 proc., ale w wielu miejscach ta interwencja jest nadal rutyną.

Niemal powszechne (u 91 proc. kobiet) jest stosowanie wkłucia do żyły obwodowej rodzącej, „na zapas”, choć Standardy wyraźnie stanowią, że:

„zakładanie wkłucia do żyły obwodowej należy stosować tylko w sytuacji tego wymagającej”.

Drastyczny przejawem (a zarazem skutkiem) medykalizacji polskich porodów jest  odsetek cesarskich cięć – 36 proc.

Jest on znacznie wyższy niż zalecane przez WHO 10 proc., choć niższy niż 43 proc. podane przez Fundację w raporcie z monitoringu szpitali w 2016 roku. Może to wynikać z tego, że w ankiecie 2017-2018 wzięła udział nadreprezentacja osób z wyższym wykształceniem, dobrze sytuowanych, z dużych miast. A to sprzyjała rodzeniu bardziej „po ludzku” i mniejszej liczbie cesarek.

50 proc. kobiet, które miały cięcie, deklarowało, że było ono planowe.

Cesarkę planowało 75 proc. kobiet, które rodziły drugie i trzecie dziecko (bez różnicy), pierworódki robiły to rzadziej w 39 proc. Może to oznaczać, że działa uraz pierwszego porodu.

  • Przeczytaj zapis z rozporządzenia o standardach okołoporodowych

    1. Standardy postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej sprawowanej nad kobietą w okresie fizjologicznej ciąży, fizjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem, zwane dalej „standardami”, określają poszczególne elementy opieki medycznej, mającej na celu uzyskanie dobrego stanu zdrowia matki i dziecka, przy ograniczeniu do niezbędnego minimum interwencji medycznych, w szczególności: amniotomii, stymulacji czynności skurczowej, podawania opioidów, nacięcia krocza, cięcia cesarskiego, podania noworodkowi mleka modyfikowanego, z uwzględnieniem zasad bezpieczeństwa zdrowotnego, w ramach których opieka opiera się na praktykach o udowodnionej skuteczności.

Musi boleć

Medykalizacja porodów ma jeden wyjątek, za to bolesny: idzie o łagodzenie bólu.

Standardy są tu ogólnikowe: trzeba przedstawić rodzącej „pełną informację o dostępnych niefarmakologicznych i farmakologicznych metodach łagodzenia bólów porodowych”

  • Przeczytaj, co mówi rozporządzenie o uśmierzaniu bólu

    VI. Strategie uśmierzania bólu podczas porodu

    Osoba sprawująca opiekę podczas porodu przedstawia rodzącej pełną informację o niefarmakologicznych i farmakologicznych metodach łagodzenia bólów porodowych dostępnych w miejscu, w którym ten poród się odbywa, wspiera rodzącą w stosowaniu tych metod oraz respektuje jej decyzje w tym zakresie. Osoba sprawująca opiekę podczas porodu jest obowiązana:

    1) proponować rodzącej poruszanie się podczas I okresu porodu oraz przyjmowanie takich pozycji, w tym pozycji wertykalnych, które są dla niej wygodne, przynoszą jej ulgę w odczuwaniu bólu oraz umożliwiają nadzorowanie stanu płodu;

    2) wspierać rodzącą w wyborze i zastosowaniu technik oddechowych i relaksacyjnych podczas porodu;

    3) zachęcać rodzącą do wyboru techniki masażu;

    4) zachęcać do wykorzystywania imersji wodnej oraz relaksacji w wodzie jako sposobów łagodzenia bólu;

    5) zachęcać rodzącą, aby podczas porodu towarzyszyła jej osoba bliska. 

W szczególności standard nie precyzuje, czy i kiedy kobieta ma prawo do skorzystania z najbardziej skutecznej formy łagodzenia bólu, czyli znieczulenia zewnątrzoponowego.

Jak wynika z ankiet,

ze znieczulenia zewnątrzoponowego skorzystało tylko 24 proc. respondentek* (znacznie częściej – kobiety rodzące po raz pierwszy – 30 proc. niż wieloródki – 12 proc.). 13 proc. kobiet chciało otrzymać znieczulenie zewnątrzoponowe, ale im odmówiono.  

(*nie są tu uwzględnione kobiety, które miały planowane cesarskie ciecie)

W łagodzeniu bólu rodzącym miało za to pomóc:

  • chodzenie – 60 proc. rodzących chodziło w I fazie porodu;
  • korzystanie z ćwiczeń przy pomocy piłki, drabinki, worka sako – 48 proc.,
  • prysznic lub kąpiel – 46 proc.,
  • gaz wziewny – 33 proc. (zwany też rozweselającym, podawany podczas skurczów),
  • dolargan – 6 proc. (pochodna morfiny, niezalecany przez WHO),
  • TENS  – 4 proc. (przeskórna stymulacja elektryczna, metoda o nieudowodnionej skuteczności).

Ograniczanie dostępu do znieczulenia zewnątrzoponowego jest dziś uważane za jedną z form przemocy wobec kobiety rodzącej.

Ankieta nie pozwala odpowiedzieć na pytanie o powody odmowy znieczulenia zewnątrzoponowego, ale z innych źródeł wiadomo, że kluczowy jest tu brak anestezjologów.

Wybór pozycji. Przez personel

Zgodnie ze Standardami personel powinien pomagać rodzącej „w znajdowaniu optymalnych dla niej pozycji podczas całego porodu”. Rzeczywistość jest zupełnie inna.

Jak widać, aż 65 proc. respondentek rodziło półsiedząc, a 36 proc. wręcz płasko na plecach, czyli w pozycjach wygodnych dla personelu, ale uważanych za niefizjologiczne.

Bezpieczniejsze i łatwiejsze dla kobiety pozycje w kucki, na czworakach lub na stojąco wybierało maksymalnie kilkanaście procent badanych (wyniki nie sumują się do 100 proc., bo kobiety wskazywały wszystkie pozycje, których używały, średnio 1,5 pozycji na osobę).

Dlaczego tak się działo?

37 proc. rodzących twierdzi wprost, że nie wolno im było wybrać pozycji, w jakiej urodzą dziecko – zdecydował o tym personel w sali porodowej!

51 proc. deklaruje, że pozycję wybierało „po konsultacji z lekarzem lub położną”, ale tylko 9 proc. twierdzi, że wybierały samodzielnie.

Nie ma tu postępu, w badaniach fundacji z 2006 roku, samodzielny wybór deklarowało nawet więcej kobiet, a na plecach rodziło nieco mniej niż obecnie – 32 proc.

Personelowi się śpieszy

Standardy jasno opisują, że „w II okresie porodu rodząca powinna kierować się własną potrzebą parcia”.

  • Zobacz, kiedy można mówić o braku postępu porodu

    Standardy definiują też, czym jest brak postępu II okresu porodu, który uzasadnia przejęcie większej kontroli:

    • w przypadku pierworódki – gdy przez 2 godziny nie następuje zstępowanie części przodującej płodu, a stan rodzącej wskazuje na wyczerpanie, lub gdy silne, niedające się powstrzymać parcie trwa ponad godzinę i nie przynosi efektu;
    • wieloródki – gdy przez 1 godzinę nie następuje zstępowanie części przodującej płodu, a stan rodzącej wskazuje na wyczerpanie, lub gdy silne, niedające się powstrzymać parcie trwa ponad godzinę i nie przynosi efektu. 

Tymczasem aż 61 proc. rodzących miało podaną kroplówkę z oksytocyną. U 39 proc. kobiet  – w celu wywołania akcji porodowej, a u 55 proc. – aby przyspieszyć poród (u niektórych – w obu celach).

„To strasznie dużo – komentuje Joanna Pietrusiewicz – nie sądzę, by to było zawsze uzasadnione medycznie, czasem niestety idzie o wygodę personelu i zwolnienie sali dla następnej rodzącej”.

Podanie oksytocyny zwiększa ból porodowy. Wśród ankietowanych, które miały wywoływany poród lub w czasie porodu podano im kroplówkę z oksytocyną, odnotowano wyższy o kilka-kilkanaście punktów procentowych odsetek osób ze znieczuleniem zewnątrzoponowym. Jedna interwencja nakręca następną.

Wyciskanie dziecka na świat

Zamiast iść za rytmem skurczów kobiety, personel na szeroka skalę stosuje różne zabiegi, które mają pomóc w porodzie.

42 proc. kobiet deklarowało, że personel zachęcał je do kierowania się własną potrzebą parcia, ale szczegółowa analiza wyników pokazuje, że jedynie 3 proc. (180 kobiet) nie było poddanych zewnętrznym oddziaływaniom! Co siódma rodząca (14 proc.) była krytykowana przez personel za sposób parcia.

Jak widać z wykresu,

  • dwóm trzecim kobiet (64 proc.) personel kazał nabrać powietrza, zatrzymać na dłużej i mocno przeć, co może zakłócać parcie spontaniczne, tym bardziej, że towarzyszyły temu zabiegi gimnastyczne:
  • przyginanie głowy do klatki piersiowej (55 proc.),
  • podciąganie nóg do brzucha (41 proc.),
  • sporadycznie zdarzało się też szturchanie kobiety, rozkładanie na siłę nóg przy parciu, przywiązywanie nóg do łóżka porodowego.

Co szóstej kobiecie (16 proc.) personel naciskał na brzuch. Pietrusiewicz: „Chciałabym wierzyć, że to tylko położenie dłoni”.

Wyniki ankiety wskazują, że w co najmniej połowie takich porodów w grę wchodziła ostra fizyczna ingerencja: w 39 proc. przypadków naciskano łokciem, a  18 proc. –  całym ciałem.

Jedna z kobiet opisuje: „Prawie uduszono mnie i dziecko podczas bardzo brutalnego chwytu Kristellera w drugiej fazie porodu. Położne i lekarz nie dowierzały mi, że nie mam już siły przeć. Lekarz prawie leżał na mnie i wyciskał dziecko, które urodziło się sine. Potem dziecko zabrano ode mnie, a ja zostałam sama w brei poporodowej, której nie miał kto wytrzeć. Żałowałam, że nie umarłam”.

Kobiety opowiadają też o przypadkach „bardzo bolesnych masaży szyjki, mimo moich protestów”.

Przemoc w połowie porodów

Zgodnie z przełomowymi dokumentami WHO z 2014 i 2018 roku, łamanie i lekceważenie praw kobiet obejmuje przemoc fizyczną (szarpanie, szturchanie), upokorzenia i wyzwiska słowne, stosowanie procedur medycznych bez zgody kobiety, brak poszanowania intymności i poufności, a także odmowę zastosowania leków przeciwbólowych.

Tak rozumiana przemoc jest wciąż powszechna w polskich szpitalach. Wyżej była mowa o wielu takich naruszeniach.

Co trzecia kobieta biorąca udział w badaniu (31 proc.) deklarowała, że jakaś czynność medyczna została wykonano za mało delikatnie: w tym najczęściej badanie wewnętrzne (72 proc.) i szycie krocza (25 proc.).

Z odpowiedzi respondentek wynika, że w czasie porodu

aż 54 proc ankietowanych kobiet doświadczyło jakiejś formy przemocy lub nadużyć związanych z zachowaniem personelu lub niedopełnieniem wszystkich procedur.

Wstrząsających szczegółów dostarcza poniższy wykres:

Jakiejś formy (lub wielu form) bezpośredniej przemocy słownej i fizycznej ze strony personelu (szantażowanie, wyśmiewanie, grożenie, krzyczenie, obrażanie, wypowiadanie niestosownych komentarzy, szturchanie, rozkładanie na siłę nóg przy parciu, przywiązywanie nóg do łóżka porodowego  itp.) doświadczyła co szósta kobieta (17 proc.).

Dyskryminowane czuły się najczęściej kobiety, które „nie miały znajomości, wykupionej opieki w szpitalu, lekarza prowadzącego z danego szpitala i które nie wykupiły usługi położnej czy opieki poporodowej”.

Są też pozytywne zmiany

Zdecydowana większość respondentek – aż 83 proc. – rodziła w sali jednoosobowej. Poród rodzinny jest szeroko rozpowszechniony. Wśród rodzących siłami natury (nie licząc cesarek)

aż 85 proc. kobiet towarzyszyła bliska osoba, prawie zawsze ojciec dziecka.

Nigdzie nie rozdziela się już matki z dzieckiem (obowiązuje tzw. rooming in, łóżeczko obok łóżka). Można odwiedzać kobietę pozostającą w szpitalu po porodzie.

W I fazie porodu (przed fazą parcia) 77 proc. rodzących miało swobodę poruszania się, 86 proc. mogło pić. Powinno być 100 proc., bo Standardy stanowią, że personel powinien „zachęcać rodzącą do aktywności fizycznej i pomagać jej w znajdowaniu optymalnych dla niej pozycji podczas całego porodu; zapewnić rodzącej możliwość spożywania przejrzystych płynów, także podczas aktywnej fazy porodu”.

Kobiety nie mają świadomości naruszania praw

Zaskakujące, że większość ankietowanych pozytywnie oceniła zachowanie personelu, przekazywanie informacji, a nawet okazywanie szacunku.

16 proc. badanych uznało, że podczas pobytu w szpitalu zostało złamane jakieś ich prawo, a 24 proc. kobiet nie potrafiło stwierdzić, czy doszło do naruszenia prawa. Ale jedynie 3 proc. złożyło skargę.

Raport stwierdza, że może to wynikać z niewiedzy kobiet o obowiązujących przepisach oraz światowych standardach opieki.

Przyczyna może tkwić również w międzypokoleniowym przekazie o porodzie, w którym wciąż obecne są doświadczenia matek i babek, które rodziły kilkadziesiąt lat temu, gdy o prawach pacjenta i jakości opieki okołoporodowej nie było mowy.

Część kobiet może mieć przeświadczenie, że w porównaniu z zasłyszanymi historiami, opieka, którą otrzymały, była na wysokim poziomie.

Pocieszającym wnioskiem z ankiety jest to, że jakość porodu i dawka negatywnych doświadczeń była wyraźnie niższa, gdy kobieta miała za sobą szkołę rodzenia i przygotowała plan porodu. Czyli – edukacja pomaga.

Przemoc słowna, pogarda i chamstwo

Mimo ogólnie pozytywnej oceny porodów wiele rodzących było oburzone sposobem, w jaki zwraca się do nich personel.  Raport podaje 50 nadesłanych przez kobiety przykładów używania języka pogardy i zwykłego grubiaństwa. Oto przykłady:

  • „Jak to pani nie ma pokarmu? Proszę pokazać cycki, no faktycznie nic nie leci, takie piersi i pokarmu nie ma”;
  • „Niech no tu podpisze, że niczego bardziej w świecie nie pragnie jak pseudo wspaniałego cesarskiego cięcia, niech nie udaje, że boli, mężowi też tak pani mówiła?”;
  • „Wyhodowała sobie macicę po same uszy, gruba świnia to nie dziwne że boli”;
  • Lekarz podczas badania: „macnę sobie”. Kazał mi się zastanowić, czy chcę kroplówkę i wyszedł z sali. Dopiero położna wytłumaczyła mi, że chodzi o podanie oksytocyny, która może przyspieszyć poród, ale skurcze będą bardziej intensywne;
  • „Jak chce pani zmarnować dziecko to pani sprawa!”;
  • Prosiłam o wytłumaczenie sytuacji, usłyszałam „lekarzowi należy ufać, a nie zadawać głupie pytania”;
  • „Czy nie może Pani przestać chrapać?! Cały oddział słyszy, niech pani coś z tym zrobi” – salowa;
  • „Nie wyraziła zgody na poród siłami natury? A co to za powód: brak zgody? Gówno, nie powód”.
  • Zobacz więcej obraźliwych komentarzy personelu

    • „Boli cię jak badam? Poczekaj, co zaraz będzie. No i po co krzyczysz? Nie ruszaj się, musi boleć!”;
    • „To ta pani, którą wszystko boli”;
    • W trakcie skurczy lekarz krzyczał „nie drzyj się, zamknij się, czego się drzesz”;
    • „Jaka z pani matka, że nie ma pani pokarmu! Wszystkie matki mają wystarczającą ilość, a pani nawet odciągać się nie chce… Mamusia sobie śpi a dziecko w inkubatorze trzyma, nie chce się nim opiekować… Czasem nie za dobrze pani? Inne matki mają dzieci przy sobie”;
    • „Gruba świnia, weź się za siebie dziewczyno, bo wstyd tak wyglądać, będzie ciężko tyle tu tłuszczu”;
    • „Jak można nie wiedzieć, jak karmić dziecko? Każdy ssak to potrafi”;
    • „Pani nie jest opuchnięta tylko gruba”;
    • „Było 9 miesięcy, żeby nauczyć się przewijać”;
    • „Co pani taka delikatna, boleć to będzie dopiero przy porodzie” (w momencie wyszarpywania cewnika Foleya);
    • „Kolejna z planem porodu przyjechała. I po co plan porodu jak pani wody odeszły, a skurczy nie ma”;
    • Gdy zapytałam czy mogłabym skorzystać z piłki, położna podała piłkę i zapytała „i co pani zamierza na niej robić?”.
    • Podczas cięcia cesarskiego powiedziałam, że jest mi niedobrze, osoba operująca zamiast podać gazę bądź rynienkę powiedziała „Proszę się opanować, tu trwa operacja”. I przebili mi pęcherz;
    • Co chwila słyszałam docinki typu „nie udawaj, nie pajacuj, taki ból, to nie ból. Ma boleć, co ja ci poradzę”. Gdy zaczęłam mdleć partner zrobił awanturę i podali mi gaz, który nie pomagał i cisnęły mnie dalej;
    • „Jestem położną z 15-letnim doświadczeniem i widzę, że to krocze trzeba naciąć, ale jak tam Pani uważa”;
    • „Pani po prostu nie chce rodzić!” – lekarz ginekolog, kiedy nie miałam siły przeć;
    • Gdy chciałam zmienić pozycję, gdyż ta narzucona sprawiała ból nawet w przerwie między skurczami, miałam wrażenie, że położna na mnie krzyczy: „nie wymyślać, tak jest dobrze”;
    • Do sali wchodzi nowa osoba, chyba lekarka i zaczyna krzyczeć, że zabiję to dziecko i mam natychmiast przeć, po czym wyrzuca za drzwi ojca dziecka.
    • Jeden z lekarzy, gdy nie mogłam wyprzeć główki dziecka, wpadł na salę jak do obory, nie mówiąc dzień dobry, za to krzycząc, że jak nie wezmę oksytocyny i dziecko będzie niedotlenione, to on ma na to świadków, następnie zaczął mnie wypytywać o dane osobowe i co mam do oksytocyny. Użył wobec mnie szantażu, świadkami tego były położne i mój mąż. Zostałam w ten sposób zmuszona do wzięcia oksytocyny, mimo iż się na to wewnętrznie nie zgadzałam;
    • „Mówiłam jak ma karmić, zabieraj te rękę”- podniesionym głosem;
    • „Jako matka powinna pani wiedzieć, jak zająć się dzieckiem i co dla dziecka jest najlepsze”;
    • „Po co pani chodziła do szkoły rodzenia, skoro się pani niczego nie nauczyła?”;
    • Leżałam na stole operacyjnym, byłam przyszykowywana do cc, przed położeniem się kazano mi się rozebrać do naga w obecności około 10 osób, w tym mężczyzn, studentów. Widziałam jak po cichu mnie obgadują i naśmiewają się. Było to bardzo poniżające;
    • „Rodzisz trzecie, to wiesz, nie drzyj się, w tym wieku dziecka nie urodzisz normalnie”;
    • Położna mająca dyżur na oddziale położnictwa wyśmiała mnie za używanie laktatora. Powiedziała, że zamiast używać laktatora powinnam 24 godziny na dobę leżeć z dzieckiem na cycku. Wyśmiewała, kiedy chciałam iść do kaplicy. Że kobiety w Afryce potrafią urodzić bez znieczulenia, a ja nie;
    • Lekarz w trakcie przeklinał, czułam jak mocno przyciskają mój brzuch. Mały nie płakał gdy go wyjęli. Prosiłam żeby powiedzieli, co się dzieje. Pani koło mnie powiedziała ze wszystko dobrze. Wiedziałam, że to nie jest prawda. Gdy mały po chwili zaczął płakać lekarz powiedział, że musieli dociąć macice bo obkurczyła się na głowie dziecka (ułożenie pośladkowe) i żebym już w tym szpitalu więcej nie rodziła;
    • „Ten laktator to dziadostwo, musi Pani kupić (podana nazwa firmy), innych w tym szpitalu nie respektujemy”;
    • „Ile pani przytyła podczas ciąży? 17 kg? A wygląda jak 27”;
    • „Oooo, no i zesrała się. Musiała się zesrać?”;
    • „Pani dziecko, pani problem”;
    • „Nie mogę być przy pani, bo mam dwie inne rodzące komercyjnie”;
    • „Ciężko się przebić przez ten tłuszcz” (przy wbijaniu znieczulenia w kręgosłup przed cc);
    • „Chciałaś się pieprzyć, to teraz masz”;
    • „Proszę nie udawać, że aż tak boli!”.

    Zwracanie się w trzeciej osobie do kobiet po porodzie jest na oddziałach położniczych nierzadką sytuacją. Badane przytaczały przykłady:

    • „Usiądzie, rozbierze się, zjadła już?”;
    • „Usiądzie, położy się, nie histeryzuje”;
    • „Rozbierze mama dziecko do kapieli”;
    • „Pokazać krocze”;
    • „Podniesie koszulę do góry”.

Badanie przeprowadzone przez Fundację Rodzić po Ludzku zostało zrealizowane od 19 lutego do 20 marca 2018 roku 8364 ankiet. Zebrano ponad 14 tys. ankiet od kobiet, które rodziły w latach 2011-2018. Ostatecznie analizie zostało poddanych 8378 wypełnionych ankiet rodzących między 1 stycznia 2017 a 20 marca 2018 roku. W analizie wyników zastosowano ważenie brzegowe po województwie i miejscu zamieszkania matki (miasto lub wieś). Nadreprezentacja osób z wyższym wykształceniem nie pozwoliła na ważenie po wykształceniu.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym