0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

W niedzielę 5 lipca w Kłodzku odbyło się spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim i Przemysławem Czarnkiem. Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało, że podczas wydarzenia przedstawiony zostanie program rozliczeń rządów Donalda Tuska po tym, jak w 2027 roku do władzy wróci Zjednoczona Prawica.

„Te wybory, które są przed nami, te wybory 27 roku, to będą wybory o to, czy będziemy mieli w naszej ojczyźnie dobry rząd, który będzie potrafił sobie dać radę z tą niesłychanie trudną sytuacją. Ale ktoś może zapytać, dlaczego znaleźliśmy się akurat tutaj. Otóż, proszę państwa, dobry rząd to dobrzy ludzie. I w ogóle, żeby ojczyzna się rozwijała, żeby Polska się rozwijała, to potrzebni są dobrzy ludzie" – mówił Jarosław Kaczyński.

„Wrócimy do władzy nie po zemstę. Zemsta to jest charakterystyka ludzi z Koalicji 13 grudnia” – zapowiadał Przemysław Czarnek.

„To będą rozliczenia prokuratorów-uzurpatorów, ludzi, którzy są damskimi bokserami i niczemu niewinne kobiety, drobne, w kajdankach zespolonych na pustych korytarzach do toalet gonili. Podglądając je jeszcze. To są uzurpatorzy, którzy będą rozliczeni, a wraz z nimi wszyscy ci prokuratorzy ulegli, którzy dzisiaj łamią prawo na naszych oczach. To was nie ominie. Wyprowadzimy was stamtąd" – mówił były minister edukacji.

W wypowiedzi chodzi o prokuratorów badających aferę Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Anna W., była dyrektor Biura Prezesa Rady Ministrów, usłyszała w prokuraturze zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 3 500 000 zł w zamian za wpływanie na postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego dotyczącego dostaw agregatów prądotwórczych. Jej obrońca podnosił w Telewizji Republika i w prawicowych mediach, że kobieta była przesłuchiwana w kajdankach zespolonych, czemu prokuratura zaprzeczała.

Rozliczyć rozliczających fundację Rydzyka

„Prokurator Krajowy i jego zastępcy przez niego powołani to nie są żadni prokuratorzy. To są uzurpatorzy, którzy na naszych oczach popełniają każdego dnia ciężkie przestępstwa i będą ukarani" – dodał Czarnek. PiS od początku stoi na stanowisku, że odwołanie z Prokuratury Krajowej nominata Zbigniewa Ziobry Dariusza Barskiego było niezgodne z prawem. Zapowiadali, że do odpowiedzialności pociągnięci będą nie tylko Korneluk, ale także Adam Bodnar, który go powołał jako Minister Sprawiedliwości.

Czarnek wyliczał jednak dalej.

„Rozliczeni będą ci urzędnicy administracji skarbowej, którzy pomimo tego, że już dwukrotnie informowana była Warszawa, że tu nie ma co robić, żaden prokurator, bo tu wszystko było zrobione zgodnie z prawem, to piszą bzdury na 40 stronach i jadą usłużnie do Warszawy, żeby utrzymać się przy korycie i stawiać zarzuty" – mówił kandydat PiS na premiera.

„Ci urzędnicy, ci prokuratorzy, ci urzędnicy ministerstw, które dzisiaj wysyłają pisma i znów nękają tych, którzy szkoły rozbudowywali, tych, którzy sale gimnastyczne budowali, tych, którzy samochody kupowali i dzisiaj gaszą pożary. Ci będą rozliczeni, bo tego wymaga sprawiedliwość".

Czarnek nie precyzował, o jakie konkretnie przypadki chodzi. Z rzucanych ogólnikowych przykładów można wnioskować, że zapowiedzi rozliczeń kierowane są m.in. wobec urzędników i prokuratorów badających nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Adresatami mogą być także urzędnicy Kancelarii Premiera, którzy rozliczają organizacje pozarządowe, które otrzymywały środki z rezerwy budżetowej państwa. W 2025 roku Anna Mierzyńska pisała o tym, jak KPRM domagał się zwrotów niemal 50 mln złotych. Część ze spraw trafiła do prokuratury.

Przeczytaj także:

Tego rodzaju postępowań, na różnych szczeblach i dotyczących różnych projektów toczy się więcej. Zgodnie z zapowiedzią z jednego ze stu konkretów: „Odzyskamy publiczne środki od przestępców, którzy dopuścili się kradzieży lub marnotrawstwa pieniędzy podatników. Kontrola obejmie każdy resort, szczebel, instytucję. Ujawnimy nieprawidłowości i wskażemy odpowiedzialnych za korupcję, niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień".

Choć Przemysław Czarnek w większości przypadków posługiwał się ogólnikami i sugestiami, to w jego przemowie padła nazwa jednej konkretnej instytucji, w obronie której ma stanąć PiS i pociągnąć do odpowiedzialności urzędników, którzy się zajmują sprawą.

Chodzi o Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu, które powstało z inicjatywy o. Tadeusza Rydzyka i Fundacji Lux Veritatis.

Koszty budowy muzeum i stałej ekspozycji regularnie rosły i były pokrywane z kasy Ministerstwa Kultury. Ostatecznie inwestycja kosztowała Skarb Państwa ok. 220 mln złotych. Czarnek zapowiedział, że ci, którzy „wzywają do zwrotu pieniędzy, będą ukarani i usunięci z urzędów".

Sprawę dotacji dla Muzeum badała między innymi Krajowa Administracja Skarbowa. Według audytorów umowy między ministerstwem a Lux Veritatis w wadliwy sposób kształtowały prawa i obowiązki stron, niewystarczająco zabezpieczały możliwość odzyskania pieniędzy oraz były niekorzystne z punktu widzenia interesów Skarbu Państwa. KAS złożyło w 2024 zawiadomienie do prokuratury, a Ministerstwo Kultury jest obecnie w sporze sądowym z fundacją Lux Veritatis.

Część przemowy dotyczącą rozliczeń Przemysław Czarnek zakończył stwierdzeniem, że politycy PiS „na korytarzach sejmowych i w windach” patrzą na twarze członków koalicji rządzącej, którzy „mają w oczach strach”.

„I niech się boją. Bo wraca sprawiedliwość, wraca Prawo i Sprawiedliwość!" – zapowiadał.

Pedofilia, nekrofilia i 20 groszy

Miejsce wybrane zostało nieprzypadkowo. To z Kłodzka pochodzi lokalna działaczka KO, Kamila W., która została skazana za akty zoofilii oraz nieudzielenie pomocy swojej córce, będącej ofiarą pedofila. Gdy partia dowiedziała się w 2024 roku o stawianych jej zarzutach, kobietę usunięto z jej szeregów.

„Kłodzko w ostatnich dwóch latach nawiedziły dwie powodzie„ – mówił Czarnek. Jedną z tych powodzi jest oczywiście ta z 2024 roku. „Ale Kłodzko dotknęła także druga powódź, chyba jeszcze gorsza albo na pewno jeszcze gorsza. To jest powódź kłamstwa, oszustwa, skrajnej demoralizacji, obrzydlistwa, którego dopuściła się między innymi ta pani Kamila, współpracownica pani Wielichowskiej, skazana na 6,5 roku więzienia. A jej mąż molestował seksualnie dziecko, uprawiał pedofilię i zoofilię właśnie tutaj w Kłodzku (...) To jest skandal, który trzeba tu obnażać, żeby ratować was, mieszkańców Kłodzka, przed tym złym imieniem. I to dzisiaj będziemy również robić. Oczywiście mówili, że nic nie wiedzieli, że nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał”.

„W szeregach tej formacji, która dzisiaj jest przy władzy, są już nie tylko ludzie źli, ale ludzie naprawdę bardzo źli, strasznie źli. Ludzie, którzy swoim działaniem odrzucili najbardziej elementarne zasady przyzwoitości, uczciwości, zasady naszej kultury. Podeptali je, podeptali je w sposób po prostu niesłychanie brutalny. Zostali ukarani, chociaż w jednym wypadku ten wyrok wydaje się zbyt łagodny” – mówił Jarosław Kaczyński, nawiązując do skandalu skazanej działaczki.

Prezes PiS zaznaczył, że „99 proc. mieszkańców tego miasta nie ma nic wspólnego". I przeszedł szybko do sprawy Szpitala Południowego. Skupiał się nie na części dotyczącej afery z działaczem KO rządzącym tamtejszym SOR-em, ale z ujawnioną w tym tygodniu przez media (Onet i zero.pl) działalnością tamtejszego koordynatora prosektorium.

„[w Szpitalu Południowym] doszło do czegoś, co jest złamaniem już najbardziej podstawowych reguł, podstaw, można powiedzieć, początków ludzkiej cywilizacji. Do bezczeszczenia zwłok, do handlu zwłokami. I to było przez długi czas tolerowane" – mówił.

Jarosław Kaczyński przekonywał, że obie sytuacje – historia z Kłodzka oraz nieprawidłowości w Szpitalu Południowym, a konkretnie makabryczny biznes nieuczciwego kierownika prosektorium – są w pewien sposób wzajemnie powiązane.

„Między tymi dwoma wydawałoby się zupełnie innymi wydarzeniami jest jednak pewien związek. Bo ten związek sprowadza się do tego, że w jednym i drugim wypadku jednak wiele osób musiało o tym wiedzieć, a to było tolerowane. Że w tej władzy, w tej formacji, która dzisiaj rządzi, są ludzie, którzy są pozbawieni jakiegokolwiek wyczucia moralnego, jakiegokolwiek sumienia, którzy są, można powiedzieć, poza kulturą. Nie są niekulturalni, oni są poza kulturą, poza kulturą, która, powtarzam, leży u podstaw całego naszego porządku moralnego, społecznego. I to nie tylko w Polsce, we wszystkich krajach cywilizowanych, w całej naszej, przepraszam, cywilizacji" – przekonywał Jarosław Kaczyński.

Po szybkim omówieniu sprawy kłodzkiej zoofilii oraz handlu zwłokami w warszawskim szpitalu prezes PiS wymienił jeszcze kilka zarzutów pod adresem polityków Koalicji Obywatelskiej. Przypomniał przejęzyczenie ministry edukacji Barbary Nowackiej, która powiedziała, że „na terenie okupowanym przez Niemcy polscy naziści zbudowali obozy„ („Co ona musi mieć w głowie??” – dopytywał dwukrotnie Kaczyński). Znalazło się również miejsce na anegdotę o tym, jak Rafał Trzaskowski dał potrzebującej kobiecie 20 groszy. „To świadczy o człowieku. Tacy ludzie chcą rządzić Polską?" – pytał retorycznie Jarosław Kaczyński.

Zaznaczał jednak, że w porównaniu ze sprawą z Kłodzka, przywołane przez niego skandale to „takie zupełnie drobne” przykłady.

Na zdjęciu Dominika Sitnicka
Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze