"Pucz" TVP1 reklamowała jako film dokumentalny, który "ma pokazać motywy, plany i sposoby działania puczystów" 16 grudnia. "Kto i od kiedy przygotowywał zamach stanu?" - pytała TVP. Odpowiedzi widzowie nie poznali, bo film to sieczka w sferze faktów, w której czołowi politycy PiS wypadają nie na mężów stanu, ale na ludzi wartych swoich przeciwników

Od strony dziennikarskiej „Pucz” jest nieporozumieniem, ponieważ w tej etiudzie drugiej reżyserki filmu „Smoleńsk” brak fundamentalnych faktów. Ewa Świecińska nawet nie podjęła się zadania opowiedzenia wydarzeń z 16 grudnia tak, by starannie, rzetelnie zrelacjonować i przedstawić argumenty stron sporu.

W sferze faktów „Pucz” to sieczka. Są braki, bo nie wiadomo m.in.:

  • jaką decyzję w sprawie mediów podjął Marek Kuchciński w połowie grudnia,
  • dlaczego poseł Szczerba z PO zawiesił na mównicy kartkę „#WolneMediawSejmie”,
  • nie wiadomo, dlaczego wykluczono posła Szczerbę z obrad,
  • brak informacji o niewpuszczeniu mediów do Sali Kolumnowej i szeregu faktów spoza Sejmu, które reżyserka powinna znać – jak odpowiedź Wojciecha Diduszko na zarzut, że udawał rannego,
  • zrezygnowano z chronologii, więc wydarzenia skaczą w czasie – w przód i w tył, często o wiele lat, na ekranie pojawia się m.in. Andrzej Lepper – bez słowa wyjaśnienia.

Fakty wygumkowano jednak z opowieści niechlujnie, więc raz po raz pojawiają się wypowiedzi i nawiązania do zdarzeń, które przeczą tezie filmu, że „dobra zmiana” została zaatakowana przez jakiś „puczystów”.

Niespójność powoduje, że „Pucz” jest bez sensu nie tylko jako źródło wiedzy o przebiegu wydarzeń podczas kryzysu parlamentarnego, ale również jako narzędzie propagandy „dobrej zmiany”.

Zadaniem Ewy Świecińskiej było dostarczenie odbiorcy nie prawdziwego opisu wydarzeń, ale takiego, który jest spójny z ideologią i celami mocodawców autora. Tej roli „Pucz” nie spełnia – i to nie tylko dlatego, że tytułowy „pucz” nie został dowiedziony.



Film dla kilku tysięcy osób

Film jest skierowany do żelbetonowej, fanatycznie popierającej PiS widowni – Świecińska wymaga od widzów, by w lot rozumieli wszystkie niuanse, m.in. bez podpisu i słowa wyjaśnienia umieli umieścić w spektrum poglądów politycznych takie osoby jak poseł PO Sławomir Nitras lub Łukasz Mężyk, naczelny portalu 300polityka.

To za duże wymagania wobec masowego odbiorcy. Przypomnijmy, że w marcu 2015 roku w badaniu CBOS 12 proc. respondentów nie wiedziało, kim jest Andrzej Duda, który dwa miesiące później wygrał wybory prezydenckie. Aż 51 proc. natomiast nie wiedziało, kim jest Tomasz Siemoniak, choć od ponad 3,5 roku ten polityk Platformy Obywatelskiej był ministrem obrony narodowej w rządzie PO-PSL, a od ponad pół roku wicepremierem rządu.



Film tak bezkrytyczny, że antypisowski

Jako narzędzie propagandy „Pucz” jest wadliwy również dlatego, że politycy PiS przedstawieni są w dokumencie jako część warcholstwa, pleniącego się w polskiej polityce.

Reżyserka nieudolnie zadbała o wizerunek tych, w których interesie kręciła „Pucz”. Prezes Kaczyński mówi dużo, choć nic z tego nie wynika, marszałek Kuchciński unika rozmowy, poseł Suski oskarżany jest o próbę przekupienia posłów Pawła Kukiza.

PiS w „Puczu” wypada fatalnie – dominujące wrażenie jest takie, że partia władzy jest pogubiona politycznie tak samo jak opozycja i nie różni się od niej ani poziomem kultury politycznej ani umiejętnościami zarządzania.

Nieprzekonująca jest krytyka demonstrantów pod Sejmem – nie wiadomo, dlaczego wzburzenie w widzach ma powodować to, że za Krystyną Pawłowicz krzyczano „będziesz siedzieć”, dlaczego „policja musiała interweniować” – pojawiły się kadry z policjantami szarpiącymi anonimowych obywateli – gdy blokowano wyjazd z Sejmu.

Efektem absolutnie bezkrytycznego podejścia do postępowania polityków PiS i władzy było to, że wydźwięk filmu był w dużej części nieprzychylny PiS – przede wszystkim tam, gdzie chwalono ewidentne błędy strony rządowej.

Teledysk „dobrej zmiany”

Zupełnie nie do obrony są również decyzje formalne autorki – olbrzymia liczba cięć montażowych i łączenie najróżniejszych formatów (grafiki, posty z Twittera, kadry z telewizji informacyjnych, nagrywane „z ręki” relacje w mediach społecznościowych etc.) tworzy efekt chaosu i kalejdoskopu.

Przy niewyraźnie ujętej tezie propagandowej, całkowitym porzuceniu porządku chronologicznego i rezygnacji z próby rzetelnego opowiedzenia historii, efektem jest to, że „Pucz” przypomina instalacje wideo z galerii sztuki nowoczesnej, w której współczesność krytykowana jest za zalewanie człowieka pozbawioną struktury falą niemożliwych do zrozumienia, zapamiętania i przyswojenia informacji, reklam i emocji.

Film wyemitowano podczas XXV finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który media PiS kompletnie przemilczały. Cały film jest dostępny na stronie internetowej TVP.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press