Rada PISF uznała, że minister Gliński nie ma żadnego powodu, by odwołać szefową Instytutu Magdalenę Srokę. Wyjaśniła też sprawę niefortunnego listu wysłanego w maju do USA: pracowniczka PISF użyła faksymile podpisu dyrektor, która nie znała treści pisma. Mimo to minister zwolnił Srokę

Rada Polskiego Instytutu Filmowego w dzisiejszej  uchwale (9 października 2017) podpisanej przez przewodniczącego, Jacka Bromskiego, nie dostrzegła żadnych zgodnych z prawem przesłanek do odwołania szefowej Instytutu Magdaleny Sroki, której kadencja upływa dopiero w 2020 roku.

Jednak wieczorem 9 października na stronie MKiDN pojawił się komunikat o zwolnieniu p. Magdaleny Sroki. Jako przyczynę min. Gliński podał „narażenie na szwank wizerunku Polski i polskich instytucji kultury na arenie międzynarodowej. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wykonując zadania organów administracji rządowej w zakresie kinematografii oraz sprawując nadzór nad działalnością PISF, nie może godzić się z aktami działalności dyrektora PISF, które pozostają w jawnej sprzeczności z ustawowymi zadaniami realizowanymi przez Instytut w zakresie promocji i tworzenia warunków do rozwoju polskiej twórczości filmowej”.


Powodem tych zarzutów ma być list do stowarzyszenia amerykańskich twórców filmowych, który jedna z pracownic PISF wysłała w maju 2017 r.

Jak doszło do wysłania (głupiego) listu

W oświadczeniu Rada wyjaśniła, jak było z listem z 18 maja 2017 (można go przeczytać np. tu):

  • Rada sama wystąpiła – już w czerwcu 2017 – do dyrektor Sroki o wyjaśnienie sprawy;
  • Sroka poinformowała, że nie znała treści listu, który został wysłany przez pracowniczkę PISF z faksymile jej podpisu;
  • pracowniczka została zwolniona w trybie natychmiastowym;
  • Rada dała wiarę wyjaśnieniom Sroki;
  • Rada uznała, że szkoda wizerunkowa nie była duża.

Już wcześniej przewodniczący Rady PISF Jacek Bromski informował, że list dotyczył prośby o zezwolenie na użycie w materiałach reklamowych PISF zdjęć z ceremonii oscarowych z udziałem Andrzeja Wajdy i Pawła Pawlikowskiego. „Był napisany tak skandaliczną angielszczyzną, że adresaci nie bardzo zrozumieli o co chodzi. Zawarto w nim także aluzje do cenzury w Polsce”. Bromski dodał, że „pracownica, która napisała list, została zwolniona z pracy, a Magdalena Sroka przeprosiła adresata, czyli prezesa tego stowarzyszenia”.

List zawierał faktycznie kilka zdumiewających – zwłaszcza w oficjalnej korespondencji – ocen sytuacji w Polsce, np. „jest to przerażające, jak szybko możemy znowu zwrócić się ku absurdalnej cenzurze, prowadzonej przez ksenofobicznych nacjonalistów, schowanych w cieniu statuy Chrystusa Króla Polski”.

Ale nawet gdyby odrzucić wyjaśnienia dyrektor Sroki i uznać, że własnoręcznie podpisała list, nie wiadomo, w jaki sposób miałoby to stanowić naruszenie prawa. Musiałby je zresztą stwierdzić sąd, a nie minister Gliński.

Władza ma Radę w poważaniu

Prawdziwą intencję Glińskiego zdradził raczej wiceminister kultury Jarosław Sellin. Zapytany na podstawie jakiego przepisu resort kultury chce odwołać szefową PISF, odpowiedział 8 października: „Na podstawie przepisu, który mówi, że jak jest utrata zaufania, to minister ma prawo taką decyzję podjąć”.

Rzecz w tym, że takiego przepisu nie ma. Zgodnie z Art. 16 Ustawy o kinematografii z 2005 roku dyrektora Instytutu można usunąć przed upływem kadencji po zasięgnięciu opinii Rady Programowej w przypadku:

  • działania z naruszeniem prawa;
  • zrzeczenia się funkcji;
  • choroby uniemożliwiającej pracę;
  • skazania prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne;
  • niezatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego Instytutu bądź
  • negatywnej opinii Rady na temat działalności PISF.

Inny wiceminister kultury, Paweł Lewandowski, powiedział PAP 9 października, że

„opinia Rady Programowej nas do niczego nie obliguje. Ona jest tylko potrzebna formalnie, natomiast nie wymusza na nas określonych działań, możemy ją wziąć pod uwagę, ale nie musimy”.

Formalnie miał rację. Lewandowski dodał, że Ministerstwo Kultury decyzję w sprawie Magdaleny Sroki podejmie niezwłocznie po wpłynięciu opinii Rady. Komunikatu na stronie MKiDN możemy więc spodziewać się już 10 października 2017 roku.

Poniżej fragment uchwały Rady PISF:

 

Jak mówiła OKO.press Agnieszka Holland, „skok na PISF wpisuje się w program kulturowej kontrrewolucji, którą widzimy nie tylko w Polsce czy na Węgrzech. Władzom idzie o to, by jednocześnie wziąć społeczeństwo za mordę i dmuchać w narodowy balon. Autorytarne systemy zawsze tak działają. I do tego potrzebne im są odpowiednie filmy”

Kobiety-filmowcy protestują

Obradom Rady towarzyszyła manifestacja zorganizowana pod siedzibą PISF w Warszawie przez grupę Kobiety Filmowcy. Katarzyna Malinowska, była dyrektor redakcji filmu fabularnego i dokumentalnego w TVP Kultura, która uczestniczyła w proteście, relacjonowała OKO.press: „Jest dużo prominentnych przedstawicieli kinematografii, reżyserów, prezesów firm produkcyjnych, do tego sporo młodzieży, debiutanci, a nawet osoby jeszcze przed debiutem. Ciężko liczyć na wymierny efekt zgromadzenia, ale na pewno sukcesem jest to, że minister Piotr Gliński zaprosił przedstawicieli zgromadzenia na spotkanie. Nie spodziewam się efektu, ale jest to istotne w warstwie symbolicznej.



Rada może czuć w trakcie negocjacji, że mają nasze wsparcie, ale też, że są obserwowani i ich działania będą ocenione przez całą branżę. Ten protest jest nie tyle polityczny, co wewnątrzśrodowiskowy.

Pokazuje, że różne osoby pracujące w branży filmowej chcą mieć wpływ na polskie kino”.


Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Masz cynk?