Dziś rząd przyjął projekt zmian dotyczących sprzedaży antykoncepcji awaryjnej. Projekt przywraca recepty na tzw pigułki dzień po. Minister Radziwiłł uzasadniał te zmiany doniesieniami o nastolatkach, które stosują tabletki nawet kilka razy w miesiącu. Ministerstwo zaś zapewnia, że recepta zwiększy bezpieczeństwo pacjentek. Sprawdzamy, czy to możliwe

Antykoncepcja awaryjna, czyli tzw. pigułka dzień po, ellaOne, jest dostępna w Polsce bez recepty od kwietnia 2015 r. po tym jak Unia Europejska wydała na to zgodę. Miało to ułatwić kobietom szybki dostęp do antykoncepcji, gdy może dojść do niechcianej ciąży; tabletka jest najskuteczniejsza przez 24 godziny po stosunku.

W Polsce zwykłe pigułki antykoncepcyjne są dostępne jedynie na receptę. W większości krajów UE pigułki tzw dzień po są dostępne bez recepty od dawna, ale dopiero od stycznia 2015 r. może to być konkretnie ellaOne.

Konstanty Radziwiłł zmiany zapowiadał już rok temu. Znany ze swoich konserwatywnych poglądów minister uzasadnił to troską o zdrowie kobiet.


Wiemy od ginekologów, że z nieskrępowanego dostępu do tego typu środków [pigułek dzień po], w tym także przez dzieci od 15 roku życia, mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie są dziewczynki, które przyjmują tego typu środki kilka razy w ciągu miesiąca.

Konstanty Radziwiłł, "Gość Radia ZET" - 16/09/2016

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


Raczej fałsz. Ze względu na koszty to mało prawdopodobne


Trudno nie zgodzić się z ministrem: przyjmowanie pigułki „dzień po” kilka razy w miesiącu nie może być zdrowe. Czy jednak rzeczywiście dziewczyny w wieku 15 lat tak chętnie objadają się antykoncepcją awaryjną? Wtedy alarm ministra byłby uzasadniony.

Pojedynczych przypadków nie można wykluczyć, wydaje się jednak mało prawdopodobne, by można było mówić o zjawisku na szerszą skalę. Rozsądniej jest przecież zastosować antykoncepcję regularną, czyli pigułki przeznaczone do codziennego przyjmowania (na receptę). Rozsądniej i taniej.

W Polsce jedyną dostępną bez recepty pigułką „dzień po” jest ellaOne. Jej koszt to 110–160 zł za pigułkę, w zależności od miasta i apteki. Oznacza to, że

osoba przyjmująca pigułkę kilka razy (np. pięć) w miesiącu zapłaciłaby za nią od 550 zł do 800 zł, albo więcej, a w pół roku od 2700 do 4800 zł. To mało prawdopodobne, żeby 15-latki były w stanie wydać tyle pieniędzy tylko na antykoncepcję.

Jeżeli więc nie rozsądek i dbałość o własne zdrowie, to choćby cena wymusiłaby wybór antykoncepcji regularnej. Jej koszt to zaledwie 20–50 zł miesięcznie.

Ministerstwo troszczy się o zdrowie

„Tabletki ellaOne powrócą do grupy leków, których wydawanie będzie się wiązało ze ściślejszą kontrolą lekarską. Uzasadniają to względy medyczne. Wydawanie leku na receptę to procedura, która ma na celu zapewnienie pacjentom maksymalnego bezpieczeństwa farmakoterapii. Tymczasem obecnie już bardzo młode osoby (nawet po 15. roku życia) mogą bez kontroli lekarskiej kupić i stosować ten środek” poinformowało Ministerstwo Zdrowia.

Jeśli wrócą recepty kobiety czy dziewczyny będą musiały – jak przed 2015 rokiem – w tempie ekspresowym odwiedzić lekarza i uzyskać receptę. Dla mieszkanek dużych miast nie będzie to trudne. Nie zaplanowana wcześniej wizyta u ginekologa to koszt rzędu 100 zł. Lekarz wypisuje receptę po zadaniu kilku pytań, bez dodatkowych badań. Wizyta trwa 10 minut.

Recepta na ellaOne w żaden sposób nie zwiększa bezpieczeństwa, a jedynie wydłuża czas całej „operacji”.



Pigułka na receptę, escapelle, kosztuje dzisiaj ok. 40- 60 zł. Razem z wizytą koszt będzie podobny jak dziś tabletki elleOne.

Jest jednak dodatkowy problem. Wiele nastolatek  ukrywa zagrożenie niechcianą ciążą przed rodzicami. Łatwiej dyskretnie pójść do apteki niż do lekarza. Zwłaszcza, gdy wymaga to pojechania do najbliższego miasta.

Przywrócenie recept zwiększy zatem nierówność w dostępie do pigułek „dzień po”. Dziewczyny z mniejszych miejscowości i wsi mogą mieć większy kłopot ze zdobyciem leku. Można się obawiać, że wzrośnie tam liczba nastoletnich ciąż.

Antykoncepcja awaryjna to wciąż antykoncepcja

Pigułka „dzień po” to rodzaj antykoncepcji, a nie, jak twierdzą przeciwnicy prawa do przerywania ciąży, środek wczesnoporonny. Działanie leku polega na opóźnieniu uwolnienia komórki jajowej z jajników co uniemożliwia zapłodnienie lub uniemożliwieniu zagnieżdżenia się już zapłodnionej komórki.

Nie jest możliwe, by zażycie pigułki spowodowało przerwanie ciąży, jeżeli już do niej doszło.

U premier Szydło od stycznia 2017 r. leży projekt ustawy (złożony w formie petycji) zakazujący całkowicie sprzedaży tzw pigułek dzień po, które są uznawane przez pomysłodawców projektu za środki wczesnoporonne. O projekcie pisaliśmy w tekście „Więzienie za antykoncepcję.”


Abonament na wolność słowa:


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym