27 listopada 2020

Pandemia. Część uczniów nigdy nie nadrobi strat. Kogo możesz zaprosić na święta? [RAPORT]

27 listopada 2020 Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 17 067 nowych zakażeniach. Dane z ostatnich dni pozwalają na lekki optymizm. Spadają nie tylko statystyki dobowych zakażeń, ale też liczba zajętych łóżek i respiratorów. To oznacza, że wizja „narodowej kwarantanny” się oddala

Jednak Polki i Polacy wciąż muszą liczyć się z ograniczeniami, szczególnie w okresie świątecznym. Narastają też obawy, że nieprzygotowanie na czas nauczania zdalnego złamie życiorysy całemu pokoleniu uczniów z mniej zamożnych rodzin.

Co to wszystko oznacza? Wyjaśniamy krok po kroku.

Zamieszanie w raportowaniu. Na co zwracać uwagę?

Po informacji o centralizacji danych o zakażeniach koronawirusem i wyeliminowaniu obywatelskiej kontroli liczenia nowych wykrytych przypadków w Polsce, wybuchła gorąca debata na temat nieprawidłowości w raportowaniu stanu epidemii.

Do tej pory dane z regionów agregowane były na stronach internetowych wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych. Potem trafiały do Ministerstwa Zdrowia, a ono je publikowało. Jednak dokładny przebieg epidemii, najlepiej można było odtworzyć korzystając z bazy danych tworzonej przez 19-latka Michała Rogalskiego. I, jak wykazał nastolatek, statystyki z regionów różniły się od informacji podawanych przez resort Adama Niedzielskiego (i to o 17 tys. przypadków). Winne były opóźnienia.

W sieci pojawiły się wątpliwości, czy centralizując bazę danych, rząd nie będzie próbował zniekształcić prawdziwy obraz epidemii. Jednak, jak tłumaczył OKO.press ekspert, powinniśmy się cieszyć, że rząd w końcu zdecydował się na cyfryzację całego procesu. Ale o radość trudno, w momencie, w którym polityka informacyjna władz doprowadziła do utraty zaufania względem instytucji publicznych.

Sytuacji nie poprawiają nieustanne wpadki. Także dziś, 27 listopada, rząd najpierw poinformował o 16,3 tys. zakażeń, po czym wprowadził korektę, zgodnie z którą ostatniej doby spłynęło ponad 17 tys. pozytywnych testów na koronawirusa.

Jednak OKO.press od początku przypomina, że śledzenie przebiegu epidemii na podstawie przyrostu dobowej liczby zakażeń nie jest najbardziej miarodajne. Dlaczego? Bo zależy od zbyt wielu czynników: aktualnej strategii testowania, odsetka pozytywnych wyników i opóźnień w raportowaniu.

Co nam mówią dane?

Najlepiej więc sprawdzać dobowe dane o liczbie hospitalizacji, chorych na COVID-19 w stanie ciężkim i zgonach.

Ostatnie dni pokazują, że sytuacja w szpitalach poprawia się. Od 24 września liczba zajętych łóżek niemal nieprzerwanie rosła. W ostatnim tygodniu widać nie tylko wypłaszczenie, ale powolny spadek. Najwięcej pacjentów wymagających hospitalizacji odnotowano 17 listopada - 23 033. Dziś jest ich o 1 342 mniej.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni ustabilizowała się też liczba pacjentów wymagających podłączenia do respiratora. Dziś zajętych było 2 106 urządzeń.

Widać też, że liczba ozdrowieńców zostawia powoli w tyle nowe przypadki zakażeń. Do tej pory w Polsce odnotowano w sumie 958 175 tys. zakażeń koronawirusem, z czego:

  • wyzdrowiało: 516 636,
  • choruje lub wciąż jest zakażonych: 425 392,
  • zmarło: 16 147.

Martwić może statystyka zgonów. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że w ciągu ostatniej doby z powodu COVID-19 zmarło 112 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami - 467 osób. W sumie 579 osób.

Musimy jednak pamiętać, że to wynik masowych zakażeń z końca października/początku listopada. A więc na mniej tragiczne dane także tutaj będziemy musieli jeszcze poczekać.

Święta bez gości?

W czwartek, 26 listopada rząd opublikował rozporządzenie, w którym precyzuje z jakimi ograniczeniami Polki i Polacy będą musieli liczyć się w sezonie świątecznym. Do wigilijnego stołu będzie można zaprosić maksymalnie pięć osób.

Co ważne, limit nie obejmuje organizatora spotkania i jego domowników.

„Do dnia 27 grudnia 2020 roku zakazuje się organizowania zgromadzeń, w tym imprez, spotkań i zebrań niezależnie od ich rodzaju, z wyłączeniem: imprez i spotkań do pięciu osób, które odbywają się w lokalu lub budynku wskazanym jako adres miejsca zamieszkania lub pobytu osoby, która organizuje imprezę lub spotkanie” - czytamy w dokumencie.

Uczniowie zostają w tyle

Kontrowersje nieprzerwanie budzi też decyzja rządu o niemal miesięcznej przerwie w nauce dla uczniów. Przypomnijmy, że przerwa świąteczna rozpocznie się 23 grudnia i przeciągnie się aż do 17 stycznia, czyli do końca ferii, które w tym roku są zblokowane w jednym terminie dla wszystkich województw.

Rząd ma nadzieję, że w połowie stycznia uda się powoli wrócić do szkół, ale nikt się nie zastanawia, co stanie się z dziećmi w trakcie tak długiej przerwy.

Póki co, trwa nerwowe wystawianie ocen. Nauczyciele chcą zdążyć przed 23 grudnia, bo są przekonani, że potem będzie zbyt mało czasu. Z relacji nauczycieli wiadomo też, że wrócił problem „znikających uczniów". Nie uczestniczą w zajęciach online, nie mają kontaktu z nauczycielami, czasem nie da się nawet do nich dotrzeć za pośrednictwem rodziców.

Im dłużej potrwa nauczanie online, a także im dłuższe przerwy w nauce będą miały dzieci, tym szybciej będą rosły nierówności między tymi, którzy mają wsparcie rodziców, a tymi, którzy są pozostawieni sami sobie. Ten podział ma charakter ściśle klasowy, związany z zapleczem ekonomicznym i kulturowym rodzin.

Jak pokazują badania Alison Andrew z brytyjskiego Institute for Fiscal Studies, niektórym tych zaległości nie uda się nadrobić do końca edukacji. Różnicę robi bowiem już sama liczba godzin poświęcanych na naukę.

"Zamożniejsi uczniowie spędzają nad książkami 5,8 godzin dziennie, a ich mniej zamożni koledzy 4,5 godziny"

- piszą w omówieniu badań analitycy z GRAPE.

Co więcej, „zamożni rodzice częściej deklarują, że ich dzieci mają dostęp do interaktywnych źródeł zdalnej edukacji, takich jak zajęcia on-line czy indywidualne spotkania video z nauczycielami czy korepetytorami. W tym samym czasie ponad połowa uczniów szkół podstawowych z niezamożnych rodzin deklaruje, że w domu nie ma możliwości wygospodarowania dla nich miejsca do nauki. Wreszcie, w zamożnych domach znacznie częściej rodzice deklarują, że czują się na siłach pomagać swoim dzieciom w nauce".

A to oznacza, że rośnie nam pokolenie straconych szans, które w ostatnich miesiącach nie dostało dostatecznego wsparcia systemowego.

W Polsce na ten problem MEN wciąż nie odpowiada. Nie prowadzi nawet badań na temat wykluczenia edukacyjnego i rosnących nierówności.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne