Wśród polskiej prawicy zapanowała moda na Janusza Walusia, czyli rasistowskiego działacza z RPA polskiego pochodzenia, który w 1993 r. zamordował jednego z przywódców ruchu przeciwko apartheidowi. Parlamentarzyści z Kukiz'15 i PiS chcą sprowadzić go do Polski

Na Facebooku reklamowana jest ostatnio manifestacja poparcia dla Janusza Walusia, która ma odbyć się na początku maja pod Pałacem Prezydenckim. Organizuje ją kilka skrajnie prawicowych grup, na co dzień zajmujących się głównie promocją ksenofobii, rewizjonizmem historycznym i tropieniem teorii spiskowych. To m.in. Centrum Edukacyjne „Powiśle” w przeszłości organizowało np. spotkanie, na którym udowadniano, że Polacy nie mieli udziału w zbrodni w Jedwabnem. Współorganizatorem jest też środowisko Grzegorza Brauna, byłego kandydata na prezydenta, który do swych antysemickich poglądów zawsze się przyznawał. Tytuł manifestacji? „Wolność dla Janusza Walusia – ostatniego Żołnierza Wyklętego”.

Kim był Janusz Waluś?

Janusz Waluś wyemigrował z Polski do Republiki Południowej Afryki w latach 80., tuż przed stanem wojennym. Po kilku latach otrzymał tamtejsze obywatelstwo. Próbował sił w biznesie, ale zbankrutował i został kierowcą ciężarówki. W międzyczasie zaangażował się w działalność rasistowskich organizacji walczących o utrzymanie apartheidu (czyli prawnie usankcjonowanej segregacji i dyskryminacji rasowej) – działając m.in. w Partii Konserwatywnej i neonazistowskim, paramilitarnym Afrykanerskim Ruchu Oporu.

10 kwietnia 1993 roku zamordował Chrisa Haniego przed jego domem w Johannesburgu. Hani był szefem partii komunistycznej RPA, jednym z liderów ruchu walczącego z apartheidem. Cieszył się sporą popularnością wśród młodych pokoleń czarnoskórych obywateli RPA. Niektórzy typowali go nawet na następcę Nelsona Mandeli. Jego śmierć przyczyniła się do zaostrzenia konfliktu na tle rasowym i na jakiś czas zdestabilizowała sytuację polityczną w kraju. Sytuacja stała się tak napięta, że w RPA spodziewano się nawet wybuchu wojny domowej.

Waluś został szybko złapany i skazany na karę śmierci, którą potem zamieniono na dożywocie.

Polak tłumaczył, że zabił Haniego, bo chciał uratować RPA od komunizmu, na który napatrzył się w młodości w Polsce. Jednak, jak ustalili śledczy,

Waluś miał oprócz Haniego jeszcze kilka celów. Jego ofiara była dopiero numerem 3 na liście. Na pierwszym miejscu był Nelson Mandela,

co pokazuje, że jego pobudki nie były antykomunistyczne – walczył po prostu o utrzymanie politycznej dominacji białych.

Osobą, która przekonała Walusia do popełnienia zbrodni i przekazała mu broń, był polityk Partii Konserwatywnej RPA Clive Derby-Lewis. Jemu również zasądzono karę śmierci, a potem zamieniono na dożywocie. Sąd złagodził karę zarówno dla niego, jak i dla Walusia dzięki interwencji Nelsona Mandeli.

Morderca w mainstreamie

5 maja 2017 r. w Pretorii odbędzie się rozprawa, po której Janusz Waluś może uzyskać zwolnienie warunkowe. Nieoficjalnie mówi się, że północnoafrykański sąd zgodzi się na to tylko, jeśli Polska zdecyduje się go przyjąć. Do kraju przyjechałby więc jako wolny człowiek. Decyzję o zwolnieniu północnoafrykański sąd podjął już raz przed rokiem. Jednak wówczas tamtejszy minister sprawiedliwości wzniósł apelację od wyroku.



Nazwisko najsłynniejszego polskiego rasisty do niedawna było znane niemal wyłącznie wśród planktonowej skrajnej prawicy, która prowadziła bezskuteczne i niezbyt widoczne kampanie na rzecz sprowadzenia Walusia do Polski.

Sytuacja zmieniła się, gdy jesienią 2015 r. ta planktonowa prawica dostała się do Sejmu z list Kukiz’15. Chodzi o przedstawicieli Ruchu Narodowego – m.in. Tomasza Rzymkowskiego, Adama Andruszkiewicza, Roberta Mordaka i Roberta Winnickiego (ten ostatni klub Kukiz’15 już opuścił). Wszyscy są zwolennikami sprowadzenia Walusia do kraju. Mordak powiedział Rzeczpospolitej, że Waluś „odpokutował swój czyn, a jego pobyt w więzieniu to sprawa polityczna”.

Ale morderca z Johannesburga ma obrońców nie tylko wśród Ruchu Narodowego. Jego zwolennikiem jest też senator PiS Jan Żaryn, który uważa, że pobyt Walusia w więzieniu jest „dręczeniem” i „wynikiem osobistej zemsty części elit zarządzających RPA”.

Należy jednak dodać, że to w sierpniu 2015 r. za rządów Platformy Obywatelskiej Polski rząd po raz pierwszy zaczął pytać władze RPA o Walusia – wówczas nie chodziło jeszcze o zwolnienie, ale o to, by zabójca odsiedział resztę kary w polskim więzieniu. Pomysł wyszedł z Ministerstwa Sprawiedliwości, którym kierował wówczas Borys Budka.



Apartheid w Warszawie

Warszawski ratusz zarejestrował manifestację poparcia dla Walusia mimo apeli antyrasistowskich aktywistów, by tego nie robić, co teoretycznie jest możliwe.

Artykuł 14 ustawy o zgromadzeniach: „Organ gminy wydaje decyzję o zakazie zgromadzenia nie później niż na 96 godzin przed planowaną datą zgromadzenia, jeżeli: 1) jego cel narusza wolność pokojowego zgromadzania się, jego odbycie narusza art. 4 lub zasady organizowania zgromadzeń albo cel zgromadzenia lub jego odbycie naruszają przepisy karne”. A można mocno zastanawiać się, czy wyrazy poparcia dla skazanego mordercy i rasisty niektórych przepisów nie naruszają.

OKO.press zapytało warszawskie urząd miasta o stanowisko ratusza wobec demonstracji. Jednak warszawscy urzędnicy wyraźnie wolą tematu unikać. Rzecznik prasowy powiedział nam przez telefon, że nie zna szczegółów i oddzwoni do nas, gdy je pozna. Następnie przez ponad dobę nie oddzwonił i konsekwentnie nie odbierał telefonu.


OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press