0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska /...

Rejestracja na szczepienie przeciwko COVID-19 została otwarta dla kolejnych roczników o północy 28 kwietnia 2021 roku. Zapisać się mogą osoby w wieku 30-39 lat, które wcześniej wyraziły chęć szczepienia poprzez specjalny formularz - według danych rządowych to ponad 400 tys. osób - a także wszystkie osoby urodzone w 1978 i 1979 roku. Na szczepienie można rejestrować się przez stronę pacjent.gov.pl , zadzwonić na infolinię 989 lub wysłać sms pod numer 880 333 333 lub 664 908 556.

Zapytaliśmy chętne do szczepienia osoby przedziale wiekowym 30-39 lat, czy udało im się zapisać na konkretny termin. A także o to, jak przebiegała rejestracja.

„Na stronę rządową zalogowałam się przed północą, ale krótko potem system mnie wyrzucił. Po kilku nieudanych próbach w końcu zalogowałam się ponownie i weszłam w wyszukiwarkę terminów na szczepienie” – opowiada Magdalena, mieszkanka Warszawy.

Na szczepienie z Warszawy do Białegostoku

„Mogłam wybrać miejsce i rodzaj szczepionki albo nic nie wpisywać i szukać najbliższego terminu”. Magdalena zdecydowała się wybrać rodzaj szczepionki i zaznaczyła Pfizera. Wolnych terminów na przyjęcie szczepionki Pfizer w Warszawie już nie było. Wyświetliły się za to wolne miejsca w Kozienicach, miejscowości oddalonej około 90 km od Warszawy.

„Kiedy wybrałam Kozienice, wszystko zniknęło i system znowu mnie wyrzucił. To trwało dobre pół godziny” – opowiada Magdalena.

Po tym, jak udało się jej zalogować do systemu ponownie, zaczęła szukać dostępnych terminów województwach położonych w okolicach Mazowsza. Do systemu wpisała województwo podlaskie. „Dostałam termin na 28 kwietnia 2021 roku w Białymstoku na godz. 17:25. Za chwilę jadę się zaszczepić” – mówi Magdalena.

Do Białegostoku wybiera się z nią kilku innych znajomych z Warszawy. Bo tam udało im się dostać wolny termin na szczepienie.

"A jeden z nich, który szczepić będzie się w Białymstoku o godz. 19:00, najpierw dostał informację, że szczepienie jest odwołane, mimo tego, że był zarejestrowany w systemie. A potem, że szczepienie jest jednak aktualne. Ale zamiast Pfizera zostanie zaszczepiony Moderną" - opowiada Magdalena.

Przez media społecznościowe do punktów szczepień

Krzysztof, 31-letni mieszkaniec Warszawy na szczepienia zaczął rejestrować się po północy. Na początku wyświetliły się terminy na szczepienia na 28 kwietnia, ale potem szybko zniknęły. „System się zawieszał, kilka minut po północy w Warszawie nie było już wolnych miejsc” - opowiada Krzysztof. Udało mu się zarezerwować wolny termin w Piszu już na 30 kwietnia. Ale szukał innego miejsca, bo Pisz leży blisko 200 km od Warszawy. "Za daleko" - mówi OKO.press Krzysztof.

Udało mu się znaleźć, bliżej i szybko, ale nie chce powiedzieć gdzie, bo... nie chce "reklamować" tego punktu szczepień licząc, że zapisze tam swoją dziewczynę.

Jego znajomy Karol też nie zdążył zapisać się na szczepienie Pfizerem w województwie mazowieckim, więc w systemie zaznaczył łódzkie i dostał wolny termin w Wieluniu. "Sprawdził, że to miejscowość położona około 250 km od Warszawy i będzie miał problem z dojazdem. Nie zmienił jednak terminu w systemie, bo bał się, że straci możliwość szczepienia. Zaczął dzwonić po punktach szczepień i pytać czy nie ma możliwości zapisać się na szczepienie przeciwko COVID-19 gdzieś bliżej" - opowiada Krzysztof.

Przeczytaj także:

Do jednego z punktów szczepień w Warszawie Karol napisał na Facebooku. I to właśnie przez Facebooka, a nie przez rządowy system, udało mu się zapisać. Zwolnił się termin na 12 maja. Będzie szczepiony Pfizerem.

Ozdrowieńcy bez skierowania

Podczas rejestracji okazało się, że problem z otrzymaniem skierowania mają osoby, które przechodziły wcześniej zakażenie koronawirusem.

„Od północy próbuję się zarejestrować na szczepienie przeciwko COVID-19 i nie mogę mimo tego, że w styczniu deklarowałam chęć zaszczepienia” – mówi OKO.press 35-letnia Anna, mieszkanka Warszawy. „System nie generuje mi skierowania. Mój mąż jest w takiej samej sytuacji”.

Anna z mężem zadzwoniła na infolinię, aby zapytać, dlaczego nie może się zarejestrować. Okazało się, że nie ma jej w systemie.

„Na infolinii zostałam zapytana o to, czy przechodziłam koronawirusa. Odpowiedziałam, że tak. Usłyszałam, że to pewnie dlatego nie mam skierowania. Aby je dostać, muszę czekać aż minie 90 dni od wyniku testu na COVID-19. I sama obliczyć, kiedy dostanę skierowanie. Termin wypada na koniec czerwca" - mówi nam Anna.

W podobnej sytuacji znalazła się 36-letnia Klara, mieszkanka Warszawy.

„Chciałam zarejestrować się na szczepienie krótko po północy, ale nie dostałam skierowania. Zadzwoniłam na infolinię i usłyszałam, że nie dostanę skierowania, bo przechodziłam COVID-19 w ciągu ostatnich 90 dni” – opowiada Klara. Ale kiedy rano weszła do systemu, niespodziewanie pojawiło się w nim skierowanie.

„Zadzwoniłam do przychodni na warszawskim Mokotowie. Tam zwolniły się terminy szczepień. W piątek 30 kwietnia 2021 roku idę zaszczepić się rano Pfizerem” - opowiada. Jest jednak zaniepokojona tym, że nie było informacji na temat tego, kiedy ozdrowieńcy powinni się szczepić i czy piątek do dla niej nie za wcześnie.

System przeciążony

OKO.press dostaje informacje od kilku osób, którym udało się zarejestrować na szczepienie przeciwko COVID-19.

Jeżeli ktoś chce się zaszczepić w Warszawie AstrąZeneką, nadal może to zrobić. Miejsca są dostępne m.in. na Stadionie Narodowym. Jedna z osób, która z nami rozmawiała, ma tam wyznaczony termin na 6 maja. Wszyscy mówią nam, że zainteresowanie zapisami na szczepienia po północy było duże, a serwery przeciążone.

Przez jakiś czas u części użytkowników na stronie wyświetlał się komunikat: "Ze względu na duże zainteresowanie serwisem możliwość logowania jest w tej chwili ograniczona".

Niektórzy nie mogli się zalogować na swoje konto pacjenta. Utrudniony dostęp do strony miały osoby, które logowały się przez profil zaufany założony przez bank. Po zalogowaniu strony bankowe nie mogły przekierować użytkowników na rządową stronę z rejestracją.

System odwiesił się po kilkunastu minutach, a proces logowania się, jak i rejestracji na szczepienia odbywał się już płynnie.

W sieci pojawiła się również tajemnicza strona, która zaciąga dane na temat dostępnych w całej Polsce terminów szczepień z rządowego systemu. Łatwiej dzięki niej wybrać dogodny termin, bo w odróżnieniu od e-rejestracji pokazuje dostępność we wszystkich większych miejscowościach w kraju, w podziale na województwa w ciągu najbliższych czterech tygodni. Na stronie pacjent.gov.pl wyszukiwarka pokaże tylko kilka terminów do wyboru. Potem jednak trzeba albo wejść na pacjent.gov.pl, albo zadzwonić na infolinię lub do punktu i zabukować zobaczony w obywatelskiej wyszukiwarce termin.

Szczepienia szybciej. Do kiedy w takim tempie?

W środę 28 kwietnia podano, że zaszczepiono 244,7 tys. osób, tydzień wcześniej było 201,4 więc średnia krocząca ostatnich siedmiu dni znowu wzrosła do poziomu ponad 210 tys. Zgodnie z typowym rytmem tygodnia jutro (w czwartek) będzie jeszcze więcej, a w piątek 30 kwietnia powinniśmy przekroczyć barierę 300 tys. dobowych szczepień.

Zaszczepionych pierwszą dawką jest 5,2 mln, a 2,8 mln dostało już obie dawki.

W obecnym tempie - 210 tys. średniodziennie - do końca II kwartału (30 czerwca) powinniśmy wykonać łącznie 13,2 mln szczepień (63 dni x 210 tys.), co razem z 10,7 mln już wykonanymi daje prawie 24 mln szczepień, czyli nawet więcej niż obiecywał rząd (20 mln).

W takim tempie jak obecnie zaszczepienie 70 proc. dorosłej populacji (21,5 mln osób) - co deklarował polski rząd i rekomendowała Unia Europejska - trwałoby jeszcze przez 154 dni, czyli do równo końca września.

Dorosłych jest 30 mln 255 tys. (tyle było uprawnionych w wyborach 2019) plus – uwaga! – ok. 470 tys. cudzoziemców, którzy wg danych Urzędu ds. Cudzoziemców mają w Polsce zezwolenia na pobyt. To razem 30 mln 725 tys. osób.

Przyjmując rządowe założenia, oznaczałoby to, że trzeba zaszczepić minimum 70 proc. z nich, czyli 21,5 mln, co oznacza 43 mln szczepień (dawek). Podaliśmy już 10,7 mln dawek, pozostaje 32,3 mln dawek, co w tempie 210 tys. średniodziennie wymagałoby 154 dni.

Podobne kryteria przyjmuje Komisja Europejska, która zaleca krajom członkowskim zaszczepienie 70 proc. dorosłej populacji.

Epidemiolodzy są jednak bardziej wymagający od polityków i mówią o bezpieczeństwie epidemicznym w przypadku zaszczepienia 70 proc. całej populacji, czyli razem 27 mln osób (70 proc. z 38,7 mln osób). Podanie brakujących do tego limitu 43,3 mln dawek potrwałoby w obecnym tempie jeszcze 206 dni, czyli do 20 października 2021.

Wg raportu GUS z października 2020 w I półroczu 2020 roku Polek i Polaków było 38 mln 354 tys. Wobec ujemnego przyrostu naturalnego rzędu 100 tys. w wyniku dramatycznego wzrostu zgonów jesienią, ta liczba spadła do mniej więcej 38 mln 250 tys. Dodajemy 470 tys. cudzoziemców i mamy ok. 38,7 mln osób.

70 proc. z tej liczby to 27,1 mln osób, czyli 54,2 mln szczepionek.

Obie kalkulacje nie uwzględniają rosnącej dynamiki szczepień, na pewno możliwe jest znaczne przyspieszenie obu terminów.

Barierą brak chętnych na szczepienia?

Barierą nie powinien być brak szczepionek, bo jak wynika z rządowych informacji, Polska zamawia z ogromnym zapasem, w sumie prawie 100 mln dawek szczepionek, co wystarczyłoby do zaszczepienia 58,42 mln osób (bo J&J to szczepionka jednorazowa), czyli… prawie dwa razy więcej niż wszystkich dorosłych obywateli i obywatelek.

Barierą może być raczej niechęć ludzi do szczepienia się. Jak pokazują opisane wyżej doświadczenia 30-latków rejestrujących się w nocy 28 kwietnia, w niektórych rejonach Polski i w mniejszych miejscowościach wolne terminy są dostępne niemal od ręki, co może oznaczać, że chętnych jest mało.

Na mapie szczepień jest obecnie 6485 punktów, uruchamiane mają być następne, do tego dojdą szczepienia w zakładach pracy i aptekach. Można zapewne znacznie zwiększyć obecną średnią liczbę 227 szczepień tygodniowo na punkt, ale po to, żeby skuteczniej mobilizować ludzi punktów powinno być więcej, żeby każdy miał swój „za rogiem". (wyjściowo rząd chciał stworzyć ich 8 tysięcy).

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Komentarze