0:00
Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska /...
19 kwietnia 2021

"Trzeba było uwolnić szczepienia wcześniej". 4 postulaty ekspertów

Irlandczycy postanowili, że od czasu, gdy samolot ze szczepionkami ląduje w Dublinie, do momentu zaszczepienia może upłynąć maksimum 48 godz. U nas to zajmuje 2 tygodnie. Ekspert ds. zarządzania kryzysowego wskazuje słabe punkty naszego programu szczepień i podaje rozwiązania

Wydrukuj

W poniedziałek 19 kwietnia premier Mateusz Morawiecki zapowiedział turbo przyśpieszenie szczepień: od 10 maja wszyscy pełnoletni mieszkańcy Polski mają mieć wystawione skierowania na szczepienia przeciwko COVID-19 i będą mogli się rejestrować. Jak to będzie działało, jeszcze nie wiadomo. Dokładny harmonogram jutro (20 kwietnia) ma przedstawić szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Na razie powiedział tylko, że w kolejnych dniach będzie otwierana rejestracja dla kolejnych roczników, żeby nie zapchać systemu.

W tej chwili rejestracja idzie w tempie: jeden dzień, jeden rocznik (z wyłączeniem niedziel). W poniedziałek 19 kwietnia mogły zacząć się rejestrować osoby urodzone w 1968 roku, w sobotę 24 kwietnia – rocznik 1973.

Morawiecki i Dworczyk ogłosili przyśpieszenie przy okazji poniedziałkowych inauguracji punktów szczepień powszechnych – dużych samorządowych lub rządowych centrów mających po kilkanaście szczepiennych stanowisk. Otworzono ich na razie 16, docelowo ma być ponad 600. Dołączą do 6 700 punktów szczepień populacyjnych, które już działają.

Przyśpieszenie będzie możliwe, bo w II kwartale dostaniemy o wiele więcej szczepionek niż na początku roku. W niedzielę 18 kwietnia Morawiecki ogłosił na Facebooku, że do końca II kwartału dostaniemy 27 mln dawek szczepionek od czterech producentów.

Jak wynika z rządowej informacji, Polska zamawia z ogromnym zapasem, w sumie prawie 100 mln dawek szczepionek, co wystarczyłoby do zaszczepienia 58,42 mln osób (bo J&J to szczepionka jednorazowa), czyli... prawie dwa razy wiecej niż wszystkich dorosłych obywateli i obywatelek (30,4 mln), a przecież 9 mln szczepień już wykonano.

  • Do końca kwietnia otrzymamy jeszcze 3,6 miliona dawek.
  • W maju będą 4 cotygodniowe transporty po 1,2 miliona dawek oraz planowana na ostatni dzień miesiąca wielka dostawa 2,4 miliona szczepionek - wszystkie od firmy Pfizer. Do tego dojdą (w trakcie potwierdzania) dostawy od firm Moderna i Astra Zeneca, J&J o łącznej wielkości prawie 3,5 miliona dawek.
  • W czerwcu Polska ma otrzymać 13,75 mln dawek szczepionki.

Minister Dworczyk poinformował również, że we wtorek 20 kwietnia opublikowana zostanie nowelizacja rozporządzenia o kolejności szczepień, która ureguluje problem dawek ryzykujących zmarnowanie. Będzie mogła taką dawkę wykorzystać każda osoba powyżej 18. roku życia.

Do tej pory legalnie dawki, którym kończył się termin przydatności, mogły wykorzystać tylko osoby urodzone przed 1982 rokiem. W praktyce wielu lekarzy wolało zaszczepić kogoś młodszego i potem wypisać mu skierowanie niż oddać dawkę do utylizacji. Jak ten system ratowania dawek ma wyglądać w szczegółach, dowiemy się również we wtorek.

Dworczyk i Morawiecki podkreślali, że program szczepień do tej pory się nie rozpędził, bo brakuje szczepionek i dlatego nie można było jeszcze uruchomić wszystkich punktów szczepień powszechnych. Nie zgadzają się z tym jednak eksperci od zarządzania, którzy twierdzą, że organizacja szczepień jest zła, łańcuchy dostaw za długie i w związku z tym tworzy się niepotrzebny zapas szczepionek – a stawką jest tu ludzkie życie.

Zapasy rosną, rosną...

Piątkowe (16 kwietnia) webinarium Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa zgromadziło ponad tysiąc słuchaczy. Wśród prelegentów byli m.in. lekarz rodzinny z Wejherowa - Mirosław Ruciński i ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, wykładowca Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni, mgr Marcin Samsel.

Mirosław Ruciński opowiadał o tym, jak wyglądają szczepienia w jego przychodni, natomiast Marcin Samsel oceniał ogólnie Narodowy Program Szczepień. I miał, niestety, sporo uwag krytycznych.

Organizator webinariów – dr Paweł Grzesiowski, oskarżony ostatnio przez p.o. Głównego Inspektora Sanitarnego o „oczernianie i deprecjonowanie instytucji państwowych” [sprawa w Naczelnej Izbie Lekarskiej w toku], podkreślał, że piątkowe spotkania medyków z całej Polski nie służą krytykowaniu władz, lecz wzajemnemu informowaniu się i proponowaniu rozwiązań.

Marcin Samsel był wyraźnie krytyczny, ale miał od razu kilka gotowych rozwiązań, którymi podzielił się ze słuchaczami. „Może usłyszy je ktoś w władz? Wiemy bowiem, że przedstawiciele władz także przysłuchują się naszym obradom” – mówił Grzesiowski.

Marcin Samsel wraz z kolegami z kilku uczelni przygląda się bacznie od wielu tygodni Narodowemu Programowi Szczepień. Tropi błędy i czysto PR-owe zagrywki w oficjalnych raportach. „Ktoś nas nawet nazwał »Społeczną grupą kontrolną Narodowego Programu Szczepień«’’ - śmiał się na wstępie wykładowca.

Grupa opiera się przede wszystkim na oficjalnych danych rządowych na temat szczepień, a także tych przekazywanych przez polski rząd do OECD.

„Podstawowy problem naszego narodowego programu to jego niewydolność” – stwierdził Samsel.

Chodzi o nie tylko o punkty szczepień, choć i tych jest za mało i nie wszystkie działają tak, jak deklarowały na początku. Zdaniem eksperta niewydolny jest cały łańcuch logistyczny, w tym transport szczepionek.

Dawki, które trafiają do Polski najpierw spędzają bowiem 3-4 dni w Agencji Rezerw Materiałowych, potem jadą do dwóch dużych hurtowni farmaceutycznych. Stamtąd wędrują do tzw. szpitali węzłowych zaopatrzonych w odpowiednie chłodnie (preparat Pfizera trzeba przechowywać w temp. minus 75 st. C), albo bezpośrednio do większych punktów szczepiących. Wreszcie docierają do punktów szczepień. To wszystko trwa. Ponadto wiele punktów nie może odbierać takiej ilości dawek, jaką byłyby w stanie bez trudu zużyć. Jeszcze do niedawna były ograniczone limitem - 30 dawek tygodniowo. Teraz ten limit się zwiększył, ale punkty nadal nie wykorzystują swojego potencjału, ponieważ brakuje im szczepionek.

W efekcie tego wadliwego łańcucha dostaw w poniedziałek, 19 kwietnia liczba niewykorzystanych jeszcze dawek szczepionek, które już są w Polsce, sięga 1,4 mln. Na stronie Ministerstwa Zdrowia czytamy, że do Polski od początku programu trafiło prawie 10,3 mln dawek, z czego zużyto 8,9 mln.

Zdaniem Samsela od siedmiu tygodni zapasy systematycznie rosną o ok. 200 tys. dawek tygodniowo. Z każdym tygodniem nowe dostawy będą coraz większe, co może jeszcze powiększyć zatory.

Dwa tygodnie opóźnienia

„Policzyliśmy to dokładnie i musicie mieć państwo świadomość, że szczepiąc 15 kwietnia pacjentów, podawaliście im ostatnie dawki, które przyjeżdżały do Polski pod koniec marca” – zwrócił się do lekarzy obecnych na webinarium Marcin Samsel.

„W Irlandii założono, że szczepionki, od kiedy wylądują na lotnisku w Dublinie, mają 24 godziny na to, żeby się znaleźć w punkcie szczepień. W ciągu następnych 24 godzin powinny być już podane pacjentom. A zatem wszystko trwa dwie doby. U nas to samo zabiera 2 tygodnie!”.

A co będzie jak wzrośnie liczba punktów, co od jakiegoś czasu zapowiadają władze? „Ten system transportowy jeszcze bardziej się rozjedzie. Trzeba go wzmocnić” – podkreślił wykładowca.

Praca od poniedziałku do piątku

Kolejny słaby punkt Narodowego Programu Szczepień – Polska szczepi od poniedziałku do piątku w godz. 8-16, tymczasem wirus w weekendy nie próżnuje.

Główny ciężar szczepień w naszym kraju przypada na wtorki, środy i czwartki. Piątek oznacza już lekkie zahamowanie. W sobotę notujemy wyraźny spadek. W niedzielę prawie w ogóle nie szczepimy. A w poniedziałek nadrabia się zaległości z weekendu i system dopiero się buduje.

  • Poniedziałek, 12 kwietnia – 104 tys.
  • Wtorek, 13 kwietnia – 185 tys.
  • Środa, 14 kwietnia – 252 tys.
  • Czwartek, 15 kwietnia – 263 tys. [rekord od początku Narodowego Programu Szczepień]
  • Piątek, 16 kwietnia – 196 tys.
  • Sobota, 17 kwietnia – 135 tys.
  • Niedziela, 18 kwietnia – 38 tys.

Ostatnie dwie soboty są nieco lepsze, ale jeszcze niedawno w weekendy szczepiono śladowe ilości pacjentów.

„W pierwszy dzień świąt Wielkanocnych w całym kraju liczącym 38 mln mieszkańców wykonano 3 100 zastrzyków” – przypomniał Marcin Samsel.

Jego zdaniem wciąż marnujemy w naszym systemie 3-3,5 dnia, o czym OKO.press pisało już kilkukrotnie.

„Kraje europejskie szczepią swoich obywateli non-stop” – przekonywał Samsel. „Policzyliśmy to na przykładzie Francji, Niemiec, Wlk. Brytanii i Włoch. Biorąc pod uwagę wielkość naszej populacji w weekendy, tj. i w sobotę, i w niedzielę, powinniśmy szczepić po 190 tys. osób dziennie” – dodał.

„Brytyjczycy potrafią zaszczepić ok. 700 tys. ludzi w niedzielę. Oni stwierdzili, że w weekendy da się zaszczepić pewnie jeszcze więcej osób z tego prostego względu, że wszyscy mają wtedy więcej czasu”.

Ta sytuacja powinna częściowo ulec zmianie po otworzeniu punktów szczepień powszechnych, bo przynajmniej niektóre z nich deklarują, że będą szczepiły pełną parą również w weekendy.

Dawki na 100 osób

I przez to właśnie znaleźliśmy się na 5. miejscu od końca jeżeli chodzi o liczbę podanych dawek szczepionki na 100 mieszkańców.

180 istnień

Zdaniem Samsela i jego kolegów Polska powinna dziś szczepić na poziomie 233 tys. osób dziennie. Ale to dotyczy tylko kwietnia. „Mamy taką stratę ze stycznia i lutego, że w maju to powinno być na poziomie ok. 300-320 tys. zastrzyków dziennie. Inaczej możemy zapomnieć o wykonaniu planu i zaszczepieniu 70 proc. dorosłej populacji do końca III kwartału” – twierdził Samsel.

„Tymczasem nasza średnia krocząca z ostatnich 30 dni to ok. 140 tys. szczepień dziennie” – dodał ekspert.

Badania francuskie, a ostatnio także izraelskie pokazują, że każde 100 tys. zużytych szczepionek oznacza 15 mniej zgonów z powodu COVID-19. Jeżeli dziś mamy w magazynach milion dwieście tysięcy dawek, łatwo obliczyć, ile osób moglibyśmy uratować, gdybyśmy wszystko zużywali na bieżąco.

Policzmy. 15 zgonów razy 12 (1200 tys. podzielone przez 100 tys.) = 180 istnień ludzkich.

Zamówienie w trakcie realizacji

Na stronie rządowej czytamy, że 228 tys. sztuk odłożonych jest w Agencji Rezerw Materiałowych na drugie dawki. Czy to usprawiedliwiona przezorność?

Zdaniem Samsela taka rezerwa nie jest już potrzebna, gdyż dostawy są obecnie regularne, producenci dostarczają wszystko zgodnie z obietnicą. Dostawy nawet ulegną wkrótce zwiększeniu.

„Gdyby jednak z jakichś powodów miało nagle zabraknąć szczepionek, to i tak lepiej teraz zaszczepić się choćby jedną dawką, a potem na kilka dni wstrzymać szczepienia niż teraz przechowywać szczepionki na zapas” – twierdzi ekspert. „Lepsza jest jakkolwiek odporność niż żadna” - dodaje.

Tym bardziej, że akurat zmagamy się z tragiczną w skutkach trzecią falą, na szczęście już opadającą. Gdy Wielka Brytania była jakiś czas temu w podobnej sytuacji, szczepiono jak najwięcej nowych osób, rezygnując z odkładania drugiej dawki.

Ponadto w Polsce już od jakiegoś czasu mówi się oficjalnie, że nie ma takiej potrzeby.

Na tej samej stronie rządowej 542 tys. dawek zaliczonych jest do kategorii „zamówienia w trakcie realizacji”. Zdaniem Marcina Samsela to mylące. Jego zdaniem wszystko to, co dotarło to Polski, a nie zdążyło dotrzeć do pacjenta, jest zapasem.

Fakt, że „Zamówienie w trakcie realizacji” brzmi znacznie lepiej niż „Szczepionki, na które punkty czekają, ale nie zdążyliśmy ich jeszcze rozwieźć”.

Mapa ludzi wykluczonych

Wspomniana już kilkukrotnie strona rządowa zawiera mapę, na której uwidocznione są szczepienia dokonane w ciągu ostatniej doby z podziałem na poszczególne powiaty. Rzuca się nie niej w oczy wiele białych plam i plamek.

To miejsca, gdzie szczepień wykonuje się bardzo mało – niedoceniona zdaniem Samsela Polska powiatowa.

W dużych miastach we Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie, Katowicach, Trójmieście szczepienia się już dobrze rozkręciły, ale w mniejszych ośrodkach dalej liczba osób korzystająca z dobrodziejstwa szczepionki jest mocno ograniczona.

„Ta mapa, to mapa ludzi wykluczonych” – mówił podczas webinarium Marcin Samsel. „Ludzi, którzy mają problem w dojechaniu do lekarza, już nie mówiąc o zapisach, e-skierowaniach czy profilu zaufanym.” „Musimy ten proces dotarcia do nich skrócić. To my powinniśmy wyjść do tych ludzi” – twierdzi Samsel.

Jego zdaniem konieczne są dodatkowe, masowe punkty szczepień w powiatach. „W moim rozumieniu są to np. Domy Kultury, które stoją puste” – przekonywał ekspert. „Albo zespoły wyjazdowe, które w sali w sołectwie przy pomocy Wojsk Terytorialnych Kraju przygotowują miejsce do szczepienia. Przyjeżdża tam lekarz i kwalifikuje. Sołtys umawia i szczepimy”.

W powiatach potrzebne są też zdaniem Samsela punkty, które działałyby w weekendy. Małe punkty POZ mogłyby przekazywać im niewykorzystane w danym tygodniu dawki, póki nie minie ich termin ważności.

Zdają sobie z tego sprawę również władze – w ramach NPS ma powstać 105 punktów szczepień masowych organizowanych przez państwo, nie przez samorządy. W zamierzeniu mają wypełnić właśnie te białe plamy.

Zrezygnujmy z e-skierowań

I jeszcze jedna sprawa.

„Od dwóch miesięcy przekonujemy decydentów, żeby uwolnić szczepienia i uprościć je od strony administracyjnej” – mówił ekspert. „Zrezygnujmy w końcu z tych e-skierowań. Naszym zdaniem system powinien automatycznie wystawić je wszystkim Polakom powyżej 18 lat. A to w jakiej kolejności będziemy ludzi szczepić, to już zupełnie inna sprawa”.

Punkty miałyby dzięki temu mniej biurokracji i klikania. Dziś, jeśli ktoś dostał e-skierowanie, a potem zachorował np. na COVID, musi odroczyć szczepienia. Często w takiej sytuacji e-skierowanie traci ważność i taka osoba po kolejne skierowanie musi zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu. Zgodnie z zaleceniami Państwowego Zakładu Higieny – Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego taka osoba może być zaszczepiona dopiero trzy miesiące po pozytywnym wyniku testu.

Dlaczego nie szczepimy w poniedziałki

Lek. Mirosław Ruciński wysłuchawszy opinii eksperta ds. zarządzania kryzysowego tłumaczył, że nie było żadnego sensu, by jego niewielki punkt pracował w weekendy.

„Do końca marca mieliśmy po 30 dawek tygodniowo i żebyśmy stawali na głowie, nie dostalibyśmy więcej” – mówił Ruciński. „Teraz mamy 120 dawek, a w następnym tygodniu z wielką łaską otrzymamy 180. Są punkty, które nie dostają nawet tego. Gdybyśmy otrzymywali więcej dawek, byłbym w stanie zorganizować podanie w sobotę 150, może nawet 200 szczepionek, ale ich nie dostajemy”.

Ponadto państwo nie dostarcza szczepionek w weekendy. Więc są kłopoty z pracą w poniedziałki.

Mirosław Ruciński: „Dlaczego tak mało osób szczepimy w poniedziałki? Ostatnio mieliśmy zamówionych pacjentów na poniedziałek, ale okazało się, że szczepionki dotrą dopiero w środę. Musieliśmy uruchomić cały system przepisywania – bardzo pracochłonny”.

I kolejna wątpliwość lekarza POZ z Wejherowa: „Dlaczego, skoro w magazynach zalega tak dużo szczepionek, nadal wydziela się preparat AstryZeneki? Dlaczego nie da się nam od razu 300 czy 400 tych szczepionek? AstraZeneca może spokojnie leżeć w zwykłej lodówce pół roku. Dlaczego dostaję raz w tygodniu 50 dawek Astry?

Cztery postulaty

Marcin Samsel nie potrafił udzielić dr Rucińskiemu odpowiedzi na żadne z postawionych pytań.

Zreasumujmy.

Postulaty usłyszane na webinarium to:

  1. Rozbudowanie systemu szczepień w powiatach. Mocne wsparcie dla Polski powiatowej.
  2. Rozciągniecie zarówno dostaw jak i pracy punktów szczepień na cały tydzień. Wirus w weekendy nie próżnuje, a nam się spieszy. Ludzie umierają.
  3. Decentralizacja systemu dystrybucji, wzmocnienie transportu szczepionek.
  4. Uproszczenie całej procedury szczepiennej łącznie z dokumentacją i zniesieniem e-skierowań.

Marcin Samsel dziś tak komentuje zapowiedzi rządu o przyśpieszeniu: „Jesteśmy na wojnie z wirusem. Tymczasem bawimy się w papierologię. Od półtora miesiąca mówimy - wszyscy ludzie 18 plus w tym kraju powinni mieć skierowanie na szczepienie. Koniec kropka. De facto tych skierowań w ogóle nie powinno być. Po prostu każdy dorosły człowiek powinien móc się szczepić, kolejność szczepień to zupełnie inna bajka. Niepotrzebnie marnujemy czas pacjentów, lekarzy, obciążenie systemu, tych, którzy w tych punktach szczepień muszą to klikać. Tych lekarzy, którzy muszą to wystawiać, zatwierdzać. To jest tylko utrudnianie ludziom dostępu do szczepionek".

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne