Przedsiębiorcom grożą olbrzymie rachunki, małym dostawcom energii – bankructwo, a Skarbowi Państwa – kosztowne pozwy. To skutek opieszałości resortu energii w sprawie zamrożenia cen prądu. Zastrzeżenia do projektowanych rozwiązań ma resort przedsiębiorczości, a Komisja Europejska może ich w ogóle nie zaakceptować

Premier Mateusz Morawiecki 12 grudnia 2018 zapewnił z sejmowej mównicy: „Nie będzie podwyżek cen energii”. Dyskusja o strategii wobec rosnących kosztów prądu odbywała się w atmosferze kompletnego rozgardiaszu.

Ostatecznie szef rządu ogłosił, że przeznaczy 5 mld zł na to, żeby Polacy nie dostali wyższych rachunków. Od uchwalenia ustawy, która miała uchronić Polaków przed podwyżką cen prądu, minęło niemal pięć miesięcy. Stawki miały być zamrożone na poziomie z czerwca 2018 roku.

  • Zobacz, jak zmieniały się rządowe pomysły dot. cen prądu

    • 14 września 2018: Minister energii Krzysztof Tchórzewski zwrócił się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o „pilne podjęcie działań” dla powstrzymania wzrostu cen na rynku praw do emisji CO2. Cena tych praw wpływa na koszt produkcji energii w elektrowniach węglowych.

    • 11 października: Minister Tchórzewski powiedział „Rzeczpospolitej”, że na wypadek podwyżek cen prądu dla odbiorców w Polsce jego resort planuje „wprowadzenie pakietu rozwiązań osłonowych dla obywateli i odbiorców przemysłowych, zwłaszcza w branżach energochłonnych”.

    • 12 października: Ministerstwo Energii poinformowało o powtórnej prośbie o interwencję Komisji Europejskiej.

    • 20 października: ME zapowiedziało, że gospodarstwa domowe, w których osoba, na którą zarejestrowano rachunki, nie przekroczyła I progu podatkowego (85,5 tys. zł) otrzymają rekompensatę w przypadku wzrostu kwot rachunku powyżej 5 proc.– podała PAP.

    • 15 listopada: Czterech sprzedawców energii elektrycznej – PGE, Tauron, Enea, Energa – przedstawiło Urzędowi Regulacji Energetyki (URE) wnioski o podwyższenie cen prądu o 30 proc. dla gospodarstw domowych.

    • 20 listopada: Minister Tchórzewski zapowiedział objęciem 100-procentowymi rekompensatami wszystkich gospodarstw domowych, bez względu na dochody – bo wydzielenie tych, którzy przekroczyli I próg podatkowy byłoby administracyjnie zbyt drogie.

    • 23 listopada: W TOK FM minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz mówiła, że nie zna żadnego projektu rekompensat.

    • 4 grudnia: Podczas COP24 minister Tchórzewski zapowiedział, że koszt rekompensat może wynieść ok. 4 mld zł dla przesiębiorstw i gospodarstw domowych łącznie.

    • 7 grudnia: Minister finansów Teresa Czerwińska unikała odpowiedzi, czy budżet jest w stanie udźwignąć koszty rekompensat, przerzucając na Ministerstwo Energii odpowiedzialność za sfinansowanie planu.

    • 10 grudnia: Na konferencji prasowej minister Tchórzewski zapowiedział, że odbiorcy indywidualni oraz małe i średnie przedsiębiorstwa (ale już nie duże przedsiębiorstwa energochłonne czy samorządy) otrzymają dopłaty do rachunków finansowane z zysków ze sprzedaży praw do emisji CO2 oraz „oszczędności” państwowych spółek energetycznych w łącznej wysokości 1 mld złotych – giełda zareagowała natychmiastowym spadkiem cen ich akcji.

    • 11 grudnia: URE zażądał wyjaśnień. „Skoro przedsiębiorstwa energetyczne są w stanie pokazać taki rząd oszczędności, o jakim wczoraj mówił minister energii, to oczekujemy, że odpowiednio przeanalizują i skorygują swoje wnioski taryfowe” – mówiła Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka urzędu;

    Tchórzewski poinformował, że Komisja Europejska zgodziła się na sprzedaż 55 mln niewykorzystanych przez Polskę praw do emisji zanieczyszczeń.

    • 12 grudnia: Tchórzewski przed komisją sejmową nie mówił już o „oszczędnościach”, tylko „jednorazowej opłacie klimatycznej”, którą będą musiały uiścić spółki Skarbu Państwa;
    Później w rozmowie z dziennikarzami minister stwierdził, że państwowe spółki wycofają z URE wnioski o podwyżki taryf. W Sejmie premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że „podwyżek prądu nie będzie”.

    • 13 grudnia: RMF FM podało, że w rządzie rozważa się obniżkę akcyzy na energię – zamiast rekompensat. Jednocześnie minister Tchórzewski odwołał zapewnienie, że wnioski o podwyżki zostaną wycofane, ponieważ państwowe spółki „są niezależne”;

    • 14 grudnia: „Fakt” potwierdził, że akcyza spadnie z 20 zł na 5 zł za 1 mWh oraz obniżone zostanie kilka innych opłat, ale tylko dla gospodarstw domowych, a nie dla przedsiębiorstw. RMF doniosło, że spółki energetyczne obniżyły stawki we wnioskach do URE o podniesienie taryf do ok. 20 proc. – oficjalnie urząd czeka na odpowiedź do 18 grudnia.

    • 17 grudnia: W TVN24 minister Emilewicz stwierdziła, że opisany powyżej chaos to jedynie „niezręczności komunikacyjne”. Dodała również, że „ceny energii nie podniosą się od stycznia” i „w nowy rok wejdziemy ze starymi taryfami”.

    Ostatecznie 28 grudnia uchwalono ustawę, która obniżyła akcyzę na prąd oraz tzw. opłatę przejściową dla dostawców energii, w tzw. ustawie o cenach prądu. Ceny dla gosp. domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw miały być zamrożone na poziomie tych z czerwca 2018.

Na razie ulgę odczuli tylko odbiorcy indywidualni, bo im rachunki rzeczywiście nie wzrosły. Poważny problem mają za to samorządy i przedsiębiorcy.

Ceny z grudnia rządzą

Brak rozporządzeń do znowelizowanej w grudniu 2018 (dwa miesiące po uchwaleniu) tzw. ustawy o cenach prądu spowodował, że firmy nadal w 2019 roku płacą tyle, na ile opiewają umowy zawarte pod koniec 2018 roku z dużo wyższymi cenami niż w czerwcu 2018.

Ci przedsiębiorcy, którym umowy się skończyły, mają problem z zawarciem nowych umów – dostawcy się wstrzymują niepewni ile mogą zażądać za energię. Przedsiębiorcy muszą przechodzić na nieraz horrendalnie drogie tzw. taryfy rezerwowe. To samo tyczy się klientów, których dostawcy zbankrutowali sprzedając prąd poniżej kosztów i nie otrzymują obiecanych przez rząd rekompensat.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski, podczas konferencji w Mońkach 15 kwietnia 2019 zapewniał dziennikarzy, że cały proces – związany z wydaniem rozporządzeń do ustawy oraz kolejnej nowelizacji, która uwzględni duże przedsiębiorstwa energochłonne – zakończy się w maju.

Wygląda na to, że tak się nie stanie. Dziennikarze z „Dziennika Gazety Prawnej” ustalili w Brukseli, że Komisja Europejska, która analizuje ustawę i projekt rozporządzeń pod kątem niedozwolonej pomocy publicznej, nie zamierza wydać swojej oceny przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Portal INNPoland podaje, że „prawdopodobną przyczyną opóźnienia może być zbyt wolny przepływ informacji między Warszawą a Brukselą”.

Ekspert Pracodawców RP: Chaos groźny dla biznesu

„Trwa stan chaosu” – mówi OKO.press dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP, organizacji zrzeszającej ok. 19 tys. przedsiębiorstw. „Spółki obrotu energią zapewniają odbiorców biznesowych, że nie mogą zastosować cen innych niż te [wyższe – red.] z końca roku. Obiecują tylko, że się rozliczą [zwrócą różnicę w cenie po opublikowaniu rozporządzenia ministra o rekompensatach]” – informuje.

Wpływa to na płynność finansową przedsiębiorców – a niepewność w biznesie nie sprzyja inwestycjom, co może negatywnie przełożyć się na wzrost gospodarczy i innowacje. 

Fala bankructw raczej nie grozi. Jak mówi dr Juchniewicz, wiele przedsiębiorców ma otwarte linie kredytowe, z których mogą finansować bieżące wydatki. Tyle tylko, że na tym najbardziej skorzystają banki, które zarobią na odsetkach.

W gorszej sytuacji są spółki, które zajmują się obrotem energią, dostarczając ją także odbiorcom indywidualnym. „Część z nich, w obliczu zapewnień rządu, nie kupowała energii pod cały kontrakt i teraz musi płacić na giełdzie ceny wyższe niż te, po których sprzedaje” – mówi OKO.press Łukasz Ancyparowicz z zarządu firmy Doradcy Energetyczni, która pracuje z przedsiębiorcami.

Nadal nie wiadomo, w jaki sposób rekompensaty miałyby trafiać do spółek sprzedających energię odbiorcom.

Gdzie ministerstwa się biją, tam nikt nie korzysta

Nawet gdyby rozporządzenie weszło w życie już w maju, problem nie byłby rozwiązany. Projekt Ministerstwa Energii w toku konsultacji skrytykowało Ministerstwo Przedsiębiorczości. „Ministerstwo podkreślało, że rozporządzenie wprowadza sztuczną referencyjną cenę energii za rok 2019 na podstawie uśrednionych składników. Jeśli ktoś zapłacił więcej niż średnia, poniesie dużą stratę” – komentuje dla OKO.press Kamil Rybikowski, ekspert ds. energetyki Związku Pracodawców Polskich.

„Wiele firm zapewne zdecyduje się na proces ze Skarbem Państwa i sądy raczej powinny im przyznawać racje – a to powodować może olbrzymie kary, jakie zapłacić będzie musiał Skarb Państwa”.

Procesowanie się ze Skarbem Państwa nie należy jednak do szybkich procesów. Dla wielkich dostawców, którzy dysponują wielomilionowymi rezerwami, to umiarkowany problem. W niebezpieczeństwie są mali gracze. Rosnące koszty mogą ich doprowadzić do bankructwa. „Grozi nam seria upadłości spółek” – ostrzega Ancyparowicz. 

Problem bankructw nie dotyczy jednak tylko sektora obrotu energią. Ancyparowicz zaznacza, że w sytuacji niepewności, część spółek nie chce podpisywać z przedsiębiorcami kontraktów na obecny 2019 r.

Ci, którym kontrakt wygasa, lub ich dostawca splajtował z ww. powodów, nie tracą co prawda bieżących dostaw prądu, jednak muszą płacić według taryf rezerwowych, które bywają wielokrotnie droższe, niż oferowane w ramach umowy.

„Ostatecznie cała sytuacja będzie musiała odbić się na odbiorcach – zarówno indywidualnych, jak i przedsiębiorstwach” – komentuje Rybikowski.

Będzie to przebiegać wielotorowo, np.

  • Przedsiębiorcy, płacąc więcej za energię, będą musieli zwiększyć cenę swoich produktów, co uderzy w nabywców indywidualnych i biznesowych;
  • firmy przeznaczą kapitał na rachunki, a nie płace czy inwestycje zwiększające wydajność;
  • upadek małych spółek obrotu energią doprowadzą do monopolizacji rynku przez dużych graczy, co niekorzystnie wpłynie na konkurencję, która kształtuje ceny;
  • niepewność co do polskiego rynku zniechęci zagranicznych inwestorów, dających pracę i budujących sieć biznesową z polskimi przedsiębiorcami.

„Przede wszystkim sama ustawa została napisana w bardzo krótkim czasie i jest wyraźnie niedopracowana. Gdyby pracę nad ustawą ruszyły wcześniej, być może udałoby się tego zamieszania uniknąć” – dodaje Rybikowski.

Giełda bezlitosna dla węgla

Samo zamrożenie cen prądu na 2019 rok nie rozwiązuje problemu. Mało prawdopodobne, aby ceny miały w przyszłości znacząco spaść. Jeśli jesienią wygra PiS, to nadal będzie obciążał budżet sztucznym podtrzymywaniem przestarzałego systemu energetycznego. Jeśli wygra opozycja, to  – już w pierwszym roku rządów stanie przed wyborem, czy drastycznie podnieść Polakom koszty życia, czy pozostawić kosztowny program.

„Przyczyny wzrostu cen energii mają charakter strukturalny i wynikają z dominującej w polskiej energetyce roli węgla” – mówi dr Juchniewicz. A ceny praw do emisji CO2, które muszą kupować elektrownie węglowe, rosną od początku 2018 roku.

Przedstawiciele biznesu, z którymi OKO.press się konsultuje, są zgodni, że obecne problemy to nie tylko wina dezorganizacji w rządzie Mateusza Morawieckiego.

„Wszystkie polskie rządy zaniedbały rozwój odnawialnych źródeł energii”

– przypomina ekonomista Pracodawców RP. „Wydawało się im, że nasza specyfika zostanie uwzględniona w procesie dekarbonizacji Unii Europejskiej”.

Tak się jednak nie stało, a UE – która stawia ambitne cele klimatyczne – wszystkie kraje traktuje na równi. Zgodnie z planem coraz większą liczbę uprawnień do emisji CO2 wypuszczając przez giełdę, co powoduje znaczny wzrost cen tych pozwoleń. Zresztą Polska optowała za rynkowym systemem zakupu pozwoleń, a nie limitów przyznawanych odgórnie przez unijne organy.

Co zatem w tym chaosie mogą zrobić przedsiębiorcy? „Jestem fanem fotowoltaiki” – mówi Ancyparowicz. „Ceny paneli i ich jakość są coraz lepsze, są dziś możliwości finansowania, np. przez leasing” – radzi.

Być może więc przejście na zieloną energię (które pozwoliłaby nam uniknąć najgorszych konsekwencji klimatycznej katastrofy) w końcu odbędzie się też rękami przedsiębiorców, którzy chłodno kalkulują zyski i straty.

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. Dla OKO.press pisze o protestach, polityce ekonomicznej i wpływie gospodarki na życie każdego z nas. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym