Prawa autorskie: Katarzyna PierzchalaKatarzyna Pierzchala
20 listopada 2020

Represje na telefon z komendy stołecznej. Linus opowiada, jak sąd go uratował przed samowolą policji

Po demonstracji solidarnościowej pod Sądem Okręgowym w Warszawie policja zatrzymała w czwartek grupę aktywistów. Przetrzymano ich przez noc, część wywieziono do Grodziska Mazowieckiego. „Oni wiedzą, że to bezprawne. To decyzja polityczna” - mówi nam Linus, jeden z zatrzymanych

W czwartek, 19 listopada, o godzinie 11:00 na solidarnościowej manifestacji pod Sądem Okręgowym w Warszawie zebrało się kilkadziesiąt osób. Chciały okazać wsparcie Izie, 25-latce, której pod koniec października, po udziale w manifestacji Strajku Kobiet, postawiono zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza policji.

Sąd miał zdecydować czy przychyli się do wniosku prokuratury o prewencyjne zastosowanie wobec dziewczyny dwóch miesięcy aresztu. List od Izy odczytała jej przyjaciółka: „Chcemy się gniewać, będziemy krzyczeć i choćby nam tego zabraniano, traktowano gazem, wciągano do suk, to jesteśmy w tym razem”.

„Gdy słuchaliśmy listu, policja bez żadnego uprzedzenia zaczęła spychać nas w stronę holu. To miejsce, z którego w zasadzie nie ma ucieczki. Możesz albo wejść do sądu, albo utkniesz w policyjnym kotle” – opowiadała OKO.press Natalia Broniarczyk, aktywistka „Aborcyjnego Dream Teamu”, która była na miejscu.

Podczas demonstracji protestujący dowiedzieli się, że sąd nie zgodził się na prewencyjne aresztowanie Izy. Ale w międzyczasie policja zatrzymała kolejne osoby. Wśród nich był Linus Lewandowski, aktywista LGBT+, współtwórca Homokomanda.

W piątek po południu Linus został zwolniony. „Zostałem zwolniony tylko dlatego, że złożyłem zażalenie na zatrzymanie. Minutę przed postawieniem zarzutów sąd zdecydował, że mam zostać natychmiast zwolniony” – mówi nam Linus.

Na swoim profilu na FB Linus Lewandowski zamieścił odpis postanowienia sądu:

„Sąd postanowił: 1. Na podst. art. 329 § 1 kpk w zw. z art. 246 § 1 kpk stwierdził, że zatrzymanie Linusa Lewandowskiego w dniu 19 listopada 2020 r. przy Al. Solidarności 127 w Warszawie było zasadne, legalne i zgodne przepisami do momentu kiedy ustalono jego tożsamość, po tym czasie przestało być zasadne, legalne i zgodne z przepisami – wobec czego na podst. 246 § 3 kpk zarządzić natychmiastowe zwolnienie w/w osoby. 2. Na podst. art. 98 kpk odroczyć sporządzenie uzasadnienia na czas do 7 dni z uwagi na jego obszerność, zawiłość a jednocześnie potrzebę jak najpilniejszego wykonania orzeczenia. Orzeczenie jest wykonalne”.

Jakub Szymczak, OKO.press: Jak długo byłeś zatrzymany?

Linus Lewandowski, Homokomando: Siedziałem na dołku przez całą noc. W czwartek rano zjadłem śniadanie przed protestem. Mój kolejny posiłek to było małe śniadanie na dołku i potem znowu nic, aż do momentu wypuszczenia. A to było w piątek około 16:00.

Gdzie trafiłeś po demonstracji?

Najpierw na komendę na Żytniej. Tam przewieziono też cztery kolejne osoby z podobnymi zarzutami. Zatrzymano nas na podstawie podejrzenia naruszenia nietykalności cielesnej policjanta i obawy ukrycia się.

Ty twierdzisz, że nietykalności cielesnej policjanta nie naruszyłeś.

Doszło do szamotaniny. Policja otoczyła jedną osobę i chcieli ją zabrać, a my nie chcieliśmy do tego dopuścić. Chcieliśmy się do niej dostać i jej pomóc. Policja wyciągnęła wnioski, że została zaatakowana.

Policja zatrzymuje cię i kilka innych osób. Co się dzieje na komendzie na Żytniej?

Dostawaliśmy tam sygnały, że zostaniemy wypuszczeni, bo nie ma po co nas trzymać. Dwie godziny później zadzwonił ktoś z komendy stołecznej z poleceniem, że nie można nas wypuścić, że mamy iść na dołek. To wszystko w środku dnia, około 15:00. Trafiam więc na dołek na Żytniej.

Gdy stałem pod drzwiami i czekałem, żeby mnie wpuszczono, od komendy stołecznej przyszedł nowy rozkaz: nie będzie osadzenia na Żytniej, czekamy dalej. Więc siedziałem w pokoju z policjantami dwie godziny, nikt nie wiedział dlaczego. W końcu decyzja: naszą czwórkę wysyłają do Grodziska Mazowieckiego.

Koło 18:00 wpakowali nas w samochody, zawieźli do Grodziska i tam osadzili. Wtedy wiedziałem już, że będzie nocka i napisałem zażalenie na zatrzymanie. Na szczęście miałem kontakt z prawnikiem. Reszta go nie miała i takiego zażalenia nie złożyli.

Noc przebiegła spokojnie?

Szczęśliwie tak.

Co się dzieje rano?

Kolejnego dnia po śniadaniu przyszła do nas kobieta od RPO, z Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. Bardzo jesteśmy za to wdzięczni. Żeby nie dać się zwariować, liczyłem sekundy. Przy 3 427 lub coś koło tego usłyszałem przez okno okrzyki „Solidarność naszą bronią". Aktywiści zorganizowali protest solidarnościowy, to było świetne.

O 13:50 przychodzi do mnie policjant i mówi, że o 14:30 jest posiedzenie sądu w sprawie mojego zażalenia, ale oni mnie nie dowiozą. Wryło mnie kompletnie. Zanim udało mi się skontaktować z moim adwokatem, zajęło to kolejne pół godziny. Ustaliliśmy, że posiedzenie powinno się odbyć i zobaczymy, co tam ustalą, ale policja w tym samym czasie chce mnie zabrać do prokuratora.

Prokurator więc czekał, a my z prawnikiem ustaliliśmy, że będziemy zwlekać. Pisaliśmy oświadczenia, robiliśmy oględziny ciała. W momencie, gdy dostałem pouczenie o prawach i obowiązkach osoby z zarzutami, przychodzi do mojego prawnika Adama Kotuchy komunikat od drugiego prawnika Grzegorza Kukowki z sali sądowej: sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie. Policjanta zamurowało, nie miał wyjścia i musiał mnie wypuścić.

W efekcie nie mogli postawić mi zarzutów, ani zawieźć mnie do prokuratora, by ten ustanowił dozór policyjny (co do którego też już mam orzeczenie, że to fikcja i represje, ale - trzeba zawsze czekać dwa miesiące aż sąd rozpatrzy odwołanie).

Zarzuty dostanę na przesłuchaniu w środę, na które oczywiście się stawię, jak oświadczałem - nie zamierzam się ukrywać. Czy są prawdziwe to oceni sąd, pewnie za jakiś rok albo dwa, patrząc na aktualne tempo działania prokuratury.

Inni zatrzymani nie zostali zwolnieni?

Reszta, z tego co wiem, dostała zarzuty i dozór policyjny.

Dlaczego policja wozi was od komendy do komendy i zmienia decyzje?

Chcą nas zastraszyć. Ale oni wiedzą, że to, co robią, jest bezprawne. To decyzja polityczna. W moim przypadku wszystko co złe, przychodziło z komendy stołecznej. Policjanci, którzy mnie zatrzymali, mówili, że od nich nic nie zależy, wykonują tylko polecenia. Wydawało mi się, że woleliby mnie zwolnić. Ale decyzja to decyzja.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne