Ceny paliw poszły ostro w górę, a w drugim tygodniu wojny USA i Izraela z Iranem drożeje przede wszystkim diesel. Na horyzoncie nie widać możliwości odblokowania ruchu w Cieśninie Ormuz. Pomoże uwolnienie rezerw ropy i obcięcie VAT?
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyObserwatorzy rynku paliw mogą mieć poczucie częściowego déjà vu. Diesel atakujący granicę ośmiu złotych, wezwania do obcięcia marży na stacjach, propozycje ratunkowej obniżki VAT i rosnąca niepewność – wszystko to przerobiliśmy w 2022 roku, po agresji Rosji na Ukrainę. Sytuacja pod wieloma względami jest bliźniacza, na szczęście na razie nie ma mowy o panice zakupowej, wywołanej rzeczywistym zagrożeniem dostaw. Po ataku Izraela i USA na Iran możemy być spokojni, że paliwa w Polsce będą „tylko” drogie, ale na szczęście w dającej się przewidzieć przyszłości ich nie zabraknie. Nadzieję może dawać uwolnienie rezerw ropy, które zapowiedziały kraje zrzeszone w Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Skala tego działania będzie rekordowa – w 90 dni na rynek ma wypłynąć 400 mln baryłek.
Globalne notowania ropy i gotowych paliw poszły w górę przez zatrzymanie ruchu statków na wodach Cieśniny Ormuz, czyli wąskiego gardła pomiędzy Zatoką Perską a otwartym basenem Morza Arabskiego. Iran grozi, że będzie atakował przepływające tamtędy tankowce. Zdarza mu się też spełniać tę obietnicę. W środę Irańczycy zaatakowali trzy statki, które chciały przepłynąć cieśninę.
Polska nie importuje ropy tamtym szlakiem, jednak jej globalny niedostatek wpływa na podwyżki cen, które wpływają również na koszty ponoszone przez nasze rafinerie. Zagrożona jest również stabilność produkcji na Bliskim Wschodzie. Po irańskim ataku z początku konfliktu na tydzień stanęła największa rafineria Aramco, jednego z najważniejszych partnerów Orlenu i współwłaściciela rafinerii w Gdańsku. To dostawca dostępnego na polskich stacjach diesla. 30 proc. tego paliwa sprowadzamy właśnie z Arabii Saudyjskiej.
Rynek ropy w ostatnich dniach jest mocno niestabilny. Ropa Brent, będąca wyznacznikiem globalnych cen, w poniedziałek osiągnęła wartość ponad 117 dolarów za baryłkę. Nastroje uspokoiły nieco zapowiedzi uwolnienia rezerw ropy przez kraje G7 (siedmiu największych gospodarek świata), jak i deklaracja dążenia do szybkiego zakończenia konfliktu ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa. O możliwości „największego w historii” uwolnienia rezerw ropy mówili już wtedy przedstawiciele Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IAE).
We wtorek po raz pierwszy od początku wojny ceny zaczęły mocno spadać – do poziomu wyraźnie poniżej 90 dolarów. Do góry wciąż pnie się jednak diesel, który ceną znacznie przewyższa benzynę bezołowiową. Środa to już kolejne zwyżki, po tym, jak okazało się, że Iran zaminowuje Cieśninę Ormuz. Gdy powstaje ten artykuł, stawki Brent utrzymywały się na poziomie powyżej 90 dolarów.
W kolejnych dniach na ceny będzie miała wpływ decyzja krajów IAE o uwolnieniu z rezerw strategicznych 400 mln baryłek. Do grona 32 krajów tworzących Agencję należy również Polska. Nie miało to jednak bezpośredniego wpływu na cenę, a niektórzy rynkowi analitycy przestrzegają przed zbytnią wiarą w zbawienne działanie tego zabiegu.
„Nie wygląda na to, by »największe w historii« uwolnienie rezerw strategicznych mogło pomóc w sytuacji obecnego kryzysu” – oceniał Bjarne Schieldrop ze szwedzkiego SEB Banku. Na rynku brakuje 15,4 mln baryłek dziennie, a państwa Zatoki Perskiej próbują przekierować jak najwięcej dostaw do terminali morskich w Jabnu w Arabii Saudyjskiej (nad Morzem Czerwonym, stamtąd pochodzi ropa docierająca do Polski) i Fudżajrze w Emiratach (nad Morzem Arabskim, za Ormuzem). Po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę kraje IAE wypuściły na rynek 182 mln baryłek. Zdaniem wielu ekspertów nawet przebicie tego wyniku miałoby chwilowy i ograniczony wpływ na ceny. W analizach wciąż przewijają się pesymistyczne przewidywania, mówiące o cenie baryłki dobijającej do 150 dolarów w przypadku długotrwałej blokady Cieśniny Ormuz.
„Przygotuj się na cenę ropy wynoszącą 200 dolarów za baryłkę, ponieważ cena ropy zależy od bezpieczeństwa zdestabilizowanego bezpieczeństwa w regionie” – straszył Ebrahim Zolfaqari, rzecznik irańskiego dowództwa wojskowego.
Z drugiej strony ekonomiści banku ING mówią o średnich cenach dobijających do najwyżej około 100 dolarów w drugim i trzecim kwartale roku, i to jedynie w przypadku 3-miesięcznego unieruchomienia transportów przez Ormuz. W innych scenariuszach (miesięczna blokada, dwutygodniowa pełna i dwutygodniowa częściowa blokada) widać znacznie niższe kwoty.
Z Polskiej perspektywy największym problemem są ceny diesla, który w dużej mierze importujemy z Arabii Saudyjskiej. Stamtąd pochodzi około 30 proc. dostępnego na stacjach oleju napędowego. Powtarza się sytuacja z 2022 roku, gdy właśnie to paliwo najbardziej zdrożało, a niektóre stacje wstrzymywały jego sprzedaż. Dziś diesla nam nie brakuje, jednak problem narasta między innymi w Azji – a ceny w Polsce dyktuje globalny rynek. Potwierdzają to przedstawiciele firmy Unimot, importera diesla do Polski:
„W obliczu niedoboru ropy i produktów ropopochodnych z Zatoki Perskiej w bilansie światowym, sytuacja na rynku układa się na nowo i na globalnym rynku zaczyna się konkurowanie o »tę samą baryłkę«. Obecnie nie podejmujemy się przewidywania cen oleju napędowego w przyszłości, ponieważ nikt nie wie, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja na Bliskim Wschodzie i jak długo ona potrwa” – przekazało nam biuro prasowe spółki.
Z dużo większą dozą pewności można ocenić obecną sytuację na stacjach. Mówiąc krótko: jest źle.
Za litr diesla płacimy nawet 7,50. Za litr benzyny – około 6,60. Dlatego politycy opozycji coraz mocniej naciskają na rządową interwencję w rynek.
Niektóre takie działania będą jednak do pewnego stopnia działały jak miecz obosieczny. Orlen obniżył marżę na olej napędowy z 25 groszy „niemal do zera”. Mimo to notowania akcji koncernu idą w górę, jednak każda taka decyzja może zostać odebrana przez udziałowców (Orlen ma również prywatnych inwestorów) jako rezygnacja z zysku i działanie na szkodę spółki. Orlen w środę obniżył też cenę paliw w hurcie – benzyny o prawie 100, a oleju napędowego – o 150 złotych. To ważne, bo koncern dostarcza paliwa również innym sieciom stacji. Ceny obcięły również polskie oddziały Aramco i BP. To dobry sygnał, który może wpłynąć na ceny na stacjach, choć trudno jest uwierzyć w to, że ceny wrócą do przedwojennej normy.
Na stole pojawiła się również propozycja Przemysława Czarnka, który już jako kandydat PiS na premiera domaga się obniżenia VAT-u na paliwa z 23 do 8 proc. i obniżenia akcyzy.
To rozwiązanie, po które w 2022 roku sięgnął ówczesny premier Mateusz Morawiecki. Taki zabieg również może pociągnąć za sobą negatywne konsekwencje, czyli uszczuplenie dochodów państwa. Rozmiar interwencji powinien też być dopasowany do skali kryzysu. Trzy lata temu zdecydowane ruchy wydawały się jak najbardziej uzasadnione, bo wiedzieliśmy, że musimy trwale zerwać z dostawami rosyjskiej ropy, która stanowiła 60 proc. wszystkich dostaw do Polski. Dziś chodzi nie o rewolucję na rodzimym rynku z trwałymi efektami, a bardzo poważny, ale czasowy kryzys, na który wpływają wydarzenia, których nie sposób przewidzieć.
O koszty obniżenia obciążeń wpływających na cenę paliw zapytaliśmy ekonomistę Adama Suraja.
– 2 lutego 2022 roku (jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę) analitycy PKO BP w tekście „Czy stać nas na tarczę” oszacowali, że sama obniżka VAT będzie kosztować budżet państwa około 3,1 mld zł. Z kolei łączny koszt dwóch pozostałych rozwiązań wyceniono na około 1,3 mld zł. Po przeliczeniu na dzisiejsze ceny dawałoby to około 5,3 mld zł rocznie, i w przybliżeniu tak oceniłbym potencjalny koszt propozycji Czarnka – mówi nam Suraj.
Lekką ulgę mogą poczuć klienci Orlenu. Poza obniżką marży koncern zdecydował się obciąć ceny przez dwanaście kolejnych weekendów dla klientów programu lojalnościowego swoich stacji. Promocja potrwa więc do majówki. Posiadacze kart Vitay zapłacą 35 groszy mniej na litrze. I w tym przypadku przypominają się ruchy sprzed trzech lat, kiedy naftowy gigant zaproponował podobną promocję. Rabat obowiązywał we wszystkie dni tygodnia i wynosił 30 groszy. Spowodowało to również ruch po stronie konkurencji, która odpowiedziała podobnymi obniżkami. Możliwe, że ten scenariusz powtórzy się i teraz.
Wysokie ceny na stacjach to problem nie tylko dla właścicieli prywatnych samochodów, ale i dla całej gospodarki. Na drożejącym oleju napędowym stoi branża transportowa i rolnictwo. Obniżki VAT-u na paliwa domaga się Krajowa Rada Izb Rolniczych, która zaapelowała o wprowadzenie tego rozwiązania do premiera Donalda Tuska. Jasno sprawę stawia też branża logistyczna: wyższe koszty transportu w końcu przełożą się na inflację.
– Benzyna i olej napędowy wciąż stanowią niemal 90 proc. energii wykorzystywanej w ruchu drogowym. To oznacza, że każdy silny impuls cenowy na rynku energii bardzo szybko przekłada się na koszty przewoźników, operatorów flot i firm logistycznych. Nie chodzi przy tym tylko o sam litr diesla. Rosną także koszty przewozu paliw, frachtu morskiego, finansowania zapasów, ubezpieczeń i zabezpieczania dostaw – ocenia Anna Biekionis z polskiego oddziału DKV Mobility, potentata zarządzania flotami.
W tej sytuacji nieco większy optymizm mogą utrzymywać chyba jedynie kierowcy samochodów elektrycznych. Ceny energii z gniazdka, jak i te oferowane na stacjach ładowania, trzymają się na stałym poziomie.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze