0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Delil Souleiman / AFPDelil Souleiman / AF...

Mija 13. rocznica wybuchu wojny w Syrii. 15 marca 2011 roku na ulice syryjskich miast wyszli ludzie, żeby zaprotestować przeciwko autorytarnym rządom prezydenta Baszszara al-Asada. Konflikt doprowadził do wysiedlenia i ucieczki milionów ludzi, zrujnowania gospodarki i infrastruktury kraju. Mimo wciąż trwających w niektórych regionach walk i dramatycznej sytuacji humanitarnej, Syria zniknęła z powszechnej świadomości zachodnich społeczeństw, ustępując miejsca kolejnym konfliktom – w Ukrainie czy w Gazie.

Tymczasem, jak tłumaczy Jakub Belina Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej (PMM), tylko w 2023 roku w wyniku konfliktu zginęło w Syrii ponad 4 tys. osób, z czego prawie połowa to cywile. Liczba ta wzrosła w stosunku do 2022 roku.

“Te około 2 tys. ofiar cywilnych w 2023 r. w Syrii to prawie połowa ofiar cywilnych w Ukrainie w tym samym roku” – mówi Belina-Brzozowski.

Sytuacja jest wyjątkowo trudna zwłaszcza w kontrolowanej przez siły opozycyjne wobec prezydenta Asada północno-zachodniej części kraju, gdzie schroniła się duża część uchodźców wewnętrznych – w tamtejszych obozach, na niewielkiej przestrzeni, żyje aż 40 proc. mieszkańców regionu. Łączna liczba syryjskich uchodźców wewnętrznych to ponad 13 mln.

Do tego w ostatnich latach doszła jeszcze pandemia COVID-19, a w ubiegłym roku – katastrofalne trzęsienie ziemi, które dotknęło również Turcję.

Wszystko to rzutuje na system opieki zdrowotnej, który działa tylko dzięki zagranicznemu wsparciu, a ono kurczy się z każdym rokiem. Kolejne duże organizacje wycofują swoje programy pomocowe lub w ogromnym stopniu ograniczają wsparcie – wszystko to z powodu braku funduszy.

“Biorąc pod uwagę rosnące potrzeby tej zimy (w 2023 r. – przyp. red.), w tym ogrzewanie i ciepłe ubrania, a także coraz wyższe ceny podstawowych artykułów, takich jak paliwo, osoby mogą uciekać się do negatywnych mechanizmów radzenia sobie, takich jak przymusowe wczesne małżeństwo, pożyczanie pieniędzy na zakup żywności, angażowanie w pracę dzieci, ograniczanie posiłków” – mówiła Rishana Haniffa, dyrektorka tureckiego oddziału organizacji humanitarnej CARE.

Przeczytaj także:

Miliony uchodźców

Dziś Syryjczycy nadal pozostają najliczniejszą grupą uchodźców na świecie. Wbrew obiegowej opinii, zdecydowana większość z nich znalazła schronienie nie w Europie (ok. milion), a w krajach Bliskiego Wschodu, głównie w Jordanii i Libanie (ok. 5 mln). Znaczna część Syryjczyków żyje w nieformalnych obozowiskach, bez pracy, możliwości edukacji, często w domostwach pozbawionych dostępu do wody czy ogrzewania zimą.

“Mimo to sytuacja w ich kraju jest na tyle zła, że nie decydują się na powrót”

- stwierdza Jakub Belina Brzozowski.

Obecnie w większości syryjskich rodzin jest co najmniej jedna osoba z niepełnosprawnością. Wzrosło zapotrzebowanie na protezy i rehabilitacje, a jednocześnie zniszczona przez kataklizm infrastruktura w wielu przypadkach uniemożliwia dotarcie do lekarzy i szpitali.

Polska Misja Medyczna zapewnia wsparcie lekarzom szpitali w północno-zachodniej Syrii. We współpracy z Physicians Across Continents Turkey od października ubiegłego roku zapewniła protezy 66 osobom w regionie. Od początku swojej działalności na terenie Syrii, polska organizacja wsparła w ten sposób ponad 350 Syryjczyków, umożliwiając im powrót do szkoły, pracy i życia codziennego.

Rozmawialiśmy z partnerem PMM na miejscu, dr. Abdulem Hamidem al-Husejnem, szefem misji Physicians Across Continents w Syrii i dyrektorem szpitala chirurgicznego w Szamarin, na terenach kontrolowanych przez opozycję, przy granicy z Turcją. Podzielił się z nami doświadczeniem pracy w kraju pogrążonym w kryzysie humanitarnym.

Wyjazd

Jestem lekarzem internistą. Gdy wojna wybuchła, pracowałem, podobnie jak inni, w wielu miejscach – Aleppo, Ar-Rakce, Damaszku, Idlibie, czyli największych miastach w kraju. Działaliśmy głównie w północno-zachodniej Syrii, gdzie walki były najbardziej dotkliwe. Robiliśmy, co mogliśmy, żeby pomóc naszym ludziom.

Dziś walk jest niewiele, ale nasz kraj jest zniszczony, a życie niebezpieczne. Od 12 lat pracuję w szpitalu w Szamarin w pobliżu Aleppo, gdzie specjalizujemy się w operacjach ortopedycznych i kardiologii. I jak możesz sobie wyobrazić, wszyscy pracujemy pod dużą presją i w niebezpiecznych warunkach.

Wielu mężczyzn nosi ze sobą broń. Jako lekarze mamy pewien status społeczny i przez to często spotykamy się z pogróżkami ze strony uzbrojonych ludzi.

W 2015 roku zdecydowałem się wyprowadzić do Turcji, kilka godzin samochodem od szpitala, do Gaziantep. Pewnie słyszałaś, że w zeszłym roku doszło tam do dwóch potężnych trzęsień ziemi. Jednak warunki życia są i tak lepsze niż tutaj. W Turcji moje dzieci mają szansę na edukację – to był główny powód naszej decyzji o wyjeździe. W końcu tak samo jak dla każdego również dla lekarzy najważniejsze są ich dzieci.

Do szpitala dojeżdżam cztery, pięć razy w tygodniu. Oczywiście, że nie jest łatwo, bo czasami sam przejazd przez granicę zajmuje mnóstwo czasu, potrzebne są pozwolenia. Zdarza się, że tureckie urzędy ich nie wydają i wtedy nie jestem w stanie przez tydzień dojechać do moich pacjentów.

Nie tylko ja wyjechałem.

Jest nas, lekarzy w Syrii, bardzo niewielu – większość uciekła do Kanady czy Niemiec.

W przypadku niektórych specjalizacji, na przykład patologii czy kardiochirurgii albo psychiatrii, mamy tylko jednego czy dwóch lekarzy na region. I przyznam ci, że sam zastanawiam się, czy za rok albo dwa nie wyjedziemy z rodziną na Zachód.

Pacjenci

W naszym szpitalu zapewniamy opiekę 150 pacjentom dziennie, prowadzimy od pięciu do sześciu operacji każdego dnia. Możemy to robić dzięki Syria Recovery Trust Fund (funduszowi powierniczemu zasilanemu przez międzynarodowych darczyńców). Tak długo, jak mamy te fundusze, możemy pokryć koszty leków, operacji i sprzętu. W tej chwili nie musimy się martwić, ale nie zawsze tak jest.

Zdarza się, że nie mamy żadnego wsparcia finansowego. Wtedy robimy, co w naszej mocy, ale lekarstwa nie spadną nam z nieba. Fundusz SRTF też nie będzie nas wspierał wiecznie. Wyobraź sobie, jak wygląda praca lekarzy w warunkach ciągłej niepewności. A przecież nie tylko my zmagamy się z niedofinansowaniem, ale również inne syryjskie placówki.

Żeby leczyć ludzi, potrzebne jest stabilne źródło finansowania, takie, jakim jest państwo.

Nie można być zależnym od dobrej woli darczyńców i organizacji pozarządowych, a w takiej sytuacji się znaleźliśmy i to już dawno temu.

Dziś największą część naszych pacjentów stanowią osoby starsze i z urazami, ale jeszcze niedawno zmagaliśmy się z wieloma ofiarami trzęsienia ziemi. Jednak jeśli pytasz mnie o to, jakie przypadki najbardziej zapadły mi w pamięć, to są to pacjenci onkologiczni. Jak wiesz, ich leczenie jest bardzo kosztowne i skomplikowane, a w Syrii nie ma ani jednego szpitala, który specjalizowałby się w onkologii. Nawet przy pomocy organizacji pozarządowych pacjent zazwyczaj nie otrzymuje wszystkich niezbędnych zabiegów. Jeśli ma dostęp zaledwie do niektórych z nich, to nie możemy mówić o skutecznej terapii.

Być może części pacjentów udało się wyjechać na leczenie za granicę, na przykład do Turcji. Jeśli mieli szczęście, znaleźli pomoc finansową, by opłacić zabiegi i rehabilitację. Jeżeli nie — najprawdopodobniej wrócili do kraju, gdzie resztę życia spędzą razem ze swoją nieleczoną chorobą. Takich przypadków jest niestety bardzo wiele.

Państwo

Syria jest dziś zapomnianym krajem – zachodnie społeczeństwa przestały się nami przejmować, a darczyńcy wspierać. Wiem, naprawdę wiem, że na świecie dzieją się okropne rzeczy, w Ukrainie czy w Gazie. Mimo to ciężko żyć ze świadomością, że nasze cierpienie, które trwa już trzynaście lat, zeszło na dalszy plan. Największe organizacje, jak UNICEF czy WHO, opuszczają nasz kraj. To tylko potwierdza moje słowa.

Marzę, by zobaczyć międzynarodową presję na pokojowe rozwiązanie konfliktu w Syrii.

Tylko wtedy będziemy mogli odbudowywać nasze społeczeństwo i leczyć ludzi w godnych warunkach.

Jeśli władza w naszym kraju się nie zmieni, jeśli nic się nie zmieni, te miliony ludzi na uchodźstwie nie wrócą. Nie mają do czego – nie ma tu pracy, edukacji, opieki zdrowotnej. Nie możemy zapewnić naszym dzieciom minimalnego standardu życia. Sytuacja mojej rodziny w Turcji nie jest stabilna, ale na pewno lepsza od tego, co czeka nas w kraju. Chociaż wiele oddałbym, by znów mieszkać w Syrii.

Na zdjęciu: dziecko z obozu wewnętrznych uchodźców pod Rakką, 8 lutego 2024

***

Phycisians Across Continents Turkey to organizacja pozarządowa, która działa w Syrii, Jemenie i Sudanie. Wspiera ludzi w potrzebie głównie w zakresie zdrowia oraz pomocy żywnościowej.

Polska Misja Medyczna jest polską organizacją humanitarną niosącą pomoc medyczną w najbardziej potrzebujących krajach świata.

Wspólny projekt PAC Turkey i PMM na rzecz osób z niepełnosprawnościami w Syrii wesprzeć można na stronie: https://pmm.org.pl/co-robimy/syria/

;

Udostępnij:

Anna Mikulska

Dziennikarka i badaczka. Zajmuje się tematami wokół praw człowieka, głównie migracjami i uchodźstwem. Publikowała reportaże m.in. z Lampedusy, irackiego Kurdystanu czy Hiszpanii. Przez rok monitorowała sytuację uchodźców z Ukrainy w Polsce w ramach projektu badawczego w Amnesty International. Laureatka w konkursie Festiwalu Wrażliwego. Współtworzy projekt reporterski „Historie o Człowieku".

Komentarze