Prawa autorskie: AFPAFP
08 października 2022

Rosyjskie firmy obchodzą unijne sankcje! Niestety, pomagają im w tym Polacy

Firmy ze Wschodu na masową skalę obchodzą unijne sankcje gospodarcze ograniczające sprzedaż towarów dla odbiorców indywidualnych w Rosji. Ominięcie blokad jest możliwe dzięki zakupom przez internet oraz polskim pośrednikom. Ujawniamy, jak działa ten mechanizm

Ustaliliśmy, że handel z Rosją, mimo nałożonych prawnie ograniczeń, nadal trwa. Chociaż za złamanie unijnych blokad grożą poważne kary finansowe, a nawet kara więzienia, rosyjskie firmy nie mają problemu ze znalezieniem w Polsce współpracowników i magazynów.

Ten tekst powstał dzięki sygnałowi od naszego Czytelnika.

Dużą popularnością w Rosji cieszą się oferty sprzedaży na polskim portalu Allegro.pl. Być może dlatego, że łatwo tu się kupuje. Produkty od handlujących na Allegro sprzedawców regularnie trafiają zwłaszcza do Kaliningradu. Są wśród nich tak zwane towary „podwójnego wykorzystania”. Choć produkowane jako cywilne, może ich używać także wojsko, dlatego ich sprzedaż na Wschód jest obecnie w sposób szczególny zakazana.

Mimo to nadal tam docierają, podobnie jak inne produkty zachodnich firm, także tych, które wycofały się z rosyjskiego rynku po wybuchu wojny w Ukrainie.

Właściciele internetowych sklepów najczęściej nie są świadomi, że właśnie dokonali transakcji z klientem z Rosji. Cały mechanizm skonstruowano bowiem w taki sposób, by nic nie budziło podejrzeń sprzedawców.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Sankcje handlowe łatwe do obejścia

W ramach sankcji gospodarczych, jakie Unia Europejska nałożyła na Rosję, podmioty europejskie nie mogą sprzedawać do Rosji niektórych produktów. Chodzi między innymi o nowoczesne technologie (w tym wysokiej klasy elektronikę i oprogramowanie) czy towary luksusowe (w tym zegarki i biżuterię).

Zakazany jest także handel tak zwanymi towarami podwójnego wykorzystania, czyli takimi, które choć przeznaczone do cywilnego użytku, mogą być wykorzystywane przez wojsko.

Po wprowadzeniu zakazów wiele zachodnich firm wycofało się z rynku rosyjskiego i białoruskiego (Białoruś także jest objęta sankcjami, choć mniejszymi). To spowodowało, że w obu tych państwach nie ma dziś oficjalnie w sprzedaży znacznej części towarów z Europy i Stanów Zjednoczonych.

Jak się jednak okazuje, blokada ta jest łatwa do obejścia, zwłaszcza dla rosyjskich firm działających w pobliżu zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Najczęstszą oferowaną przez nie usługą jest pośrednictwo w dostawach.

Zidentyfikowaliśmy kilka podmiotów, które na rosyjskich i białoruskich stronach internetowych zachęcają do robienia zakupów na polskim portalu Allegro.

Po zawarciu transakcji klient korzystający z usług pośrednika podaje sprzedawcy wskazany mu adres dostawy w Polsce (najczęściej niedaleko granicy wschodniej).

To adres polskiego magazynu, którego właściciel współpracuje z Rosjanami. Jeśli problemem jest wpłata pieniędzy na konto sprzedawcy, firma pośredniczy także w transakcji. Klient najpierw przelewa środki na jej konto i stamtąd, już jako złotówki od polskiego podmiotu, przekazywane są na konto sprzedawcy.

Dalszy ciąg jest prosty: gdy przesyłka dotrze pod wskazany polski adres, tam jest adresowana do docelowego odbiorcy w Rosji lub na Białorusi, a po kilku dniach jest już na miejscu. Przy czym sprzedawca nie wie, że jego towar został wysłany na Wschód, ponieważ wysyła swój towar na polski adres.

Z Allegro do Kaliningradu

Allegro nie jest jedynym portalem, prowadzącym handel internetowy, z którego zakupy idą na Wschód mimo obowiązujących zakazów. Oferta pośredników jest aktualna dla wielu sklepów online. Jednak sposób, w jaki pośrednicy reklamują się w sieci, wskazuje, że polski portal jest popularny na Wschodzie, gros transgranicznych transakcji dotyczy towarów wystawianych właśnie tam.

Przyjrzyjmy się jednemu z takich przedsiębiorstw. Oto w Kaliningradzie istnieje firma Fastbox, która zajmuje się „transportem towarów z Europy”.

„Dostarczamy dowolne towary ze sklepów internetowych w Europie, USA i Azji, a także z polskich aukcji internetowych Allegro dla mieszkańców Rosji i WNP” – tak się reklamuje. Do tej pory miała dostarczyć około 200 tysięcy paczek, co nie jest oszałamiającym wynikiem. Jednak dane internetowe wskazują, że zainteresowanie takim handlem wyraźnie wzrosło od wybuchu wojny.

Same zakupy są wyjątkowo proste – wystarczy założyć konto i zamówić produkt w dowolnym sklepie internetowym wklejając (na rosyjskiej stronie) link do oferty.

Firma zajmuje się całą resztą. Ma swój magazyn w Polsce i to do niego trafiają zamówione towary. Tam pracownicy je przepakowują, zmieniają odbiorcę i wysyłają na Wschód. Dostawami zajmuje się Poczta Rosji lub... Poczta Polska. Chodzi o usługę przesyłek międzynarodowych EMS, którą Poczta Polska dziś świadczy do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP), lecz nie do Rosji.

Za zakupy pośrednikowi można zapłacić kartą, ale też gotówką w biurze w Kaliningradzie. Oczywiście Fastbox pobiera za to prowizję. Zainteresowanie jest na tyle duże, że firma musiała ostatnio wydłużyć czas pracy biura, by wszyscy klienci zdążyli odebrać paczki.

Zrzut ekranu ze strony rosyjskiej firmy Fastbox. Zawiera informacje o sposobie kupowania towarów z Europy i przewożenia ich do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw.
Informacja z portalu Fastbox, jak wygląda dostawa towarów z Unii Europejskiej.

Oferty od polskich sprzedawców

Na tym jednak nie koniec usług. Fastbox na swojej stronie ma rozbudowany katalog produktów, by klienci nie musieli ich sami wyszukiwać na europejskich stronach. Prowadzi też jeszcze jeden portal, który wygląda jak duży sklep internetowy. Jego główne hasło promocyjne brzmi: „Towary z Europy, z portalu Allegro.pl i nie tylko, tania dostawa”.

Można tu kupić niemal wszystko – od zachodniej elektroniki, przez perfumy, zabawki dla dzieci, po zapasowe części do motocykli.

Są tu towary dostępne na rynkach europejskich i amerykańskich, ale od wybuchu wojny w Ukrainie – oficjalnie nieodstępne w Rosji.

Nieoficjalnie jednak, jak widać, nie ma problemu z ich kupnem.

Strona, choć nie ma nic wspólnego ze znanym portalem Allegro, wykorzystuje go. Nawet grafika przypomina polski portal – charakterystycznym wyróżnikiem jest kolor pomarańczowy, nazwa sklepu także zaczyna się na literę „A” (nie podajemy pełnej nazwy, by nie generować ruchu).

Do tego spora część prezentowanych tam ofert pochodzi właśnie z Allegro – zdjęcia i opisy wystawianych w Polsce produktów są po prostu kopiowane. Przy niektórych sprzętach elektronicznych zdarzają się nawet przetłumaczone na język rosyjski informacje, że oprogramowanie jest dostosowane do użytku w języku polskim.

To wyraźna wskazówka, że ofertę pierwotnie zaadresowano do użytkowników z Polski. Rosjanom to jednak nie przeszkadza. Tak samo jak fakt, że płacą za towary średnio o 15-25 procent więcej niż Europejczycy. Na przykład iPhone14 PRO, w Polsce dostępny za 7199 zł, na rosyjskim portalu kosztuje 99 tysięcy rubli, czyli ponad 8 tysięcy zł.

Dwa zrzuty ekranu. Na górze zrzut z portalu Allegro, z ofertą sprzedaży iPhone 14 Pro, na dole zrzut z rosyjskiego portalu, ta sama oferta
Porównanie ofert z portalu Allegro.pl i z rosyjskiego portalu - na obu ta sama oferta.

Tych produktów może używać wojsko

Oprogramowanie sklepu rozpoznaje lokalizację osoby przeglądającej stronę i automatycznie blokuje dostęp osobom z Polski, a prawdopodobnie także z innych krajów Unii Europejskiej. Bezproblemowy dostęp mają natomiast klienci ze Wschodu.

„5 lat udanej pracy, ponad 25 tysięcy klientów, 74 277 zrealizowanych zamówień” – taki komunikat pojawia się, gdy włożymy jakiś towar do online'owego koszyka. Ale dane dotyczące płatności są objęte tajemnicą aż do momentu realizacji transakcji.

Na stronie oferowany jest także sprzęt podwójnego wykorzystania, który może być używany przez wojsko. Znalazłam tam profesjonalne drony, kamery termowizyjne, noktowizory, radiotelefony – wszystkie bardzo przydatne w czasie wojny.

Część to produkcja z Chin lub Białorusi. Ale zdarza się i tak, że celownik noktowizyjny renomowanej białoruskiej firmy sprzedaje na Allegro Polak z zachodniej Polski (za 2990 zł) i właśnie jego towar jest w rosyjskim markecie – tyle że za 46 403 ruble, czyli za 3779 zł (po przeliczeniu).

Podobnie drony chińskiej firmy DJI – za pośrednictwem kaliningradzkiej firmy trafiają na teren Rosji z polskiego rynku. Sklep proponuje również kupno noktowizorów polskiej firmy Infray, kamer termowizyjnych amerykańskiej firmy Teledyne Flir czy radiotelefony amerykańskiego przedsiębiorstwa Midland.

Handel takimi produktami z Rosją jest dziś objęty unijnymi sankcjami. Mamy więc do czynienia z nielegalnym obrotem towarami.

Screen ekranu z opisywanego rosyjskiego portalu. Na screenie oferta kamer termowizyjnych, w tym produktów zachodnich firm.
Oferta kamer termowizyjnych na rosyjskim portalu. Wśród nich kamery zachodnich firm.

Allegro: to walka z wiatrakami

Taki handel jest po pierwsze obchodzeniem europejskich sankcji, po drugie – łamaniem zasad, wprowadzonych po wybuchu wojny przez Allegro. Portal ten 14 marca zablokował możliwość zawierania transakcji z klientami ze Wschodu.

„Nie wysyłamy przesyłek do Rosji i Białorusi. Jesteśmy solidarni z Ukrainą i stoimy po stronie pokoju” – taki komunikat jest wyświetlany każdemu klientowi, który jako kraj dostawy produktu wskaże Rosję lub Białoruś. Zakaz ten wciąż obowiązuje. Czy Allegro ma możliwość ograniczenia nielegalnego handlu z Rosją?

"Znamy ten proceder. To niestety trochę jak walka z wiatrakami. Bez zastosowania środków prawnych niewiele możemy z tym zrobić" – mówi Marcin Gruszka, rzecznik prasowy Allegro. - "A jakiekolwiek działania prawne w Rosji w tym momencie to fikcja".

Aby firma z Kaliningradu (i podobne do niej) mogła funkcjonować, musi współpracować z podmiotami w Polsce – potrzebuje bowiem polskiego adresu do realizowanych dostaw, magazynów, pracowników. Dla Polaków to wyjątkowo ryzykowne działanie. Polska ustawa sankcyjna z kwietnia 2022 roku przewiduje wysokie kary za naruszenie sankcji.

Kary finansowe mogą wynieść nawet 20 milionów złotych. Sądy mogą też orzec karę pozbawienia wolności i to na czas nie krótszy niż trzy lata.

W Polsce przestrzeganie przepisów sankcyjnych kontroluje Krajowa Administracja Skarbowa. Według danych, jakie pod koniec września prezentował wiceminister finansów Mariusz Gojny na posiedzeniu sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej, KAS do tej pory podjęła trzy kontrole sankcyjne, jedną podatkową oraz 40 kontroli celno-skarbowych. W 23 przypadkach trwa sprawdzanie, czy istnieją podstawy do wszczęcia postępowania z powodu naruszenia przepisów.

Do dziś rząd nie przedstawił ani jednego przypadku, w którym polski podmiot zostałby ukarany za łamanie sankcji. A do Obwodu Kaliningradzkiego codziennie docierają paczki z towarami kupionymi w Polsce.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne