Piotr Osęka, historyk: – IPN powinien mieć nazwę w liczbie mnogiej. Bo pamięć nie jest jedna, pamięci jest wiele
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyMało kto pisze dziś kredą po murach. Ale nie w Zamościu.
Napis “Różę pamiętamy” na kamienicy przy rynku stał się atrakcją turystyczną. I symbolem. Kiedyś była tu tablica upamiętniająca Różę Luksemburg.
Na 155. urodziny słynnej Zamościanki, 5 marca, ratusz miał odsłonić tablicę nową. Planowano imprezę z pompą. Czerwone róże, zagraniczna delegacja, ambasador.
Tablicy nie ma. Zamiast niej ściana pomazana farbą. Nad plamą znów odręcznie napisane “Różę pamiętamy”.
Rzecznik Zamościa, Jacek Bełz, od lat zajmuje się promocją miasta. Jest nawet przewodnikiem wycieczek. Spotykamy się w kawiarni przy synagodze. Obok straszy ruina domu kahalnego, kupił go Witold Paszt, wokalista VOX. Nigdy nie zrobił remontu, w Zamościu takich pustostanów jest sporo.
- Róża jest jedną z pierwszych Polek z doktoratem, pierwszą doktorką ekonomii. Znana jest na całym świecie. Wielu turystów chce odwiedzić jej dom.
Z tym domem nie jest tak prosto. Komunistyczne władze upamiętniły Różę Luksemburg tablicą pod adresem Staszica 37, przy Rynku Wielkim.
Sama Róża pewnie nigdy w tym domu nie była. W 2003 roku konserwatorka Ewa Lorentz przestudiowała hipoteki. Ustaliła, że rodzina Róży mieszkała sto metrów dalej, przy Ogrodowej, dziś to ulica Kościuszki.
Pierwsze pomysły upamiętnienia miejsca urodzenia Luksemburg pojawiły się w 1964 roku. Planowano nawet niewielkie muzeum. Jej imieniem nazwano ulicę oraz Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne. W 1979 roku w elewację kamienicy przy Staszica wmurowano tablicę: „W tym domu w 1871 r. urodziła się Róża Luksemburg, wybitna działaczka międzynarodowego ruchu robotniczego”.
Czemu nie na Ogrodowej? Może to zwykły błąd, a może dom przy Ogrodowej był w gorszym stanie?
W prima aprilis 1 kwietnia 2016 roku zaczęła się w Polsce nowa dekomunizacja. W życie weszła “Ustawa o zakazie propagowania komunizmu lub innego systemu totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki”.
Samorządy dostały polecenie: wygumkować ostatnie ślady komunizmu ze zdekomunizowanego już krajobrazu. Swoje decyzje miały konsultować z Instytutem Pamięci Narodowej.
W większości polskich miast ulice Luksemburg zniknęły na początku lat 90. W Zamościu też. Tablica jednak została.
Podobno to Przemysław Czarnek, wojewoda lubelski w latach 2015-2019, wydał wyrok na tablicę przy Staszica. Sporządził “czarną listę” ponad stu obiektów do likwidacji, wydrukował ją “Kurier Lubelski”. W Zamościu była to tablica na budynku szkoły informująca o wymordowaniu przez hitlerowców jeńców radzieckich oraz pomnik na miejscu obozu jenieckiego “Karolówka”.
Tablicy Luksemburg na liście nie było.
Ówczesny prezydent miasta Andrzej Wnuk wspomina jednak, że to z Lublina otrzymał sygnał: tablica łamie ustawę o dekomunizacji. – Inicjatywa wyszła od wojewody – twierdzi Wnuk.
Szukamy na to papierów. Pisma z taką decyzją nie znajduje rzecznik wojewody, nie ma go też w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków.
- A przecież to budynek z przełomu XVI i XVII wieku, w rejestrze zabytków jest od 1982 roku. Wszelkie działania na kamienicy wymagają naszej zgody, nie ważne, czy to montaż urządzeń technicznych, renowacja, czy co innego – mówi kierownik delegatury WUOZ w Zamościu, Olgierd Hawryluk. I dodaje: – Powiem szczerze, nie wiem jak oni tę tablicę zdemontowali.
Są w mieście tacy, co wierzą, że zdemontowali ją nielegalnie.
W dossier kamienicy Staszica 37 Hawryluk znajduje inny papier. To pismo od Obywatela X (nazwisko znane redakcji). To on zaczął dobijać się do ratusza, by coś zrobić z upamiętnieniem Róży na fasadzie przy rynku. Miasto najpierw go zbywało, interweniował u konserwatora.
Ówczesna kierowniczka delegatury odpisała mu w czerwcu 2017 roku, że “nie leży w jej kompetencji tłumaczenie stanowiska urzędu miasta”, a “działania na rzecz ewentualnego demontażu nie wymagają pozwolenia wojewódzkiego konserwatora”.
Obywatel X szukał pomocy w IPN. Ten mu przyklasnął: tablica powinna zniknąć. Ale nie teraz, bo w pierwszej ustawie nie było nic o pomnikach. IPN dał podpowiedź: w październiku wejdzie w życie nowelizacja. Pismo IPN jest z 6 września 2017.
Uzbrojony w instrukcję z IPN Obywatel X naciska dalej. Z listopada są jeszcze ślady korespondencji na ten temat. Konserwatorka w Zamościu pisze do Wydziału Gospodarki Komunalnej, że zajmie stanowisko dopiero po otrzymaniu pełnego wniosku z opisem prac budowlanych. Potem korespondencja się urywa.
13 marca 2018 roku tablicy już nie ma.
Obywatel X to emeryt, mieszkaniec Zamościa, ojciec wokalisty popularnej grupy disco polo.
Przy Kościuszki, wzdłuż murów miejskich, cała pierzeja zarasta chwastami. Na rogu tak zwana Generałówka, solidna kamienica z drugiej połowy XIX wieku. Obok skromna oficyna. To tu był dom Róży Luksemburg. Dziś to Kościuszki 7a.
Przewodniczka PTTK mówi: – Elewacja jest ładna, ale w środku od czasów Róży Luksemburg zmieniło się niewiele. Ubikacje nadal są na klatce schodowej.
Róża Zamościa pamiętać nie mogła. Spędziła tu trzy pierwsze lata życia. Jej rodzina przeniosła się do Warszawy, a następnie sama Róża w “daleki świat”, najpierw na studia do Zurychu – był to jeden z głównych adresów do studiowania dla kobiet z Kongresówki i zaboru rosyjskiego – a potem Berlina. Ani za Berlinem jako miastem ani za Niemcami (jak pisze Prusakami) nie przepadała. Już to powinno uczynić ją dla polityków PiS postacią sympatyczną.
Mimo to w Berlinie Róża zostanie na zawsze. Działa w Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, założy Związek Spartakusa, podwaliny Komunistycznej Partii Niemiec. W 1919 roku, po powstaniu Spartakusa, zostanie brutalnie zamordowana przez prawicowe bojówki. Oprawcy wrzucą jej ciało do Kanału Piechoty.
Pogrzeb wyłowionej z kanału kobiety odbył się w tym samym roku, grób szybko stał się symbolem. W 2009 roku lekarz sądowy berlińskiej kliniki Charité dokonał jednak makabrycznego odkrycia. W podziemiach Muzeum Historii Medycyny odnalazł okaleczone zwłoki, odpowiadały opisowi ciała Luksemburg i okolicznościom jej śmierci. Kto wie, może tam spoczęła Róża. Grób na cmentarzu Friedrichsfelde i tak splądrowali naziści. Co zrobili z ciałem, nie wiadomo.
Oprawcy Róży pozostali bezkarni, a nawet zrobili karierę. Hitler nie zapomniał o ich zasługach.
W maju 2024 roku w Zamościu zmienia się władza. Prezydentem zostaje Rafał Zwolak, bezpartyjny, ale popierany przez Koalicję Obywatelską. Wraca temat upamiętnienia Róży. Od radnych słyszymy, że po raz pierwszy ktoś przeczytał o tym w gazecie latem 2025 roku. Inni twierdzą, że ratusz już wcześniej rozmawiał z Fundacją im. Róży Luksemburg. To we współpracy z powstałą w 1990 roku w Niemczech Fundacją (od 2002 roku ma przedstawicielstwo w Warszawie) miał odbyć się wielki come back: konferencja i wmurowanie nowej tablicy.
Pierwszy termin, w październiku 2025, odwołano.
Na 5 marca, dzień urodzin Róży, zaplanowano drugie podejście.
Na tydzień przed urodzinami ratusz zaprasza na briefing. Prawicowa prasa alarmuje: Zamość chce wybielić komunistkę. Pod ścianą z hasłem “Różę pamiętamy” rzecznik Bełz odczytuje tekst ustawy z 2016 roku, potocznie zwanej dekomunizacyjną. Ta zabrania upamiętniania “osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny”.
Przy tym: “Za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944–1989.”
Rzecznik Bełz: – Różę Luksemburg zamordowano w 1919 roku, nie podpada więc pod ustawę.
Bełz powołuje się na Gliwice. W 2021 roku wojewoda śląski, dziś poseł PiS, Jarosław Wieczorek uznał, że ulica Róży Luksemburg nie łamie ustawy dekomunizacyjnej. Róża w Gliwicach została.
Na nowej tablicy jest profil Róży, budynek Generałówki i robotnicy idący w wiecu. Tablica informuje, nie upamiętnia – twierdzi Bełz. I dodaje: Zamojski ratusz czeka na zgodę konserwatora. Jeśli ta nie przyjdzie w porę, tablica zostanie ustawiona na sztaludze przy kamienicy. Dokonane zostanie „symboliczne odsłonięcie”.
Jest 26 lutego, ciśnienie rośnie.
Trzy dni przed urodzinową konferencją Bełz przenosi odsłonięcie tablicy do ratusza. Miasto otrzymało blisko 2 mln zł z MKiDN na renowację podcieni przy ul. Staszica. Prace mają ruszyć w wakacje. Tablica i tak zawisnąć mogłaby dopiero po remoncie.
Prezydent miasta Rafał Zwolak oświadcza: “5 marca nikt nie zamierzał umieszczać tablicy na kamienicy przy ulicy Staszica”.
Na forach społecznościowych ludzie są zdezorientowani. Jedni cieszą się, że ratusz się wystraszył, robią zakłady, że imprezy nie będzie. Inni oskarżają miasto o brak konsekwencji. Nie wolno dać się zastraszyć, wołają.
W przeddzień konferencji pod ratuszem protestuje Młodzież Wszechpolska, Krucjata Różańcowa, Światowy Związek Żołnierzy AK i Stowarzyszenie Rozwoju Lokalnego Zamojszczyzna.
Odbywa się też briefing IPN. – To nie do pomyślenia, że w polskim mieście rządzonym przez polski samorząd niemiecka fundacja finansuje tablicę poświęconą obywatelce Niemiec, współzałożycielce Komunistycznej Partii Niemiec – grzmi Karol Polejowski, p.o. prezesa. Żąda, by ratusz wycofał projekt. I alarmuje: – Obserwujemy proces rekomunizacji przestrzeni publicznej. W Polsce odradza się komunizm. Jeśli władze miasta promują Luksemburg jako atrakcję turystyczną, to muszą mieć jasność, że – tu Polejowski waha się, zaraz padną grube słowa – działają na korzyść Kremla.
Garstka emerytów na rynku krzyczy: “Precz z komuną”.
Delegacja IPN składa wieńce na cmentarzu wojennym na Rotundzie. Kawalkada limuzyn odjedzie potem do Radecznicy, gdzie w klasztorze bernardynów jest krypta żołnierzy II Inspektoratu Zamojskiego AK.
Jest 4 marca, to data śmierci Mariana Pilarskiego, jednego z żołnierzy wyklętych.
5 marca IPN nie będzie w Zamościu, bo “nie zostali zaproszeni”, jak mówią nam urzędnicy z IPN. Oburza ich już sama data. To rocznica podpisania przez Stalina (w 1940 roku) rozkazu o eksterminacji polskich oficerów z obozów jenieckich w ZSRR.
Przeoczyli inną datę: 5 marca 1953 roku umarł Stalin.
Z gabinetu Olgierda Hawryluka, zamojskiego konserwatora zabytków, widać gmach ratusza. Jest ranek 5 marca, pod ratuszem zaparkowała policja i straż miejska.
Hawryluk przyznaje, 16 lutego miasto zwróciło się do niego o zgodę na wmurowanie tablicy. Hawryluk zadzwonił do IPN.
W dniu planowanego odsłonięcia tablicy na jego biurku leżała już opinia IPN, a raczej jej brudnopis, Hawryluk pokazuje skan odręcznie spisanego dokumentu. IPN ocenia projekt jako sprzeczny z ustawą, której intencją było – Hawryluk czyta z kartki – wyeliminowanie z przestrzeni publicznej wszelkich odniesień, które mogą być interpretowane jako propagowanie ideologii komunistycznej.
I tu Hawryluk dodaje dobitnie: “bez względu na ich lokalny czy biograficzny kontekst”.
Czyta dalej: “Umieszczenie tablicy pamiątkowej stanowić będzie formę realnego hołdu wobec postaci, która symbolizuje ideologię będącą podstawą zniewolenia państwa polskiego na dziesięciolecia, a której skutki okazały się tragiczne dla niemal dwóch milionów obywateli: ofiar represji, prześladowań i zbrodni komunistycznych reżimów.”
Na skanie data 3 marca 2026 roku.
- Jak tylko ten dokument wpłynie do nas fizycznie, wydamy decyzję.
Kodeks Postępowania Administracyjnego daje na to 30 dni, w przypadkach bardziej złożonych dwa razy tyle. Hawryluk wyda decyzję szybko, jest już tą sprawą zmęczony. Czy jest szansa, że zdecyduje inaczej niż IPN?
- Trudno dyskutować z IPN-em. Nie pamiętam, byśmy kiedykolwiek decydowali wbrew ich opinii.
Biuro Hawryluka jest na Staszica, parę kroków od rzekomego domu Luksemburg, gdzie miała zawisnąć tablica.
- A pan wie, kto to pisze kredą “Różę pamiętamy”?
- Nie wiem ani kto pisze, ani kto zamazuje.
O kredzie pomyśleli organizatorzy konferencji. To jeden z gratisów, które dostajemy przed wejściem do Sali Consulatus zamojskiego ratusza (do 1968 roku nosiła imię Luksemburg). O 10 rano rozpoczynają się urodzinowe obchody pod hasłem “Wolność jest zawsze wolnością myślących inaczej”. Wszystkie miejsca zajęte. Na podium przedstawiciele Fundacji, ambasador Niemiec, władze Zamościa.
Otwierając spotkanie prezydent Rafał Zwolak przyznaje, że słynna Zamościanka budziła kontrowersje. Nie sposób jednak odmówić jej wpływu na rozwój myśli politycznej i społecznej, podkreśla.
Ambasador Miguel Berger zauważa, że działalność i sposób myślenia Luksemburg wykraczały ponad narodowe granice. – Dystansowała się od autorytaryzmu i nacjonalizmu. Szacunek dla wolności myślenia był dla niej najbardziej radykalnym przejawem demokracji – mówi.
Uczestnicy panelu dyskusyjnego rozmawiają o dzisiejszym odbiorze jubilatki.
Biografia Róży Luksemburg traktowana jest wybiórczo – zwraca uwagę Weronika Kostyrko, autorka nagradzanej książki “Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat”, pierwszej tak obszernej biografii w Polsce.
- To nie jest historia komunistki, która chciała przyłączenia Polski do ZSRR. To historia kobiety, która nie miała praw wyborczych, a stanęła na czele największego na świecie ruchu robotniczego.
W Polsce i Niemczech kobiety uzyskały prawa wyborcze w 1918 roku.
Wiceprezydentka Marta Pfeifer przyznaje, że mieszkańcy Zamościa są podzieleni. – Jedni chcą ją z historii wymazać, inni szukają tablicy, której nie ma.
Podkreśla, że Luksemburg była osobą po wielokroć wykluczoną, jako Żydówka, jako osoba z niepełnosprawnością, jako kobieta. Do tego – tu Pfeifer idzie daleko – kobieta niezbyt atrakcyjna. A kobieta była w tamtych czasach traktowana jak trofeum, mówi Pfeifer i zastanawia się, jak daleko zaszliśmy w obalaniu patriarchatu.
Luksemburg rzeczywiście wymyka się kategoriom. Pochodziła z rodziny żydowskiej, ale w domu nie mówiło się w jidysz. Jej językiem był polski. Mieszkając za granicą, czytała polską prasę. Kochała Mickiewicza, tęskniła za polskim krajobrazem. (Czyli PiS powinien ją lubić). Gdy pisała “my” albo “moi rodacy”, miała na myśli Polki i Polaków.
Krytycy Luksemburg podkreślają, że była przeciwna niepodległości Polski.
Obywatel X dostał od IPN biogram, w którym spisane są jej “winy”.
Róża urodziła się, kiedy Polska sto lat była pod zaborami. Uważała, że odbudowa państwa polskiego oddala proletariat od rewolucji światowej. Jej ambicją nie było tworzenie kolejnych państw narodowych. A to sprawia, że z upamiętnieniem Róży nie zawsze jest lekko.
W Zurychu obradowano ponad dwa lata, czy nadać jej imię niewielkiemu placykowi w mało istotnej dzielnicy Albisrieden. A przecież socjaldemokraci i zieloni mają w radzie miasta większość. Udało się w 2025 roku.
Z kolei tablica przy Spiegelgasse, gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin, wisi już od 1928 roku. Jego biurko wystawiane było nawet w zuryskim Landesmuseum – to odpowiednik Muzeum Narodowego – na jubileuszowej wystawie “Rewolucja 1917: Rosja i Szwajcaria”. Lenin w Zurychu mieszkał trochę ponad rok (luty 1916 – kwiecień 1917), Luksemburg zaś prawie dekadę. Napisała tam doktorat, do Szwajcarii często wracała.
W Berlinie jest Plac Róży Luksemburg i sporo pomników. Najważniejszy to ten nad Kanałem Piechoty. Na domu przy ulicy Cranacha, gdzie wynajmowała mieszkanie, też wisiała tablica. W latach 90. prywatny właściciel tablicę skuł, w budynku założył burdel o nazwie Roza L. Miasto musiało interweniować. Tablicę postawiono przed budynkiem. Niemiecka poczta wydała znaczek pocztowy z Różą, niektórzy adresaci ponoć nie chcieli odbierać przesyłek.
Piotr Błażewicz kieruje zamojską Stacją Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego. Jest przewodniczącym Rady Miasta, z PiS. Spotykamy się z nim w jego biurze na Starowiejskiej, daleko od starówki. Jest południe 5 marca. Chcemy dowiedzieć się, czym żyje miasto, gdy nie interesują się nim media z całego kraju.
Jak cała Polska wschodnia i Zamość się wyludnia. Widać to na starówce, która wieczorami jest prawie pusta. Dopiero 6 marca, już po urodzinach Róży, coś się zadzieje, zaczyna się festiwal czekolady.
Poza szpitalem, przewoźnikiem kolejowym i producentem siatek, nie ma pracy. Popularny przewoźnik autobusowy też ma przestać kursować do Zamościa, krążą takie słuchy.
- My do 1998 roku byliśmy województwem, ludzi to boli.
Wojna w Ukrainie nie sprzyja turystyce. Do granicy jest 60 kilometrów, ale turystów przyjeżdża mniej. Błażewicz się denerwuje: – Awantura o Różę Luksemburg nie przynosi nam popularności ani chwały.
Miasto potrzebuje promocji, ale lepszy jest Rajd Koguta (rajd motoryzacyjny z metą w Zamościu) niż pomniki tej komunistki, dodaje.
Błażewicz jako dziecko mieszkał przy ulicy Róży Luksemburg, w 1990 roku przemianowanej na Peowiaków, potem w Alei Lenina, dziś Wyszyńskiego. Nie tęskni do tamtych czasów. Zamiast Luksemburg wolałby upamiętniać inną Różę, Zamoyską, która w czasie II wojny światowej opiekowała się dziećmi z obozu przejściowego w Zwierzyńcu. (Zamoyska ma już swoje rondo).
Pytamy o tablicę poświęconą Luksemburg.
- My jako środowisko prawicowe byliśmy zaskoczeni. Temat spadł jak grom z jasnego nieba. Myślę, że pan prezydent Zwolak nie wiedział, w co się pakuje.
Błażewicz twierdzi, że ktoś prezydenta wkręcił. – Przecież gdyby oskarżono go z paragrafu 256 Kodeksu Karnego (który za publiczne propagowanie nazistowskiego, komunistycznego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju przewiduje karę pozbawienia wolności do lat trzech), byłby skończony. Pytanie, komu na tym zależy – zastanawia się Błażewicz.
Krótko po godzinie 13 dzwoni telefon.
- Halo – Błażewicz przekrzykuje szum w słuchawce – zaczekaj sekundę. Są u mnie dwie panie, z którymi rozmawiam o Róży Luksemburg. Jakbyś mógł nie kląć przez chwilę, włączam cię na głośnomówiący.
- Bąkiewicz kłóci się z ambasadorem – wrzeszczy głos w telefonie.
Błażewicz spodziewał się awantury. Robert Bąkiewicz tego dnia miał kolejną rozprawę w zamojskim sądzie, o agitację polityczną podczas sesji rady miasta. Takiej okazji jak konferencja nie mógł przepuścić.
Zamawiamy taksówkę i jedziemy do ratusza.
Przed Salą Consulatus policja, straż miejska i fotoreporterzy.
Bąkiewicza otacza wianuszek emerytów w żółtych kamizelkach Ruchu Obrony Granic. On sam promienieje. Zapytał ambasadora, kiedy odda Polsce skradzione pieniądze. Oświadczył, że Polacy nie dadzą się Niemcom obrażać.
Policja i straż miejska pilnuje, by nie wszedł na salę konferencyjną.
Na koniec obchodów w ratuszu, prezydent Zwolak ogłasza, że odsłonięcia tablicy nie będzie, nawet w ratuszu, na sztalugach. Twierdzi, że decyzję podjął przed pojawieniem się Bąkiewicza. Ratusz jednak wystąpi o opinię IPN, oświadcza.
Rzecznik IPN Rafał Kościański – rozmawiamy z nim dzień po konferencji – wydaje się zaskoczony: – Upamiętnienie zgodnie z obowiązującymi przepisami należy rozumieć jako trwałe uhonorowanie osób lub wydarzeń. Okazanie tablicy na konferencji albo debacie publicystycznej z pewnością nie jest trwałym upamiętnieniem.
Co innego powiesić na stałe. Tu trzeba zapytać IPN o opinię.
Czy opinia IPN jest dla samorządu wiążąca?
Kościański: – Jak sama nazwa wskazuje, jest to wyłącznie opinia.
Jeśli jednak samorząd nie zastosuje się do niej, wojewoda może wkroczyć do akcji i wyegzekwować przepisy.
Pytamy dalej: jaka treść tablicy byłaby dla IPN do zaakceptowania?
Okazuje się, że żadna: – A możemy wyobrazić sobie, że w jakimś miasteczku w Austrii ktoś wiesza tablicę, że tu urodził się Adolf Hitler? – rzecznik odpowiada pytaniem.
Skoro IPN jest tak przeciwny Luksemburg, dziwi, że na liście patronów ulic zalecanych przez nich do zmiany brak jej nazwiska.
Kościański: – To lista otwarta, dopiszemy.
Na celowniku IPN jest ulica w Gliwicach. I Poznań, gdzie w budynku przy Szamarzewskiego Róża mieszkała w 1903 roku. Ten fakt upamiętnia tablica. Póki co wisi.
- W Polsce nie ma żadnej rekomunizacji – Piotr Osęka, historyk dziejów najnowszych, prawie śmieje się w słuchawkę, kiedy relacjonujemy mu argumenty z briefingu IPN. – Gdyby tak było, to mielibyśmy przypadki powracania do starych nazw typu Nowotki i Marchlewskiego. Nic takiego się nie dzieje, a dekomunizacja przeprowadzona została przez samorządy jeszcze na początku lat 90.
Czy zatem w ogóle potrzebna jest ustawa z 2016 roku?
- Potrzebna jest wyłącznie po to, by udowodnić, że istnieje zjawisko postkomunizmu, z którym PiS chce walczyć. Chodziło o stworzenie chochoła.
Ustawę dekomunizacyjną trzeba czytać w kontekście kampanii wyborczych PiS 2015 i 2023 roku, polityka pamięci była wtedy na partyjnych sztandarach. PiS reklamowało się jako strażnik pamięci, wychodziło przy tym z założenia, że ta może być tylko jedna. Wielogłos jest, według PiS, niebezpieczny.
Osęka: – Tymczasem IPN powinien mieć nazwę w liczbie mnogiej. Bo pamięć nie jest jedna, pamięci jest wiele.
Ustawa nie precyzuje czym jest propagacja ani symbol. Symbole z natury są wieloznaczne, dla każdego mogą oznaczać co innego.
- Wiadomo – kontynuuje Osęka – byli ludzie tacy jak Jakub Berman czy Roman Romkowski, których jedyną “zasługą” było budowanie struktur stalinowskiego systemu totalitarnego. Ale co zrobić z postaciami granicznymi, ludźmi o złożonym życiorysie? Historyk przypomina spór o Wisławę Szymborską, która w młodości popełniła wiersz dla Stalina. Nobla dostała za coś innego. Co zrobić z wybitnymi literatami typu Antoni Słonimski i Władysław Broniewski?
- Idąc za logiką IPN, niedługo będziemy mieć wyłącznie ulice Konwaliowe.
Osęka przypomina, że z Luksemburg już władze PRL miały problem.
Spierała się z Leninem, krytykowała ustrój sowiecki. Luksemburgizmem przyjęło się nazywać odmianę socjalizmu, która drogę do rewolucji widziała w sprawczej sile mas, a nie kadrowej partii. To że zaczęto upamiętniać ją dopiero w latach 60., też o czymś świadczy.
Po konferencji docieramy pod Staszica 37. Jest godzina 14. Napis “Różę pamiętamy” zniknął pod warstwą świeżej farby. Rano jeszcze tu był. Pan z punktu xero, zaraz obok, nie widział, kto zamalował ścianę. – Pewnie wierzący, przyzwoici ludzie. Przecież nie komuniści – mówi. Ale akurat poszedł wtedy na obiad.
Mieszkańcy miasta nie kryją rozczarowania. – Prezydent się zesrał – słyszymy w tłumie zebranym pod kamienicą. – Ratusz miał dwa lata, żeby zająć się sprawą. Nigdy nie było na to czasu. Teraz, bliżej wyborów, wykorzystuje się to politycznie, aby polaryzować mieszkańców – mówi kobieta z tłumu. Nie ma wątpliwości, że tablica powinna wrócić.
Takiego samego zdania jest radny Janusz Kupczyk, kiedyś z SLD, dziś z Nowej Lewicy. Od ośmiu lat w urodziny Róży składa tu kwiaty pod ścianą. Pytamy go, co myśli o decyzji ratusza, by tablicy nie pokazywać. – Pan prezydent przestraszył się prawicy, z którą buduje sobie teraz większość w Radzie – mówi.
Kupczyk skrobie kredą na ścianie tuż nad plamą farby: Różę pamiętamy.
Oficjalny program konferencji się skończył, grono uczestników składa kwiaty pod kamienicą przy Staszica 37. Są przedstawiciele Stowarzyszenia Kuźnica, partii Razem, Nowej Lewicy, są mieszkanki i mieszkańcy miasta. Są bukiety róż i czerwone goździki. Ktoś śpiewa Happy Birthday.
Achim Kessler, dyrektor polskiego przedstawicielstwa Fundacji im. Róży Luksemburg wyznacza nam spotkanie pod kamienicą Staszica 33. Pod tę, gdzie miała być tablica, nie chce podejść. Jest ostrożny.
- Współpraca z niemieckimi fundacjami nie cieszy się w Polsce popularnością – mówi. Nie chce stawiać miasta w trudnym położeniu. Przyznaje jednak: – To miasto wyszło z inicjatywą odsłonięcia tablicy. Zwrócili się z tym do nas. Róża Luksemburg została brutalnie zamordowana przez niemieckich żołnierzy. Nasze wsparcie rozumiem jako krok na drodze do zadośćuczynienia.
Kessler potwierdza, że Fundacja jest sponsorem tablicy. O kosztach woli nie mówić. Fundacja wydaje się mieć jednak większe plany.
Kamienica Generałówki, i jej oficyny, też ta, gdzie mieszkała Luksemburg, od lat stoją puste. W 2010 roku miasto wystawiło je na sprzedaż. Budynki zmieniały właścicieli, każdy obiecywał remont, ze ścian sypał się tynk. Na licytacji komorniczej w 2017 roku nieruchomość nabyła Małgorzata Łoś, właścicielka zamojskiej firmy deweloperskiej Lege Artis. Wielokrotnie wnioskowała do MKDiN o pomoc w renowacji. Resortem kierował wtedy Piotr Gliński. Miasto, jak twierdzi Łoś, blokowało też inne jej inwestycje. Czy to przez Różę Luksemburg? Przy odrobinie dobrej woli remont mógłby już być skończony, narzeka.
Łoś opowiada, że tuż po zakupie nieruchomości, zgłosiła się do niej Fundacja. Interesowali się oficyną. Łoś twierdzi, że rozmawiała z nimi o sprzedaży budynku. Rozważali stworzenie izby pamięci. Niewykluczone, że mogłaby tam zawisnąć tablica. Pytanie tylko która.
Ta stara, zdjęta w 2018 roku? Podobno skuwano ją w nocy. Piotr Zając, ówczesny dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej, próbuje dementować plotki: – Nonsens. Pracownicy w nocy śpią.
Przyciśnięty do muru zaczyna się wahać: – Zapewne nikt nie wysłał ich w środku dnia, by słuchali obelg niezadowolonych gapiów.
Mieszkańcy miasta protestowali, to jasne, bo Zając pytał IPN, co odpowiadać na ich skargi. (Ta korespondencja jest w naszych rękach).
Ze ściany tablica trafiła do Muzeum Zamojskiego, ale nie jest na stanie. Dyrektor Anna Cichosz mówi, że tablicy nie możemy zobaczyć, bo opiekun magazynu jest na urlopie.
Andrzej Wnuk, były prezydent Zamościa, odpowiedzialny za jej demontaż, uważa, że tablica powinna wrócić na ścianę, tyle że na oficynę przy Kościuszki. Ta jest jednak w stanie nie do użytku, a na remont nie ma pieniędzy. Może to komuś na rękę, żeby tak zostało.
Nowej tablicy też zobaczyć nie można. Marta Pfeifer, wiceprezydentka miasta, zapewnia, że tablica jest w bezpiecznym miejscu. Czy w ratuszu?
Pfeifer: – Proszę o inny zestaw pytań.
Kurz po konferencji opadł, goście wyjechali. Pijemy herbatę z Mateuszem Garbulą ze Stowarzyszenia Kuźnica, Garbula jest przewodniczącym zamojskiej filii. Kuźnica organizuje spotkania z naukowcami, publicystami, często lewicowymi, utrzymuje się ze składek. Jej celem jest krzewienie postaw obywatelskich i dialog, też na tematy trudne. Dokładnie rok wcześniej, w urodziny Luksemburg, Kuźnica współorganizowała spotkanie na temat książki Weroniki Kostyrko.
Zastanawiamy się, czego symbolem jest Róża Luksemburg. Dla IPN, to wiadomo. A dla innych? Może należałoby zmienić napis na tablicy? Napisać coś, co nie prowokuje tylu skojarzeń z PRL, co czyni Różę atrakcyjną też dla osób o odmiennych poglądach. Od odsłonięcia tablicy w PRL minęło w końcu pół wieku.
To pytanie zadajemy też Weronice Kostyrko, po panelu na konferencji.
- Do młodych pokoleń może lepiej trafiłoby, że w tym mieście „urodziła się wybitna humanistka i rewolucjonistka, działaczka międzynarodowego ruchu robotniczego”. Była humanistką w najgłębszym sensie tego słowa – jako uniwersalistka i jako erudytka, którą interesował cały świat.
Edwin Bendyk, z Fundacji Batorego, też panelista, zauważa: – Zasadniczy konflikt kapitalizmu, między pracą i kapitałem nie ustał. Przeciwnie,
udział płac, a więc pracy, w produkcie końcowym i w PKB maleje, rośnie udział kapitału. Rozwój AI ma tę proporcję jeszcze bardziej zmienić na niekorzyść pracowników. Wciąż mierzymy się z wyzwaniem, które było centralne dla Luksemburg i lewicy z początku XX wieku.
Jego zdaniem napis na tablicy pozostaje aktualny, nawet jeśli ruch robotniczy brzmi dość anachronicznie.
Janusz Kupczyk z Nowej Lewicy nie otrzymał zaproszenia do panelu. Twierdzi, że program ustalała Fundacja razem z miastem. Gdyby on proponował treść tablicy, nazwałby Luksemburg działaczką społeczną, polityczną, ekonomistką. – Bo klasy robotniczej w rozumieniu jej czasów już nie ma.
Mateusz Garbula też nie dostał zaproszenia do panelu, choć Kuźnica starała się o powrót tablicy. Próbowała dowieść, że usunięto ją nielegalnie, dowodziła luk w dokumentacji. O Róży Garbula napisałby: wybitna ekonomistka, działaczka zaangażowana w walkę o prawa pracowników i prawa kobiet, myślicielka polityczna oraz pacyfistka.
- Walczyła o prawa robotników nie tylko w fabrykach i kopalniach. Dziś mogą identyfikować się z nią osoby pracujące w korporacjach, na umowach śmieciowych, na stażach.
Róża, niestety, wciąż jest aktualna.
Kobiety
Instytut Pamięci Narodowej
Róża Luksemburg
Tablica Róży Luksemburg w Zamościu
Upamiętnianie
Zamość
reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.
reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.
dziennikarka, pisarka, absolwentka socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, Gazecie Wyborczej, TVN24, Dziale Zagranicznym. Autorka dwóch książek reporterskich o Szwajcarii: „Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony“ i „Złota klatka. O kobietach w Szwajcarii“. Pochodzi ze Słupska.
dziennikarka, pisarka, absolwentka socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, Gazecie Wyborczej, TVN24, Dziale Zagranicznym. Autorka dwóch książek reporterskich o Szwajcarii: „Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony“ i „Złota klatka. O kobietach w Szwajcarii“. Pochodzi ze Słupska.
Komentarze