2,5 mln Polaków to pracoholicy, ponad milion jest uzależnionych od zakupów, 27 tys. to nałogowi hazardziści. Zdarzają się uzależnienia od solarium, siłowni... Kiedy zacząć się niepokoić i gdzie zwrócić się po darmową pomoc i poradę? Rozmawiamy z terapeutą Tomaszem Harasimowiczem

Według danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, spożycie alkoholu w Polsce od lat rośnie – w 2018 roku na osobę przypadało statystycznie 9,55 litrów alkoholu. Ok 800 tys. osób jest uzależnionych, a ok. 3 miliony piją nadmiernie i szkodliwie.

Alkohol to jednak nie jedyny problem. Polacy nałogowo:

  • pracują – według danych CBOS mamy ok. 2,5 mln pracoholików;
  • robią zakupy – ponad milion zakupoholików;
  • uprawiają hazard – ok 27 tys. w sposób patologiczny.

Miasto warszawa finansuje program skierowany do osób uzależnionych, ale też zagrożonych uzależnieniem. Po pomoc i radę zwrócić może się każdy, także rodziny zaniepokojone zachowaniem bliskich (dla wszystkich spoza Warszawy pomoc dostępna jest tutaj).

O tym kiedy zacząć się niepokoić i gdzie się zwrócić po pomoc rozmawiamy z terapeutą Tomaszem Harasimowiczem.

Marta K. Nowak, OKO.press: Na plakacie kieliszek, czyli alkoholizm, torba – zakupoholizm, papierosy, komputer… Wszystko jasne. Ale ta książka?

Tomasz Harasimowicz: To nie książka, tylko kolorowy tygodnik. Są ludzie, którzy kupują je na kilogramy. Potem nawet ich nie czytają, tylko wertują.

A słońce i hantla?

Solarium i siłownia – bywają i takie uzależnienia. Ktoś przejada problemy, inny musi zawsze być opalony, jeszcze inny ciągle siedzi na siłowni, żeby intensywnie budować nie do końca wiadomo co. Możliwości jest nieskończenie wiele, bo ludzie mają na siebie różne pomysły.

Nałogowy gracz jest jak alkoholik?

Tak, ale to inne rodzaje uzależnienia. Przy narkotykach, alkoholu czy nikotynie mówimy o uzależnieniu chemicznym, a jeśli chodzi o pracoholizm, gry komputerowe czy siłownię – behawioralnym, czyli uzależnieniu od czynności, zachowań. W praktyce te dwa rodzaje uzależnień często się łączą. Pracoholik może zacząć sięgać po amfetaminę, żeby być wydajniejszy, hazardziści po kokainę, mefedron…

Kiedy powinniśmy zacząć się niepokoić?

Kiedy widzimy, że coś zaburza nasze funkcjonowanie, naturalny rytm, zakłóca komfort. Poświęcamy czemuś tak wiele uwagi, że zaniedbujemy inne sfery życia – relacje z bliskimi, pracę, odpoczynek…

Jeżeli nagle zaczynamy odczuwać deficyty snu, aktywności zawodowej, coś nam się zaczyna sypać, powinniśmy się zastanowić z czego to wynika. Może to chwilowe przesilenie spowodowane zmianą w życiu, ważnym wydarzeniem. A może za bardzo i zbyt kosztownie skupiliśmy się na jakimś działaniu i to nas destabilizuje.

Zacznijmy od uzależnienia chemicznego.

Nie każdy, kto sięgnie po narkotyki, będzie narkomanem. Mamy różną podatność. Znakiem czasu jest to, że wiele osób sięga po różne substancje z czystej ciekawości. Większość odstawi, ale część nie, jeszcze inni zrobią sobie krzywdę. Dlatego tak ważne jest, żeby rzetelnie informować jakie ryzyko wiążę się z zażywaniem określonych substancji. Wiele osób i tak będzie chciało zaryzykować, ale musi wiedzieć, na co się decyduje.

Różne substancje bywają zachęcające i zniewalające, bo nasze problemy pozornie znikają, a my stajemy się – również pozornie – atrakcyjniejsi. To chwilowe złudzenie, ale w naszej głowie taki obraz pozostaje i używki mogą stać się łatwym, pozornym remedium na dojmującą codzienność.

Jeżeli na przykład używamy alkoholu, żeby co jakiś czas poprawić sobie samopoczucie – nie jest źle. Jeśli próbujemy poprawić nim swój wizerunek lub złagodzić niepokój, to znaczy, że mamy deficyt relacji ze sobą i trzeba go przepracować.

Gdzie leży ta cienka granica między bezpiecznym zażywaniem a nałogiem? Pewnie w przypadku silnie uzależniających narkotyków sprawa jest bardziej oczywista, ale co z wszechobecnym i bagatelizowanym alkoholem? Powiedzmy, że mam w zwyczaju codziennie po pracy pić piwo. Wszystko ze mną w porządku?

Nie demonizowałbym tego jednego piwa, dla niektórych to jak deser po obiedzie. Taka mała nagroda albo sposób na ugaszenie pragnienia. Być może należy się zastanowić, dlaczego sięgamy akurat po alkohol, ale jeśli nie przekraczamy pewnej ilości, wszystko może być pod kontrolą.

Ważne jest też to, co się z nami dzieje, kiedy tego piwa nie ma. Jeśli robimy się nerwowi, niemili, zaniedbujemy obowiązki albo relacje, to zaczyna się problem.

Gorzej, jeśli nie potrafimy się na tym jednym piwie zatrzymać. Jeśli pijemy trzecie, czwarte, piąte, to nie chodzi nam wcale o relaks czy ugaszenie pragnienia, tylko o stan oszołomienia.

Oczywiście niektórzy raz na jakiś czas mają na taki stan ochotę. Jeśli zdarza się to na tyle rzadko, że nie dezorganizuje nam życia i żadnej krzywdy sobie ani innym nie robimy, pół biedy. Ale alkohol różnie działa na różne osoby – jeśli ktoś się robi agresywny albo przeciwnie – obdzwania znajomych, jest wylewny, namolny, dziwnie się zachowuje, należy się zastanowić. Nasz wizerunek cierpi, najbliżsi też.

Jeśli tracimy nad sobą kontrolę, rano nic nie pamiętamy, to mamy powód do niepokoju.

Czyli niekoniecznie częstotliwość, nie zawsze ilość, ale nasza reakcja na alkohol powinna być alarmująca?

Tak, im więcej takich niepokojących przypadków, tym poważniejszy problem, bo coraz bardziej ryzykujemy. Bagatelizując problem, przesuwamy granicę i jesteśmy o krok od utraty kontroli.

Teraz o uzależnieniach behawioralnych. Brzmią niewinnie. 

Ale takimi nie są. Niedawno trafiła do mnie rodzina, która nałóg ojca odkryła dopiero kiedy z konta zniknęły wszystkie pieniądze. Problem z hazardem to potworne uwikłanie. Rodzina często zapożycza się, żeby spłacić długi. Kiedy już wydaje się, że jest stabilnie, nagle znika kolejne 10 czy 15 tysięcy – wystarczy jedna noc. Ludzie są w stanie zdjąć obrączki, biżuterię, oddać samochód. Wszystko z przekonaniem, że się odegrają.

To sytuacja, kiedy przekraczamy granice bezpieczeństwa i coraz zacieklej staramy się sobie udowodnić, że możemy tam bezpiecznie funkcjonować, że sobie poradzimy. I tak wikłamy się coraz bardziej. Znam osoby, które prawdopodobnie nigdy nie zdołają uregulować należności. Życie ze świadomością, że pracuję tylko po to, żeby spłacać dług jest potwornie trudne.

A co z uzależnieniami mniej oczywistymi i dramatycznymi? Na przykład od telefonu. Trudno powiedzieć co jest normą.

Telefon jest współcześnie bardzo uzależniający. Zmienia naszą osobowość, bez niego czujemy się niepewnie, stajemy się zagubieni. Na imprezach, w tramwajach, na spotkaniach wielu ludzi jest wpatrzonych w telefony – to część nowej obyczajowości. To się będzie pogłębiać, bo oferta jest tak konstruowana, żebyśmy nie mogli wypuścić telefonu z rąk.

To też problem uzależnienia od sieci, która bardzo zawłaszcza umysły. Ludzie siedzą w internecie godzinami, aż w końcu ich funkcje życiowe zostają sprowadzone do aktywności sieciowej. Mamy wyobrażenie, że nasze uczestnictwo w dyskusjach na Twitterze itd. jest bardzo istotne, nie jest jednak aż tak istotne jak nasze zdrowie psychiczne.

Ilość bodźców, która jest nam dostarczana w sieci wielokrotnie przewyższa nasze możliwości percepcji i to jest niebezpieczne.

A pracoholizm? Tu granica też wydaje się rozmyta.

Jeżeli cierpi na tym nasze otoczenie, zaniedbujemy dzieci, rodzinę, czas wolny, to znaczy, że zgubiliśmy proporcje. Pracoholizm sięga głęboko – do relacji z najbliższymi, do poczucia własnej wartości, relacji towarzyskich, poczucia zagubienia, osamotnienia… Niektórzy z kolei uciekają w pracę, bo mają dość rodzinnych trudności i obowiązków.

A poświęcenie dla pracy jest zdradliwe, bo po jakimś czasie spada nasza produktywność. Po przekroczeniu pewnego progu przepracowania tracimy możliwość normalnego funkcjonowania. Zaczynamy wspomagać się różnymi substancjami aż w końcu się gubimy, uzależniamy.

A co z uzależnieniem u dzieci i młodzieży?

W przypadku młodych ludzi uzależnienie to często zaniedbania wychowawcze – rodzice odpuścili, stracili konieczną uważność i dzieci siedzą przed komputerem, sięgają po używki, bo koledzy i koleżanki…

To naturalne, że nastolatkowie w pewnym wieku przedkładają relacje rówieśnicze nad rodzinne, ale powinni wiedzieć, że na rodzica mogą zawsze liczyć, że to do niego należy się zwrócić, kiedy dzieje się coś niepokojącego. Takie zaufanie buduje się od najmłodszych lat. Obecność i zainteresowanie dorosłych są kluczowe. Musimy wiedzieć, czym żyje nasze dziecko, czym się pasjonuje, czego pragnie, jakich ma przyjaciół.

Niestety zdarza się, że używki służą dziecku do rozładowania napięcia, które budują sami rodzice. Na przykład wtedy, kiedy rozwój dziecka mają autorsko zaprogramowany. Rodzice żyją w niedosycie realizacyjnym, bo dziecko nie spełnia ich oczekiwań, a dziecko żyje pod presją, a często ma inne możliwości i pomysły na życie.

Czy na uzależnienia można się jakoś uodpornić?

Możemy reagować, kiedy w naszym życiu pojawia się coś, co nas destabilizuje. Program Pomoc Warszawa skierowany jest do:

  • osób zagrożonych uzależnieniem oraz uzależnionych;
  • ich rodzin i bliskich;
  • wszystkich, którzy czują, że coś zaczyna ich destabilizować, przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu.
  • osób i instytucji zainteresowanych profilaktyką, leczeniem oraz terapią i wsparciem osób z problemem uzależnienia.

Wystarczy wejść na stronę www.pomocwarszawa.pl, znaleźć najbliższą placówkę i umówić się na wizytę. Kilka placówek na liście jest komercyjnych, ale większość poradni finansowana jest przez m.st. Warszawa i jest bezpłatna. Pomoc jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy z niej skorzystać.

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!