0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.plWładysław Czulak / A...

Na koniec dnia w poniedziałek okazało się, że niemieckie pomiary rzeczywiście wykazały rtęć w wodzie, ale pobrana ona była nie z głównego nurtu rzeki i wiadomo już, że nie odpowiada za śmierć ryb. Nadal, trzy tygodnie od pierwszych sygnałów o katastrofie Odry, nie wiadomo, co zabija rzekę.

15 sierpnia był jednak dniem rtęci i premier Morawiecki mógł na konferencji prasowej nad Odrą obrzucić Donalda Tuska oskarżeniami o fake newsy.

Pierwiastek zagubiony w tłumaczeniu

Informacja o tym, że Odrę może zabijać sól rtęci, pojawiła się pod koniec tygodnia. Powtarzali ją działacze PO, powołując się na pierwsze niemieckie analizy.

Marszałkini Elżbieta Polak

" rel="nofollow">opublikowała na Twitterze zdjęcie z wideokonferencji z niemieckim ministrem i napisała, że ten "w bezpośredniej rozmowie" przyznał, że "stężenie rtęci w Odrze było tak wysokie, że nie można było określić skali". Tym samym potwierdziła doniesienia niemieckiego radia i telewizji RBB, które jako pierwsze podało publicznie informacje o rtęci w rzece.

View post on Twitter

Na dobre afera z rtęcią rozkręciła się w niedzielę, bo propaganda rządowa zrobiła z tego główny problem Odry i przekonywała, że to fałszywa informacja rozsiewana przez opozycję. Zaczęło się po wspólnych, polsko-niemieckich konsultacjach i konferencji prasowej ws. sytuacji na Odrze w niedzielę 14 sierpnia 2022. Miał to być początek nowej, lepszej współpracy obu państw w celu ustalenia przyczyn ekologicznej katastrofy. Zamiast tego otarliśmy się o dyplomatyczny skandal.

Dziennikarz TVP zapytał niemiecką delegację, czy rzeczywiście w próbkach z rzeki znaleziono rtęć, jak podaje marszałkini Polak.

"Marszałek województwa lubuskiego napisała na Twitterze w piątek, że pan potwierdził jej osobiście, że stężenie rtęci w Odrze było tak wysokie, że nie można było określić skali. Chciałem pana zapytać, czy pan powiedział takie słowa, na jakiej podstawie i dlaczego" - tak brzmiało pytanie. Ale, jak pisaliśmy w OKO.press, polski tłumacz, który przekazał pytanie ministrowi rolnictwa i środowiska niemieckiego landu Brandenburgia Axelowi Voglowi zapytał go jednak, czy mówił marszałkini Polak, że Odra jest „żrąca”. Kwestię rtęci pominął.

Vogel odpowiedział, że „taka wypowiedź nie jest mu znana”. „Poinformowaliśmy, że odczyn pH jest bardzo wysoki i nie możemy wyjaśnić, dlaczego tak się stało” – dodał.

Ale choć pytanie zostało źle przetłumaczone, polskie prorządowe media uznały, że minister zaprzeczył. I rozpoczęły nagonkę na Elżbietę Polak.

Ostre słowa do cytatów dostarczyli na Twitterze politycy PiS.

"Po tej wypowiedzi niemieckiego ministra zasadne jest podejrzenie, że Elżbieta Polak w sytuacji kryzysowej dezinformowała opinię publiczną ws. sytuacji na Odrze. Moim zdaniem powinny to wyjaśniać odpowiednie służby" - napisał w niedzielę wieczorem wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker.

"No to jest niezła afera. Czyli marszałek województwa lubuskiego wymyśliła sobie rtęć? Może po to, by odwrócić uwagę od problemów w podległym jej WORD?" - wtórował mu Maciej Wąsik, również wiceszef w MSWiA.

"Sprawa jest oczywista. Oficjalne stanowisko Niemiec jest znane" - skwitował sprawę wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba.

"Marszałek woj. lubuskiego »dezinformowała opinię publiczną« ws. rtęci?" - to pytanie, które jeszcze w poniedziałkowe południe widniało na stronie głównej portalu TVP.info. Podobne tytuły pojawiły się na portalach wPolityce.pl i Polska Times.

Przeczytaj także:

Niemcy zdumieni

"To jest oburzające! Zostałem zapytany przez tłumacza o rzekomy cytat z mojej osoby, że woda w Odrze może poparzyć ręce. Zareagowałem na to i wyjaśniłem wartości pH. Nie pytano mnie o poziom rtęci"- napisał na Twitterze dziś rano Vogel.

Do wpisu załączył udostępnione przez jednego z Twitterowiczów zrzuty ekranów pokazujące, jak prorządowe polskie media wykorzystują wypowiedź Vogla do dementowania rzekomego fake newsa marszałkini Polak.

View post on Twitter

Jak się okazało, niemiecki minister na konferencji w ogóle nie usłyszał pytania o rtęć, nie mógł więc nic zdementować.

Prorządowe media zdążyły jednak przekierować uwagę na ten swoisty "sukces" władzy — brak rtęci w rzece. Tysiące martwych ryb, skażenie Odry i opieszałość rządu w reakcji na ekologiczną katastrofę zeszły na dalszy plan.

Rtęć była, ale to nie ona zabija

Wciąż nie wiemy, co zabiło tysiące ryb w Odrze. Polskie i niemieckie badania na razie wskazują na duże zasolenie wody, podwyższone — zasadowe — pH oraz podwyższone stężenie tlenu.

Z przesłanego do OKO.press maila z ministerstwa środowiska Brandenburgii wynikało, że poziom rtęci jest wciąż sprawdzany. W tym kontekście sobotni komunikat ministry klimatu Anny Moskwy, w którym zapewnia, że Niemcy nie stwierdzili obecności rtęci w wodzie, wydawał się przedwczesny (Na konferencji prasowej w niedzielę ministra informowała, że Polska "prowadzi prace nad identyfikacją źródła").

„Na dziś żadne z badań nie potwierdziło obecności substancji toksycznych. Prowadzimy też badania ryb. Mamy zakończone badanie w kierunku rtęci i metali ciężkich – nie stwierdzono ich w próbkach. W najbliższym czasie sprawdzimy 300 kolejnych wskaźników” – mówiła Moskwa w niedzielę.

W poniedziałek po południu niemieckie władze podsumowały spotkanie ze stroną polską.

Minister Axel Vogel potwierdził, że ostrzegał Elżbietę Polak, że w pierwszej zbadanej przez Niemców próbce wykryto duże stężenie rtęci. W rozmowie z marszałkinią miał jednak dodać, że próbka mogła być anomalią, a badania należy wykonać ponownie.

Kolejne próbki miały dać wyniki w granicach tolerancji środowiskowej lub nieznacznie ją przekraczające.

Vogel powiedział, że nie sądzi, by to rtęć była przyczyną umierania ryb. Bo pierwiastek ten długo kumuluje się w żywych organizmach.

"Błądzimy w ciemności, badamy się insektycydy, pestycydy, wszelkiego rodzaju substancje" - przyznał Vogel.

Wieczorem niemiecka ministra środowiska Steffi Lemke powiedziała, że choć nadal trwają badania i nadal nie wiadomo, co zatruło rzekę, "rtęć nie wydaje się być przyczyną śmiertelności ryb". Rzecznik Lemke Urlich Schulte powiedział Polsat News, że "rtęć nie została wykryta zarówno u śniętych ryb, jak i w samej wodzie. Tak więc dzisiaj możemy to wykluczyć".

Natomiast polski Główny Inspektorat Ochrony Środowiska przyznał, że w próbkach niemieckich, pobranych w starorzeczach Odry i jej dopływach rtęć była. Natomiast polskie badania w głównym nurcie rzeki rtęci nie wykazały, a Państwowa Inspekcja Weterynaryjna wykluczyła rtęć jako przyczynę śnięcia ryb.

Min. Vogel podkreślił też, informacje o skażeniu Odry na wysokości Wrocławia strona niemiecka powinna była dostać od Polski już 28 lipca. "Tak się jednak nie stało. Zostaliśmy zaskoczeni" - ubolewał.

"Pierwsze śnięte ryby w Brandenburgii zostały zauważone 9 sierpnia. Nie mieliśmy żadnego ostrzeżenia ze strony Polski" - powiedział rzecznik Schulte. A było to dwa tygodnie po tym, jak informacje o skażeniu Odry pojawiły się w Polsce. Wcześniej wędkarze informowali o martwych rybach w Kanale Gliwickim.

;

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Komentarze