Prawa autorskie: AFPAFP
21 czerwca 2022

Rysa na krysztale - pierwsza afera korupcyjna w rządzie Fiali. I to nie byle jaka

Po kilku miesiącach względnego spokoju i dobrego PR-u nastąpił pierwszy kryzys w nowym czeskim rządzie. Nadszedł z najmniej oczekiwanej strony – odpowiada za niego wchodzące w skład koalicji ugrupowanie samorządowców i niezależnych polityków STAN

Kryzys zdarzył się w bardzo złym momencie – tuż przed objęciem przez Czechów 1 lipca prezydencji UE

Źródłem problemu okazał się należący do STAN wiceprezydent Pragi Petr Hlubuček. W piątek 17 czerwca sąd skazał go na areszt pod zarzutem korupcji i działania w zorganizowanej grupie przestępczej. W następstwie afery do dymisji podał się minister edukacji i wiceszef partii Petr Gazdík.

Czeska opinia publiczna i opozycja oczekują również rezygnacji szefa STAN-u, wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych Víta Rakušana. Ten jednak, pomimo niejasnych kontaktów z lobbystami, nie poczuwa się do odpowiedzialności i cieszy się zaufaniem premiera Petra Fiali.

Gazdík jest pierwszym ministrem, który opuszcza powołany w styczniu gabinet. STAN – oprócz niego i Rakušana – ma w rządzie jeszcze dwa resorty: gospodarki i spraw europejskich.

I teraz to właśnie ten ostatni może obecnie wywoływać dodatkowe napięcia, gdyż za niecałe dwa tygodnie będzie koordynował prace czeskiego przewodnictwa w UE.

Kiedy w pierwszej połowie 2009 roku Czesi po raz pierwszy objęli przewodnictwo w pracach Unii Europejskiej, ich głównym celem była walka z następstwami kryzysu finansowego z 2008 roku. W marcu jednak nieoczekiwanie parlament przegłosował wotum nieufności (przeciw własnemu rządowi głosowali nawet członkowie koalicji), co doprowadziło do upadku rządu Mirka Topolanka, powołania w jego miejsce gabinetu przejściowego Jana Fischera i osłabiło czeską prezydencję.

Powodem złożenia wówczas wniosku o wotum nieufności dla rządu były wówczas umowa z USA dotycząca rozmieszczenia w Czechach elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej, opóźniana reforma służby zdrowia oraz próba wymuszenia wpływu na media przez bliskiego znajomego premiera.

STAN (Starostové a nezávislí, czyli Burmistrzowie i Niezależni) to liberalny ruch samorządowców i niezależnych polityków. Do zeszłorocznych wyborów wystartowali w koalicji z Partią Piratów, chwalili się opinią „kryształowych” i niezamieszanych w żadne afery. Zdobyli aż 33 mandaty; pod względem liczby posłów – po opozycyjnym ANO kontrowersyjnego miliardera i byłego premiera Andreja Babiša oraz ODS premiera Petra Fiali - są trzecią siłą w parlamencie.

Obecny skandal z Hlubučkiem przypomina niesławne afery korupcyjne z Pragi i sploty polityki z biznesem sprzed ponad dekady. Zamieszani są w nią czescy politycy, samorządowcy, przedsiębiorcy oraz przedstawiciele państwowych firm z Czech i zagranicy, wśród nich kolega byłego premiera Słowacji Roberta Fico i były prezes słowackich kolei towarowych, Matej Augustín.

Głównym celem działań przestępczych było wyprowadzanie pieniędzy z Praskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego DPP, spółki obsługującej transport miejski w czeskiej stolicy. Ustawiano przetargi, wymuszano renegocjacje kontraktów, przyjmowano sięgające wielu milionów koron łapówki.

„Mówię ci (…), nie ma strachu. Jak będziemy w Pradze, możemy kraść” – mówił cytowany w policyjnym akcie oskarżenia jeden z członków grupy.

Początki działalności przestępczej grupy sięgają listopada 2018 roku. Petr Hlubuček, który już zasiadał w radzie nadzorczej DPP, wszedł także do rady miejskiej i wkrótce objął fotel wiceprezydenta miasta. Udało mu się obsadzić kluczowe stanowiska menedżerskie swoimi ludźmi, przez co zdobył kontrolę nad zamówieniami publicznymi oraz realizacją kontraktów spółki. Grupa stopniowo przejmowała kolejne departamenty, w tym dział prawny, dział IT oraz wydział majątkowy, zajmujący się utrzymaniem stacji postojowo-technicznych metra, zajezdni tramwajowych oraz autobusowych, czy też rewitalizacją niektórych obiektów komunikacyjnych. Nowy zarząd ponadto pozbywał się osób, które zwyciężyły w konkursach menedżerskich, a zaplanowane konkursy odwoływał.

Tajne spotkania członków grupy odbywały się w prywatnych mieszkaniach oraz hotelu w centrum Pragi. W kontaktach między sobą używali szyfrowanych połączeń telefonicznych oraz komunikatorów, a miejsca, gdzie się spotykali, kontrolowali pod kątem możliwych urządzeń podsłuchowych.

Według policji w działaniu szajki chodziło o celowe zawyżanie cen i renegocjacje umów z kontrahentami, na których wymuszano dodatkowe prowizje lub nowe opłaty stałe. W razie niedostosowania się grożono zerwaniem kontraktu. Zmuszano firmy do wystawiania fałszywych faktur, pod którymi kryły się milionowe łapówki, przekazywane członkom grupy w zamian za utrzymanie bieżących zleceń. Ustawiano też postępowania komornicze.

Policja zdobyła harmonogram wypłat i podziału łapówek między członków gangu. Zatrzymała ich 29 maja, trzy dni po ostatnim tajnym spotkaniu.

Śledczy podkreślają, że grupa miała silne zaplecze polityczne w osobie szefa STAN-u, ministra spraw wewnętrznych Víta Rakušana, a szefostwo szajki - Petr Hlubuček, Michal Redl oraz Pavel Kos - było powiązane z ugrupowaniem Starostové a nezávislí i cieszyło się względami partii.

„Redl na bieżąco komunikuje się telefonem komórkowym z zabezpieczeniem kryptograficznym z wiceszefem STAN-u Petrem Gazdíkiem” – raportuje policja. Przypomina, że w okresie wyborów Redl był u ministra w domu i umawiali się na spotkania w „bezpiecznej przestrzeni”. Oprócz tego spędzali razem rodzinny urlop.

Czeska policja stawia zarzuty 11 osobom, 10 udało się zatrzymać. Trzy – w tym Hlubučka - sąd posłał już do aresztu.

Za działalność w zorganizowanej grupie przestępczej grożą im kary co najmniej 10 lat więzienia oraz konfiskata majątku. Oprócz tego ciążą na nich zarzuty korupcyjne, co może przynieść wyrok o 10 lat wyższy.

Hlubuček po postawieniu zarzutów natychmiast zrezygnował ze wszystkich funkcji partyjnych i podał się do dymisji w ratuszu. Jesienią miał ubiegać się o wejście do ścisłego kierownictwa partii, ale STAN zawiesił jego członkostwo.

Afera poważnie zaszkodziła ugrupowaniu i zrujnowała jego „kryształowy” wizerunek. Podczas gdy w okresie wyborów do Izby Poselskiej w listopadzie 2021 roku STAN cieszył się poparciem blisko 12 proc. wyborców, obecnie sympatię dla ruchu deklaruje zaledwie 6,5 proc. Czechów. To przed wrześniowymi wyborami samorządowymi może stanowić dla niej poważne wyzwanie, zwłaszcza że od swego powstania partia koncentrowała się na polityce lokalnej i regionalnej.

W wyborach z 2018 roku STAN do administracji gmin i województw wprowadził ponad 2750 osób, w tym obsadził stanowiska prezydentów dwóch miast wojewódzkich: Liberca i Igławy. Spośród partii politycznych był na drugim miejscu. Teraz – jak twierdzi politolog Lukáš Valeš – będą walczyć o przeżycie w polityce.

Premier Fiala ocenił, że STAN problem rozwiązał w sposób właściwy. „To uczciwe rozwiązanie, którego w ostatnich latach w polityce krajowej brakowało” – napisał na Twitterze. W ten sposób pośrednio nawiązał do sprawy byłego premiera Andreja Babiša, na którym ciążyły zarzuty korupcyjne i trwało europejskie śledztwo dotyczące konfliktu interesów. Fiala podkreślił też, że nie rozważa dymisji szefa MSW.

Ale to Babiš może wyciągnąć z obecnego kryzysu największe korzyści. Choć jeszcze nie zgłosił swojej kandydatury, przewiduje się, że będzie ubiegał się w przyszłym roku o urząd prezydenta Republiki Czeskiej. Już teraz jego główne ataki koncentrują się na trudnej sytuacji gospodarczej, z którą rząd – jak twierdzi - nie potrafi sobie poradzić. Skorumpowani urzędnicy, związani z rządzącą koalicją mogą mu tylko pomóc; wcześniejsze kampanie budował wokół walki z korupcją, m.in. w ODS i praskim magistracie.

Według Babiša dodatkową odpowiedzialność za aferę ponosi premier Fiala, który pozostawia STAN w rządzie i firmuje jego „mafijne i zbójeckie” praktyki.

„Prawdziwą głową hydry jest pan Rakušan, który z pozycji ministra spraw wewnętrznych kryje zorganizowaną przestępczość STAN-u” – mówił. Zdymisjonowanego ministra edukacji Gazdíka uznał jedynie za „mackę” przestępczej ośmiornicy.

„To wielkie rozczarowanie” – komentował aferę w czeskim radiu publicysta Adam Černý. „Obecna koalicja rządząca startowała do jesiennych wyborów z pewnym etosem, z wizerunkiem partii, które się nie ubrudzą, które nie są związane ze skandalami korupcyjnymi. A jak widać, mijają trzy czwarte roku od wyborów, i mamy aferę” – powiedział.

Jak wyjaśnił, jest to sprawa lokalna, lecz i wymowny dowód długotrwałej, chronicznej choroby życia politycznego w Czechach. „Partie nie potrafią odciąć się od ludzi, którzy chcą czerpać prywatny zysk ze środków publicznych” – podkreślił.

Czeska policja ma w związku z aferą dodatkowe zadanie. Obecnie prowadzi poboczne dochodzenie, dotyczące wycieku danych o śledztwie wokół szajki. Media w Pradze bowiem jeszcze przed ogłoszeniem szczegółów opublikowały nazwiska osób, należących do grupy przestępczej.

Udostępnij:

Michał Zabłocki

dziennikarz, aktywista klimatyczny, były korespondent PAP w Moskwie, Pradze i Bratysławie, obecnie stypendysta programu Marcina Króla think-tanku Visegrad Insight. Autor książki “To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach”. Mieszka w Budapeszcie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne