0:00
Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja GazetaAdam Stepien / Agenc...
26 lipca 2020

Rząd chce zaciskać pasa na budżetówce. Spadną realne płace pół miliona pracowników

W państwowej sferze budżetowej pracuje ok. 550 tys. osób. To m.in. urzędnicy, pracownicy więziennictwa czy sanepidu. Ich podwyżki zamrożono po ostatnim kryzysie i zanim na dobre je przywrócono, rząd znów chce je zatrzymać. Jednocześnie gwarantuje 13. i 14. emeryturę. OPZZ zapowiada sprzeciw

Wydrukuj

Przypomnijmy: „Dziennik Gazeta Prawna” dotarł do założeń ustawy budżetowej na 2021 rok, nad którymi pracuje Ministerstwo Finansów. Do 31 lipca powinny być przekazane Radzie Dialogu Społecznego. Na razie społeczni partnerzy nie dostali potwierdzenia planów ministerstwa.

Projekt przewiduje znacznie niższy wzrost płacy minimalnej niż deklarowany przez PiS podczas kampanii wyborczej do Sejmu w 2019 roku. Zamiast obiecanych 3000 złotych, ma ona w 2021 roku wynieść 2716 złotych. Czyli wzrośnie o 116 zł z obecnych 2600 zł.

Mamy też zamrożenie podwyżek w sferze budżetowej.

Jeśli informacje się potwierdzą, na podwyżki w przyszłym roku nie mogą liczyć m.in. urzędnicy państwowi, policjanci, żołnierze, pracownicy Służby Ochrony Państwa i zakładów karnych.

Zamrożenie, odmrożenie, zamrożenie

Według szacunków OPZZ, w państwowej sferze budżetowej pracuje około 550 tys. osób. (W całej sferze budżetowej - również samorządowej - pracowników jest ponad 1,6 miliona. Wobec ignorowanych przez rząd problemów finansowych samorządów nie tylko pracowników państwowej budżetówki czekają problemy - przyp red.)

„Przez osiem lat mieliśmy zamrożenie płac w państwowej sferze budżetowej. Potem symboliczne podwyżki w 2018 i 2019. Za pierwszym razem tylko o poziom inflacji. Jeśli teraz znów wracamy do całkowitego zamrożenia płac, to oznacza spadek płac realnych w budżetówce” – mówi OKO.press wiceprzewodniczący OPZZ, Piotr Ostrowski.

Podwyżki w sferze budżetowej wstrzymano po 2009 roku, powołując się na kryzys gospodarczy i konieczność oszczędności. Wówczas premier Donald Tusk i ówczesny minister finansów Jan Rostowski działali zgodnie z międzynarodowym konsensusem, który mówił: w czasie kryzysu należy oszczędzać.

Dla jednych miliony, dla drugich cięcia

W tym roku jest zupełnie inaczej. Cały świat się zadłuża i dosypuje pieniądze do gospodarki, aby załamanie gospodarcze nie było zbyt głębokie. Tak też w wielu sferach działa rząd Prawa i Sprawiedliwości.

W ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju polskie firmy otrzymają łącznie aż 100 mld złotych. Okazuje się jednak, że w niektórych sferach zanosi się na powrót do filozofii oszczędności.

Piotr Ostrowski: „Na pewno się na to nie zgodzimy i będziemy wnioskowali o to, aby płace rosły. Przypomnę, że dwa lata temu nasza propozycja podwyżek w państwowej sferze budżetowej wynosiła 12,1 proc., w zeszłym roku - 15 proc. Jeżeli w przyszłym roku znów ma to być zero, to jest to bardzo niepokojący sygnał. Pracownicy sfery budżetowej na pewno nie będą z tego zadowoleni”.

Duże kontrowersje budzi jednoczesne zwiększenie dodatkowych świadczeń dla emerytów. O trzynastej i czternastej emeryturze kosztem pracowników pisaliśmy już tutaj.

Solidarność, a nie antagonizowanie grup społecznych

„Nie możemy mówić: zabierzcie emerytom, dajcie pracownikom” - podkreśla Piotr Ostrowski. - „Na pewno wyższych dochodów potrzebują i emeryci, i pracownicy. Ale widać wyraźny rozdźwięk pomiędzy hojnością obecnej władzy dla emerytów w postaci dodatkowych transferów. Szczególnie że czternasta emerytura pojawiłaby się w przyszłym roku po raz pierwszy. A dla osób pracujących zapowiadają się w przyszłym roku tylko cięcia i ograniczenie podwyżek. Tego nie należy chwalić. Ale musimy być ostrożni, żeby nie antagonizować środowisk. Trzeba raczej wskazywać, że pewne grupy są faworyzowane a inne zdecydowanie nie. A robi to obecna władza".

Brak podwyżek w sferze budżetowej zapowiadał już 21 kwietnia premier Morawiecki:

„W administracji staramy się szczepić gen oszczędności. To nie czas na nagrody, premie, bonusy i podwyżki - mówił, zastrzegając, że wyjątkiem są służby medyczne i mundurowe”.

Przypomnijmy też, że w jednej z ustaw antykryzysowych PiS umieścił zapis umożliwiający łatwiejsze zwalnianie pracowników sektora finansów publicznych. To szersza kategoria niż sfera budżetowa. Takie ułatwione zwolnienia dotyczą grupy ok. 2,5 mln pracowników.

Zapomniana budżetówka

Od 2010 roku płaca minimalna wzrosła prawie dokładnie dwukrotnie. W 2010 roku wynosiła 1317 złotych, w 2020 – 2600 złotych. Nieco wolniej, ale także dynamicznie rosło średnie wynagrodzenie. W tym samym okresie wzrosło o 57 proc.

Jednocześnie przez większość tego czasu pracownicy sfery budżetowej byli w podwyżkach omijani, a w efekcie pozostawali w tyle. Do tego stopnia, że coraz większą część z nich obejmowały podwyżki płacy minimalnej.

Ale jeszcze w zeszłym roku do wynagrodzenia minimalnego wliczano im dodatek stażowy, przez co część z nich omijały nawet kolejne podwyżki płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2020 stażowe nie liczy się już w sferze budżetowej w momencie ustalania, czy dany pracownik zarabia poniżej, czy powyżej nowej płacy minimalnej. Ale zmianą objęto jedynie dodatek stażowy, a innych (np. funkcyjny lub za pracę w trudnych warunkach) już nie. I znowu wielu pracowników zostało pod kreską.

Wygląda to więc na kolejną, wprowadzaną na szybko zmianę w przepisach. Od lat rządzący nie są w stanie pochylić się nad płacami w sferze budżetowej. Rząd PiS nie jest tutaj wyjątkiem.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne